MDK 2 (PC)
Premiera Świat - 14 lipiec 2000 Premiera Polska - 28 wrzesień 2000
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: BioWare Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Interplay
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 36 screenów, 3 video, 1 recenzji, 3 newsów,
MDK do potęgi trzeciej
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Murder, Death, Kill
Już sam początek gry może co niektórych nieźle zaskoczyć - gra zaczyna się... dokładnie w momencie zakończenia części pierwszej, czyli w chwili, gdy nasi trzej dzielni bohaterowie świętują uratowanie Ziemi. Radość jednak nie trwa długo, bowiem okazuje się, iż mała, zielona planeta po raz kolejny potrzebować będzie pomocy niezrównanego Kurta. Chcąc nie chcąc, Hectic będzie musiał zniszczyć "minecrawlera" zagrażającemu Edmonton. Po spektakularnym wykonaniu zadania, zostaje jednak porwany przez tajemniczego Shwang Shwinga... Kim jest ta tajemnicza istota? Skąd pochodzi? Dla kogo pracuje?
Już od pierwszych sekund rozgrywki widać na czym najbardziej zależało twórcom. Nie chcieli oni zrobić kolejnej poważnej gry, w której dzielny heros rozwala setki tysięcy obcych w celu ratowania Ziemi i ziemskich lasek. Zamiast tego postawili oni na humor - w grze pełno jest rozmaitych gagów, śmiesznych nazw i tekstów, od których nie raz parskać będziemy śmiechem. Osobiście uważam to za największy plus tej produkcji. Trudno się nie uśmiechnąć pod nosem słysząc nieco "ciamajdowatego" Kurta, widząc Hawkinsa zamieniającego się w Mr. Hyde'a, czy rozwalając kosmitów, którzy stanowczo zjedli za dużo fasolki. Oczywiście nie każdemu taki humor przypadnie do gustu, ale na szczęście ja tym "każdym" nie jestem. Przez niemal całą kampanię dla pojedynczego gracza byłem zaskakiwany na każdym kroku; tu nie ma czasu na nudę, cały czas coś się dzieje, ciągle mamy coś do roboty a przy tym uśmiech przez sekundę nie znika nam z twarzy. Jak oni to zrobili?!
Max, Dr. Hawkins, Kurt
Największą zmianą w odniesieniu do pierwszego "MDK" jest możliwość pokierowania Hawkinsem i jego psem, którzy w poprzedniku byli tylko elementem dekoracji. Mamy więc trzech grywalnych bohaterów, z których każdym gra się nieco inaczej. Postaciami sterujemy po kolei, a więc po przejściu misji Kurta następuje etap, w którym bohaterem jest Max, a po nim pałeczkę przejmuje Hawkins. Na początku każdego etapu raczeni jesteśmy świetnie zrealizowanymi (i przezabawnymi) cut-scenkami, które możemy później obejrzeć w menu. Podobały wam się w jedynce "smaczki" w postaci bombardowania kosmitów czy zjeździe na desce? Tu również będziecie usatysfkacjonowani: udowodnicie wszystkim, iż istotnie rybka lubi pływać, że gry z widokiem z boku nie odeszły do lamusa oraz że każdy dobry bohater nie tylko celnie strzela, ale także świetnie... tańczy.
"MDK" to jednak strzelanka TPP - urozmaicona, ale tylko strzelanka. Jak gromienie przeciwników wygląda według trzech, tak całkowicie różnych herosów? Kurt Hectic to postać, której specjalnie przedstawiać nie trzeba. Każdy kto grał w pierwszą część od razu poczuje się tu jak w domu. Bohater do gromienia przeciwników używa przede wszystkim miniguna, chociaż nie pogardzi także rozmaitymi granatami (w tym takim, który stwarza czarną dziurę). Tym, co wyróżnia Hectica od pozostałej dwójki, jest oczywiście tryb snajperski i spadochron. Tego ostatniego używać będziemy do przemieszczania się w odległe rejony, amortyzowania upadków czy po prostu omijania przeciwników. Co ze snajperką? Dzięki niej ustrzelenie przeciwnika z odległości kilometra to bułka z masłem. Oprócz standardowej amunicji, podczas przemierzenia leveli znajdziemy także pociski moździerzowe czy takie, które odbijają się od ścian. Broń snajperska służy nie tylko do zabijania przeciwników, ale także umożliwia nam przejście dalej - aby otworzyć jakieś drzwi musimy najczęściej wykazać się sporą celnością i trafić w specjalne kule, będącymi czymś na kształt kluczy.
Drugą postacią, nad którą przejmiemy kontrolę jest Max - pupil doktora Hawkinsa. Max jest cybernetycznym psem, porusza się na dwóch tylnich łapach, pali cygara, gada niczym jakiś bohater kina akcji, a w czterech pozostałych kończynach (tak, czterech) może trzymać broń. Dobrze przeczytaliście, grając tym psiakiem strzelamy jednocześnie z czterech pukawek! Podczas gry trafimy na pistolety, strzelby, lasery czy wyrzutnie rakiet, mamy więc spore pole do popisu w kwestii stworzenia najbardziej śmiercionośnego ustawienia broni. Dwa Uzi+dwie wyrzutnie rakiet? Lasery+Desert Eagle? Wybór należy do was. Oczywiście w etapach rozgrywanych tym herosem nie ma czasu na myślenie - Max stanowi doskonały przykład jednoosobowej armii. Wrogów jest zdecydowanie więcej niż u Kurta, zagadek nie ma prawie w ogóle, również skakania nie ma tak dużo jak u poprzednika - po prostu idziemy do przodu i siejemy zniszczenie. W późniejszych etapach Max zostanie wyposażony w plecak odrzutowy, którym będziemy mogli pokonywać ogromne odległości. Gra traci wtedy nieco tempa, ale można to twórcom wybaczyć, bowiem ogrom pomieszczeń po prostu zapiera dech w piersi.
Trzecim bohaterem gry jest Dr Fluke Hawkins - nieco zwariowany wynalazca, który nadzoruje całą operację ze swojego statku. Gdy kosmici przeprowadzą szturm na Jima Dandy'ego, doktorek zrobi wszystko co tylko potrafi aby ich powstrzymać. A to wymagać będzie użycia... szarych komórek. Granie Hawkisem bardzo różni się od pozostałych etapów: mamy więcej skakania, używania przedmiotów i kombinowania. Można powiedzieć że etapy szalonego naukowca mają więcej wspólnego z platformówką niźli z grą akcji. Podczas pokonywania map zbierać będziemy rozmaite przedmioty, z których później budować będziemy bronie czy narzędzia. Nie bójcie się jednak, kombinacje nie są zbyt skomplikowane i zamiast inteligencji bardziej przyda wam się poczucie humoru. Spora część graczy narzekała na sposób grania doktorem, mi jednak taka zmiana formy rozgrywki się spodobała. No bo powiedzcie mi szczerze, jak komuś może nie przypaść do gustu wybijanie kosmitów za pomocą radioaktywnego tostera?
If he can just keep his pants on, our luck may be changing
Kosmici nie mieli zbyt dużo czasu, aby wyciągnąć lekcje z poprzedniej klęski, więc ich inteligencja względem pierwowzoru niezbyt się poprawiła. Wrogów jest na pewno więcej, są bardziej zróżnicowani ale ich przewaga leży bardziej w ilości i sile ognia, niż w strategii. Oprócz modeli znanych znanych z poprzedniej części (czyli zielonych alienów i robotów) ubijać będziemy n.in. stworki przypominające chodzące ogórki, czy też małe, wybuchające zwierzątka. Kosmici są naprawdę zróżnicowani i walka z każdym ich rodzajem wygląda inaczej. Do tego po każdym z leveli czeka nas emocjonująca walka z bossem. Wśród nich wyróżnić można ogromny komputer, noszącego wielkie, różowe okulary Shwanga czy mechanicznego psa. W zależności od tego kim gramy, walki z bossami wyglądają inaczej. Kurt wykorzystywać będzie broń snajperską, Maxem po prostu naparzamy ile wlezie, a doktorem najczęściej musimy znaleźć jakiś sposób na osłabienie wroga.
Przejdźmy teraz do etapów, które przyjdzie nam przemierzać. Gdyby za design przyznawano nagrody, programiści z BioWare mieliby je wszystkie w kieszeni, bowiem levele wyglądają po prostu obłędnie. Kilometry korytarzy, ogromne pomieszczenia, jeszcze większe otwarte przestrzenie, tajemnicze maszyny... Często zdarzało mi się przystanąć na chwilę i po prostu podziwiać te wszystkie cuda. Widoki jakie na nas czekają zapierają dech w piersi. Podczas wędrówki odwiedzimy m.in. minecrawlera niszczącego Edmonton (ukłon w stronę części pierwszej), statek Hawkinsa, miasto Obcych czy też pałac samego Imperatora. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to poszukiwanie drogi dalej: grając Maxem zdarzało mi się zaciąć na dłuższą chwilę. Co jak co, ale poszukiwanie jedynego wyjścia bohaterem, którym powinniśmy po prostu iść do przodu i siać zniszczenie jest nieco irytujące.
The Ultimate Doomsday Device
Pod względem graficznym, gra nie mogła się nie podobać: śliczne tekstury, oszałamiająca szczegółowość, iskry, wybuchy, cienie - stworzony przez BioWare Omen Engine dostarczał naprawdę niesamowitych widoków. Niestety miało to swoją cenę. W wymaganiach sprzętowych czytamy, iż do gry potrzebujemy P200Mhz, 16MB RAM i akcelerator (tak, gra bez niego się nawet nie uruchamiała) - jest to jednak bzdura. Nawet na sprzęcie dwa razy lepszym "MDK 2" w pewnych momentach tracił na płynności. Optymalizacja tego tytułu leżała i kwiczała. Dzisiaj oczywiście nie stanowi to żadnego problemu, gdyż gra śmiga aż miło na współczesnym kompie, ale wówczas, widząc spadek liczby klatek na maszynie będącej istnym potworem, nóż się w kieszeni otwierał. Najważniejsze jednak że owa produkcja nawet dzisiaj prezentuje się naprawdę ładnie, i w zasadzie jedyną rzeczą do której można się przyczepić, to kanciastość niektórych postaci.
Oprawa dźwiękowa również stoi na bardzo wysokim poziomie. Głosy postaci, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowych, zostały podłożone idealnie. Czy to nieco głupkowaty Kurt, czy chodzące i puszczające bąki ogórki - wszyscy brzmią naprawdę świetnie. Aktorzy podkładający głosy spisali się, podobnie jak reszta ekipy, na medal. Za muzykę odpowiada Jesper Kyd, czyli człowiek znany później z "Hitman: Codename 47" czy "Assassin's Creed", Albert Olson i Raymond Watts - założyciel zespołu Pig. Fuszerki oczywiście nie odwalili i uszy cieszy solidna porcja muzyki elektronicznej. Aż szkoda, że w pudełku z grą nie znajduje się oficjalny soundtrack.
Oooh, who's my puppy wuppy dingy doggy?
"MDK 2" to przykład na to, że sequel może być równie dobry jak oryginał. Mimo iż nie pracowali przy nim ojcowie "jedynki" to widać, iż twórcom zależało na tym, aby gra podobała się fanom przygód Kurta i spółki. "MDK" w roku 2000 był tytułem kultowym, wielu graczy bało się więc, że gra BioWare żerować będzie na sukcesie produkcji ze stajni Shiny. Na szczęście ich obawy były bezpodstawne. "MDK 2" to doskonała gra akcji, pełna ciekawych postaci, interesujących pomysłów, absurdalnego poczucia humoru, zapadających w pamięć lokacji, do tego w doskonałej oprawie. Nie jest to pozycja idealna, nie jest ona jakimś kamieniem milowym w dziedzinie gier komputerowych, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że w tą grę po prostu chce się grać i ciężko się od niej oderwać. I ta magia działa mimo upływu tych wszystkich lat.
recenzja dodana przez:
Chidder
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Humor!
+ Design etapów
+ Trzech całkowicie różnych bohaterów
+ Świetne mini-gry
+ Śliczna grafika
+ Muzyka i dźwięki
− Optymalizacja
− Od czasu do czasu można się zaciąć
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
Chidder: Bardzo niegrzeczny ten mój piesek. (PC)
Chidder: Geronimo! (PC)
Chidder: Kurt po raz kolejny musi ratować świat. (PC)
Chidder: Max, jak widać na załączonym obrazku, woli rozwiązania siłowe. (PC)



