Tom Clancy's EndWar (PC)
Premiera Świat - 27 luty 2009 Premiera Polska - 3 kwiecień 2009
Ocena użytkowników: dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Ubisoft Shanghai Dystrybutor: Ubisoft Wydawca: Ubisoft
Gatunek: Strategia Podgatunek: RTS Cechy gry: Wolna kamera
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 54 screenów, 5 video, 2 recenzji, 10 newsów,
Papier, nożyce, kamień… ze sterowaniem głosowym!
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Kirq
Czy oczekiwania fanów zostały spełnione? Być może będziesz mógł odpowiedzieć sobie na to pytanie po przeczytaniu niniejszego tekstu.
Kirq
Preludium
Endwar przenosi nas do roku 2020. Świat po raz kolejny stoi na krawędzi wojny. W roku 2016 atomowy atak terrorystyczny na bliskim wschodzie pochłania 6 milionów ofiar oraz rozbija zupełnie światowa równowagę energetyczną. Doprowadza to do szeregu mniej lub bardziej wiarygodnych zdarzeń na skalę globalną. Po pierwsze Stany Zjednoczone we współpracy z Europą budują w 100% skuteczny system obrony przeciwrakietowej zażegnując tym samym zagrożenie wybuchu wojny nuklearnej. W wyniku zachwiania balansu energetycznego świata wywołanego przez zamach terrorystyczny, Rosja staje się głównym dostawcą energii. W tempie błyskawicznym powraca ona do swojego niegdysiejszego statusu supermocarstwa. Dodajmy do tego, że Zachodnia Europa jednoczy się tworząc Federację Europejską i mamy już śliczny trójbiegunowy rozkład sił na świecie. Zastanawia mnie tylko gdzie podziały się Chiny?
Stany Zjednoczone zepchnięte na boczny tor w wyniku osłabienia ekonomicznego postanawiają wrócić do roli światowego lidera rozpoczynając projekt o nazwie "Gwiazda Wolności". Ma on na celu umieszczenie na orbicie potężnej stacji wojskowej mogącej naruszyć równowagę sił na świecie. Tu nasuwa się pytanie skąd USA bierze finanse na ten projekt skoro kraj znajduje się w recesji i dołku finansowym? No dobrze, już wracam do tematu. Mamy 2020 rok, napięcie pomiędzy trzema mocarstwami sięga zenitu. Do wybuchu globalnej wojny wystarczy mały impuls i taki impuls naturalnie nadchodzi. Nie będę pisał więcej aby nie spojlerować, gdyż wydarzenia doprowadzające do wybuchu III Wojny Światowej są przedmiotem fabuły minikampanii stanowiącej jednocześnie tutorial oraz wprowadzenie do gry.
Jak działa ta machina wojenna?
Dobrze. Kiedy mamy już za sobą całą otoczkę przejdźmy do sedna - gameplayu. I tu bez owijania w bawełnę muszę powiedzieć, że mnie osobiście Endwar rozczarował na całej linii. Już wyjaśniam skąd ta surowa ocena.
Po ukończeniu tutorialowej kampanii, rozpoczynamy właściwą rozgrywkę. Wybieramy stronę konfliktu - Federacje Europejską, USA lub Rosję i rozpoczynamy podbój świata. Gra toczy się na dwóch płaszczyznach. Na mapie świata wybieramy nowe prowincje do podboju lub też próbujemy bronić te na których postanowił położyć łapę przeciwnik. Wybór ten tylko pozornie ma wpływ na przebieg kampanii. Z niewiadomych powodów, planując kierunek naszej ekspansji nie możemy wybrać dowolnego sektora z którym sąsiadujemy, gra narzuca nam 2-4 sektory na których możemy rozegrać najbliższą bitwę. Tego typu rozwiązanie przebiegu kampanii ma kolejną wadę, mianowicie zmuszony byłem wielokrotnie rozgrywać bitwę na tej samej mapie ponieważ przeciwnik z uporem maniaka przeprowadzał na nią ataki. A ja planowałem ekspansję w innym kierunku. Kampanie można ukończyć na dwa sposoby - poprzez podbicie wszystkich trzech stolic bądź też przejęcie pod kontrolę 28 sektorów. Ten drugi sposób jest zdecydowanie łatwiejszy i tak też ja ukończyłem Endwar.
Sednem Endwar są bitwy rozgrywane w czasie rzeczywistym na mapach które wybraliśmy w fazie strategicznej (to może trochę za mocne słowo). W grze pojawia się 4 rodzaje rozgrywki. Podbój polega na zajęciu i utrzymaniu ponad połowy celów strategicznych – przekaźników systemu obrony przeciwrakietowej o której mówiłem w Preludium. Przekaźniki stanowią ważny punkt nie tylko w skali strategicznej ale również taktycznej. Zajęcie każdego z nich daje nam punkty doświadczenia stanowiące swoistą walutę za którą kupujemy uzupełnienia w trakcie bitwy oraz wzywamy wsparcie spoza mapy. Dodatkowo przekaźniki możemy rozbudowywać umożliwiając wzywanie konkretnych rodzajów wsparcia o intensywności zależnej od ilości przekaźników które przeznaczyliśmy na dany rodzaj wsparcia. Ważnym jest, iż przekaźniki zajmować może jedynie piechota, gdyby nie to, nie byłoby chyba najmniejszego sensu wystawiać jej do walki.
Gdy któraś ze stron przejmie ponad połowę przekaźników, gra wchodzi w fazę defcon. Wygląda to tak, że obie strony uzyskują dostęp do tzw. broni masowego rażenia która dobrze użyta potrafi anihilować połowę sił przeciwnika. Dodatkowo strona przegrywająca uzyskuje możliwość wyłączenia z rozgrywki wybranego przez siebie przekaźnika. Domyślam się, że twórcy chcieli w ten sposób urozmaicić i przedłużyć rozgrywkę, ale w mojej ocenie podstawowym efektem jest irytacja. Po co promować nieudolność? Jeśli przeciwnik nie jest w stanie rozegrać bitwy w taki sposób aby uzyskać przewagę to powinien sam próbować sobie radzić z sytuacją w której się znalazł. Nieraz zdarzało mi się, że moja szybka ekspansja i zajmowanie kolejnych przekaźników nagradzane było wielkim łubudu i koniecznością kupowania od nowa połowy armii. Aha, nie wspomniałem o jednej ważnej rzeczy. To strona przegrywająca ma pierwszeństwo w użyciu "broni masowego rażenia". W zasadzie eksterminacji można zaradzić tylko w jeden sposób, tuż przed zajęciem newralgicznego przekaźnika, należy rozproszyć swoje siły, wróg czeka z atakiem do momentu kiedy może on zniszczyć możliwie największą ilość jednostek. Jeśli przegapisz ten moment, czeka cię duża doza frustracji.
Drugim rodzajem rozgrywki jest Szturm. Tu sprawa jest prosta, należy zniszczyć wszystkie jednostki przeciwnika. Jako trzeci mamy Sabotaż, polegający na zniszczeniu ponad połowy określonych celów rozproszonych po mapie. Ten tryb rozgrywany jest podczas ataku na lotniska i porty. Czwartym trybem, z którym mamy po czynienia w ostatniej fazie podboju stolic jest Oblężenie. Podczas rozgrywania tego typu misji naszym celem jest podbicie jednego konkretnego przekaźnika, jest to naturalnie najbardziej oddalony i dobrze broniony punkt.
Pomimo, że w grze pojawiają się cztery rodzaje rozgrywki, jeśli ktoś zapytałby mnie jakie pierwsze słowo przychodzi mi do głowy kiedy pomyślę o bitwach z Endwar, powiedziałbym - schematyczność. Jest to spowodowane faktem, że tak naprawdę w grze istnieje tylko jeden tryb rozgrywki i jest nim Szturm. Wynika to z tego, iż każdą misje możemy zakończyć poprzez wypełnienie założonych celów lub też eksterminację sił wroga. Osoby grające w Endwar szybko zorientuj się, że jest to przedsięwzięcie dużo łatwiejsze od mozolnej walki o przekaźniki oraz znoszenia efektów defconu. Praktycznie od połowy kampanii wszystkie moje misje wyglądały jednakowo, wystawiałem do walki siły nastawione na szybką eksterminację przeciwnika i wyjeżdżałem mu na spotkanie zamiast zdobywać przekaźniki. Za punkty doświadczenia zdobyte za niszczenie oddziałów wroga kupowałem kolejne jednostki, zamykałem siły wroga w jego bazie i zakańczałem bitwę niejednokrotnie w ciągu 5 minut.
Jak wygląda sama walka? Porównałbym ją do nieco rozbudowanej gry w kamień, nożyce i papier. W grze każda jednostka ma swoje nemezis i swoją ofiarę. Wyjątkiem jest piechota która jeśli nie znajduje się w zabudowaniach lub za zasłoną posiada tylko nemezis. Praktycznie klucz do przejścia Endwar objawił mi rozbrajający ekran ładowania misji przedstawiający łańcuch walki (jak nazwali to sami twórcy). Ów screen pokazuje śmigłowiec, czołg oraz transporter piechoty. Pojazdy połączone są strzałkami określającymi kto jest sprite a kto jest pragnieniem. Wedle schematu czołg pokonuje transporter, ten zaś niszczy śmigłowce które radzą sobie z czołgiem. Jest to schemat nie do przeskoczenia i tyle. Śmigłowce przy pomocy rakiet z łatwością niszczą pancerne czołgi, niestety z jakichś przyczyn nie dają sobie zupełnie rady z mniej opancerzonymi transporterami które walą do nich jak do kaczek. Prawda jest taka, że cała rozgrywka sprowadza się do przemieszczania po mapie swoich jednostek tak aby twoje nożyce wpadały na wrogi papier, unikając przy tym kontaktu z kamieniem. Armię należy mieć skonstruowaną tak aby móc szybko wystawić każdy z trzech podstawowych rodzajów wojska zależnie od tego czym będzie próbował zaskoczyć nas przeciwnik. Strasznie to wszystko proste i rozczarowujące. Naprawdę, nie boję się stwierdzić, że większy stopień komplikacji mieliśmy w praojcu wszystkich RTS, grze w którą starsi gracze mieli okazję grać na początku lat 90-tych. Mowa naturalnie o Dune II.
Elementem który dodatkowo utrudnia rozgrywką i wielokrotnie czyni ją mocno frustrującą jest fakt, iż w grze nie mamy możliwości swobodnego rozglądania się po polu walki. Kamera przypisana jest zawsze do aktualnie wybranej jednostki. Nie byłoby to może tak bardzo frustrujące gdyby gra pozwalała na większy zoom out. A tu o ile możemy przybliżyć się naprawdę mocno do pola walki, z oddaleniem już tak wesoło nie jest. Pole widzenia jest mocno ograniczone, kiedy kierujemy śmigłowcami to niejednokrotnie musimy kierować kamerę nieco do góry, żeby zobaczyć prowadzony przez nas oddział. O zobaczeniu śmigłowców z góry mowy nie ma. Gra posiada również pewne elementy które zapewne mają nadać jej hollywoodzkiego szyku i efektowności. Mowa o niekontrolowanych przybliżeniach kamery do pola walki kiedy przykładowo nasza piechota wyskakuje z transporterów opancerzonych bądź też zabiera się za zajmowanie stacji przekaźnikowej. Kamera pikuje wtedy zatrzymując się dopiero pomiędzy naszymi żołnierzami trzęsąc się przy tym z reporterska manierą. Niektórym może się to podobać ale dla mnie jest to zabieg zupełnie zbędny, jego efektem jest jedynie utrata orientacji oraz kontroli nad wydarzeniami na polu walki.
Wspomnę tu jeszcze kilka słów o tym jak Endwar wygląda i brzmi. Muszę przyznać, że pod względem graficznym gra prezentuje się całkiem przyzwoicie. Co prawda wkradają się gdzieniegdzie tekstury rodem z ubiegłego tysiąclecia ale takie wpadki widziałem również w produkcjach które słynęły z graficznych wodotrysków. Gra nie powala graficznie, ale na pewno można o niej powiedzieć, iż plasuje się powyżej przeciętnej. Dźwięk w Endwar jest przeciętny. Nie można gry ani zganić ani pochwalić za warstwę audio wiec nie ma się nad czym specjalnie rozpisywać.
Jednostka… dwa… zabezpiecz… Alfa.
Zajmijmy się teraz kolejnym mocno podkreślanym przez twórców elementem gry - systemem dowodzenia głosem. Powiem wam, że sam nie wiem co o tym osławionym systemie myśleć. Spotkałem się z różnymi opiniami, jedni mówili, że działa, drudzy, że nic a nic. W przewadze jednak byli zdecydowani ci zadowoleni. Ja muszę się ze wstydem przyznać, że należę do tej mniejszości, która jakoś nie mogła dogadać się z Endwarem. Może to wina mojej dykcji, może mikrofonu ale dla mnie schody pojawiły się już przy kalibracji. Nad ostatnim testowym komunikacie który zdaje się brzmi "BMR Zulu" spędziłem dobre 10 minut. Bez rezultatu. Komputer odczytywał moje słowa z dość efektowną powtarzalnością, ale niestety w większości prób rozumiał je jako "EMP Beta". Rozumiem, że można pomylić BMR z EMP, ale zulu z beta?! Muszę tu nadmienić, że naprawdę się starałem. Próbowałem powolnej wymowy cedząc każdą literę, próbowałem mówić płynnie i szybko, były próby ciche i głośne… zero rezultatów. W końcu kliknąłem "pomiń rozkaz" i z następnym poradziłem sobie już za drugą czy trzecia próbą.
Osławiony system kontroli głosowej podobno uczy się naszego głosu i działa tym lepiej im dłużej gramy. Być może dałem mu zbyt mało czasu, gdyż nie doszedłem do momentu w którym mógłbym powiedzieć, że system działa. Owszem, w pewnym momencie komputer odczytywał 3-4 komunikaty na 5. Skuteczność niby całkiem niezła ale niestety nie zadowalająca. Przekonywałem się o tym za każdym razem kiedy komputer rozumiał mój rozkaz w stylu "jednostka jeden zabezpiecz bravo" jako "jednostka siedem wycofuj się". W pewnym momencie zorientowałem się, iż pomiędzy mną a Endwarem nastały ciche dni. Po prostu wkrótce uświadomiłem sobie, że siedzę cichutko i jedyne co słychać (zapewne ku uldze mojej żony) to tylko kliknięcia myszki i klawiatury. Chyba po prostu stwierdziłem, że wolę wydać rozkazy przy pomocy klasycznych kontrolerów; może i zajmie mi to pół sekundy dłużej ale przynajmniej mam pewność, że nie stracę 3 sekund na odkręcanie skutków błędnie zrozumianej dyrektywy.
Gra dla wielu graczy?
Po ukończeniu kampanii postanowiłem sprawdzić jak wygląda multiplayer. Wyczytałem w instrukcji, iż mamy do dyspozycji dwa podstawowe tryby zabawy - potyczkę oraz teatr wojny. Pierwszy to klasyczna bitwa rozgrywana na wybranej przez nas mapie, drugi to wersja multiplayerowa tego z czym mieliśmy do czynienia podczas rozgrywania kampanii dla pojedynczego gracza. Skłamałbym gdybym powiedział, że byłem rozczarowany kiedy mimo kilku prób nie udało mi się rozegrać ani jednej bitwy w trybie multiplayer. Gra kilka razy uraczyła mnie komunikatem informującym, iż niemożliwym jest uzyskanie połączenia z serwerem Ubisoftu. Kiedy już udało mi się uzyskać połączenie nie mogłem znaleźć nikogo chętnego do zabawy. Założyłem nawet dwa razy swój własny serwer ale czekanie na przyłączenie się kogoś chętnego do rozegrania bitwy spełzło na niczym w obu przypadkach. Szczerze mówiąc nie jestem pewien, czy nie wynikało to z jakiegoś technicznego problemu leżącego po mojej stronie. Powiem Wam jednak, iż poczułem ulgę, iż problemy natury technicznej bądź też po prostu brak chętnych do gry w trybie dla wielu graczy (w co jestem w stanie uwierzyć) uwolniły mnie od wątpliwej przyjemności dalszego obcowania z Endwarem.
Endwar
Kończę powoli tę recenzję mając nadzieję, iż w sposób w miarę obiektywny przedstawiłem wam jaką grą jest Endwar. W mojej ocenie jest on grą mierną. Nie robi on ani pół kroku do przodu w gatunku RTS. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, iż produkt ze stajni Ubisoftu robi krok wstecz. Endwar na pewno nie dowiódł , iż konsole nadają się do strategii czasu rzeczywistego na równi z PC. Grając na PC w ten port konsolowego okrętu flagowego z gatunku RTS, miałem wrażenie jakbym jechał maluszkiem po niemieckiej autostradzie. Możliwości ogromne ale samochód nie jest w stanie osiągnąć więcej niż 90 km na godzinę. Nic nie pomagają desperackie wypady tułowiem do przodu, maszyna nie przyspieszy i tyle. Jak to mawiają mądre głowy "wyżej bioder nie podskoczysz"… czy jakoś tak.
recenzja dodana przez:
Kirq
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Całkiem przyzwoita grafika
+ Dla niektórych prostota
+ System kontroli głosem, kiedy działa
− Prostota
− Schematyczność
− Nuda
− Banalna fabuła
− Fatalna kontrola nad kamerą
− System kontroli głosem, kiedy nie działa
Ocena wszystkich
recenzentów
6.0
Grafika 75%
Dźwięk 70%
Gameplay 55%
Kirq: Ogarnięty wojną Paryż. (PC)
Kirq: Artyleria ostrzeliwuje wrogi oddział. (PC)
Kirq: Wymiana ognia pomiędzy piechotą. (PC)
Kirq: Widok taktyczny dostępny dzięki pojazdowi dowodzenia. (PC)

