Sanitarium (PC)
Premiera Świat - kwiecień 1998
Ocena użytkowników: bardzo dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 25 screenów, 2 video, 2 recenzji,
Spirala szaleństwa
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
prof. Antoni Kępiński
Bez zbędnych durnych leadów. . Zaczynamy.
Chimaira
Pierwsze co słyszę, to wycie. Przenika moje ciało, wibruje w kościach, wywraca trzewia na lewą stronę. Jeszcze zanim otwieram oczy, ten potworny dźwięk ulega rozdwojeniu. Wyodrębniają się dwa osobne głosy, jakby prosto z piekieł, świdrujące uszy i rozdygotany umysł. W końcu zmuszam się do pewnego wysiłku, powieki idą w górę.
Syrena. Syrena jest pierwszym elementem rzeczywistości, w której się znalazłem. Niestety, kolejne elementy doświadczania przybywają w tempie iście geometrycznym. Ten człowiek... Bije głową w ścianę. Ktoś dalej jęczy o owadach. Lampa alarmu diabelnie czerwonym światłem omiata korytarz. Gdy rozglądam się, jeszcze oszołomiony przebudzeniem, zdaję sobie sprawę, że znalazłem się w szpitalu. I to nie tym, gdzie leży się ze złamaną nogą. Dotykam powoli twarzy. Bandaże...? Co się stało z moją twarzą? Gdzie ja w ogóle jestem?
I pojawia się zaraz pytanie podstawowe, wibrujące w czarnej plamie mojej pamięci. Nie tyle gdzie, ile - kim?!
. I ciężko jest napisać coś mądrego i racjonalnego o tej grze. Stajemy bowiem wobec gry, nie... GRY, która mimo kanonicznej mechaniki, pod względem tematu wymyka się wszelkim definicjom, szufladkowaniu czy obiektywnej ocenie. A przynajmniej wymykała się w roku 1998, kiedy to ujrzała światło dzienne. Zacznijmy zatem od tego, że z reguły owa przygodówka klasyfikowana jest jako horror. Od razu jednak trzeba strzelić otrzeźwiająco po pysku co poniektórych, gdyż do takiej np. Phantasmagorii czy Gabriela Knighta jej dość daleko. Czy jest gorsza? O, wręcz przeciwnie. Jest znacznie, znacznie... Lepsza. Z braku innego słowa. Ale i poważniejsza. Subtelniejsza. Głębsza wreszcie, by zakończyć wyliczankę przymiotników stopnia drugiego. to produkcja, w której - o ile odbiorca wstrzeli się w klimat - nie zwraca się uwagi na wysyp do systemu, czasem koślawą animację, czy nieco plastelinowe postaci. Tę grę chłonie się całym sobą, i tak wpadnie w nią każdy człowiek, który ma w sobie choćby jeden mem wrażliwości.
Przyjdzie nam tutaj pokierować krokami... No właśnie, kogo? Oto podstawowe pytanie. Wita nas całkiem nieźle zrealizowane intro, w którym dostajemy do rąk własnych maleńki strzępek jakiejś historii. Pisk opon, wypadek... A potem zaczyna się koszmar. Nie ma tu zbyt wiele krwi, straszliwych potworów, tudzież straszaków wychylających się zza winkla. Nie, groza oscyluje wokół i jest miksem bardziej E. A. Poe i S. Kinga, aniżeli G. Mastertona czy G. N. Smitha. Gdyby czytelnik nie skojarzył po nazwiskach, te pierwsze to istna poezja. Te drugie - kloaka. Strach tutaj przedstawiany jest nie za pomocą obrzydliwości, straszenia zza rogu, tudzież spod łóżka. Nie, groza i spora dawka psychodelii jest wpleciona w fabułę, jest jej kręgosłupem. Nie przeraża konkretnymi momentami, a całą sytuacją, wypaczeniem, patologią... Wraz z naszym, początkowo bezimiennym bohaterem, zaczynamy wędrówkę od mocnego uderzenia. Szpital. A potem wpadamy w zstępującą spiralę szaleństwa i próby odzyskania tożsamości...
To anioł... Ta niebiańska istota zabrała mnie stamtąd. By pomóc utraconej i porzuconej niewinności. Czy miała na myśli mnie? Czy te... Och, te dzieci... Moje serce rozerwano na strzępy, gdy zobaczyłem te szkraby po raz pierwszy. Długo nie mogłem zrozumieć tego, co im uczyniono. Jednakże krążąc po wiosce, w której mieszkały, one i tylko one, zbierałem skrawki informacji. Czy byłem to tylko ja i moje myśli, pamięć, czy zdarzyło się to naprawdę? Nie mogłem zrozumieć, dlaczego uczyniła im to matka. Nie mogłem, dopóki nie poznałem Matki osobiście...
jest produkcją poważną. W odróżnieniu od innych gier, które epatują grozą, zawsze jest w nich jakiś wentyl bezpieczeństwa... Mosely w Gabrielu Knighcie. Dowcipy Trevora w drugiej Phantasmagorii. Takich elementów niestety, a może i stety nie uświadczymy w . Tutaj nawet cyrk, który zwiedzamy pod postacią małej dziewczynki Sary, jest miejscem bezbrzeżnego smutku i okrucieństwa. I nawet jeśli zdarzy się komuś roześmiać podczas jakiegoś dialogu czy sytuacji, to po chwili okazuje się, że śmiech ten zamiera w powietrzu i owiewa lodowatym chłodem zrozumienia sytuacji. Aż dziw bierze w pewnym sensie, że w dobie przygodówek, które zawsze były pewnym miksem i powagi, i zabawy, stworzono coś absolutnie wymykającego się temu schematowi. Nawet później, w tak doskonałych grach jak choćby Fahrenheit czy były lżejsze elementy. Pod tym względem nie daje nam ani chwili wytchnienia. Jeśli kogoś śmieszą teksty w rozdziale trzecim, gdzie Max (bo tak ma na imię nasz bohater) spotyka różnych pacjentów, to znaczy że trzeba się chwilę nad sobą poważnie zastanowić.
Tak na dobrą sprawę, jedynym tytułem, który pod względem zawiesistości klimatu i ciężkiej atmosfery mógłby konkurować z omawianym tu tytułem, jest drugi Silent Hill.
Ukoronowaniem zaś jest jeden z najbardziej klimatycznych etapów w grze, mianowicie rozdział "The Mansion". Różni się graficznie od reszty gry, jest cały jakby spłaszczony, w kolorze sepii. Tam dowiadujemy się kilku co bardziej kluczowych dla fabuły rzeczy, a przy okazji, prowadzeni przez Sarę, poznajemy jeden z najsmutniejszych momentów w życiu Maxa. Jeśli kogoś ten etap gry, potęgowany przez doskonały podkład muzyczny, nie rusza, to znaczyć może dwie rzeczy. Albo dany osobnik jest trupem, albo ma serce z kamienia.
Ja... Max. Sara, Grimwall, Olmec... Tak różni, a tyle nas łączy. Czy istnieją tylko w mojej głowie? Działo się tak wiele, rozmowy, zdarzenia. To wszystko jest niby obce, a jednak w jakiś sposób pasuje do mnie. Jak elementy układanki. Jakby puzzle, które pracowicie dopasowuję, mozolnie, jeden do drugiego. Nie mam przed sobą całego obrazu, ale pieczołowicie próbuję go złożyć z tych małych skrawków, które otrzymuję.
Czy to koszmar?
Czy jestem szalony?
Czy to rzeczywistość?
A może to śmierć...
jest trudne w rozumieniu nie tylko dlatego, że historię poznajemy czasem fragmentarycznie i z czterech różnych punktów widzenia. Siłą tej komplikacji jest przede wszystkim to, że tak na dobrą sprawę, nawet na końcu, nie wiemy ile z tych wydarzeń jest przeszłością Maxa, ile jego majakami, ile zaś wreszcie - rzeczywistymi zdarzeniami. Kulminacją jest tutaj jeden z ostatnich rozdziałów, gdzie dochodzi do kolizji światów postaci, którymi kierowaliśmy. Znajduje się tam też wizerunek najbardziej przerażającego klauna, jaki dane mi było oglądać. Przykro mi to stwierdzić, ale Pennywise z "To" Kinga pod względem designu nie dorasta mu do pięt...
I tak, ta gra jest wymagająca, bez dwóch zdań. Zmusza do myślenia, zarówno na takim prymarnym, prymitywno-przygodówkowym poziomie, jak też i do własnych refleksji. I w końcu mimo zakończenia przygody, czasem pozostajemy z pytaniami. Dlatego warto wrócić, spróbować jeszcze raz, a nuż nagle pewne elementy, kiedyś niezrozumiałe, teraz otworzą przed nami swoje podwoje.
Na tym powoli będziemy kończyć. By zejść na moment na ziemię, wspomnę tylko o jednej warstwie strony technicznej. O ile same dialogi są nagrane jedynie poprawnie, to ścieżka dźwiękowa w tej grze po prostu poraża i zdziera skórę z głowy. Mogę śmiało stwierdzić i wystawić swoją rękę pod topór twierdząc, że jest to jeden z najlepszych soundtracków w kategorii gier komputerowych, jaki kiedykolwiek stworzono. Już podczas przeglądania menu głównego dostajemy porządny strzał w pysk. A potem jest tylko lepiej. Na uwagę zasługują tu zwłaszcza motywy z rozdziału drugiego, czyli wioski zdeformowanych dzieci, oraz rozdziału piątego, czyli rzeczonej posiadłości. Są to, krótkie bo krótkie, prawdziwe dzieła sztuki.
Jak ocenić ? Nie trzeba być tytanem czytania ze zrozumieniem, by zauważyć, że tekst ten mało przypomina klasyczny, dziennikarski układ recenzji. Przykro mi, jeśli kogoś zawiodłem. Ale gdyby oderwać się od przekazu treściowego i spojrzeć na formę - odpowiedź stanie się jasna.
W tę grę powinien zagrać każdy miłośnik zarówno gier przygodowych, jak i grozy. A najlepiej jednego i drugiego.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Właściwie wszystko.
− Właściwie nic...
− ... Aczkolwiek można by się czepiać tego, że czasem animacja kuleje, że zagadki logiczne bywają koszmarnie trudne, że są dwa elementy zręcznościowe.
Ocena wszystkich
recenzentów
10
Grafika 70%
Dźwięk 85%
Gameplay 100%
wegorz: Jaskinia (PC)
wegorz: Potwór, który uciekł z cyrku (PC)
wegorz: Piwnica (PC)
wegorz: Parter (PC)

