Homeworld (PC)
Premiera Świat - 28 wrzesień 1999 Premiera Polska - 14 styczeń 2000
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Relic Entertainment Dystrybutor: Play It Wydawca: Sierra Inc.
Gatunek: Strategia Podgatunek: RTS Cechy gry: Wolna kamera
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 22 screenów, 1 video, 1 recenzji,
Powrót do domu
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Nothing can take us far away enough...
Fabuła jest iście epicka, bez dwóch zdań. I nie jest to epickość w sensie tym, co choćby Total Annihilation. Celowałbym bardziej w klimaty drugiego M.A.X. lub, od biedy, Starcrafta. Mamy bowiem oto przed nami Kushan, rasę żyjącą na średnio przyjaznym pustynnym świecie. Razu pewnego odnajdują oni tajemniczy artefakt, który poza mapą galaktyczną i kilkoma innymi ciekawostkami posiada wygrawerowane także jedno słowo - Hiigara. Dom. Rodzinna planeta. Niewiele myśląc, Kushanie zaczynają konstruować swoje największe dzieło, statek matkę, w którego obwody wpleciona zostaje młoda kobieta, Karan S'jet. Staje się ona także przy tym dowódcą floty oraz bezpośrednim pomocnikiem gracza.
Niestety, nie jest tak dobrze, jak się wydaje. Po wielu latach, gdy przychodzi czas próby pierwszego testu napędu hiperprzestrzennego, sprawy idą źle. Bardzo źle. Naszym zadaniem nadal jednak będzie, przy pomocy Karan, odnaleźć miejsce narodzin Kushan. Tak zaczyna się nasza wędrówka w poszukiwaniu domu.
Emotion... Far enough together
zaczyna się naprawdę potężnym uderzeniem. Po intro, które stylistycznie przywodzi nieco na myśl Fallout. Po ukończeniu tutoriala, w którym zapoznajemy się z mechaniką gry, przychodzi czas na prawdziwą akcję. Przy dźwiękach doskonałego adagio na smyczki Samuela Barbera jesteśmy wprowadzeni w świat Homeworld. Testy, próby, zawieszony w przestrzeni "banan", czyli statek-matka. Taki jest początek. Potem już jednak szybko wpadamy w wir, co tu dużo mówić, świetnej fabuły. Pierwszy hiperprzestrzenny skok, szczątki Khar Selim, a następnie szybki powrót na planetę. I znów adagio, tym razem jako przypieczętowanie nieszczęścia Kushan. Potem zaś mozolna walka z wielkim imperium, cały czas pod sztandarem powrotu do domu. Nie chciałbym zdradzać zbyt wiele, gdyż historia jest naprawdę pasjonująca. Mimo że korzysta z pewnych schematów, konwencji, niezwykle przyjemnie poznaje się kolejne elementy tej układanki.
Choć z początku produkcja Relic wydaje się być skomplikowana, to wrażenie mija zaraz przy pierwszej bitwie, manewrach, poruszaniu się po mapie. Mimo natłoku opcji, na dobrą sprawę realnie przydaje się zaledwie kilka. W dodatku interfejs jest dość intuicyjny, zatem po pewnym czasie poświęconym na praktykę będziemy bezwiednie kierować naszą flotą. A tak, flotą. Zastosowano tu niezmiernie ciekawy pomysł. Otóż, jak w każdej strategii mamy surowce i jednostki. Surowiec jest tylko jeden, wydobywany z asteroid za pomocą specjalnych statków. Warto zatem na każdej mapie wyżyłować do końca dostępne zasoby naturalne, bowiem nie są one nieskończone. Budujemy zatem naszą flotę. Początkowo są to jedynie myśliwce rozpoznawcze, z czasem jednakże pojawiają się i korwety i co bardziej pancerne obiekty, lotniskowce, niszczyciele, fregaty - słowem: pełen wybór. I co najważniejsze, warto dbać o swoje jednostki, gdyż przechodzą one z misji na misję! Tak, dlatego trzeba gromadzić jak najwięcej surowców na danej mapie, by potem rozbudować flotę, która wędruje z nami przez całą grę. Im więcej jednostek bezpowrotnie stracimy, tym trudniej będzie uzupełnić braki w naszej małej armadzie.
As the light shines so bright...
Kierowanie jednostkami i sama walka są niezwykle intuicyjne. Co prawda mamy kilka typów formacji, ostrzału oraz ogólnie pojętej mobilności, korzystać będziemy tylko z dwóch, może trzech. Same bitwy zaś są zrealizowane przepięknie. Statki nie są li tylko zawieszonymi w przestrzeni punktami, robią klasyczne zwody, nawroty na przeciwnika, słowem wygląda to jak porządna kosmiczna bitwa, a nie jakieś bierki elektroniczne.
Trzeba też przy okazji wspomnieć o pewnej, niestety mało przyjemnej rzeczy. Gra jest dość trudna. Trudna i łatwa zarazem. Frustracja może wynikać z tego, że wystarczy popełnić jeden malutki błąd i jesteśmy ugotowani. Źle skonstruować, bądź poprowadzić flotę, a potem patrzeć bezsilnie jak dostajemy łomot od wroga. Prostota zaś wynika z tego, że co większe bitwy są niestety oskryptowane. Prowadzi to do pewnego małego oszustwa. Wystarczy raz zagrać misję, by wiedzieć co, gdzie i jak, a potem uruchomić ją ponownie i rozegrać tak, jak będą się uruchamiać kolejne skrypty. Jest to jedyny minus, niezbyt poważny jednak, bo i w wirze walki przeciwnik może nam sprawić niezłą niespodziankę.
Bright enough to let us in
Oprawa jest iście mistrzowska. Mamy bowiem do zabawy oddane pełne 3D. Statki nie poruszają się także po jednej tylko płaszczyźnie. W każdej chwili można zmienić poziom położenia jednostki względem każdej osi na tym trójwymiarowym układzie współrzędnych. Stwarza to oczywiście dodatkowe możliwości taktyczne. Poza tym wszystkie obiekty mają ładne tekstury, są szczegółowe (jak na tamte czasy oczywiście), słowem nie ma się do czego przyczepić. Same animacje, efekty specjalne czy choćby tła prezentują się znakomicie i cieszą oko.
Muzyka to osobna sprawa. Pomijając już świetny utwór Yes, nagrany specjalnie na potrzeby gry, ścieżka dźwiękowa jest niemal doskonała. Niby elektroniczne, ale w jakiś sposób orientalno-plemienne rytmy towarzyszą nam przez całą grę. Gracz zaczyna łapać się na tym, że poza samą grą machinalnie uruchamia soundtrack w Winampie. Wprowadza owa oprawa muzyczna także i dodatkową porcję miodu i klimatu w samej grze, sprawiając, że nie łatwo oderwać się od poszukiwania Hiigary i wrócić do codziennych spraw.
Jak dziś, po latach, wygląda ? Na szczęście tak samo doskonale, jak i w dniu premiery. Grafika nie razi zbytnio, oprawa dźwiękowa tym bardziej, zaś wyśmienita porcja strategii, świetnej historii oraz dynamiki walk robi swoje. W tę produkcję zagrać zdecydowanie warto, bez względu na wiek i upodobania. To po prostu kawał historii, który nie może zostać zapomniany.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Świetna opowieść...
+ Oprawa audiowizualna. Zwłaszcza audio.
+ Niezła porcja kosmicznej strategii...
− Czasem zbyt trudna, ale...
− Oskryptowana, więc i łatwa zarazem. ;)
Ocena wszystkich
recenzentów
10
Grafika 90%
Dźwięk 100%
Gameplay 100%
yaro: Statek-Matka w lokacji 'samouczkowej' (PC)
yaro: Front Statku-Matki (PC)
yaro: Zaspół statków na tle planety (PC)
yaro: Ekran budowy pojazdów (PC)




