Doom II (PC)
Premiera Świat - 30 wrzesień 1994
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: id Software Wydawca: GT Interactive
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 13 screenów, 1 recenzji, 2 newsów,
Autostrada do piekła
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
mnq
Rok później pojawiła się kontynuacja przygód bezimiennego pogromcy demonów. Druga część "Zagłady" podobnie do swojej poprzedniczki wykreśliła wiele godzin z życiorysu niejednego komputerowego zapaleńca.
Od jej premiery minął kawał czasu, prawie 15 lat. Wielu z dzisiejszych graczy stawiało wówczas swoje pierwsze kroki lub dręczyło belfrów w przedszkolu i podstawówce. Ja sam w czasie, gdy Doom II święcił tryumfy zazdrośnie broniłem swojej ulubionej świecowej kredki i lepiłem dinozaury z plasteliny.
Jaki dzisiaj, po tych 15 latach, jest Doom II? Jaką jest jedna z tych gier, które ukształtowały pewien nurt w elektronicznej rozrywce? Zapraszam do recenzji.
mnq
Piekło na Ziemi
Po masakrze na czerwonej planecie, jaką uskuteczniliśmy w pierwszym Doomie wydawało się, że to już koniec. Jakimś cudem wyszliśmy z tego...piekła w jednym kawałku. Nasz bezimienny bohater powraca na rodzimą błękitną planetę, gdzie czeka go nie lada niespodzianka. Jego koszmar nie miał się skończyć, właściwie to dopiero się zaczął.
W jakiś niewyjaśniony sposób na Ziemi otwierają się portale, z których stadami wylegają najróżniejszej maści demony. Naszemu bohaterowi nie pozostaje nic innego jak ponownie chwycić za broń i odesłać całe to nieproszone towarzystwo z powrotem tam skąd przyszło.
Tak właśnie przedstawia się fabuła drugiej części Dooma. Bez bicia można stwierdzić, że nie jest to majstersztyk, co krok zaskakujący nagłymi zwrotami akcji. Jednak taka była specyfika pierwszych gier FPS. Fabuła odgrywała z reguły rolę drugoplanową i była tylko tłem dla uskutecznienia przez gracza krwawej łaźni. Mechanika samej gry również jest bardzo prosta. Przebijamy się przez kolejne fale przeciwników, zbieramy kolorowe karty dostępu, które otwierają nam dalszą drogę i ponownie - masakra.
Co do samego gameplayu to ma się to nieodparte wrażenie, że tak naprawdę drugi raz to samo, tyle że w nowych szmatkach. Czy jest to minus gry? Można by się spierać, bo z jednej strony taki a nie inny sposób prowadzenia rozgrywki był przyczyną wielkiego sukcesu pierwszej części. Druga strona medalu jest taka, że po nowej grze oczekuje się jakiegoś powiewu świeżości.
Nieco trudno przyzwyczaić się do sposobu poruszania postaci. Współczesnym graczom może doskwierać brak możliwości swobodnego operowania myszką. Tutaj za pomocą gryzonia możemy rozglądać się tylko na boki, nie ma mowy, aby podnieść lub opuścić głowę, chociaż o centymetr. Również o skakaniu nie ma co marzyć.
Tego typu niedogodności można zniwelować instalując jeden z darmowych modów stworzonych przez fanów gry, ale zabija to trochę poczucie oryginalności rozgrywki.
Czarci pomiot
Tym, co w dużej mierze przyciągało graczy do pierwszego jak i drugiego Dooma był jak na owe czasy oszałamiający poziom brutalności. Trup ściele się tutaj naprawdę gęsto. We krwi i wyprutych flakach brodzimy po kostki, niemal potykamy się o leżące na podłodze zwłoki.
Przeciwnicy atakują nas całymi stadami, pojedyncze osobniki to tutaj prawdziwa rzadkość. Nawet na niskich poziomach trudności gra nie zwalnia nawet na moment. Non stop zalewani jesteśmy kolejnymi hordami mięsa proszącego się o przerobienie. To, co się dzieje na ekranie już w połowie gry to istne pandemonium, dalej jest tylko bardziej krwawo.
Piekielny pomiot, którego hurtowe ilości przyjdzie nam odesłać z powrotem do piekła przybiera różne formy. Większość kreatur znamy już z pierwszej odsłony Dooma. Na początku są to głównie zombie wyposażone w różnego rodzaju broń palną. Lecz bardzo szybko na arenę wkracza najróżniejszej maści demoniczne ścierwo.
Miotające ogniste kule impy, rogate demony, potępione dusze, biomechanoidalne pająkopodobne kreatury, czy też Revenanty. To tylko niektóre z wcieleń zła, które postanowiły opanować Ziemię.
Bilet w jedną stronę
Kiedy woda święcona i klepanie paciorków nie wystarczają, trzeba sięgnąć po zdecydowanie cięższe argumenty. Do naszej dyspozycji oddane zostaje osiem sztuk uzbrojenia. Praktycznie cały arsenał to znane z pierwszej części zabawki.
Zatem w nasze ręce oddane zostają: piła łańcuchowa, pistolet, strzelba, wielolufowy karabin maszynowy, wyrzutnia rakiet, niszczycielski miotacz plazmy oraz broń-legenda - BFG 9000. Nowością w stosunku do części pierwszej jest absolutnie rewelacyjna dubeltówka, która jednym strzałem potrafi położyć trupem grupę słabszych przeciwników.
Narzędzia zniszczenia są niezwykle funkcjonalne, myślę, że każdy gracz znajdzie coś dla siebie. Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadły dubeltówka oraz miotacz plazmy. Oprócz uzbrojenia w pacyfikacji sił ciemności pomagają nam liczne power-upy, po których podniesieniu uzyskujemy różne efekty. Przykładowo chwilową całkowitą odporność na obrażenia lub wprowadzenie postaci w tryb szału bitewnego. Będąc w szale bitewnym nasz bohater odwiesza broń na ramię, sięga do kieszeni po kastety i robi z przeciwników sieczkę gołymi rękoma. Innym ciekawym wspomagaczem jest chwilowa niewidzialność, kiedy to możemy bezkarnie masakrować niczego nie świadomych przeciwników.
Wspomnieć słowem należy również o akcesoriach ułatwiających przetrwanie jak np kombinezon radiacyjny, lub plecak, w którym możemy przenieść więcej cennej amunicji.
Ponad to na planszach rozsiane są liczne apteczki i mikstury reperujące nadszarpnięte zdrowie, czy też zbroje i elementy pancerza. No i przede wszystkim amunicja. Tej jest na prawdę sporo, lecz pomimo tego zdarza się, że będziemy musieli liczyć się z każdym wystrzelonym nabojem.
Niektóre, z giwer korzystają z tego samego typu amunicji. Jedne pochłaniają ją szybciej, inne wolniej. Czasami warto się zastanowić nad wyborem pukawki. W sytuacji, gdy z każdego kąta wypełzają piekielne maszkary najmniej oczekiwaną rzeczą jest pusty magazynek.
7 kręgów piekła
Lokacje, które po przejściu naszego bohatera stają zbiorową mogiłą jak na owe czasy były całkiem zróżnicowane. Ba! W odniesieniu do poprzedniego dzieła Id Software - Wolfenstein 3D, gdzie podłoga i sufit wyglądały tak samo a ściany były pokryte prostą teksturą, Doom II serwował prawdziwą rewolucję. Tym razem zamiast wnętrz marsjańskiej bazy zwiedzimy ulice miasta, bazy wojskowe, liczne kanały oraz tunele, pobiegamy nawet chwilę na świeżym powietrzu, aż w końcu dotrzemy do samego piekła. W sumie Doom II: Hell on Earth serwuje 32 po brzegi wypełnione strzelaniem i przeciwnikami poziomy.
Architektura poszczególnych map nie jest skomplikowana. Każda plansza to kilka do kilkunastu komnat połączonych systemem kładek, pomostów lub korytarzy oraz masa drzwi do otwarcia. Tu i ówdzie natrafimy na jakiś teleport lub przycisk do przełączenia.
Istnieje również szczątkowa interakcja z otoczeniem. Strzelając w stojące tu i ówdzie beczki możemy spowodować eksplozję, która zabije stojących obok wrogów.
Wystrój poszczególnych lokacji swego czasu budził wielkie kontrowersje. Ze względu na temat gry natykamy się tu między innymi na okultystyczne symbole, wizerunki szatana i demonów, pomazane krwią ściany czy też w mniej lub bardziej okrutny sposób okaleczone zwłoki. Wszystko to świetnie tworzy klimat mrocznego techno-horroru, jakim jest Doom II.
W czasie swojej premiery Doom II zachwycał grafiką i trójwymiarowym otoczeniem. Dziś to wszystko budzi uśmiech politowania, ponieważ dzisiejsze gry na telefony komórkowe mają nierzadko lepszą oprawę. Grafika dość często bywa umowna.
Modele przeciwników, broni, i innych elementów otoczenia to zabawne zlepki pikseli. Ich kilkuklatkowe animacje dziś nie robią już takiego wrażenia jak w pierwszej połowie lat 90-tych. Pomimo tego spotkanie z Hellknightem, czy Cyberdemonem nadal budzi nie lada emocje.
Oprawa dźwiękowa stoi na bardzo dobrym poziomie. Wszystko brzmi niezwykle sugestywnie. Od wystrzału z dubeltówki niemal trzęsą się ściany, karabin maszynowy terkota aż miło, a wściekły jazgot miotacza plazmy pozwala poczuć niszczycielską siłę tej broni.
Do tego wszystkiego należy dodać potępieńcze ryki atakujących i umierających właśnie demonów. Całości dopełnia genialna ścieżka muzyczna. Spora dawka szybkiej muzyki gitarowej oraz wolniejsze utwory świetnie wpasowują się w klimat Dooma. Muzykę na potrzeby gry po raz kolejny skomponował lider zespołu Nine Inch Nails - Trent Reznor.
Diabelski młyn
Doom był bodajże pierwszą grą FPS oferującą tryb rozgrywki sieciowej. Trybu multiplayer nie mogło zabraknąć i w drugiej części "Zagłady". Formuła pozostała ta sama. W wirtualnych zmaganiach może wziąć udział maksymalnie 4 graczy. Uczestnicy sieciowej rozwałki mogą się zmagać w jedynym z 3 dostępnych trybów - Deathmatch, Old Deathmatch oraz Cooperative.
Deathmatch i Old Deathmatch to nic innego jak stare dobre "każdy na każdego", gdzie strzelamy do każdego, kto nie jest nami. Z kolei tryb Cooperative pozwalał na odsyłanie do diabła jego pomagierów w towarzystwie kolegów. Wówczas, gdy cały internet, a co dopiero rozgrywki sieciowe, które były w powijakach, stanowiło to milowy krok w rozwoju gier komputerowych.
Podsumowanie
Na prawdę trudno z perspektywy dzisiejszych czasów ocenić taki tytuł jak Doom II: Hell on Earth. Była to gra rewolucyjna niemal pod każdym względem. Kontynuując tradycję zapoczątkowaną przez Wolfenstein 3D oraz Doom wtrąciła jeszcze swoje 3 grosze stając się legendą.
Pomimo swojej prostoty w mechanice, żeby nie powiedzieć prymitywizmu, zarówno Doom jak i Doom II były produkcjami pod wieloma względami pionierskimi. Bo jak mówi stare mądre porzekadło - "Prostota jest genialna", i tak było w przypadku Dooma.
Obie te gry wyznaczyły pewne standardy i kierunek w rozwoju gatunku gier FPS. Pod względem technicznym Doom II jest reliktem minionej epoki. Pomimo tego wiele dzisiejszych produkcji czerpie garściami z tego klasyku.
Myślę, ze 8 będzie oceną w pełni zasłużoną, dla tego bez wątpienia rewolucyjnego tytułu. Ocenę zaniża w gruncie rzeczy brak nowości na tle samej mechaniki gry w stosunku do części pierwszej. Bo jednak zarówno i dziś jak i te 15 lat temu oczekiwania graczy są takie same. Od każdego nowego tytułu wymaga się czegoś zaskakującego i nowatorskiego.
Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić was do skopania obślizgłych zadów piekielnym hordom.
recenzja dodana przez:
mnq
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Bronie
+ Dobry tryb gry sieciowej
+ Ścieżka dźwiękowa
+ Grafika (rewolucyjna w swoich czasach, jednak z perspektywy dzisiejszych standardów ocena będzie inna)
− Uczucie "odgrzewanego kotleta"
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 50%
Dźwięk 90%
Gameplay 70%
mnq: A teraz cię potne w kosteczkę (PC)
mnq: Następni na przemiał (PC)
mnq: Gustowna płaskorzeźba (PC)
mnq: Fireball na "trzeciej"! (PC)





