Star Wars Jedi Knight II: Jedi Outcast (PC)
Premiera Świat - 28 marzec 2002 Premiera Polska - 12 kwiecień 2002
Ocena użytkowników: bardzo dobra
4 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP, TPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 35 screenów, 1 video, 2 recenzji,
Moc znów jest z nami
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chidder
Po prostu "Gwiezdne Wojny"
"Jedi Outcast" nie jest trzecią częścią "Dark Forces". Jest to "Jedi Knight" z numerkiem dwa, a więc jest on takim sequelem sequela, a pełna nazwa powinna w takim razie brzmieć "Star Wars: Dark Forces II: Jedi Knight II: Jedi Outcast". Troszkę to skomplikowane, prawda? Akcja ma miejsce mniej więcej dwa lata po wydarzeniach ukazanych w "Mysteries of the Sith". Kyle Katarn po porzuceniu drogi Jedi, razem z Jane Ors, pracuje dla Nowej Republiki. Pewnego dnia dostają oni zlecenie zbadania opuszczonego posterunku Imperium. Okazuje się, że budynek tak do końca nie jest pusty, i prowadzone są w nim operacje związane z wydobyciem kryształów wykorzystywanych w mieczach świetlnych. Wkrótce potem na drodze naszych bohaterów staje, służący Ciemnej Strony Mocy, Dessan. Po przegranej walce, Kyle - zrozumiawszy, iż nie ma szans z takim przeciwnikiem - postanawia po raz kolejny odwiedzić mityczne "Valley of the Jedi". Nie wie jednak, że tego właśnie oczekiwał jego przeciwnik...
Fabuła "Jedi Outcast" jest całkiem niezła i pełna niespodziewanych zwrotów akcji. Do przodu popychają ją skryptowane zdarzenia (co w sumie nie jest zaskoczeniem), całkiem niezłe cut-scenki na silniku gry oraz ładnie zrealizowane, choć niskiej rozdzielczości, filmy. Najlepsze jednak jest to, że mamy tutaj po prostu klasyczne "Gwiezdne Wojny" - muzyka, napisy początkowe, Moc, rycerze Jedi... Podczas grania spotkamy również kilka postaci z "klasycznej" trylogii: zadania przekazuje nam Mon Mothma, będziemy walczyć ramię w ramię z Luke'iem Skywalkerem, przyjdzie nam także uratować skórę Lando, któremu głos podkłada sam... Billy Dee Williams! Oryginalny Lando Calrissian w grze! Raven naprawdę się postarał.
Podróż przez galaktykę
Tryb singleplayer jest dosyć długi i łącznie do pokonania mamy 24 rozdziały. Podczas naszej wędrówki odwiedzimy m.in. Kejim, kopalnię na Artus, świątynię Jedi na planecie Yavin, Nar Shaddaa czy też Bespin. Etapy są sporych rozmiarów i w każdym z nich mamy do wykonania kilka zadań. Utrzymane są także w klimacie "Gwiezdnych Wojen", czyli statki są pełne kolorowych światełek, a budynki czy ulice szare i ascetyczne - niemal od razu wiemy, w jakim uniwersum jesteśmy. Większość leveli jest naprawdę dobra, ale niekiedy wydaje się, że twórcy niepotrzebnie je skomplikowali. Kilka razy zdarzyło mi się zabłądzić, ominąć przycisk, który należało przycisnąć oraz nie znaleźć jedynej drogi dalej, schowanej w jakimś kącie. Na szczęście takich momentów nie jest zbyt dużo. Pod sam koniec czeka nas również mała niespodzianka w postaci planszy, którą pokonujemy przy pomocy AT-ST. Nie jest ona może jakoś specjalnie rozbudowana (byle do przodu i nie spuszczać palca ze spustu), ale stanowi miłą odmianę.
Bronie, jakie przyjdzie nam nosić, nie są jakimś zaskoczeniem, bowiem widzieliśmy je zarówno w filmach, jak i w poprzednich odsłonach serii. Nawet całkiem nowe zabawki nie powinny nikogo zdziwić, gdyż są to po prostu standardowe narzędzia zagłady, jakie pojawiły się w wielu innych grach FPP. I tak przyjdzie nam strzelać z Blastera, E-11, Tenslossa (czyli broń snajperska), wyrzutni rakiet, Bowcastera Wookieech, itp. Każda z broni posiada również drugi rodzaj strzału, dzięki czemu zabijanie przeciwników sprawia dwa razy więcej radości. Oprócz broni, Kyle może nosić sporą liczbę przydatnych przedmiotów. Wśród nich znajdą się m.in. lornetka, noktowizor, rozkładane karabiny, Inquisitory czy generatory tarcz. Trochę tego jest, ale tak naprawdę nie wiem po co, bo podczas całej rozgrywki użyłem ich tylko w kilku miejscach.
Po wizycie u Luke'a Skywalkera w naszym inwentarzu pojawia się broń, której należy poświęcić oddzielny akapit. Tak, zgadliście, to miecz świetlny. Gdy dostajemy tą zabawkę do rąk, to całą resztę gnatów można wyrzucić do kosza, ponieważ to właśnie nim będziemy kosić wszystko i wszystkich. Podczas posługiwania się mieczem, widok zmienia się z FPP na TPP, co według mnie jest strzałem w dzisiątkę. Oprócz zwykłych cięć, można nim także rzucać na odległość; posiada on także przydatną zdolność odbijania strzałów przeciwnika. Głównie jednak miecz wykorzystywać będziemy podczas pojedynków, które są jednym z głównych powodów, dla których warto sięgnąć po ten tytuł. Zapomnijcie o tym, co widzieliście w "Jedi Knight" (podbiegnij, uderz i w nogi), tutaj walki są naprawdę emocjonujące i wspaniale zrealizowane!
Jakby tego wszystkiego było mało, to, jak na Jedi przystało, władamy także różnymi Mocami. Do korzystania z nich potrzebna jest energia, która na szczęście po jakimś czasie ulega odnowieniu. Jakimi Mocami możemy się posługiwać podczas gry? Kyle może użyć przyciągania, popychać przedmioty i przeciwników, zwiększyć swoją szybkość, wyżej skakać, leczyć się, ogłupiać wrogów, miażdżyć im krtań oraz rzucać błyskawicami. Znany z poprzedniej części podział na Moce jasnej i ciemnej strony zniknął. I bardzo dobrze. Każda zdolność wraz z postępem w grze ulega ulepszeniu i, tak dla przykładu, przyciąganie podstawowe to przyciągnięcie jednego przeciwnika lub przedmiotu, później możemy użyć tej Mocy na kilku wrogach, a najbardziej rozwinięta wersja powoduje u nich poważne obrażenia. Warto wspomnieć o tym, że Moce używamy nie tylko do walk, ale także podczas przemierzania etapów i rozwiązywaniu zagadek.
Wrogowie z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć również nie są żadnym zaskoczeniem: przede wszystkim będą to, znani ze starej trylogii, szturmowcy (występujący w kilku odmianach). Oprócz nich, przetrzepiemy skórę imperialistom wyższej rangi (oraz odpowiednim uzbrojeniu), mieszkańcom innych planet oraz różnego rodzaju droidom. Najciekawszymi przeciwnikami są jednak Reborn oraz Shadow Trooper, z którymi to będziemy walczyć na miecze świetlne. Generalnie wrogowie stanowią taki "starwarsowy" standard. Jest tylko jedno "ale": są po prostu durni i oskryptowani. Nawet gdy przeciw nam stanie kilkunastu wrogów, bez problemu się z nimi rozprawimy - zachowują się przewidywalnie, niemal zawsze spotkamy ich w tym samym miejscu, na dodatek nie są zbyt żwawi. Jedynie moi ulubieńcy (czyli ci, którzy władają Mocą) stanowią wyzwanie i nawet kilkakrotne powtarzanie walk sprawia przyjemność: są twardzi, zwinni i potrafią wykorzystać moment naszej nieuwagi.
Jedi rosną w siłę
Oczywiście, singleplayer to nie wszystko - mamy także świetny tryb multi, który, podobnie jak np. w "Return to Castle Wolfenstein", włącza się osobno. Jeśli jednak posiadacie względnie nowy sprzęt, to będziecie musieli ściągnąć oficjalny patch z numerkiem 1.04, bowiem bez niego multiplayer po prostu mi się nie włączał. Na starszym kilkuletnim kompie problemu nie było, gdy jednak przeniosłem się na nowszy sprzęt, gra odmówiła posłuszeństwa, co było o tyle dziwne, że tryb singleplayer działał dalej. Na szczęście łatka nie jest duża - zaledwie 9MB.
W trybie dla wielu graczy możemy wybrać postać spośród 28 modeli i zagrać w jeden z siedmiu rodzajów rozgrywki. I tak mamy klasyczny deathmatch z mocami lub bez (FFA i Holocron FFA), Jedi Master, w którym na środku mapy znajduje się miecz świetlny, trzy tryby walki drużynowej (drużynowy deathmatch, CTF i jego udziwnioną wersję - Capture The Ysalamiri) oraz Duel, polegający na walce jeden na jednego. Jak widzicie każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz tego możemy także ustalić własne warunki - mi najwięcej radości sprawiły bitwy z użyciem mieczy świetlnych. Wystarczy wyłączyć moce i wszystkie bronie prócz lightsabera - miód po prostu. W każdym z trybów może wziąć udział do 16 graczy, a jeśli brakuje wam chętnych... możemy włączyć boty! Miło.
Map w multiplay'u mamy łącznie 20: 9 specjalnie do Dueli, 11 dla pozostałych trybów. Znajdziemy wśród nich Gwiazdę Śmierci, świątynie, ulice Nar Shadaa czy też Niszczyciela. Mapy są świetnie skonstruowane i zapewniają emocjonujące starcia - korytarze, zaułki, pułapki, a w centrum z reguły wielki plac do totalnej rozwałki. Areny do pojedynków jeden na jednego są nieco mniejszych rozmiarów (co zrozumiałe), ale emocje wcale nie mniejsze.
Jak wygląda kosmos
Graficznie "Jedi Outcast" prezentuje się bardzo dobrze. Gra działa na mocno zmodyfikowanym silniku Quake III: Team Arena, a wymagania sprzętowe to PII 350MHz, 64MB RAM i karta graficzna z min. 16MB. Do grania w maksymalnych detalach potrzeba było dość mocnego sprzętu, no ale gra nam to wynagradzała na każdym kroku. Postacie są bardzo szczegółowe, bronie zostały wykonane po prostu wzorowo, efekty świetlne robią (no, może dzisiaj już nie) duże wrażenie, mamy nawet kilka "smaczków" - spójrzcie, co się dzieje, gdy podczas ulewy wyciągniemy miecz świetlny... Można marudzić, że niekiedy jest szaro i buro, no ale jest to już wina samych "Gwiezdnych Wojen" - tam również było ascetycznie i, nie bójmy się użyć tego słowa, kiczowato. Gdy jednak przeniesiemy się z baz i statków na inne planety, gra pokazuje pazury. Bagna Yavin IV wyciskały ostatnie soki z ówczesnych kart: drzewa, roślinność, padający deszcz... Jest to na pewno najlepiej wyglądający etap w całej grze.
Warstwa dźwiękowa nie powinna zawieść żadnego fana - zarówno filmów, jak i gier FPP. Wszelkie odgłosy broni brzmią odpowiednio futurystycznie, głosy dobrane zostały bez zarzutów (można nawet podsłuchiwać rozmowy strażników!), a muzyka... A muzyka przypomina ścieżki dźwiękowe filmów - znakomicie buduje klimat.
Użyj Mocy!
"Jedi Outcast" to jedna z najlepszych gier w świecie "Gwiezdnych Wojen". LucasArts po kilku dość niefortunnych tytułach pogrążających serię, wydał tytuł, który śmiało można postawić obok ich największych hitów. Nie jest to jednak zaskoczeniem, no bo czego jak nie hitu mogliśmy spodziewać się po Raven Software? Przygody Kyle'a Katarna nawet po latach dostarczają masy zabawy, wyglądają bardzo dobrze oraz brzmią porządnie. A multiplayer to klasa sama w sobie: wielkie bitwy z użyciem mieczy świetlnych to to, co każdy, niekoniecznie nawet fan, z pewnością polubi.
recenzja dodana przez:
Chidder
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Rewelacyjne walki na miecze świetlne
+ Grafika i dźwięk
+ Świetny multi
+ Ciekawa historia...
− ...choć nieco gryzie się ze złym zakończeniem "Dark Forces II: JK"
− Niekiedy można się zagubić
− Kiepska AI
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 80%
Dźwięk 85%
Gameplay 80%
Chidder: Wszędzie ich pełno. (PC)
Chidder: Proszę o uśmiech! (PC)
Chidder: Gdzie tu jest monopolowy? (PC)
Chidder: Lando we własnej osobie. (PC)
Postacie [1]
- Nazwa: Kyle Katarn
- Typ: Osoba






