Empire: Total War (PC)
Premiera Świat - 3 marzec 2009 Premiera Polska - 4 marzec 2009
Ocena użytkowników: dobra
5 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Creative Assembly Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Sega
Gatunek: Strategia Podgatunek: RTS, Bitewna Cechy gry: Wolna kamera
Tematyka: Historyczna, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 76 screenów, 8 video, 1 recenzji, 16 newsów,
Przygotuj się na Wojnę Totalną!
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
OsaX Nymloth
OsaX Nymloth
Myślę, że nikomu omawianej serii przedstawiać nie trzeba, a jeśli jednak znajdzie się ktoś, komu tytuł Empire: Total War nic nie mówi, to niech lepiej wraca spać pod kamień, gdzie musiał spędzić ostatnią dekadę. Po wielu miesiącach oczekiwania, czytania zapowiedzi zmian i oglądania coraz bardziej apetycznych screenów i filmików nadszedł czas. Pierw na wypuszczenie demka (które tylko podgrzało atmosferę wokół tego tytułu) i w końcu na premierę pełnej wersji gry, która, mogę to rzecz z całą odpowiedzialnością, stanie się hitem. Ekipa Creative Assembly ponownie pokazała, jak należy tworzyć kontynuacje, zostawiając konkurencję daleko w tyle, a samemu umacniając się na tronie królów strategii. Powiem krótko i to już na początku recenzji: Empire: Total War rządzi.
Droga ku niepodległości
Jednakże na stwierdzeniu, że gra jest świetna, nie wypada zakończyć recenzji - trzeba tę tezę poprzeć stosownymi argumentami. Tak więc bez zagłębiania się w szczegóły (nie chcemy przecież, aby z recenzji wyszła nam opasła księga, prawda?) przedstawię najważniejsze cechy tej znamienitej gry. Na początek słówko o dostępnych trybach gry. Poza samouczkiem i trybem rozgrywki sieciowej, główna uwaga każdego ambitnego strategia skupi się na trzech opcjach: kampanii Droga ku niepodległości, wielkiej kampanii oraz możliwości rozegrania iście epickiej bitwy.
Pierwsza z rzeczonych opcji to swoiste przedłużenie samouczka, w którym śledzimy kolonizację Ameryki i narodziny jednego z największych mocarstw w dziejach ludzkości. Od lądowania na wybrzeżu kapitana Johna Smitha (tak, tego od Pocahontas), poprzez wojny z francuzami, na krwawym zdobywaniu niepodległości skończywszy. Kampania ta jest dosyć nietypowa, bowiem stanowi bardziej opowieść obrazującą kolonizację Ameryki Północnej niż zwyczajową batalię znaną z poprzednich gier z serii. Na początku poznajemy jedynie podstawy walki z niezbyt życzliwymi plemionami indiańskimi, aby w miarę kolejnych sukcesów i wykonywanych zadań nauczyć się dyplomacji, rozwoju osad i prowincji oraz budowy floty. Wielka kampania zaś to to, co każdy fan serii zna najlepiej: dokonujemy wyboru dowolnej nacji (oczywiście wśród dostępnych państw mamy również Rzeczpospolitą Obojga Narodów), po czym realizujemy wyznaczone nam cele poprzez podbijanie sąsiadów. Nie zabraknie przy tym brudnej gry dyplomatów, agentów i bitew toczonych przez wielkie armie.
Huk, grzmot i pada bezwładne ciało
Właśnie, bitwy to jedna z największych zmian w Empire, która jest jak najbardziej logiczna i związana z umiejscowieniem akcji gry nie w średniowieczu czy też starożytności, a w XVIII wieku. Oznacza to, że na polach bitew nie uświadczymy zakutych w stal rycerzy, niezgrabnych katapult i najeżonych jak jeżozwierz na wiosnę zastępów hoplitów. Zamiast nich podstawą każdej armii są żołnierze piechoty, którzy z kamiennymi twarzami palą z rusznic i muszkietów we wrogie oddziały. Miejsce onagerów i innych, drewnianych wynalazków zajęły między innymi 24-funtowe działa artylerii, bez których można zapomnieć o zdobyciu chociażby najsłabiej obsadzonej fortecy. Kawaleria zaś pełni głównie rolę wywiadowców, czy na drodze przemarszu wojsk nie czają się ukryte oddziały wroga, okazjonalnie ruszając w pościg za uciekającymi nieprzyjaciółmi. Przyznaję, że nie jestem zwolennikiem epoki, w której miast kunsztu i talentu do machania żelastwem, należy wykazywać się niezłomnym duchem, aby stać w miejscu wśród huku dział w momencie, kiedy cały świat przysłania gęsta, śmierdząca prochem chmura wystrzałów. Mimo to dałem się porwać nowemu dziełu Creative Assembly, momentami niemalże przybierając pozę charakterystyczną dla wielkiego Napoleona Bonaparte.
Powiedzmy sobie to szczerze: seria Total War zawsze charakteryzowała się wielkimi i efektownymi bitwami, ale to, co twórcy stworzyli w najnowszej odsłonie cyklu wyznacza nową jakość. Można w ciemno założyć, że lepiej odwzorowanych bitew nie było do tej pory dane nam oglądać nawet w wysokobudżetowych produkcjach rodem z Hollywood. Niewiele jest bardziej satysfakcjonujących rzeczy, niż rozmieszczenie swojej armii na bagnisku i przywitanie salwą ze wszystkich muszkietów nadciągającej, dwukrotnie liczniejszej armii żabojadów. Dlaczego na bagnisku? Bowiem wpływ na przebieg starcia ma wiele czynników - nie tylko celność ognia oddziałów i morale żołnierzy, ale również teren, po którym jednostki się poruszają. Wspomniane bagno doskonale nadaje się do obrony przed zakusami wrogów o słabszym zasięgu, którzy w błocie poruszają się jak muchy w smole, stając się doskonałym celem dla piechoty liniowej. W lesie warto ukryć oddział indiańskich nieregularnych muszkieterów, którzy nie dość, że długo pozostaną niewidoczni dla przeciwnika, to sami zyskają bonusy do walki, a gęsta roślinność skutecznie będzie ich chronić przed zabójczym gradem kul. Artylerię warto okopać, co pozwala na lepszą ochronę drogocennych dział za cenę praktycznego braku mobilności. Podczas batalii trzeba cały czas analizować ruchy przeciwnika i odpowiednio rozmieszczać własne oddziały - a to posyłając pewne siły na wzgórze, chowając lekką jazdę za jakąkolwiek przeszkodą terenową lub... zajmując piechotą magazyn. Tak, wreszcie pojawiła się opcja walki wewnątrz budynków, które często zamieniają się w istne małe twierdze zaciekle bronione do ostatniego żołnierza. Niektórzy mogą narzekać, że nie da się zająć dowolnej budowli, ale czy ktoś widział, aby schować 120 luda w kurniku? Warto również zauważyć, że wszelakie płotki i murki nie są, wzorem innych gier, przeszkodami nie do pokonania, tylko zwykłymi przeszkadzajkami, przez które jednak można przeskoczyć i kontynuować marsz. Całości dopełniają świetne animacje walk, które robią nawet lepsze wrażenie od tych z Medieval II.
Czy ktoś w ogóle mógł się martwić o jakość i liczbę występujących w grze oddziałów? Również na tym polu Empire: Total War prezentuje najwyższy poziom, oddając nam do dyspozycji szeroki wachlarz piechocińców, jednostek artylerii, okrętów itp. Wojska każdej nacji nie różnią się tylko krojem munduru i kolorem sztandaru - każde państwo posiada jednostki typowe tylko dla siebie wraz z typowymi dla danej nacji siłami i słabościami poszczególnych formacji (husaria!). Nie zmieniła się kwestia zdobywania doświadczenia przez oddziały, które w ten sposób polepszają własne statystyki. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że nawet mniejsza liczebnie grupa weteranów wielu bitew (a nawet i wojen) nie będzie miała problemu z rozbiciem ponad dwukrotnie liczniejszego motłochu?
All hands on board!
Niewątpliwie jedną z najbardziej wyczekiwanych zmian w Empire: Total War są szumnie zapowiadane bitwy morskie. Ekipa Creative Assembly wreszcie uczyniła zadość graczom, którzy od dobrych kilku lat domagali się większego wpływu na poczynania swoich flot. Ilekroć denerwowałeś się, kiedy kilka marnych łodzi Brytów roznosiło twoją wyborową flotyllę z gigantyczną armią gotową do podboju? Zapewne nie raz i nie dwa każdy z was zastanawiał się nad tym, wedle jakich kryteriów komputer rozsądza wyniki bitew toczonych z dala od brzegów. Ten czas jednak minął, nastała nowa epoka. Nowa sceneria do pokazania swego kunsztu strategicznego robi równie duże (albo nawet i większe) wrażenie niż bitwy na lądzie, a to za sprawą niesamowicie kunsztownego wykonania. Ciężkie okręty majestatycznie przesuwają się po tafli świetnie animowanej wody, podczas gdy zwrotne slupy starają się umknąć przed terkoczącymi z furią kulami armatnimi. Na pokładach pieczołowicie odwzorowanych (na podstawie danych muzealnych) statków uwija się załoga, niektórzy robią użytek z muszkietów, jeśli dystans na to pozwala, a abordaże wyglądają jakby żywcem przeniesione z jakiegoś filmu o piratach. Szczegółowość odwzorowania tych pojedynków toczonych na pełnym morzu jest tak wielka, że wpływ na walkę ma nie tylko rodzaj stosowanej amunicji (zwykłe armatnie kule, szrapnele do niszczenia ożaglowania oraz kartacze zbierające krwawe żniwo wśród załogi), ale również prędkość i kierunek wiatru! Dla maniaków, dla których liczy się kontrola absolutna, również przewidziano stosowne opcje, pozwalające na ręczne sterowanie każdym okrętem - w ten sposób można nie tylko mieć baczenie na położenie okrętu, w dowolnej chwili można zwinąć żagle, rozkazać załodze przystąpienie do abordażu lub samodzielnie odpalać salwy ze wszystkich dział na prawej lub lewej burcie.
Doliny i kotliny, lasy i góry, wszystkie to matki natury córy
Nie samymi walkami jednak gracz w Empire: Total War żyje i poza karierą stratega na miarę Napoleona trzeba się również wykazać umiejętnościami efektywnego zarządzania państwem. Tutaj również twórcy pokusili się o szereg zmian, z których chyba najważniejsza to możliwość konstruowania np. farm poza obrębem miasta, będącego stolicą danej prowincji. Jest to znacznie bardziej realistyczne niż w poprzednich odsłonach serii i ma niebagatelne znaczenie w przypadku toczenia wojen. Czy jest bowiem lepszy sposób na pognębienie przeciwnika niż zniszczenie jego zaplecza gospodarczego? Sprawienie, aby finanse wrogiego państwa przeżyły istny kryzys może znacznie pomóc wygrać wojnę. Aby temu przeciwdziałać, w obiektach takich jak farmy, wycinki drzew lub plantacje bawełny można pozostawić wojska, mające chronić nasze włości przed nieprzyjacielskimi zakusami. Budynki można oczywiście ulepszać w miarę funduszy i zdobywania kolejnych technologii (np. bez chociażby najbardziej podstawowej pompy można zapomnieć o efektywniejszej eksploatacji kopalni srebra), zaś ich typy zależą od naturalnych zasobów obecnych w prowincji. Drzewko technologiczne również jest novum w serii, zbliżając ją do gier pokroju Civilization. Wracając do budynków, do skonstruowania są wspomniane gospodarstwa, zapewniające wyżywienie mieszkańcom, można też zająć się pozyskiwaniem futer, plantacjami tytoniu lub bawełny czy też zainwestować w porty i związaną z nimi flotę handlową. Pomiędzy strukturami istnieją również różnice w wydajności, co też ma wpływ na uzyskiwane towary, a tym samym na dochody.
W samych miastach nastąpił podział społeczeństwa na dwie klasy: niższą klasę robotniczą oraz wyższą klasę arystokracji. Każda z nich ma nałożone osobne podatki, które można regulować, oczywiście w pewnych granicach. Niezadowolenie mieszkańców może odbić się bardzo negatywnie na ekonomii, a w skrajnych przypadkach przykładni dotąd obywatele mogą chwycić za broń i zrobić władzy z tyłka istną jesień średniowiecza. W razie inwazji warto obsadzić wojskami pobliski fort, który jest niejakim znakiem sprawowania władzy nad regionem. Skoro już przy mapie strategicznej jesteśmy, należy zwrócić uwagę na generałów. W związku z rezygnacją twórców z modelu dynastii, jedynym sposobem na pozyskanie zdolnego dowódcy jest... jego werbunek, którego koszt przekłada się na imponującą ilość brzęczących, metalowych krążków (które zapewne są wydawane na bujną perukę, jak przystało na szlachetnie urodzonego). Rola generała jest jednak nie do przecenienia, bowiem tylko on potrafi przegrupować uciekające oddziały i ponownie skierować ich bagnety we właściwą stronę. Możemy tylko pomarzyć o werbowaniu wojsk poza miastem bez urodzonego dowódcy, który sam, wygrywając walki, staje się coraz zdolniejszym taktykiem na miarę małego Francuza.
Rzeki płyną, lasy się zielenią, a miecze rdzewieją
Nowa odsłona Total War jest również majstersztykiem pod względem graficznym, zapewniając naprawdę pierwszorzędne wrażenia zarówno z wielkich batalii, jak i niewielkich potyczek. Jeśli tylko dysponuje się odpowiednio mocnym sprzętem, pozwalającym na odpalenie gry w maksymalnych detalach, nie pozostanie grającemu nic innego, jak zbierać swoją szczękę z podłogi. Empire jest po prostu śliczne! I to bez przejaskrawionych, pastelowych kolorków, które od samego patrzenia potrafią wywołać próchnicę. Zarówno jednostki, jak i budynki oraz roślinność są znakomicie oteksturowane i animowane, z daleka można rozróżnić zdecydowany krok profesjonalnej piechoty od nieco chaotycznego i niezgrabnego marszu uzbrojonych mieszczuchów. Dym zasłaniający pole bitwy robi niesamowite wrażenie i sprawia, że naprawdę ciężko oprzeć się uczuciu, że właśnie oglądamy ekranizację chociażby bitwy pod Waterloo. Nie tylko ostrzał wygląda oszałamiająco, również walka wręcz potrafi zaimponować realizmem, a obserwacja, jak grupa mohawków wywija tomahawkami i wybija pechowych kolonistów, jest prawdziwą przyjemnością. Nawet pomimo faktu, że wspomniani koloniści należą do gracza. W pełni swobodna kamera pozwala na obserwację potyczki z niemal dowolnego miejsca, umożliwiając pełne rozkoszowanie się wizualną ucztą.
Na brawa zasługuje również ścieżka dźwiękowa oraz wszelakie odgłosy wystrzałów. Można śmiało uznać, że muzyka z gry spokojnie mogłaby zostać wydana na oddzielnej płycie i niejeden gracz z przyjemnością słuchałby jej podczas np. nauki historii bądź przy lekturze o dziejach wojny siedmioletniej. Wszelkie dźwięki wystrzałów, basowy pomruk oddalonych dział, świst kul armatnich przelatujących obok kamery są oczywiście pierwszorzędne, tak samo jak odzywki jednostek. Przy okazji, polska wersja gry jak najbardziej daje radę. Owszem, zdarzały się małe literówki, a nawet jedna nieprzetłumaczona kwestia, ale za całokształt polonizacji należy się duży plus dla CD Projektu.
Żołnierze! Nastał czas Wojny Totalnej!
Empire: Total War to bez mała gra wielka, która na dobre zdefiniowała to, jak powinno się tworzyć strategie osadzone w burzliwym okresie podbojów i kolonizacji, w świecie, w którym rycerskość wraz z mieczami i kopiami została wyparta przez czarny proszek. Nie ma obecnie żadnej gry, która mogłaby chociaż zbliżyć się do poziomu najnowszego dzieła Creative Assembly. Dla fanów poprzednich odsłon serii, Empire jest pozycją obowiązkową.
recenzja dodana przez:
OsaX Nymloth
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Nowy, lepszy Total War!
+ Bitwy!
+ Bitwy morskie!
+ Walki w budynkach
+ Powiew świeżości w serii
+ Możliwość stworzenia potężnej Polski walczącej o kolonie w Indiach ;)
+ Mnogość jednostek
+ Poprawiona Sztuczna Inteligencja
+ Świetna grafika
+ Tak samo znakomite udźwiękowienie
+ Dobra polonizacja
+ Wiele mniejszych zmian poprawiających rozgrywkę
+ Klimatyczne ekrany loadingów ;)
− Niewielkie błędy w polonizacji
− AI mimo, że ulepszone, to nadal niezbyt rozgarnięte
− Hm... czasożerne jak diabli
− Na bardzo upartego, dość długie czasy wczytywania
Ocena wszystkich
recenzentów
10
Grafika 100%
Dźwięk 100%
Gameplay 100%
Woland: Elegancja Francja na morzu (PC)
Woland: Zbrojownia (PC)
Woland: Blokada portu (PC)
Woland: Trzęsienie ziemi (PC)

