Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Call of Juarez (PC)

Lubię to! 20

Premiera Świat - 7 wrzesień 2006 Premiera Polska - 8 wrzesień 2006

Ocena użytkowników: dobra

3 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka, Skradanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Historyczna, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 37 screenów, 8 video, 3 recenzji, 1 newsów,

Interaktywny western. W dodatku bardzo dobry.

[ zobacz inne recenzje 3 ]
Najlepsza recenzja dodana przez E. Siekiera E. Siekiera
Przed premierą wiele się o tej grze mówiło. Gdzieś jednak do głosu dochodził zdrowy rozsądek, nie pozwalający wierzyć, że twórcom skądinąd niezłego (choć nie pozbawionego błędów) Chrome'a uda się przełamać klątwę ciążącą nad wszelkimi FPS-ami rozgrywającymi się w realiach Dzikiego Zachodu. I co? I guzik. Call of Juarez zaskoczył na całej linii. Pozytywnie ma się rozumieć.

Eugeniusz Siekiera


Dzieło wrocławskich programistów to klasyczny westernowy szablon. Mamy tu wszystko, o czym fani Dzikiego Zachodu śnią po nocach - rancza położone wśród porośniętych trawą pól i wzgórz, wypaloną słońcem pustynię gdzieś na granicy z Meksykiem i typowe westernowe miasteczko obowiązkowym saloonem i więzieniem w samym centrum. Mamy Indian, bandytów, zwyczajnych farmerów, a nawet kobiety trudniące się najstarszym zawodem świata (chwali się, że gra nie mydli oczu i w żaden sposób nie próbuje fałszować rzeczywistości tylko po to, by załapać się na niższy próg wiekowy). Nie mogło również zabraknąć obowiązkowego napadu na pociąg, szalonych pościgów za pędzącym dyliżansem, krajoznawczych wycieczek do lokalnej kopalni oraz oczywiście pojedynków w samo południe. Jeśli zaś o tych ostatnich mowa, mamy rozgrzane do czerwoności rewolwery, strzelby, a później nawet łuk z zapasem strzał. Są piesze wędrówki po prerii, jest jazda konna, wspinanie się na skalne urwiska i zimne kąpiele w rwącym potoku. Czy czegoś zabrakło? Może przyjemnej, odpowiednio stylizowanej ścieżki dźwiękowej? Nie, ona również jest i świetnie ilustruje wydarzenia na ekranie. Po premierze znalazło się całe grono malkontentów krzywiących się na to lub tamto, ale powiedzmy sobie szczerze - pod względem zawartych w grze elementów mamy do czynienia z dziełem skończonym i zapiętym na ostatni guzik. Na szczycie tego rogu obfitości znajdziemy parę totalnie zróżnicowanych bohaterów i sztampową, ale przyjemną w odbiorze opowieść oglądaną oczyma każdego z nich.

Ofiara...



Na wzór westernów wszystkie persony dramatu przedstawione są na ogół w czarno-białych barwach. Ci dobrzy są dla grającego poza wszelkim podejrzeniem, zaś każdy czarny charakter to autentyczna szuja, cwaniak i ogólnie bardzo nieprzyjemny typ. Sam scenariusz poprowadzony jest dwutorowo, co w moim przekonaniu okazało się wybitnym pomysłem, gdyż para głównych bohaterów jest praktycznie pod każdym względem mocno zróżnicowana, po drugie zaś ich losy nieustannie się przeplatają, a więc mamy okazję poznać tę samą historię z dwóch różnych perspektyw - ściganego i ścigającego.

Meksykanin, w którego mamy sposobność wcielić się w pierwszym rozdziale opowieści, nie ma łatwego życia. Billy Świeca jest wyszydzany, gnębiony i prześladowany praktycznie przez każdego, kogo spotka na swojej drodze. Nawet przychylność miejscowej prostytutki kończy się dla niego tragicznie. Poznajemy go w chwili, gdy postanawia wrócić w rodzinne strony, by odwiedzić matkę. Niestety, jak na pechowca z krwi i kości przystało, spokojna, rodzinna wizyta zamienia się w szaleńczą ucieczkę przed ludźmi, którzy podejrzewają go najgorsze zbrodnie. Billy to postać, która mając niemal wciąż przegwizdane, musi nieustannie uciekać i kryć się w cieniu. Dlatego też rozgrywając nim kampanię w singlu musimy nastawić się na rozwiązania typowe dla skradanek. Idea ta, choć świetna, nie została wykorzystana w stu procentach, więc do światowej czołówki gatunku trochę misjom Billy'ego brakuje. Poza tym widok z perspektywy pierwszej osoby nie jest w tym przypadku najszczęśliwszy, gdyż nie mamy pełnego wglądu w postać bohatera i czasem trudno wyczuć, czy aby na pewno nam nie wystaje pół d... zza krzaka. Billy, poza schylaniem łba za przeszkodą i unikaniem wrogich spojrzeń, został również obdarzony talentami sprawnościowymi. Innymi słowy potrafi doskonale wspinać się na półki skalne, zaś biczem operuje nie gorzej, niż Indiana Jones i z pomocą tego niepozornego narzędzia potrafi nie tylko poskromić wygłodniałego wilka, ale i przedostać się w niedostępne dla innych miejsca.

...i łowca...



Totalnym przeciwieństwem Billy'ego jest drugi grywalny bohater, pastor Ray. Kiedyś niebezpieczny zbir, dziś pokorny sługa w służbie pana, nawracający zbłąkane owce w miasteczku Hope. Postać, w której z całą pewnością miłośnicy komiksów dopatrzyliby się cech Świętego od Morderców z Kaznodziei, czy też tytułowego bohatera Pielgrzyma. Pastor Ray pewnego dnia postanawia odkurzyć zardzewiałe kolty i wraz z boskim słowem nieść również pomstę. Dzierżąc w jednej łapie rewolwer, w drugiej biblię, wyrusza na świętą krucjatę, której celem jest Billy.

Ray to niezwykle charyzmatyczna postać. Człowiek, który jest mistrzem w posługiwaniu się bronią palną, zaś jego tors chroni specjalny pancerz. Jak łatwo się domyślić, etapy rozgrywane w jego skórze, ze skradanki przeistaczają się w typową strzelaninę. By za nudno nie było, w skórze wielebnego możemy uaktywnić specjalny tryb koncentracji, przypominający z grubsza bullet-time. Świat na chwilę zwalnia, my zaś mamy czas na odstrzelenie kilku łbów za jednym zamachem. Minusem jest sposób, w jaki opcję tę aktywujemy (wymagane jest schowanie obu spluw do kabur).

...w jednym stali domu



Losy tej dwójki raz po raz będą się splatać, gdyż zaślepiony pragnieniem zemsty Ray nieustannie będzie deptał Billy'emu po piętach. W skórze obojga przyjdzie nam przemierzyć kawał świata ? wyruszymy z Hope, poprzez równiny, wysokie góry, farmy, rancza i kopalnie dotrzemy w pobliże granicznego miasta Juarez, gdzie przyjdzie nam odkryć skrywane pod ziemią skarby. Etapy są nie tylko bardzo zróżnicowane, ale i rozległe. Do tego stopnia, że twórcom niemal udało się nas nabrać na to, że scenariusz nie ciągnie gracza za rączkę krok po kroku. Owszem, na niektórych mapkach do celu można dotrzeć wieloma ścieżkami, ale nie zmienia to faktu, że nie jest to świat o strukturze znanej z Morrowinda czy Gothica. Po prostu mapy zostały zaprojektowane w ten sposób, że czasem mamy poczucie totalnej wolności.

Garść (mało istotnych) wad



Największą skazą rodzimej superprodukcji są z pewnością wymagania sprzętowe. Z silnika znanego wcześniej z Chrome'a wyciśnięto chyba wszystkie soki, bo gra prezentuje się zaskakująco okazale, ale za piękną, wyrazistą grafikę trzeba zapłacić niezwykle wysoką cenę, jeśli oczywiście marzy się nam odpalenie gry w maksymalnych ustawieniach (m.in. Shader Model 3.0). Ale zapewniam, oszałamiające widoczki są tego warte. Ktoś niezorientowany zbytnio w temacie mógłby je pomylić z tymi z Obliviona, ale mimo wszystko Call of Juarez nie jest aż tak piękny jak dzieło Bethesdy, a momentami miałem wrażenie, że ma jeszcze większe zapotrzebowanie na moce przerobowe komputera. Drugim minusem jest doczytywanie leveli. Nawet przy 2 GB bardzo szybkiej pamięci trwa to stosunkowo długo. Na szczęście problem ten nie dotyczy już quick save'ów w trakcie rozgrywki.

Do listy wyżej wymienionych niedociągnięć z kronikarskiego obowiązku należałoby dopisać również drobiazgi w rodzaju przenikania przedmiotów w pewnych miejscach, średnio wykorzystany potencjał silnika fizycznego, czy konieczność dwukrotnego przechodzenia niektórych fragmentów map. Dwie pierwsze skazy prawdę mówiąc zupełnie nie doskwierają, zaś trzecią trudno w ogóle uznać za wadę, gdyż została wymuszona przez taki a nie inny scenariusz. Jeśli chcemy poznać tę samą historię widzianą z różnych perspektyw, trzeba się z tym pogodzić.

Niektórzy do powyższej wyliczanki dopisaliby także liniowość, co jak dla mnie jest totalną bzdurą. Wszak w FPS-ach to powszechny standard. Mniejsza zresztą z tym. Istotne jest, że wszelkie wady tracą na znaczeniu, gdyż dzieło Techlandu bardzo uczciwie wywiązało się z wszelkich założeń, jakie wymusiła na nim taka a nie inna tematyka. Na dodatek zawiera w sobie taką liczbę smaczków, pomysłów i atrakcji, że wystarczyłoby ich na całą trylogię. Póki co przydałaby się chociaż część druga. Już teraz mogę zadeklarować, że kupiłbym ją w ciemno.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: E. Siekiera E. Siekiera który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  świetna oprawa
+ para totalnie zróżnicowanych bohaterów
+ shooter i skradanka w jednym
+ klimat
+ całe multum ciekawych pomysłów i rozwiązań

Minusy

  wymagania potrafią przydusić niemal każdy komputer
 długie wczytywanie poziomów
 etapy skradankowe mogłyby być lepsze
 mimo wszystko szybko się kończy

dlatego E. Siekiera
ocenia tę grę na:

8

Grafika 90%

Dźwięk 70%

Gameplay 80%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.3

Grafika 86%

Dźwięk 80%

Gameplay 83%

[ + dodaj screen ]

Kirq: Polowanie na zająca (PC)

E. Siekiera: Czerwonoskórych też nie mogło zabraknąć (PC)

E. Siekiera: Czy ja pozwoliłem ci odejść? (PC)

E. Siekiera: Gdzie się patrzysz, baranie, przed tobą stoję (PC)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka