Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

The Club (PC)

Lubię to! 4

Premiera Świat - 8 luty 2008 Premiera Polska - 3 kwiecień 2008

Ocena użytkowników: dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP

Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 37 screenów, 13 video, 1 recenzji, 2 newsów,

Pierwsza zasada: Nie rozmawiasz o Klubie

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Woland Woland
Studio Bizarre Creations jest znane głównie z cyklu "Project Gotham Racing" - można więc być zaskoczonym, że wzięli się za robienie strzelanki. No bo jak to, specjaliści od wyścigów, samochodów, koni mechanicznych, czteropunktowej fizyki jazdy i przyspieszeń nagle biorą się za coś kompletnie innego?

The Killing Game Show... Reloaded!


Jeżeli pamiętacie niegdysiejszy amigowy przebój, wspomniany w śródtytule, to zapewne kojarzycie też, że dawne Raising Hell Games to obecnie Bizarre Creations. A The Club to również zabójczy show - jednak rozgrywany w nieco inny sposób. Tym razem już nic toksycznego nas nie podmywa, za to znajdziemy inne powody do pośpiechu i częstego ciągnięcia za spust. Bierzemy bowiem udział we współczesnych igrzyskach gladiatorów, znanych z takich filmowych "hitów" jak "Nieuchwytny Cel", "Krąg Śmierci" czy "The Condemned" - mamy przeżyć kolejne konkurencje ośmiu turniejów - od niemieckiej huty, przez transatlantyk osiadły na afrykańskiej rafie, po zrujnowane miasteczko w ogarniętej wojną postsowieckiej republice.

Konkurencji mamy pięć - Sprint, czyli bieg z punktu do punktu, podczas którego mamy rozwalić tylu przeciwników, ilu się da; Walka z Czasem, polegająca na robieniu rundek i jak najszybszym wybijaniu wszystkiego, co wlezie nam pod lufę; Oblężenie, podczas którego stojąc na circa about czterech metrach kwadratowych podłogi opędzamy się od nadciągających zewsząd gamoni (jeżeli z nich zejdziemy, np. po złośliwie położoną trzy metry dalej apteczkę, mamy pięć sekund na powrót albo wylecimy w powietrze); Przetrwanie, podczas którego wyżej wspomniany obszar czterech metrów kwadratowych zostaje kilkukrotnie zwiększony; i Wyzwanie, podczas którego mamy dotrzeć do wyjścia w ściśle określonym czasie albo wylecimy w powietrze. Na naszej drodze staną uzbrojone męty - od osiedlowych gangsta z tandetnymi pistolecikami, przez wyposażonych w strzelby i automaty bojówkarzy w panterkach, grenadierów w maskach gazowych i oddziały ZOMO z tarczami balistycznymi (co im po tarczach, kiedy się zza nich wychylą albo trafimy w umieszczone na tarczy okienko i usytuowany tuż za nim łeb cwaniaka?), po brodatych jegomościów z wyrzutniami rakiet i kafarów z minigunami. Na szczęście jednak prawie wszyscy to tak zwani jednostrzałowcy - jeden dobry strzał w kaczan kładzie ich na dobre. Dodatkowo, od czasu do czasu przez planszę przebiega rozczochrany głupek bez koszulki i klamki - jeżeli zdołamy go wypatrzyć i ubić, zanim się schowa, otrzymujemy dość konkretny bonus punktowy, od 10 tysięcy na najłatwiejszym poziomie po aż 50 tysięcy na najtrudniejszym. Biorąc pod uwagę, że te punkty zostają przemnożone przez wzrastający z każdym zlikwidowanym delikwentem mnożnik (który, niestety, spada jeśli nic nam nie chce wleźć pod lufę, i to tym szybciej, im jest wyższy), opłaca się zapamiętać kiedy i którędy przebiega głupek - po to, by - rzecz jasna - upolować go.

Fighterzy Bez Futra


Początkowo mamy do wyboru sześciu zawodników: Dragova, będącego klasycznym przypadkiem powolnego, ale twardego "ruskiego czołgu", afrykańskiego olbrzyma Adjo, szulera Finna, eks-policjanta Renwicka, kanadyjskiego narwańca Seagera i diabelnie szybkiego yakuzę Kuro. Po zaliczeniu czterech pierwszych turniejów odblokujemy harleyowca Killena, zaś po przejściu wszystkich ośmiu będziemy mogli pohasać niejakim Nemo. Co do utrudnionej dostępności ostatniego, powody są dwa - jeden fabularny, drugi zaś to fakt, że koleżka jest diabelnie szybki i może zebrać na klatę wiadro ołowiu, co nawet w zestawieniu z nikłymi możliwościami zmuszenia go do biegu czyni z niego urodzonego mordercę.

Jeśli idzie o "prowadzenie" postaci, różnice są zauważalne, ale bez przesady. Na krótkich etapach każdym zawodnikiem można sobie poradzić w podobnym czasie, dopiero na dłuższych trasach ich statystyki dają o sobie znać. Człapiący monumentalnie Dragov nawet po zmuszeniu go do sprintu nie jest w stanie osiągnąć prędkości takiego np. Kuro czy Seagera, zaś oni, przyciśnięci ogniem podczas Oblężenia, radzą sobie nieco słabiej niż np. Adjo czy Nemo. Jeśli akurat biegną, nie ma problemu - zawsze mogą rzucić się na ziemię, przetoczyć unikając ostrzału i na koniec trafić pakującego do nich brzydala, ale ograniczenie terenu w trybie Oblężenia zmusza ich do częstego biegania za apteczkami, ułożonymi w najmniej dostępnych miejscach.

Kędzierznówek, Postsowiecka Republika Kaczogrodu


Jak już wspomniałem, turniejów jest osiem, a każdy z nich dzieje się w innym miejscu. Zaczynamy od niemieckiej huty - jest industrialnie, masa metalowych kładek, po których będziemy się przeciskać, nie obędzie się też bez slalomu pomiędzy lekko zardzewiałą maszynerią. Potem odwiedzamy Wenecję, radośnie prując z automatu do wrogów, czających się na ozdobnych balkonach, mostach nad kanałami, w oknach i wąskich korytarzach - oczywiście nie może się obejść bez wysadzenia kościelnej dzwonnicy wraz z czającym się na niej delikwentem z bazooką. Kolejny przystanek to amerykańskie więzienie, wzorowane na Alcatraz - tu mamy już więcej miejsca. Korytarze są szerokie, dziedziniec więzienia równie obszerny, a wrogowie wyskakują z cel, wnęk i innych zakamarków, strzelając do nas z przodu, z boku i z góry - ubaw jak diabli. Czwarty turniej rozgrywa się na osiadłym na skałach transatlantyku - łączącym ciasne korytarze maszynowni, obszerny basen i sale balowe oraz otwarty pokład. Jest to jedna z najbardziej efektownych lokacji (ex aequo z Wenecją), w przeciwieństwie, niestety, do cokolwiek nudnej dzielnicy przemysłowej jednego z amerykańskich miast, będącej kolejną z aren. Zapuszczone magazyny i dachy widzieliśmy w grach już tyle razy, że kolejna ich odsłona, tak samo jak wspomniana już huta, wcale nas nie ruszy. Nieco lepiej jest w wiktoriańskiej posiadłości, swego czasu pełniącej rolę wariatkowa. Oprócz gigantycznego, kilkupoziomowego pomieszczenia, którego różne kondygnacje przemierzymy podczas kolejnych wyzwań, odwiedzimy też przylegającą do dworku szklarnię, biegając między drzewkami tudzież po metalowych kładkach zawieszonych nad nimi. Warto się napatrzeć, bo siódma arena - stary radziecki bunkier - również jest cokolwiek nudna i oklepana, chociaż sprint po nieukończonych kamiennych chodnikach czy słabo oświetlonych tunelach wygląda nieco atrakcyjniej niż cała reszta przepychania się po ciasnych pokojach wypchanych starymi komputerami. W charakterze finale grande zaś strzelamy się w ruinach miasta ogarniętego wojną domową. Miasto nazywa się Kędzierznówek i znajdziemy w nim dobrze znane żółto-niebieskie pociągi podmiejskie nazywane w pewnych kręgach "kiblami", jednak w ostatniej chwili do kogoś dotarło, że reklamowanie najzabawniejszej sieci komórkowej w Polsce bez jej wiedzy i chęci nie jest najrozsądniejszym posunięciem i reklamy Plusa usunięto ze stojącego "gdzieś tam" w grze przystanku.

Aby każda lokacja się wyróżniała, występujące w nich mięso armatnie wrzeszcze w swoim rodzimym języku - w hucie po niemiecku, w Wenecji po włosku, w posiadłości z wyraźnym brytyjskim akcentem, zaś w bunkrze i Kędzierznówku po rosyjsku. Co do ostatniego, jakoś tak bardziej swojsko bym się czuł, jakby wołali "Chodź tu skur..." niż "Job twoju mać", ale cóż - może im się nie zmieściło na DVD? Bywa...

Opakowanie


Jak już wspomniałem, koncepcje niektórych plansz są ograne do bólu, co nie zmienia faktu, że są wykonane starannie. Na muzykę nie zwracamy uwagi - jest w tle i nie przeszkadza, zaś jeśli już ją usłyszymy pod tymi wszystkimi wrzaskami, strzałami i wybuchami, to możemy stwierdzić, że pasuje do całej reszty - szybka, industrialna elektronika, bez fajerwerków, ale i tak nie można na nią narzekać.

Co do bohaterów, są wymodelowani bardzo szczegółowo (chociaż parę rzeczy, jak włosy Finna czy pas Seagera, trochę zgrzyta), ich animacja też jest niezła - poruszają się bardzo podobnie, a w walce wręcz uderzają w ten sam sposób (co biorąc pod uwagę różnorakie klamoty uwieszone na pasach kilku z nich aż prosi się o zrobienie z nich użytku), jednak odróżniają się sposobem wyważania drzwi - jedni robią to z kopa, inni z bara, a Nemo, jak na psychopatycznego świra przystało, wywala je z bańki.

Podmianki w ostatniej chwili


Jak już wspomniałem, reklamę Plusa usunięto z gry, zaś nazwę miasta z Kędzierzyna-Koźle zmieniono na Kędzierznówek. To nie wszystko - podmieniono też, niestety, modele broni. Uchowały nam się screeny z wczesnej bety, na których możemy zauważyć Seagera uzbrojonego w G36K, jednak w finalnej wersji dobrze znane zabawki pozamieniano na jakieś koszmarne frankensteiny. Najmniej ucierpiały trzy modele - P90, Desert Eagle i Steyr SPP - jednak cała reszta wygląda tak, że człowiek zastanawia się, jak tym pieroństwem można się złożyć do strzału. Przykład? Karabin mający kolbę od G36, magazynek od kałacha, kanciasty korpus bez jakichkolwiek widocznych elementów i pojedynczą grubą rurę zamiast lufy - bez muszki ani jakiegokolwiek celownika. Nie rozumiem, co było źródłem tego problemu, skoro Seager w jednym z filmików i tak mierzy Sekretarzowi w łeb z chromowanej Beretty 92 Compact, a wszystkie postaci na concept artach są uzbrojone w prawdziwą broń.

Potrącamy punkty


Polonizacja jest całkiem przyzwoita, chociaż do tłumaczenia za wiele nie było. Niestety, potwornie razi podręcznikowy wręcz byk przy opisie jednej z postaci - ktoś napisał "żądza mordu" przez "RZ"! Na Boga...

Drugą irytującą sprawą jest konieczność zalogowania się do XBox Live, żeby nasz postęp w grze się zapisywał - co, biorąc pod uwagę podejście Micro$oftu do naszego kraju i fakt, że po sieci pogramy tylko wykupując pakiet Live Gold, zakrawa na skandal i niewąską chryję. Nie zmienia tego nawet fakt, że możemy się potem lansować odblokowując kolejne achievementy (a jest ich pięćdziesiąt) - zwłaszcza, że przynajmniej jedna trzecia z nich jest do dostania tylko w grze sieciowej. Nie ma Golda - nie ma achievementów. Kpina i ponury żart.

Rzecz trzecia, irytująca nieco mniej, ale również warta wytknięcia, to fakt, że wszystkie menusy są żywcem zerżnięte z XBoxa. Program nie napisze ci, że masz wcisnąć spację, Enter czy Esc - nie, on jak ten głupek wyświetla ikonki przycisków pada do 360-tki, które musimy klikać myszką, żeby zadziałały.

Rzecz czwarta - w trybie Strzelaniny, pozwalającym nam na wybranie dowolnego zestawu plansz i broni, z którą zaczynamy, nie możemy edytować już stworzonych list. Jeśli zapomnieliśmy czegoś dodać, a zapisaliśmy naszą listę, nic już nie zrobimy - możemy ją najwyżej skasować i zacząć od nowa. Bzdura.

Auf wiedersehen, pal trampki


Podsumowując: The Club jest przyzwoitą produkcją, dającą podobną rozrywkę jak budżetowe zabijanki w stylu Crimsonlandu czy Deadhunta. Tempo rozgrywki jest bardzo szybkie (jeden turniej jesteśmy w stanie rozwalić w ok. pół godziny), a zabawa nie kończy się po jednym zaliczeniu wszystkich plansz - zawsze możemy odpalić pojedynczy etap, zbudować własną "playlistę" w trybie Strzelaniny albo pograć online (jak ktoś już wykaszle te 80 zeta na zdrapkę z trzymiesięcznym abonamentem XBL Gold). Niestety idiotyczny nacisk na wykorzystanie systemu Live psuje ten produkt - jednak to już nie wina autorów czy wydawcy, a tylko i wyłącznie samego Microsoftu, który ma gdzieś pewien należący do NATO i Unii Europejskiej kraj, w którym wreszcie zaczęto tworzyć przyzwoite gry i konwertować na zlecenie wydawcy XBoxowe hity na platformę PC, dodając do nich rzeczy, o których właściciele Pudeł mogą tylko pomarzyć.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Woland Woland który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Tempo
+ Gameplay
+ Nowatorski pomysł

Minusy

  Wymóg korzystania z Xbox/Games for Windows Live
 Menu z XBoxa

dlatego Woland
ocenia tę grę na:

7

Grafika 80%

Dźwięk 70%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

7.0

Grafika 80%

Dźwięk 70%

Gameplay 70%

[ + dodaj screen ]

Mystique: To jest... POLSKA?! (PC)

Mystique: Bój się Czarnego Luda! (PC)

Mystique: Oh bugger... (PC)

Mystique: Ale mu przydzwoniłem! (PC)

Postacie [9]

Adjo
  • Nazwa: Adjo
  • Typ: Osoba
Nemo
  • Nazwa: Nemo
  • Typ: Osoba
Finn
  • Nazwa: Finn
  • Typ: Osoba
Desert Eagle
Killen
Kuro
  • Nazwa: Kuro
  • Typ: Osoba
Dragov
Renwick
Seager
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka