Turok (PC)
Premiera Świat - 22 kwiecień 2008 Premiera Polska - 12 czerwiec 2008
Ocena użytkowników: dobra
4 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 53 screenów, 18 video, 2 recenzji, 10 newsów,
Nowy król na tronie? Nie tym razem...
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Nowego Turoka z tamtym poczciwcem łączą w zasadzie tylko indiańskie korzenie. Miast nieco magicznej, ale na wskroś infantylnej historii znanej z oryginału, otrzymaliśmy stosunkowo prostą, odartą z niepotrzebnych ozdobników, brudną i przede wszystkim niezwykle brutalną opowieść o grupie kosmicznych zawadiaków.
Fabuła nie jest najważniejsza
Zmontowana naprędce fabuła nie zachwyca, ale podejrzewam, że nie taka miała być jej rola. W charakterze zwykłego uzupełniacza, będącego jednocześnie uzasadnieniem dla naszej krwawej krucjaty, sprawdza się nieźle i to wystarczy. Wiemy po co, wiemy dlaczego, a kolejne karty historii zostają przed nami odsłonięte w powtarzających się flashbackach bohatera. Dowiadujemy się z nich co nieco o wcześniejszych losach Turoka, z którymi był powiązany m.in. niejaki Roland Kane - kiedyś jego szef, dziś główny cel misji, z jaką oddział Whiskey przybył na tę niegościnną planetę.
Zadania zapowiadane jako elementarnie proste lubią się komplikować już na samym starcie. Nie inaczej było w tym przypadku. Nasza wesoła grupa popaprańców zostaje rozbita i rozproszona, ci, do których udaje nam się dołączyć, nie mają do nas za grosz zaufania, na domiar złego na wrogim terenie oprócz najemników Kane'a panoszą się krwiożercze bestie. Zapowiada się cholernie długi dzień.
Zmarnowany potencjał
Poza modelami ludzi i zwierząt żaden inny element oprawy graficznej nie zdradza podstawy, na jakiej bazuje gra. Innymi słowy, choć produkcja Propaganda Games hula na potężnym Unreal Engine 3.0, kompletnie tego nie widać. Dobre 90% dostępnego terenu to otwarte przestrzenie bujnie porośnięte roślinnością. Niestety tutejsza dżungla zupełnie nie przypomina tego, do czego przyzwyczaił nas Crysis, czy chociażby nawet kilkuletni Far Cry. Większość map to liniowe, ograniczone naturalnymi ścianami tunele, które nie dają nam większego pola manewru. Wystarczy lekko zboczyć ze ścieżki, by od razu wpaść na gigantyczny konar drzewa lub piętrzące się skały, stanowczo wzbraniające nam iść dalej. W podobny sposób (choć oczywiście na mniejszą skalę) zostały skonstruowane etapy kolumbijskie z Soldier of Fortune 2, ale jakby nie patrzeć to były inne czasy i inne możliwości. Po next-genowej produkcji zasilanej jednym z najwydajniejszych silników graficznych mimo wszystko mamy prawo spodziewać się więcej.
Co gorsza, pomieszczenia zamknięte też kuleją. Są schematyczne, proste i niezwykle ubogie, jeśli idzie o wszelkiej maści wyposażenie. Wrażenie pustki momentami bywało tak przytłaczające, że przychodziły mi na myśl ascetyczne konstrukcje obcych z pierwszego Halo. Zapomnijcie o milionie detali i pieczołowitym dopracowaniu każdego z nich, co mieliśmy sposobność oglądać w Gears of War czy chociażby nawet Strangleholdzie (wszak to też ten sam silnik).
Dobry zwyczaj nie pożyczaj?
Na gruncie gier rzeczone powiedzonko nie ma prawa bytu, bo na każdym kroku spotykamy się z mniejszymi bądź większymi zapożyczeniami. Podobnie jest w przypadku Turoka, który momentami wydaje się być jednym wielkim zlepkiem sprawdzonych i wykorzystanych wielokrotnie patentów. Ciche zabójstwa oglądaliśmy już nie raz, podobnie jak wstawki QTE, w których jesteśmy zmuszeni szybko wciskać wyświetlane losowo klawisze. W finale mamy do czynienia z całą długą sekwencją tego typu - walką na noże, która jak żywo przypomina podobny pojedynek z Resident Evil 4. A możliwość strzelania z 2 różnych spluw jednocześnie? Też już było, Halo 2 się kłania. To może nowością jest oddział uzbrojonych po zęby twardzieli z bajeranckimi ksywkami i tępawymi, ale wiecznie wściekłymi gębami? Nie żartujmy, widzieliśmy to już milion razy, ostatnio we wspominanym już wcześniej Gears of War (zresztą, podobnie jak w rzeczonym GoW i tutaj częstokroć walczymy u boku kamratów, którymi kieruje sztuczna inteligencja). Czy znalazło się coś naprawdę oryginalnego? Oczywiście. I mam tu na myśli główną atrakcję wieczoru - dinozaury. Wściekłe i krwiożercze, jak nigdy wcześniej.
Zgadnij, co T-Rex jadł na śniadanie
Element, który od zawsze był swoistą wizytówką Turoka wypadł zdecydowanie najlepiej. Nie dość, że zwierzęta wyglądają naprawę przyzwoicie (w przeciwieństwie do plenerów), na dokładkę są fantastycznie animowane. Gdy raptor rzuca się w twoim kierunku z otwartą paszą, nie masz wątpliwości co do jego zamiarów. Świetnie zachowują się również po otrzymanym strzale. Potrafią się zatoczyć, a nawet przewrócić, by po chwili zebrać resztki sił i ostatnim kłapnięciem paszczy rozerwać ci szyję. Tak porządnie prezentujących się dinozaurów nie oglądaliśmy nigdy wcześniej. Choć dodam, że starcia z T-Rexem w King Kongu były chyba nawet bardziej ekscytujące, tam bowiem z góry wiedzieliśmy, że uzbrojeni w drewnianą dzidę możemy co najwyżej wygrzebać mięso spomiędzy zębisk potwora, więc celem priorytetowym było branie tyłka w troki i ucieczka. Z kolei Turok ma odpowiednie środki i nieco inne nastawienie (w końcu to rasowy twardziel), zamiast więc czmychać, wychodzi naprzeciw temu, co chce go schrupać na śniadanie. Nawet jeśli po drugiej stronie barykady staje przeciwnik przewyższający go wagowo o kilka ładnych ton.
Żal tylko trochę niewielkiego zróżnicowania gatunkowego. Mamy tutaj przede wszystkim raptory występujące w kilku odmianach plus wspomniany gość honorowy imprezy w postaci T-Rexa (maleństw gryzących po kostkach i przerośniętych skorpionów nie liczę). Nie udało mi się również wyłapać wielu roślinożerców. Szkoda, że zabrakło na przykład Stegozaura albo Triceratopsa. Wyobrażacie sobie szarżę tego ostatniego? Nosorożec może się schować. Wielka szkoda również, że majestatyczne zauropody oglądamy tylko z daleka. Spotkanie oko w oko z gigantycznym Sejsmozaurem mogłoby być nie mniej emocjonujące, niż T-Rex kłapiący paszczą z odległości pozwalającej poczuć resztki jego wczorajszego obiadu. Kto pamięta marsz Brontozaurów z grywalnej wersji King Konga, ten wie, o czym mówię.
Będąc przy zachowaniach zwierząt, trzeba z konieczności wspomnieć jeszcze o jednym niezwykle ważnym elemencie. Otóż częstokroć na placu boju stają nie dwie, a trzy strony konfliktu. Pomiędzy nas a krwiożercze stworzenia ładują się również najemnicy. I jako zwyczajni ludzie z krwi i kości także oni stanowią niezwykle kuszącą przekąskę. Często jesteśmy świadkami sytuacji, w której zaciekle walczą ze sobą obie grupy naszych przeciwników, wtedy też nie ma sensu dołączać się do bitki, a jedynie obserwować bacznie całe zdarzenie z boku, w odpowiednim momencie wkroczyć i wykończyć resztę. Mało tego, możemy nawet prowokować zachowania zwierząt, by te - miast do naszych - rzucały się do gardeł najemników. Nie ma sensu pakować się "na trzeciego", bo w momencie, gdy będziesz zajęty opędzaniem się od kilku rozjuszonych drapieżników, uzbrojony wróg sprzeda ci serię prosto w plecy. A wtedy wielce prawdopodobny jest game over i konieczność rozpoczynania rozgrywki od ostatniego punktu zapisu.
Bolączki save'owania
To jedna z najbardziej irytujących, a przez to największych, wad Turoka. Zgodnie z ujednoliceniem gry na wszystkich platformach w pecetowej wersji zaimplementowano konsolowy system zapisu, który niestety jest bardzo daleki od doskonałości. Jak bardzo daleki, udowadnia nam na niemal każdym kroku produkcja studia Propaganda Games. Po pierwsze checkpointy są rozmieszczone bez pomyślunku. Często bywa tak, że nim dobrniemy do kolejnego, trzeba przedrzeć się przez naprawdę spory kawał terenu, co automatycznie wiąże się z odesłaniem do krainy wiecznych łowów zatrważającej ilości wrogów. Szczególnie dają się we znaki końcowe partie gry, gdzie najemników jak mrówków, co trzeci trzyma w łapach miniguna i szanse przedarcia się przez patrol złożony z kilkunastu takich kolesi spadają niemal do zera. Powali cię ostatni drab i zaczynasz mozolną przeprawę od początku.
Nawet nie chcę myśleć, jakim trzeba być terminatorem, by zaliczyć całą kampanię na poziomie Nieludzkim. W kilku newralgicznych punktach jest nieprzyzwoicie wręcz ciężko, a system automatycznego zapisu w tej sytuacji wydaje się kompletnie nietrafiony. Będąc już w tym temacie, dodam jeszcze, że równie irytujące są obrzydliwie długo wczytujące się save'y. Denerwują podwójnie, gdy musimy dany fragment zaliczać po raz któryś z wyżej wymienionych powodów.
Precjoza myśliwego
Asortyment Turoka nie wybiega jakoś szczególnie ponad to, co znamy z innych gier akcji. Przynajmniej, jeśli idzie o broń na ostrą amunicję. Natomiast dwie zabawki zasługują na szczególne wyróżnienie - łuk i nóż. Ten pierwszy w rękach dobrego snajpera jest prawdziwą machiną zagłady. Kilkoma celnie wymierzonymi strzałami można wysprzątać cały patrol, nie alarmując przy okazji całej okolicy. Gorzej z dinozaurami, te są bowiem szalenie ruchliwe i czasem potrzeba kilku strzał, by powalić zwierza.
Jeszcze lepszym panaceum na opornego przeciwnika jest nóż. Tym niepozornym maleństwem Turok potrafi zrobić większą krzywdę niż dwiema strzelbami z pełnym zapasem amunicji. Przede wszystkim kłaniają się ciche zabójstwa. Wystarczy zajść wroga, by bohater efektowne rozpruł go jednym zamaszystym cięciem. Metoda działa zresztą również w przypadku zwierząt. Nóż przydaje się także podczas licznych wstawek QTE, kiedy rozjuszony gad powala nas na ziemię i zaledwie sekundy dzielą nas od śmierci. Gdy uda nam się oswobodzić, Turok zgrabnie dobija nieszczęśnika swym nożem, robiąc z jego gardła i łba istne sito.
Po ostrej kampanii w singlu pozostają rzecz jasna potyczki sieciowe. Poza klasycznymi trybami (DM, TDM, CTF, Kooperacja) znalazły się również średnio ciekawe Gry Wojenne, polegające na zaliczaniu określonych zadań przypisanych do konkretnej mapy. Największą innowacją rozgrywek multi są z pewnością sterowane przez SI dinozaury, które nierzadko biorą czynny udział w bitce, mając czasem decydujący wpływ na wynik starcia. Osobiście postrzegam multiplayera Turoka w charakterze czystej ciekawostki. Od początku nastawiałem się przede wszystkim na kampanię w singlu. Ta zaś, jak wynika z powyższego, nie okazała się tak dobra, jakbyśmy sobie tego życzyli. Co oczywiście również nie znaczy, że jest zła. Jeśli kto ma słabość do dinozaurów i od czasów King Konga z utęsknieniem czekał na koleje randez vous z T-Rexem, nie ma innego wyjścia, jak tylko spróbować. Emocje gwarantowane.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ tak dobrze wyglądających dinozaurów jeszcze nie było
+ świetna animacja zwierząt
+ ciche zabójstwa
+ przepotężny łuk, który zjada na śniadanie nawet snajperkę
+ w krótkich dawkach daje sporo frajdy
− zmarnowany potencjał silnika
− w czasach Crysisa nie takiej dżungli oczekujemy
− schematyczne mapy
− gra w żaden sposób nie ewoluuje
− irytujący system zapisu
− długo wczytujące się save'y
Ocena wszystkich
recenzentów
7.5
Grafika 75%
Dźwięk 70%
Gameplay 75%
OsaX Nymloth: Oj, panoćku, czwórka i trójka do wymiany, a jedynka do borowania! (PC)
OsaX Nymloth: Iście drapieżna mina tego raptora (PC)
OsaX Nymloth: Kogoś zaraz zaboli (PC)
OsaX Nymloth: Park Jurajski 10? (PC)








