Dreamfall: The Longest Journey (PC)
Premiera Świat - 17 kwiecień 2006 Premiera Polska - 21 lipiec 2006
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Platformy:23.01 zł
Na tę platformę mamy: 18 screenów, 2 video, 2 recenzji,
Bliska ideału
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
A jednak. Niemożliwe stało się faktem. Choć jest grą znacznie krótszą i - zgodnie z obietnicami - zupełnie odświeżoną, dzieło FunCom okazało się tak dobre, że zawładnęło mym sercem na kilka magicznych godzin.
Nim przejdę do fabuły, jedna istotna uwaga. Znajomość Najdłuższej podróży jest mile widziana, aczkolwiek nieobowiązkowa. Dobrze wiedzieć to i owo, by wyłapać pewne smaczki i nawiązania, ale wraz z Dreamfallem otrzymujemy zupełnie nową opowieść, którą z poprzednią łączy jedynie kilka zgrabnie splecionych wątków. Zaręczam, że ich niezrozumienie nie zepsuje przyjemności płynącej z rozgrywki. Bohaterką jest tym razem Zoë Castillo. Ot typowa, niewyróżniająca się niczym nastolatka, jakich wiele. Znudzona monotonią życia do tego stopnia, że nie ma pojęcia, co z sobą dalej począć. Mieszka z ojcem (matka odeszła dawno temu) w futurystycznym mieście zwącym się Casablanca. Zaczyna się niepozornie - od zniknięcia jej byłego, który wsadził swój dziennikarski nos nie tam gdzie trzeba i wywęszył jakąś cuchnącą sprawę. Z braku ciekawszych zajęć Zoë postanawia na własną rękę przeprowadzić małe śledztwo, co z kolei doprowadzi ją na trop zakrojonej na szeroką skalę intrygi, w którą zamieszana jest mega-korporacja WATIcorp. Oczywiście tak jak poprzednio, wszystkie wydarzenia rozegrają się na planie dwóch równoległych światów, futurystycznego Stark oraz przepełnionej magią Arkadii.
Akcja gry ma miejsce około 10 lat po wydarzeniach z pierwszej części, warto więc zobaczyć, jak w tym czasie zmieniła się Markuria i starzy dobrzy znajomi, których spotykamy ponownie, jak chociażby Roper Klacks, Brian Westhouse czy Kruk. Oczywiście powraca również April - zmiany w jej przypadku są chyba najbardziej wyraziste (chodzi mi nie tylko o wygląd, ale i charakter). Co ciekawe, jest ona obok Zoë drugą grywalną postacią. Z czasem wcielamy się również w bohatera stojącego po drugiej strony barykady, niejakiego Kiana, choć oczywiście najwięcej czasu "stracimy" animując Zoë.
Warto pochwalić twórców scenariusza za mistrzowsko prowadzoną intrygę, rozgrywaną na wielu płaszczyznach jednocześnie i pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji. Słowa uznania należą się także za niezwykle wyraziście zarysowane portrety psychologiczne najważniejszych person opowieści. Pomijając oczywisty i - co tu dużo kryć - oklepany wątek dojrzewania głównej bohaterki na płaszczyźnie emocjonalnej, ogólnie rzecz biorąc cała gra wydała mi się znacznie poważniejsza, niż poprzednia część. Nie znaczy to, że jest mniej baśniowa czy zabawna - tych elementów na szczęście nie zabrakło. Po prostu Dreamfall, pomimo swej charakterystycznej, trochę nierealnej otoczki, traktuje o sprawach bardzo poważnych, nieraz trudnych i problematycznych, oraz co istotne, próbuje na serio się z nimi zmierzyć.
Pora przejść do spraw technicznych i przynajmniej w paru zdaniach napisać o tym, co zostało względem Najdłuższej Podróży zmienione. Najprościej byłoby chyba powiedzieć - praktycznie wszystko. Mamy przede wszystkim pełne 3D. Gry przygodowe w środowisku trójwymiarowym jeszcze długo będą wzbudzać kontrowersje, jednak takie pozycje jak Fahrenheit czy właśnie Dreamfall udowadniają, że jedno z drugim wcale się nie kłóci. Otoczenie gry wykonano z niezwykłą starannością, co szczególnie zasługuje na uznanie, gdy weźmiemy pod uwagę różnorodność odwiedzanych przez nas miejsc. Tu po prostu nie ma słabszych miejscówek, są najwyżej takie, które mniej przypadną nam do gustu ze względów estetycznych. Nieważne, czy przyszło mi eksplorować ponure Newport, baśniową Markurię, mistyczne miasto Mrocznego Ludu, czy skąpaną w słońcu Casablankę, byłem autentycznie zauroczony każdym kolejnym przystankiem w tej fantastycznej podróży. Ucztę dla oczu uzupełnia przepiękna ścieżka dźwiękowa. Czasem wzniosła, czasem ledwie podkreślająca swą obecność, ale zawsze doskonale współgrająca z wydarzeniami na ekranie. Mamy tu kilkanaście naprawdę wybornych kompozycji, których nie powstydziłaby się niejedna wysokobudżetowa produkcja rodem z kinowego ekranu.
Kolejna sprawa, niejako pochodna przejścia w 3D, to interface. I choć z klasycznym point & click nie ma już nic wspólnego, jak rzadko kiedy przypadł mi do gustu. Choć trochę nietypowy, jego opanowanie nie stanowi najmniejszego problemu. Gorzej niestety z kilkoma innymi detalami.
Wzorem innych nowoczesnych przygodówek, do Dreamfalla przeszczepiono kilka elementów, które pasują do gatunku jak pięść do nosa. Czasem trzeba przemknąć bezszelestnie, by uniknąć kłopotów, czasem zaś nie pozostaje nic innego jak zakasać rękawy i... skopać komuś zadek. Tak jest, to nie pomyłka. Nasi bohaterowie w kilku miejscach muszą złoić komuś skórę, czy to walcząc na gołe pięści, czy też wymachując kijem lub mieczem. Bez względu na broń, system walki jest definitywnie najsłabszym elementem gry. Nie mówię, że jest czymś dla fabuły niepotrzebnym, bo widocznie twórcy tak to sobie zaplanowali, że musi być i koniec. Tylko skoro już jest, niech prezentuje przy okazji jako taki poziom. Co gorsza problem nie leży w tym, że walczy się ciężko, wygrywanie jest tu bowiem wręcz banalne. Piję w głównej mierze do tego, że bohaterowie w walce poruszają się niezgrabnie i trochę nienaturalnie.
Ta drobna skaza nie zmieni jednak tego, że Dreamfall jest wspaniałą przygodówką, doskonale przemyślaną i mistrzowsko skonstruowaną. To porywająca opowieść, zrealizowana z iście epickim rozmachem. Z drugiej strony jest grą niestety stosunkowo krótką i nieprzyzwoicie wręcz prostą. Tu nie zbieramy miliona przedmiotów, nie mając zielonego pojęcia, do czego połowa z nich służy. Tu nie męczymy się godzinami z łamigłówkami broniącymi dostępu do każdej niepozornej szafki. Jeśli tego szukasz w przygodówkach, omijaj Dreamfalla szerokim łukiem, bo srogo się zawiedziesz. Jeśli jednak uwielbiasz dobre opowieści, rozsiądź się wygodnie i wysłuchaj niesamowitej historii Zoë Castillo. Zaczaruje cię i sprawi, że zapomnisz o szarej rzeczywistości na kilka długich godzin. A po wszystkim ockniesz się z niedowierzaniem, że to już koniec. Na szczęście wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi doczekamy się kontynuacji. Tajemnicze zakończenie i wiele nierozwiązanych kwestii dobitnie na to wskazuje. Obyśmy tylko nie musieli po raz kolejny czekać tak długo.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Mądra historia
+ Wielki, niezwykły świat
+ Filmowy rozmach
+ Świetna oprawa audiowizualna
− Wstawki zręcznościowe
− Zbyt prosta
− Za dużo biegania - za mało zagadek
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 85%
Dźwięk 90%
Gameplay 85%
Delainne: Świat snów (PC)
E. Siekiera: Fajny golf (PC)
E. Siekiera: Aaaaa - mam klaustrofobię! (PC)
E. Siekiera: Ale tu spokojnie... (PC)
Postacie [1]
- Nazwa: April Ryan
- Typ: Osoba



