Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Driver: Parallel Lines (PC)

Lubię to! 3

Premiera Świat - 30 czerwiec 2007 Premiera Polska - 27 wrzesień 2007

Ocena użytkowników: średnia

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Samochodowa Podgatunek: Wyścigi

Rozgrywka: Singleplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 5 screenów, 3 video, 1 recenzji,

Zabawa w Nowym Jorku

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez OsaX Nymloth OsaX Nymloth
Driver: Paraller Lines miał być powrotem do dawno utraconej formy pierwszego Kierowcy i pokutą za grzechy, popełnione w Driv3rze. Jednocześnie, ciężko było ustrzec się porównywania gry brytyjskiego Reflections z serią Grand Theft Auto. Czy najnowsza część Drivera zmyła hańbę poprzedniczki i stanowiła równorzędnego konkurenta dla dzieła Rockstara?

OsaX Nymloth

Już na wstępie napiszę, iż Driver: Parallel Lines to niezbyt udany twór, którego potencjał został zmarnowany w iście popisowy sposób. Chcecie wiedzieć, dlaczego Reflections ponownie nawaliło, to czytajcie dalej tę recenzję. Reszta może z czystym sumieniem odpuścić przygody Dzieciaka w Nowym Jorku.

Miłość i pokój!


Gra zaczyna się w złotych latach '70 w Nowym Jorku, czasie dzieci kwiatów, rock'n'rolla i szybkich wozów. Wtedy to do miasta przybył młody kierowca, zwany TK (The Kid, oryginalne jak diabli) z silnym postanowieniem korzystania z życia we wszystkich możliwych aspektach. Nowy Jork dawał mu wielkie możliwości. Panienki, używki, nowe auta i szmal, po który wystarczyło się tylko przejechać. Żeby to zdobyć, musiał tylko zasłużyć sobie na zaufanie jakiejś grupy, najlepiej działającej na kształt mafii. Początkowo znał w mieście tylko Ray'a, mechanika i właściciela sieci warsztatów w całym mieście. Przez niego dostawał rozmaite zlecenia, pomagał w napadach na monopole, uciekał debilom z policji. W pewnym momencie poznał Slinka, showmena obracającego żywym towarem i jednocześnie człowieka o fatalnym guście. Po wykonaniu dla niego kilku zadań, przed Dzieciakiem otworzyła się droga do swojego amerykańskiego snu, wstąpił w szeregi grupy przestępczej i zyskał sławę najlepszego kierowcy w całym pieprzonym mieście. Jednak tak naprawdę okazał się być jedynie narzędziem - przydatnym przez chwilę, a następnie porzuconym. Po udanej misji porwania pewnego Kolumbijczyka, TK zostaje wrobiony w morderstwo i skazany na 28 lat więzienia w nowojorskim Sing Sing, zaś jego dotychczasowi wspólnicy bawią się w najlepsze. Lecz TK nie zapomina i każdy dzień odsiadywania wyroku spędza na obmyślaniu swej zemsty.

Historii nie będzie, Aśkę dopadła grypa


Ci z Was, którzy już zdążyli się zbulwersować, iż wyjawiam całą fabułę Drivera, niech się uspokoją. Opowieść Dzieciaka jest prosta, przewidywalna, banalna w typowym wręcz, amerykańskim stylu. Bez cienia wątpliwości, scenarzyści Reflections nie popisali się niczym, co pozwoliłoby się wczuć w klimat gry i zapomnieć o całym świecie podczas rozgrywki. Miast tego podczas odkrywania kolejnych elementów fabuły gracz najzwyczajniej w świecie ziewa. Na dobitkę, zakończenie gry jest cienkie jak postny barszcz i tak na dobrą sprawę bezsensowne.

Historia nie jest mocną stroną Parallel Lines, dlatego też porzućmy nudny schemat i skupmy się na tym, czym seria miała naprawdę przyciągnąć graczy i skusić ich na wysupłanie odpowiedniej sumki.

Ładne wózki, lśniące wózki. I pięknie kobiety, taaa


Esencją Drivera są szybkie wózki, bardzo szybkie sportowe auta i piekielnie szybkie motocykle. Tak najkrócej można opisać tę produkcję, ewentualnie dopisując coś o pościgach, rozwalaniu lokali, czy też strzelaniu z jadącego ponad setkę auta z jedną ręką na kierownicy. Obydwie epoki, w których toczy się gra, czyli Nowy Jork lat '70 oraz w roku 2006, charakteryzują się oczywiście nie tylko lekko zmienionym wyglądem samego miasta i rozkładem ulic, ale przede wszystkim samochodami. Co prawda, gra nie posiada żadnej oficjalnej licencji, lecz wygląd samochodów nie powinien u nikogo wywołać odruchu typu "ja do tego nie wsiądę". Po Wielkim Jabłku rozbija się całkiem spora liczba aut, wśród których znajdą się wyścigowe bryki, którymi można pośmigać zupełnie legalnie na jednym z dwóch torów, więzienna furgonetka, busy szkolne, muscle cary czy też motocykle. Każdy wózek oczywiście różni się osiągami oraz wytrzymałością, różnice nie są co prawda gigantyczne, ale przymusowa przesiadka do jakiegoś powolnego vana sprawia, że gracz zaczyna odruchowo rozglądać się za czymkolwiek lepszym. Jeśli chodzi o możliwości aut z najbliższego nam okresu, czyli 2006 roku, to ich prędkości maksymalne nie uległy drastycznym zmianom w stosunku do lat '70. W zasadzie poza wyglądem samochody się praktycznie nie zmieniły, a na upartego odnoszę wrażenie, że we współczesnym Nowym Jorku jeździ zaledwie kilka typów różniących się między sobą pojazdów, a cała reszta to klony w trochę innych kolorkach.

Zwiedzanie Nowego Jorku? Nuda!


Jazda po Manhatanie, Brooklynie czy Queens teoretycznie powinna być przyjemnością. Możliwość zaszalenia na Times Square, przejażdżki po parku, czy też szaleńcza jazda po moście Brooklyńskim w kierunku Statuy Wolności brzmią może i kusząco, ale w przypadku Drivera człowieka ogarnia nuda. Odwzorowanie miasta na pewno nie jest złe, gorzej z całą resztą budynków mniej charakterystycznych niż Twin Towers, które są zrobione rzemieślniczo. Czworokątne kopie, powtarzający się mały zestaw tekstur i paskudne wrażenie, że jadę po dzielnicy, w której wszystko wygląda podobnie do tej, którą minąłem pięć minut temu. Ciut lepiej sprawa ma się w 2006 roku, a to dzięki temu, iż Nowy Jork bardziej przypomina tę metropolię, którą jest obecnie. Jednak uczucie deja vu podczas jazdy pozostaje, a graczowi nie pozostaje nic innego, jak tylko przestać zwracać nadmierną uwagę na otoczenie. Liczy się jak najszybsze dotarcie do celu, nie rozbicie samochodu na jednokierunkowej drodze, w którą nieopatrznie się wpakował oraz zgubienie policji, która nie zamierza pozwolić na łamanie pięciu punktów kodeksu drogowego na raz.

Całe szczęście, że twórcy postarali się o pewne zróżnicowanie misji, których wykonywanie popycha fabułę do przodu. TK będzie miał okazję wciąć udział w mniej lub bardziej legalnych wyścigach, zdemoluje kilka sklepów porno, będzie ścigał różnych ludzi i strzelał z rakietnicy do helikoptera. W Nowym Jorku nadarzy się również okazja do brawurowej jazdy motorem po dachach budynków, zabawę w ochroniarza, pogoń przez całe miasto za grupą kurierów oraz branie udziału w zorganizowanym porwaniu. Jak widać, na nudę narzekać nie będziemy, zwłaszcza, że na mapie porozrzucane są różne dodatkowe fuchy, na których można się dorobić. Mamy wśród nich wyścigi uliczne, bicie rekordu w przejechaniu danego odcinka, rozwalenie stoiska z pączkami i ucieczka przed wkurzonymi stróżami prawa, czy też pomoc w napadzie z bronią w ręku. Część tych mini-zadań widnieje na głównej mapie miasta, część zaś należy odkryć samemu, wypatrując podczas jazdy specyficznych, brzydkich ikon, unoszących się w powietrzu.

Co jednak z tego, że misje są różne w założeniach, skoro same w sobie nie są niczym specjalnym? Zwrotów akcji praktycznie nie uświadczymy, a sam schemat wykonania kolejnych poleceń jest niemalże ten sam. Dojedź na miejsce, dogoń, zabij/zabierz i ewentualnie wróć w jednym kawałku. Oczywiście, jest kilka chwalebnych wyjątków, jak chociażby nakierowanie gliniarzy na skupisko przemytników, dokonujących właśnie dużej transakcji. Ogólnie mówiąc, Driver: Parallel Lines pod względem misji sprawia wrażenie nieudolnej podróbki GTA. Sytuacji ani trochę nie poprawia fakt, że samo dojechanie na miejsce wykonywania kolejnej robótki jest równie nudne, jak bezcelowe szwendanie się po mieście.

Dlaczego twój wóz jest w kawałkach?


Na plus jednak można zaliczyć przyzwoitą oprawę audiowizualną. Grafika może i nie powala na kolana, ale nie razi również po oczach tonami niepotrzebnych efektów, ani nadmierną kanciastością okolicy. Modele samochodów są przyzwoite, pociski zostawiają charakterystyczne ślady na karoserii, szyby można zbić, a opony przebić. Również wjechanie w jakąś boczną alejkę zazwyczaj skutkuje tym, iż na prawo i lewo latają rozmaite kartony, elementy siatek ogrodzeniowych, znaki drogowe tudzież pechowi przechodnie. System fizyki na pewno można zaliczyć na plus, obiekty oddziaływają nie tylko na gracza, ale również same na siebie. Czasami miło było obserwować, jak popchnięty kontener na śmieci wypada na drogę przez ogrodzenie i trafia w taksówkę, która zalicza bliskie spotkanie ze ścianą tudzież drzewem. Trochę gorzej zachowują się przechodnie, którzy dość dziwnie spowalniają samochód. Rozumiem, że walnięcie w człowieka w jakiś sposób wyhamowuje auto, ale sposób w jaki ukazano to w Driverze jest dość dziwny. Inna sprawa, że sposób poruszania się przechodniów przypomina kukły wypchane słomą i z drewnianym kijem miast kręgosłupa.

Muzyka jest nierówna, a to za sprawą dwóch epok, w których toczy się akcja gry. Lata '70 to czasy klasycznego rock'n'rolla, okres który z pewnością pamiętają Wasi rodzice. ;] Wśród lecących w radio kawałków wyłowić można kilkanaście znanych nut, ot chociażby Jimi?ego Hendrixa czy Funkadelic. Bez wątpienia, ta epoka w Driverze sprawia, że gra nabiera rumieńców. O piekło gorzej jest jednak w obecnym Nowym Jorku, kiedy to z głośników atakuje nas jakieś tekno-umcyk-bumcyk-rap-nie-wiadomo-co. Wiadomo, że to zupełnie nie moje klimaty, ale - na litość - tak paskudnych dźwięków (bo muzyką tego nie odważę się nazwać) nie słyszałem w grze od dawna. Dlatego też w roku 2006 radio w samochodzie milczało. Dziwne jednak, że w takim San Andreas ziomalskie klimaty mi aż tak bardzo nie przeszkadzały. Nie ta klasa, panowie z Reflections, co?

Ależ głupi ci gliniarze!


Kończąc tę recenzję, muszę wspomnieć jeszcze o kilku sprawach, które w moich oczach dobiły grywalność Drivera, a które wydają mi się wprost żenujące jak na produkcję takiego kalibru.

Pierwszym czynnikiem, za który autorów powinno się wysmarował smołą i wytarzać w pierzu jest sztuczna inteligencja, a właściwie jej brak. W grach tego typu AI takiej policji zazwyczaj nie stoi na przesadnie wysokim poziomie, lecz to, co dzieje się w Driver: Parallel Lines jest po prostu marne. Policja niby reaguje na to, że grasuję po mieście z setką na liczniku, potrącam na ich oczach pieszych lub też "palę gumę" stojąc w korku. Co jednak z tego, skoro zaraz po zainteresowaniu się wozem TK, panowie z niebieskich uniformach zaczynają jakieś dziwne manewry w wyniku których w 95% przypadków pakują się w ścianę. Niebiescy mają również w nosie fakt, że z rozpędu wjadę na skrzyżowanie, pomylę pasy, zahamuję na ręcznym i grzecznie wjadę na właściwą stronę jezdni niezważając na czerwone światło. Po prostu dalej sobie stoją i udają, że nic nie widzą. W sumie to chyba rzeczywiście mundurowi czerpią na niesamowitą krótkowzroczność, bowiem wielokrotnie przemykałem na pełnym gazie przez krzyżówkę w odległości jakichś 20 metrów od radiowozu. Efektu na stróżach prawa to nie wywierało i żeby zwrócić ich uwagę na siebie, trzeba dosłownie przeparadować im przed nosem. Albo rozwalić budę z pączkami. Albo wpakować im się w tył wozu. Samo zgubienie glin, nawet z helikopterem na karku, jest dziecinnie łatwe - wystarczy wjechać gdzieś, gdzie według mapy drogi nie ma i policja zachodzi w głowę, gdzie też Dzieciak zniknął. Parking, park, okolice stadionu, czasami nawet ciut szerszy chodnik i taras wystarczy, aby policja z rykiem syren pojechała dalej, ścigać paskudnego przestępcę. Po zgubieniu pościgu wystarczy zmienić wóz i można cieszyć się czystą kartoteką.

Fakt, że reszta kierowców ma mnie w nosie i ochoczo trąbi na wóz TK, mimo że prawidłowo stoi na czerwonym, absolutnie mnie nie dziwi. Ale to, co wyprawiają na światłach, jest koszmarem. Możecie być pewni, że jeśli na zielonym przejedzie chociaż jeden wóz, to jesteście farciarzami. Aż żal patrzeć, jak wirtualny biedak stara się skręcić na zielonym w tempie zaspanego ślimaka. Taki manewr trwa w nieskończoność i czasami kończy się zakorkowaniem okolicy. Zgroza, po prostu odechciewa się spokojnego zwiedzania miasta.

Którędy do wyjścia?


Podsumowując, Driver: Parallel Lines z pewnością jest lepszą grą od niesławnego Driv3ra. Mimo tego, programiści Reflections nie wykorzystali potencjału, drzemiącego w samym pomyśle i osadzeniu akcji w dwóch różnych okresach. Niezły model jazdy, logiczny autozapis, klimatyczna ścieżka dźwiękowa lat '70 XX wieku, niezgorsze zadania i system fizyki oraz uszkodzeń pojazdów to za mało, aby ta produkcja mogą uzyskać wysoką notę. Tylko dla znudzonych tudzież maniaków gatunku.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: OsaX Nymloth OsaX Nymloth który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Lata '70 i muzyka z okresu
+ Model uszkodzeń aut oraz fizyka obiektów
+ Niezgorsze misje
+ Przyzwoita grafika i dobra optymalizacja kodu
+ Logiczny system autozapisu
+ Niezłe odwzorowanie miasta

Minusy

  Nuda podczas jazdy po mieście
 Klony aut, klony budynków, wszędzie klony!
 Sztampowa fabuła
 Paskudny wygląd TK ;]
 Muzyka w teraźniejszym Nowym Jorku
 Beznadziejna Sztuczna Inteligencja

dlatego OsaX Nymloth
ocenia tę grę na:

6

Grafika 70%

Dźwięk 60%

Gameplay 60%

Ocena wszystkich
recenzentów

6.0

Grafika 70%

Dźwięk 60%

Gameplay 60%

[ + dodaj screen ]

Osiol: Ładna panorama. (PC)

Osiol: Ostry zryw. (PC)

Osiol: Zawsze chciałem byc pod nimi. (PC)

Osiol: Ciekawa reklama. (PC)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka