Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Bionic Commando (PC)

Lubię to! 1

Premiera Świat - 17 lipiec 2009 Premiera Polska - 4 wrzesień 2009

Ocena użytkowników: dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: GRIN Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: Capcom

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP

Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 28 screenów, 16 video, 1 recenzji, 9 newsów,

Kolejny powrót bionicznego komandosa

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Kirq Kirq
Remake’i to istne zbawienie dla twórców, kiedy chwilowo brak weny. Pojawiają się zarówno w przemyśle filmowym, jak i branży gier komputerowych. Różnie bywa z ich jakością, ale niezależnie od tego i tak przyciągają one całe rzesze graczy/widzów wiedzionych nostalgia do znanego - niejednokrotnie z dzieciństwa - tytułu. Bionic Commando, klasyk z końca lat osiemdziesiątych, doczekał się aż dwóch odgrzewek. Pierwsza pojawiła się niemal równo w dwudziestą rocznicę wydania pierwowzoru i była dość wierna oryginałowi. Druga, którą się zaraz zajmiemy, trafiła na półki sklepowe rok później i przeniosła w realia 3D, jedną z najbardziej znanych, widzianych z boku platformówek.

Kirq

Najnowszy Bionic Commando został stworzony przez szwedzkie studio GRIN, znane z takich tytułów jak Tom Clancy's Ghost Recon Advanced Warfighter, Terminator Salvation, Wanted: Weapons of Fate czy też pierwszy remake Bionic Commando. Jak widać, Szwedzi specjalizują się w odgrzewaniu starych tytułów oraz adaptacjach filmów. Mogłoby się więc wydawać, że kolejne wcielenie Bionicznego Komandosa skazane jest na sukces. Mina rzednie jednak odrobinę, kiedy spojrzymy jak nierówne noty uzyskały poprzednie produkcje GRIN. Jaki zatem jest nowy BC?

Jednym z podstawowych celów, które postawili sobie twórcy, było zachowanie elementu najbardziej charakterystycznego dla oryginału – potężnego, bionicznego ramienia, którym posługuje się główny bohater. Myślę, że w tej kwestii autorzy odnieśli pełny sukces, gdyż mechanika huśtania na wystrzeliwanej z bionicznej protezy lince, jest po prostu świetna. Dodatkowo, wraz w zagłębianiem się w fabułę, ujawniają się kolejne zdolności głównego bohatera. Przy pomocy wystrzeliwanej dłoni może on podrywać w powietrze różne obiekty i miotać nimi w przeciwników. Ba! Możliwe jest nawet chwytanie samych wrogów i ciskanie nimi jak z katapulty. Kiedy opanujemy wszystkie możliwości, które daje nam nasza bioniczna proteza, konfrontacje z przeciwnikami – nawet w dużych ilościach – stają się bardzo satysfakcjonujące.

Główny bohater BC - Natan Spencer - przeszedł w najnowszym wcieleniu bardzo widoczną metamorfozę. Z dość kolorowego rudzielca, stał się zniszczonym przez życie twardzielem. Nosi na sobie przybrudzony mundur z wiecznie opuszczonymi szelkami (aż cud, że o nic się nie zahacza podczas miejskich akrobacji), zaś jego głowę zdobią dredy. Ta przemiana jest w zasadzie fabularnie wytłumaczona. Otóż kilka lat temu naszego bohatera trafił na istną życiową huśtawkę. Najpierw utracił lewą rękę. Później armia zafundowała mu nowe bioniczne ramię. Wszystko to zbiegło się z tajemniczym zniknięciem ukochanej. Mimo wszystko, dzięki swojej nowej bionicznej broni, Natan perfekcyjnie wykonywał zlecane mu misje. Aż do czasu. Podczas wykonywania jednego z zadań sumienie nie pozwoliło mu zlikwidować dwóch zbuntowanych bioników i odmówił wykonania bezpośredniego rozkazu. Za co stanął przed sądem wojskowym i został skazany na karę śmierci. Przypadek naszego bohatera stał się przysłowiowym kamyczkiem, doprowadzającym do społecznych dyskusji, a następnie „antybionicznej lawiny”, która przetoczyła się przez kraj. W wyniku tego bionicznie wspomagani żołnierze zostali pozbawieni swoich wszczepów, a społeczeństwo podzieliło się na zwolenników oraz przeciwników nowego porządku. Wszystko to doprowadziło do tego, że kara śmierci naszego bohatera zamieniła się w wieloletnie więzienie.

W tym momencie rozpoczyna się właściwa fabuła (może to za mocne słowo). Pojawia się nowe zagrożenie i dawni dowódcy przypominają sobie o Nathanie. Dochodzi do terrorystycznego ataku, w wyniku którego niemal całkowitemu zniszczeniu ulega Ascension City. Nad napromieniowanymi i częściowo zatopionymi ruinami kontrolę przejmują terroryści. I właśnie w to miejsce, z zadaniem rozprawienia się z zagrożeniem, wysłany zostaje nasz bohater. Misja to o tyle niespotykana, że bioniczne modyfikacje powodują, że Natan umiera w kilka sekund po kontakcie z napromieniowanymi obiektami. Dodatkowo nasze super ramię zdaje się objawiać swój ciężar tylko w kontakcie z wodą, ciągnąc na dno niczym worek kamieni. Te ograniczenia nie służą niczemu innemu, jak stworzeniu sztucznych „korytarzy” w pozornie wielkim i otwartym Ascension City. Mimo tych niewidzialnych ścian, muszę przyznać, że chwilami byłem pod wrażeniem pomysłowości autorów w tworzeniu kolejnych lokacji. Bardzo podobały mi się momenty, kiedy dostawałem się do przekrzywionego budynku, przez dziurę na wysokości dziesiątego pietra. Po czym, po przebrnięciu przez kilka korytarzy i schodów, wyskakiwałem po drugiej stronie, chwytając się bionicznym ramieniem świateł ulicznych, aby uniknąć wpadnięcia do płynącej ulicami rzeki.

Ale nie samą eksploracją człowiek żyje. Zniszczone miasto roi się od mniej lub bardziej uzbrojonych i opancerzonych przeciwników. Nasza podróż co rusz przerywana będzie kolejnymi potyczkami. Dodatkowo z czasem pojawiają się potężne roboty, których likwidacja będzie wymagała metody. Całe szczęście bioniczne ramie oferuje całe spektrum sposobów na unicestwianie wrogów. Tak jak wspomniałem wcześniej, kiedy opanujemy już wszystkie ruchy, biada naszym przeciwnikom. Ja szczególnie upodobałem sobie miotanie napastników celując w jakieś odległe obiekty. Tu trenowałem rzucanie w oddaloną o kilkadziesiąt metrów tablicę, tam miotałem niczym kamieniem do wody - im dalej, tym lepiej. Dodatkowo do naszej dyspozycji oddanych będzie kilka klasycznych rodzajów broni palnej. Pojawią się między innymi: karabin maszynowy, strzelba czy tez snajperka. Niemniej są one tylko pewnego rodzaju ułatwieniem w niektórych sytuacjach. Konstrukcja gry pozwala na przejście niemal całości tylko przy użyciu naszego bionicznego ramienia.

Niestety nie da się powiedzieć niczego dobrego o SI kierującej naszymi przeciwnikami. Zasadniczo, jedynymi momentami, które potrafią sprawić trudność, są chwile, kiedy napastnicy znajdują się w ogromnej przewadze liczebnej lub niekorzystne ukształtowanie terenu wystawia nas na ich ogień. Niemal w każdym innym układzie wrogów zabija się łatwiej niż ślepe szczeniaczki. Wystarczy ukryć się i zaczekać, a napastnicy sami podejdą w zasięg naszego śmiercionośnego ramienia. Dodatkowo, często wrogowie grupują się, przez co można ich zlikwidować jednym, celnie ciśniętym samochodem.

W grze pojawiają się również dość pomysłowi bossowie. Każdy z nich jest całkiem oryginalnie zaprojektowany (no, może z wyjątkiem uber śmigłowca bojowego), na każdego jest też inny sposób. To za co GRIN należy się klaps na goły tyłek, to sposób, w jaki rozwiązało finałową walkę. Nie powiem z kim, żeby nie spoilować i tak płytkiej fabuły, ale zdradzę wam tylko, że potyczka rozgrywa się w przestworzach i jest to właściwie jeden wielki quick time event. Dodatkowo nie polega on na wciskaniu kolejnych klawiszy, tylko na naprzemiennym ładowaniu w dwa konkretne. Przypomniało mi to czasy, kiedy zagrywałem się w tzw. „gry sportowe” jeszcze na moim starym, ukochanym C64.

Lewo, prawo, lewo, prawo - pot na czole i rękach - lewo, prawo, lewo, prawo – joystick trzeszczy - lewo, prawo, lewo prawo - albo ja, albo gra! I ta przeogromna frustracja, kiedy pod koniec cierpnie ręka i komputer wygrywa o włos! Tych, jakże wspaniałych, zapamiętanych z dzieciństwa emocji, zaznałem wielokrotnie podczas finałowej „walki” w Bionic Commando. Na sam koniec mojej frustracji nieco ulżył bardzo emocjonalny i niespodziewany zakręt fabuły. Muszę przyznać, że byłem pozytywnie zaskoczony, gdyż nie spodziewałem się tak przykrego zakończenia po tak casualowym tytule.

Gra posiada multiplayer, a w nim klasyczne tryby, takie jak: deathmatch, team deathmatch oraz capture the flag. Nie sugerujcie się jednak tym faktem podczas podejmowania decyzji o zakupie. Pomimo, iż próbowałem zagrać w sieci kilkakrotnie, o różnych porach, ani razu nie udało mi się znaleźć chętnych do wspólnej zabawy.

Nowy Bionic Commando wygląda i brzmi całkiem przyzwoicie. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie rozległe krajobrazy w zrujnowanym Ascension City. Co ważne, bardzo odległe obiekty – pomimo, iż nie można się do nich dostać - faktycznie istnieją. Sprawdzałem to, miotając w nie przeciwnikami. Aktorzy użyczający głosów postaciom wywiązali się ze swojego zadania w stopniu zadowalającym. Bronie brzmią całkiem OK. Generalnie, w kwestii audiowizualnej nie ma za co szczególnie chwalić, ale też nie bardzo jest się do czego przyczepić. Byłbym zapomniał, nowy BC posiada jedno z najładniejszych i najbardziej pomysłowych menu głównych, jakie widziałem od dobrych kilku lat.

Przedstawiałem wam z grubsza, jak prezentuje się kolejna odgrzewka Bionic Commando. Sami oceńcie, czy jest to gra godna uwagi. Z mojej strony dostaje ona siedem na dziesięć. Myślę, że nowy BC nie zasługuje na wyższą ocenę, ale z drugiej strony - dawanie mu niższej noty również byłoby niesprawiedliwe, gdyż w gruncie rzeczy nosi on wszelkie znamiona przyzwoitości i bez wątpienia znajdzie swoich zwolenników.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Kirq Kirq który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Mechanika huśtania na bionicznym ramieniu
+ Multum sposobów w jakie możemy unicestwiać wrogów
+ Krajobrazy w zrujnowanym Ascension City
+ Zakręt fabularny na samym końcu
+ Ładne menu główne

Minusy

  Dość schematyczna rozgrywka
 Banalna fabuła
 Niekonsekwencja - raz skaczemy jak małpa, a za chwile toniemy ciągnięci w dół przez (nagle) ciężkie bioniczne ramię
 Fatalna walka finałowa
 Bronie palne wydaja się być dodane na siłę
 Kiepska SI wrogów

dlatego Kirq
ocenia tę grę na:

7

Grafika 70%

Dźwięk 70%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

7.0

Grafika 70%

Dźwięk 70%

Gameplay 70%

[ + dodaj screen ]

Woland: Bioniczne ramię - wersja bez tekstur (PC)

Woland: Bioniczne ramię - wersja oteksturowana (PC)

Woland: Nathan Spencer - wczesna wersja (PC)

Woland: Latający Burak (PC)

Postacie [1]

Rad Spencer
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka