Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

F.E.A.R. 2: Project Origin (PC)

Lubię to! 12

Premiera Świat - 10 luty 2009 Premiera Polska - 13 luty 2009

Ocena użytkowników: dobra

9 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Monolith Productions Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Warner Bros Interactive

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Horror, Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 80 screenów, 10 video, 2 recenzji, 25 newsów,

Nie taki F.E.A.R. straszny

[ zobacz inne recenzje 2 ]
Najlepsza recenzja dodana przez OsaX Nymloth OsaX Nymloth
Alma powróciła. Miało być straszniej, mocnej i krwawiej niż kiedykolwiek. Mieliśmy otrzymać niemalże idealne połączenie idei FPS-a i horroru, który powinien każdego sponiewierać i nie pozwolić do siebie podejść bez pampersów. Co zaś dostaliśmy od ekipy Monolith Productions? Czy Alma ponownie straszy i doprowadza nas na skraj nerwicy? Przekonacie się po przeczytaniu niniejszej recenzji.

OsaX Nymloth

Pierwsza część F.E.A.R. okazała się być strzałem w dziesiątkę, umiejętnym połączeniem dynamicznego shootera z patentem wprost z Japonii na małą dziewczynkę z długimi włosami zasłaniającymi twarz. Wraz ze świetną grafiką oraz niezgorszą fabułą, gra odniosła wielki sukces - niestety, tylko po to, aby przekształcić się w coś na kształt maszynki do robienia pieniędzy za sprawą wątpliwej jakości dodatków. Od wielu tygodni trwała kampania reklamowa dwójki, do sieci trafiały coraz to nowsze, apetyczne trailery, a Alma powoli zbliżała się, aby ponownie dać o sobie znać. I dała, ale czy z przytupem?

Strach ma oczy dziecka


Akcja F.E.A.R. 2: Project Origin rozpoczyna się na krótko przez efektownym (dosłownie) finałem jedynki, kiedy to Michael Becket - czyli nasz obecny protegowany - dołączywszy do elitarnego, a jakże, oddziału komandosów, aby wykonać coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się być raczej prostą misją. Podejrzenia, że ta zamieni się w znacznie poważniejszą aferę są jak najbardziej słuszne, a po wybuchu w Auburn już wiadomo, że Becket wdepnął w coś, na co na pewno nie pisał się podczas szkolenia.

Zanim jednak podziemny kompleks malowniczo wyleci w powietrze, a za oknem będzie można podziwiać imponującego atomowego grzybka, gracz ma okazję zapoznać się z nowym interfejsem podczas nienachalnego samouczka. Szybko również wychodzi na jaw, że prowadzone przez korporację Armacham Technologies eksperymenty i projekty mają coś wspólnego nie tylko z samym Becketem, ale i całym (niemalże) oddziałem, do którego go przydzielono. Nie ma sensu rozpisywać się nadmiernie nad postaciami, które nie prezentują żadnej głębi i z góry można założyć, że komuś coś się stanie, ktoś dostanie bzika itp. Również postacie spoza oddziału są raczej stereotypowe do bólu, może za wyjątkiem pewnego naukowca, którego rola może i jest istotna, jednakże czas jego pobytu na scenie jest na tyle krótki, że nawet nie ma czasu na wyrobienie sobie opinii o nim.

Opowiedz mi o tym, czego się boisz


Zacznijmy jednak od początku, czyli od instalacji gry. Stop, przepraszam, byłbym zapomniał o jednym małym szczególe: zanim w ogóle program pozwoli się nam łaskawie usadowić na dysku twardym, potrzebny nam jest klient Steama, bez którego ani rusz. Za jego pomocą przeprowadzany jest proces instalacji F.E.A.R. 2, z jego poziomu dokonuje się aktywacji tytułu, on ściąga łatki i w końcu tylko z uruchomionym Steamem możemy oddać się rozgrywce. Dla jednych nie będzie to problemem, inni mogą się irytować, że - po GTA IV - kolejna gra wymaga instalacji programów trzecich. Nie każdy w końcu musi być miłośnikiem instalowania wszystkiego, co popadnie. Masz Steama? Nie masz problemu. Nie jesteś zarejestrowany? Wkrótce dołączysz do społeczności Pary, chociażby po to, aby wreszcie włączyć zakupioną grę.

Dość jednak o procesie instalacji, który choć jest cokolwiek przydługi, to jednak w żadnym razie nie stanowi esencji F.E.A.R. 2. Pierwsze kroki w grze robią pozytywne wrażenie - za sprawą bardzo ładnej grafiki, wspomaganej silnikiem fizycznym Havoc, który niemalże wzorcowo zajmuje się tym, aby każdym obiekt przewracał się jak w rzeczywistości. Od samego początku uwagę zwraca dbałość twórców o szczegóły, takie jak kropelki wody osiadające na okularach Becketa podczas przechodzenia w pobliżu fontanny lub ulatniającej się pary. Podczas zażartej utarczki twarzą w twarz z wrogiem krew potrafi zasłonić na moment ekran, utrudniając starcie, zaś przy śmierci komandosa okulary tłuką się niczym lustro. W ciemnych miejscach, w których aktywna jest porażająca moc psychiczna Almy, elementy interfejsu rozmazują się, zaś wizja traktowana jest jednym z efektownych filtrów - co jakiś czas Becket zdaje się przez sekundę znajdować w innym miejscu, po czym odkryć, że dopiero co przeszedł przez drzwi. Pod względem wizualnym ekipa Monolith zrobiła kawał dobrej roboty, a dodatkowe uznanie należy się za całkiem niezłą optymalizację.

Również dźwiękowcy zasłużyli na uwagę za świetne odwalony kawał pracy. Co prawda nie znajdzie się w nowym F.E.A.R. niezapomnianej ścieżki dźwiękowej, która w grze nie wybija się na pierwszy plan, stanowiąc raczej złowrogie tło, podkreślające klimat produkcji. Brawa należą się za wszelakie niepokojące dźwięki, krzyki i jęki, które sprawiają, że w ciemnym pomieszczeniu gracz instynktownie lgnie do światła, chcąc znaleźć się z dala od tego, co skrywa ciemność. Również odgłosy broni, jazgot karabinów maszynowych, ciężki bas strzelb oraz stalowy pogłos kroczącego mechapancerza robią jak najbardziej pozytywne wrażenie. Bez zarzutu spisali się aktorzy, podkładający głos pod postacie - jest bez rewelacji i zachwytów, ale trzeba przyznać, że każdy pasował do bohatera, któremu użyczał głosu.

Czemuż płaczesz, dziecino?


Do tej pory można uznać, że F.E.A.R. 2: Project Origin to produkcja dobrze wyglądająca, z niespecjalnie głębokimi bohaterami i przyzwoitą fabułą, ale nie wiadomo, jak gra spisuje się w praniu. Powiem krótko: ci gracze, którzy zagrywali się w jedynkę, bez trudu odnajdą się w najnowszym S.T.R.A.C.H.U. i będą czerpać satysfakcję z rozgrywki. Walki są dynamiczne, przeciwnik, mimo że nie miałby szans w starciu szachowym z takim Kasparovem, umiejętnie stara się wykorzystywać osłony, w ostateczności tworząc własne, np. przewracając stół. Sam Becket może posłużyć się niemalże dowolnym meblem, aby go przewrócić/przesunąć w taki sposób, który odgrodzi go od potoku ołowiu wypluwanego przez wrogie karabiny. W sytuacjach podbramkowych, kiedy jest się otoczonym przez przeciwników, przydaje się spowolnienie czasu, pozwalające na ubicie całej grupy wrogów w mgnieniu oka. Niektóre filary można efektownie podziurawić, nadając otoczeniu bardziej pogorzeliskowy posmak, a całości dopełniają etapy, w których Becket robi za prawdziwą jednoosobową armię zniszczenia i apokalipsę w jednym - czyli zasiada za sterami elitarnego mechapancerza. Cacko to nie dość, że jest wyposażone w dwa potężne działka obrotowe, wypluwające z siebie pociski z prędkością światła, to jeszcze ma w rękawie garść rakiet, możliwość widzenia w podczerwieni oraz system samonaprawiający. Mówiąc krótko - w tych etapach, w których ma się okazję sterować taką zabawką, można się poczuć potężnym. Oczywiście, do momentu, w którym na Becketa czeka przymusowa wysiadka, a następnie starcie z innym mechapancerzem (lub Almą), tym razem na piechotę.

Gdzie zaś przyjdzie się Becketowi udać? Zwiedzi on kawałek Auburn - na początku dane mu będzie doświadczyć luksusu wielopiętrowego apartamentowca, aby potem znaleźć się w mało przyjemnej quasi klinice, która przywodzi same najgorsze skojarzenia. Przewędruje spory kawałek wymarłego i zniszczonego miasta, zwiedzi zawalone tunele metra, pewną szkołę podstawową (jeden z ciekawszych poziomów) a na końcu zawita do Schronu, gdzie rozegra się finał. Po drodze oczywiście będzie musiał wyłączyć imponującą liczbę żołnierzy Repliki (ponownie obudzonych przez lekko rozjuszoną Almę), uporczywych zabójców oraz nieudanych eksperymentów Armacham Technologies. W eksterminacji kolejnych wrogów przydadzą się klasyczne spluwy, takie jak strzelby bojowe, automatyczne, pistolet i karabin szturmowy. W swoich łapskach Becket będzie też dzierżył kilka bardziej futurystycznych wynalazków, takich jak kultowa nitownica, potężny laser czy też prototyp nowej, zabójczej broni energetycznej. Do tego dochodzi kilka typów granatów, które nie raz są istnym błogosławieństwem - zwłaszcza, kiedy w pomieszczeniu obok usadowił się cały patrol niemilców.

Gracze, którzy zęby zjedli na FPS-ach, mogą jednak się krzywić na kilka rzeczy, które jakby nie przystoją nowoczesnym shooterom. Najważniejszą z nich jest brak możliwości wychylania się zza winkla, do czego ostatnio przyzwyczaiły nas nawet niskobudżetowe produkcje. Można przewracać elementy otoczenia i kucać za nimi, ale zapomnieć należy o tym, aby badać następny korytarz, zerkając ostrożnie zza krawędzi, lub o prowadzeniu ognia na ślepo. Mimo wszystko, wada ta dla niektórych może być wręcz zaletą F.E.A.R.a, zmuszając gracza do nieustannego bycia w ruchu i wykorzystywania wszystkich możliwych zasłon. Kwestia gustu i podejścia do first person shooterów. Sam oceń, czy to dla ciebie wada, czy też nie.

Alma chyba cię lubi


Solidny gameplay to, wydawać by się mogło, wystarczający powód, aby Project Origin był produkcją wartą polecenia. Co jednak z elementem, który wyróżniał pierwszego F.E.A.R.a z zalewu innych produkcji? Co z tytułowym strachem? Cóż, powiem wam szczerze, że tutaj można być rozczarowanym. Twórcy próbują straszyć na tyle nieudolnie (metodą amerykańską, polegającą na rzucaniu na gracza potworów z szafy i okraszaniu okolicy ludzkimi wnętrznościami, tudzież zdekapitowanymi szczątkami), że czasami zdarzało mi się ziewać podczas przechodzenia Bardzo Strasznego I Ciemnego Pokoju Pełnego Krwi <tm>. Najgorszym jednak, co zrobiono z oryginalnym pomysłem, jest spowszechnienie Almy. W jedynce jej pojawienie się potrafiło naprawdę napędzić stracha, sylwetka małej dziewczynki, przemykającej gdzieś w cieniach zawsze budziła niepokój i sprawiała, że nerwowo rozglądałem się na wszystkie strony, oczekując morderczego ciosu w plecy. Niestety, w Project Origin postać Almy stała się niemalże stałym bywalcem, który - zamiast podkreślać gęstą i pełną niepokoju atmosferę - pełni rolę niemalże typowego ozdobnika. Alma czai się za drzwiami, czyha w windzie, na oczach Becketa zdarza się jej zlikwidować kilku żołnierzy. Jest jej po prostu pełno, sprawiając, że szybko przestaje się zwracać na nią specjalną uwagę, bardziej koncentrując się na podążaniu do następnej lokacji. Tak naprawdę, na Almę reagowałem w zasadzie jedynie wtedy, kiedy trzeba było powstrzymać jeden z jej ataków, po prostu klikając szybko prawy klawisz myszy.

Strach ma wielkie oczy


F.E.A.R. 2: Project Origin po prostu przestał straszyć i to jest głównym grzechem tej produkcji. Solidny, ale nie znakomity gamplay, to za mało, aby wyróżnić grę Monolithu spośród zalewu innych gier. Z mrocznego miksu horroru i strzelanki została sama naparzanka z coraz większymi oddziałami Repliki, próbująca nadrobić brak straszności, co rusz pojawiającą się Almą oraz momentami niesmacznymi ilościami ludzkich organów wewnętrznych (prym w tym wiedzie pewien szyb wentylacyjny w szpitalu). Jeśli więc właśnie strach jest tym, co przyciągnęło cię do tego tytułu, dobrze się zastanów przed zakupem dwójki - najlepiej zapoznaj się z wersją demonstracyjną. Jeśli po prostu zależy ci na dynamicznej akcji w efektownej oprawie graficznej, to F.E.A.R. 2: Project Origin jest z pewnością tytułem godnym rozpatrzenia. Nie jest to jednak gra długa, przejście całej kampanii na normalnym poziomie trudności zajęło mi niewiele ponad 6 godzin. Jedno jest pewne: nie jest to ostatnia część F.E.A.R., o czym dobitnie przekonuje filmik końcowy.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: OsaX Nymloth OsaX Nymloth który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Solidny FPS
+ Jeszcze więcej Almy
+ Ładna grafika oprawiona dobrą fizyką
+ Bardzo dobra oprawa audio
+ Przyzwoite AI wrogów
+ Polskie wydanie gry
+ Porządne spolszczenie
+ Nitownica ;]

Minusy

  Liniowość
 Za dużo Almy, czyli F.E.A.R. nie straszy
 Krótka

dlatego OsaX Nymloth
ocenia tę grę na:

8

Grafika 80%

Dźwięk 90%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.0

Grafika 80%

Dźwięk 95%

Gameplay 75%

[ + dodaj screen ]

OsaX Nymloth: Pimpuś się chyba zdenerwował (PC)

OsaX Nymloth: Spawara? (PC)

OsaX Nymloth: Lubię dobrze przypieczonych (PC)

OsaX Nymloth: Run for cover! (PC)

Postacie [1]

Alma
  • Nazwa: Alma
  • Typ: Osoba
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Tym, którzy lubią tę grę, podoba się też:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka