Kane & Lynch 2: Dog Days (PC)
Premiera Świat - 17 sierpień 2010 Premiera Polska - 20 sierpień 2010
Ocena użytkowników: dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Io Interactive Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: Eidos Interactive
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 12 screenów, 15 video, 1 recenzji, 15 newsów,
Psychole znów w mieście
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Kane i Lynch powracają, choć nie powiem, bym czekał na nich z otwartymi ramionami. Od wydarzeń z części pierwszej minęło sporo czasu, każdy z naszych milusińskich poszedł swoją, niezbyt chwalebną drogą, ale gdy na horyzoncie pojawia się intratny interes, znów łączą siły. Dodać przy tym należy, że w odróżnieniu od poprzedniej odsłony, tym razem (nie licząc finalnego rozdziału) przejmujemy kontrolę nad psychopatycznym Lynchem.
Oczywiście wszystko kiełbasi się już na starcie i to przez kompletną bzdurę. Ot, przypadkowa kulka ląduje w ciele młodej, Bogu ducha winnej dziewczyny. Niby nic, zważywszy, że podczas krwawej krucjaty kładziemy pokotem jedną trzecią populacji Chin. Szkopuł w tym, że dziewoja była córką bardzo wysoko postawionego typa. Koniec końców musimy uciekać przed całym światem. Policja, mafia, antyterroryści, najemnicy, ochrona, a nawet nasi niedoszli mocodawcy - wszyscy pospołu polują na nasze głowy.
Niezłe, choć proste dialogi, mocno zróżnicowani bohaterowie po raz kolejny połączeni wspólną sprawą oraz orientalny klimat samego miasta dały w efekcie całkiem ciekawą mieszankę. Trafiamy do Szanghaju skąpanego w blasku neonów i strugach nocnego deszczu. Gra prowadzi nas przez fragmenty ulic, podziemne parkingi, podwórka, dachy i boczne uliczki. Do tego dorzućmy doki, lotnisko, wąskie korytarze olbrzymiego biurowca oraz obskurne torowisko. Wszystko zbudowane wedle dość prostych, liniowych schematów, ale braki w wyobraźni projektantów poziomów z nawiązką nadrabiają osławione już filtry graficzne.
Co by o tej produkcji nie powiedzieć, w tej właśnie kwestii zapada w pamięć i wyróżnia się z tłumu. Nie było jeszcze gry komputerowej tak doskonale naśladującej stare nagrania VHS bądź tanie filmidła tworzone w latach osiemdziesiątych przez niszowe studia. Rozmaite szumy, zakłócenia, utrata ostrości czy wyblakłe barwy - pełny pakiet atrakcji. Do tego całość wygląda jak nagrane ręką człowieka, który w swoim życiu wypił kilka głębszych za dużo. Kamera jest chaotyczna, trzęsie się w trakcie cut-scenek, podczas gwałtownych ruchów czy sprintu, który jest niezbędny w momencie przemieszczania do dalej położonych osłon.
Nie jest to pozycja, którą miałbym ochotę zaliczać z rozbiegu podczas jednego posiedzenia. I to nie dlatego, że gra jest monotonna (choć jest jak diabli). Po prostu zbyt dużo się tu dzieje, a dzięki wszystkim tym graficznym bajerom obraz bywa miejscami niewyraźny, zbyt nieczytelny. Choć naturalnie w temacie budowania napięcia odgrywa niemałą rolę.
Schemat rozgrywki jest prosty jak budowa cepa, zaś twórcy nawet nie próbowali eksperymentować ze sprawdzoną formułą. Ot, biegamy od osłony do osłony, zasypując wroga gradem kul. Cała filozofia. Szkoda, że w parze z ilością mięsa armatniego nie idzie ich inteligencja. Potwierdziły się moje wcześniejsze obawy; AI nie zaliczyło zauważalnej poprawy, dlatego wroga ratują jedynie skrypty i narzucone z góry ścieżki, którymi się porusza. Gdy jednak trzeba przejawić odrobinę własnej inwencji, pojawia się ogromny problem. Przeciwnicy wysypują się niczym mięso armatnie w pospolitych celowniczkach. Nie ma znaczenia, że uziemiłeś serią pięciu kolesi, którzy pojawili się w najbliższym przejściu. I tak trzech kolejnych ochoczo wybiegnie na spotkanie z ołowiem. To nie jedyny problem zidiociałej SI. Co prawda przeciwnikowi zdarza się zmienić pozycję, zwłaszcza, jeśli osłona za którą się czai leci w drzazgi, inna sprawa, że notorycznie daje zachodzić się z boku, nierzadko w ogóle nas nie zauważając. Ba, czasem ma nawet problem z przykucnięciem z właściwej strony osłony, co wygląda wręcz groteskowo.
Naturalnie gra próbuje być kontrowersyjna i karmi nas rozmaitymi smaczkami. O ile za ten ostatni można uznać pociętych jak zarzynane prosiaki bohaterów, którzy nadzy jak ich matka natura stworzyła biegają po mieście i robią dym. Podobne zabiegi nie tuszują jednak faktu, że miast się rozpędzać, rozgrywka w miarę rozwoju wydarzeń wytraca początkowe tempo. Do genialnych filtrów szybko się przyzwyczajamy i przestają na nas robić wrażenie, a kanonady w akompaniamencie soczystych bluzgów powszednieją nam jeszcze szybciej. No i jeszcze to idiotyczne, pojawiające się nagle zakończenie, rodem z budżetówek City Interactive. Z góry przepraszam za wyrażenie, ale gdy pojawiły się napisy końcowe, poczułem się, jakby twórcy dali mi zwyczajnie w mordę.
Pierwszy K&L był mimo wszystko grą bardziej przemyślaną, zróżnicowaną i dłuższą. Tutaj akcja gna jak ślepa i gdyby nie absurdalne ilości wrogów oraz konieczność chowania łba za przeszkodą, jedenaście krótkich rozdziałów dałoby radę zaliczyć w trakcie kolacji. Oczywiście opcja poznania kampanii z kumplem w trybie kooperacji jest zawsze ciekawszą perspektywą, nie zmienia to jednak faktu, że K&L2 nie zachwyca i jest cała masa lepszych pozycji oferujących zabawę w co-opie.
Na plus wyróżnia się tryb sieciowy - obok smaczków graficznych właściwie jedyny element, który pozytywnie wybija się na tle przeciętnej całości. Otrzymujemy do wyboru trzy tryby rozgrywek, z których najciekawiej przedstawiają się Kruchy Sojusz oraz Tajniak. Pierwszy jest wariacją zabawy w policjantów i złodziei, ale wprowadza drobny smaczek w postaci zdrady. Zabijając sojusznika możesz przejąć jego część łupu, stając się celem dla obydwu stron konfliktu. Co ciekawe, zabity kumpel odradza się w ciele gliny, mając tym samym świetną okazję do zemsty. Tajniak powtarza powyższy schemat, z tą różnicą, że jeden z graczy (wybierany losowo) przejmuje rolę tajniaka, którego zadaniem jest wyeliminowanie pozostałych. Dzięki takowym elementom kolejne potyczki cieszą się sporą przypadkowością, a co tym idzie szybko nie nudzą.
Ciężko ocenić K&L2 inaczej, jak przez pryzmat wybitnie osobistych preferencji. To jedna z tych produkcji, która dla jednego będzie kosmicznym crapem, inny zachwyci się jej bezpretensjonalnością. Wszystko zależy od tego, czego szukamy w grach akcji i jak duży próg tolerancji mamy w przypadku trywialnych, pozbawionych głębi strzelanek. Potwierdzają to zresztą oceny, które lecą pod adresem najnowszego dzieła IO Interactive. Dlatego radziłbym nie sugerować się końcowym werdyktem. Bardziej stawiałbym w tym przypadku na analizę samego tekstu i przetestowanie dema, które dość wiernie oddaje klimat nowego epizodu. Nie wiedzieć czemu polubiłem tych zapuszczonych, pozbawionych moralności dziadów od pierwszego spotkania, ale nawet to nie pozwoliło mi przyznać nowej odsłonie więcej jak 7, i to głównie ze względu na wciągającego multiplayera. Co tu kryć, kampania dla pojedynczego gracza to niestety totalny średniak.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ nawet niezły klimat
+ kapitalne filtry graficzne
+ wciągający multiplayer
− kampania w singlu krótka i bez pomysłu
− archaiczna mechanika strzelania
− durne SI
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 80%
Dźwięk 70%
Gameplay 70%
E. Siekiera: Zły i niebezpieczny (PC)
E. Siekiera: Zmęczony życiem Kane na pierwszym planie (PC)
E. Siekiera: Pora na szluga (PC)
E. Siekiera: Sielskie widoczki (PC)

