Arcania: Gothic 4 (PC)
Premiera Świat - 12 październik 2010 Premiera Polska - 15 październik 2010
Na tę platformę mamy: 26 screenów, 11 video, 1 recenzji, 15 newsów,
Od zera do zera
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Los chciał jednak inaczej. Developer chciał dobrze, ale wyszło jak zwykle.
Rafał "Cavool" Kawulak
Dobrego złe początki? Chcielibyście.
Osobiście, jako wielki fan całej serii Gothic miałem od samego początku obawy odnośnie tej produkcji. Okazało się, że uzasadnione. O ile wiadomość o tym, że Gothic 4 powstaje przyjąłem z entuzjazmem, o tyle już za sam rys fabularny JoWood zasługuje na solidnego kopa tam, gdzie kończą się plecy. Bezimienny zostaje królem Rhobarem III, zamiast niego w rolę protagonisty wciela się kolejny (nomen-omen) bezimienny. Król jest postacią tym bardziej niegrywalną, bo wg scenariusza oszalał i jest w stanie wymawiać tylko kwestie "Walczyć, musimy walczyć" oraz "Zniszczyć wszystko". W wyniku tego mało ambitnego wybiegu przygodę zaczynamy jako wesoły pastuch, żyjąc z dala od wojny w sielankowej wiosce. Tam już w pierwszych minutach gry serwowana jest nam najgorsza historia miłosna w historii gier w ogóle, potem jest zaś tylko gorzej. O ile w pierwszych trzech Gothicach nasze alter-ego było niegdysiejszym skazańcem z cojones wielkości małej planety, o tyle obecny bohater to bezpłciowa lalka o charakterze będącym przeciwnością Clinta Eastwooda. Jesteśmy chłopcem na posyłki nawet dla głupawego orka-pijaka wałęsającego się po wiosce. Tutorial jest zaś tutaj rozwiązany właśnie jako masa zadań dla errand-boya więc po wielce irytującym etapie wstępnym jakim są questy na ojczystej wyspie pastuszka rozpoczyna się nasza liniowa opowieść, będąca na niezmiennym niskim poziomie aż do samego finału. Nie liczcie na to, że kwestie dialogowe NPC to uratują. Są nieurozmaicone, zaś gestykulacja wszystkich postaci sprawia, że gra wygląda jak wielka reklama LSD.
Gameplay? Jaki znowu gameplay?
"Cóż" - pomyślałem - "Może chociaż fajnie będzie się w to grało?". Otóż - i tak, i nie. Grę przeszedłem na najwyższym poziomie trudności za pierwszym razem (ten zaś nazywa się, o zgrozo - "Gothic"), mając problemy jedynie na starcie. Jeżeli chodzi o to, co zmieniło się na plus od części trzeciej Gothica, to jest to animacja walki. Starcia nie wyglądają już tak drewniano jak poprzednio. Wciąż jednak sprowadzają się do zaklikiwania przeciwnika na śmierć. Podobnie jest z systemem awansu na wyższe poziomy - zapomnijcie o nauczycielach, punktach umiejętności czy strategii rozwoju postaci. Teraz gdy awansujemy na wyższy poziom mamy do rozdysponowania kilka punktów, które możemy zainwestować naukę czarów bądź technik walki. Istnieją dwie słuszne ścieżki rozwoju - mag i wojownik. Ten pierwszy jest totalnie niegrywalny przez 3/4 gry, drugi zaś pod koniec totalnie traci na wartości i potrzebny jest save przed praktycznie każdym starciem. Wojownikiem siepiemy po prostu na prawo i lewo mieczem (po zdobyciu "talentu" pozwalającego nieustannie zadawać ciosy taktyka przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie), magiem zaś zdobywamy dwa najpotężniejsze czary i po prostu bezrozumnie nuke'ujemy wrogów.
Odnośnie craftingu mogę powiedzieć, że jest to najgłupiej rozwiązane zagadnienie w grze. Nie potrzeba nam kowadła aby wykuć miecz - wystarczą bryłki rudy. Zdaje się, że nasz potężny pastuch przeżuwa je na plastyczną masę po czym formuje miecz dłońmi. Tak samo jak zresztą łuki, mikstury oraz wszelkie inne utensylia, które uczymy się tworzyć ze zwojów (do kupienia w każdej karczmie i na stacjach benzynowych).
Absurdy gameplayowe na tym się nie kończą. Wizytówką serii zawsze była nieliniowa rozgrywka i wybory. Te pierwsze tutaj w ogóle nie występuje - jesteśmy skazani na to, co narzuca nam scenariusz. Wybory zaś? Są, jasne. Ok. 10 podczas całej gry, chociaż i ta liczba jest przesadą. Jakby tego było mało ograniczają się do "zapłać albo pobij" ew. "zabij zombie albo golema". Zresztą nieważne co wybierzemy, gra i tak poprowadzi nas do tej samej konkluzji. Jakby tego było mało, w grze praktycznie nie ma sub-questów. Da się je policzyć na palcach rąk i nóg, nie stawiają najmniejszego wyzwania przed graczem, a w celu pokazania nam za jakich głupków ma nas JoWood na małych mapkach są poumieszczane markery, wskazujące gdzie mamy się udać. Niby są znajdźki, ale rozgrywka jest tak nużąca, że nie znam nikogo kto przy zdrowych zmysłach porwałby się na eksplorację tej pożal-się-boże krainy.
Gniot gniotem, ale za to ładnie zapakowany
Cóż, mordęgę gameplayu mamy za sobą, czas na kilka miłych słów. Grafika w Arcanii stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Jeżeli chodzi o względy czysto estetyczne nie ma się do czego przyczepić. Spójrzcie zresztą na załączone poniżej screeny - efekty cząsteczkowe, oświetlenie, tekstury, modele postaci... tutaj po prostu nie ma na co narzekać, zresztą pod tym względem seria Gothic nas nigdy nie zawiodła.
Oczywiście, do tego aby cieszyć się tymi fajerwerkami potrzebny jest odpowiedni sprzęt. Ja testowałem grę na komputerze z Radeonem HD4600 (1GB), Intelowską I5 oraz 3 GB ramu na pokładzie. Taki sprzęt zapewnił mi płynną grę na średnich detalach, gdzie co prawda nie mogłem się cieszyć wszystkimi fajerwerkami, acz wciąż końcowy efekt był miły dla oka. Naturalnie po 10 minutach od rozpoczęcia gry pobrałem najnowsze patche, gdyż bez nich borykamy się z takimi problemami jak świecący deszcz zmieniający paletę kolorów na czarno-białą, skutecznie zasłaniający wszystko co jest dalej niż metr przed nami, lewitująca trawa czy latający przechodnie.
Akustyczna ekstaza do potęgi n-tej
Jest coś, co sprawiło, że mimo natłoku absurdów fabularnych, bugów i grywalności sapera, gdzie po trafieniu na minę jesteśmy rażeni prądem o napięciu 20 000 wat ta gra mnie urzekła. Jest to udźwiękowienie. Można się czepiać do nieco bezpłciowego voice-actingu co prawda, ale odgłosy otoczenia, efektów pogodowych i MUZYKA - ona nas miażdży, powala na kolana, stawia z powrotem na nogi, ale tylko po to, aby przywalić w ucho epickością z siłą Chuckowego pół-obrotu. Czasami sam złapałem się na tym, że przystanąłem przy wodospadzie - tylko po to, aby go posłuchać. Drodzy fani serii - wiem, że chcielibyście, aby na tej grze nie zostawić suchej nitki, ale do warstwy dźwiękowej nie idzie się przyczepić. Przepraszam.
Epitafium
Arcania: Gothic 4 to produkcja z problemami. Totalnie zawiodła oczekiwania fanów, boryka się jednak z tym samym problemem co swojego czasu Fallout 3. Gdyby w jej nazwie nie pojawiało się słowo "Gothic", uznana została by za całkiem niezłego przedstawiciela obecnych gier RPG, ergo - byłaby znacznie wyżej oceniana. Mimo to, tam występuje słowo "Gothic", dlatego nie mogę wybaczyć bugów, kiepskiej fabuły, liniowości, niskiego poziomu trudności i całej reszty niedoróbek. Mimo to wszystko zostało zaserwowane w oprawie audiowizualnej godnej pochwały, dlatego też - solidne 6 na 10. Wielbiciele starego Gothica mogą odjąć od oceny dwa oczka, młodzi gracze zaś dodać tę dwójkę. Chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego...
recenzja dodana przez:
Cavool
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ - Świetna oprawa audiowizualna
+ - Poprawiony w stosunku do poprzedniczki system walki
+ - Przystępna dla graczy zaczynających przygody z grami RPG
− - kiepska fabuła
− - dla starych wyjadaczy: żałosny poziom trudności
− - liniowość
− - kulawy gameplay
− - totalne odejście od korzeni serii
− - bohater bez charakteru
Ocena wszystkich
recenzentów
6.0
Grafika 90%
Dźwięk 100%
Gameplay 40%
Chidder: Grafika ma niszczyć, miażdżyć i powalać (PC)
Chidder: Nia ma to jak śniadanie na łonie natury (PC)
Chidder: Idealne miejsce na romantyczny spacer (PC)
Chidder: Las jaki jest każdy widzi (PC)






