Apostołowie: Święte Ziemie (PC)
Premiera Świat - 28 wrzesień 1999 Premiera Polska - 23 sierpień 2001
Ocena użytkowników: bardzo dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Strategy First Dystrybutor: Lemon Interactive Wydawca: GT Interactive
Gatunek: Strategia Podgatunek: Turowa Cechy gry: Widok Izometr.
Tematyka: Fantasy, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 14 screenów, 1 recenzji,
Narodziny legendy
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Lucyfire - Annabel Lee
The hammer falls
Opowiadanie fabuły z punktu widzenia tych wszystkich lat, które upłynęły od premiery pierwszej części serii gier, które jako jedyne były w stanie zagrozić cyklowi HOMM, jest troszkę bezcelowe. Ale jednak, skusimy się na kilka słów, bowiem warto. Świat Disciples nie jest czarny. Nie jest też biały. Nie stanowi autonomicznej mieszanki tych dwóch kolorów. Jest bardziej jak noir, szklanka wody, do której wpuszczono kroplę inkaustu. Choć czasem ma się wrażenie, jakby to nie była kropla, ale cały kałamarz. Wszystko jest spowite w moralnej szarości. Choć Imperium i Górskie Klany zwyczajowo stoją po stronie dobra, niemniej emocjonujące są losy Legionów Potępionych czy Hord Nieumarłych. I to wszystko wcale nie jest tak proste, jak na pierwszy rzut oka mogło by się wydawać. Bethrezen, demon, chce zniszczyć to i owo. Górskie Klany, po zabiciu małżonka bogini Mortis, zmagają się z Hordami Nieumarłych, powołanymi tylko w jednym celu - zgładzeniu każdego żyjącego krasnoluda. Gdzieś w środku całej tej zawieruchy jest Imperium, umierający cesarz i zapowiedziane narodziny jego potomka.
Brzmi ciekawie, prawda? I takie jest, do cholery! Pod względem fabularnym, nawet początek serii Disciples zdecydowanie zdziera skórę z głowy. To nie są przesłodzone do bólu Heroesy; to gra dla twardych marines, a nie miętkich... Ekhm, nieważne kogo.
Tak czy inaczej, Disciples ze względu fabularnego dostają pierwszy plusik. Cóż mamy dalej?
Jak się zdążył każdy czytelnik domyślić, cztery nacje. Tutaj, inaczej niż w serii HOMM, rozplanowano działania ekonomiczne. Stracić stolicę jest nader ciężko, a wręcz prawie niemożliwie. Trzeba się naprawdę postarać, żeby ktoś zdołał zniszczyć nam nasz kapitol. Z drugiej strony, poza stolicą na mapie rozmieszczone są neutralne miasta, które możemy przejmować. Służą one jako miejsca rekrutacji nowych jednostek oraz darmowe lecznice naszych podopiecznych. Do tego są oczywiście i surowce, a raczej punkty poboru energii magicznej, służącej do rzucania czarów. Te zdobywamy poprzez postawienie w odpowiednim miejscu różdżki, która zacznie generować nasz kolor lądu. Z drugiej strony, jeśli jest w pobliżu neutralne miasto, to po jego przejęciu także będziemy generować nasze podłoże. Możliwości jest kilka, a każda równie satysfakcjonująca.
Chaos unleashed!
Jednostki... Teraz, z punktu widzenia tych kilku lat, jakie minęły od premiery już części drugiej i z trzecią na horyzoncie, nie jest zbyt dobrze. Ale wtedy było całkiem nieźle. Każda nacja ma dostęp do jakiejś podstawowej jednostki z gatunku walczących wręcz, łuczników, magików oraz wsparcia. Jednostki te można rozwijać na zasadzie drzewka. Zatem wybieramy czy dany wojak stanie się mocniejszym rycerzem, czy też uzyska jakieś odporności kosztem zadawanych obrażeń. Ot, sprawa prosta i bezbolesna. Wyborów niestety nie ma zbyt wiele i wszystko tak czy inaczej sprowadza się do tworzenia jedynej słusznej ścieżki. Do tego, gdy nasza postać osiągnie maksymalny poziom doświadczenia, czyli np. ze zwykłego parobka staniemy się aniołem, koniec zabawy. Nie zdobywamy ani jednego "ikspeka". Smutne, bo czasem zdarza się, że już w połowie gry mamy maksymalnie rozwinięte jednostki i nie ma co zbierać... A jednak, elementy cRPG w Disciples: Sacred Lands są miłe i przyjemne, oraz urozmaicające rozgrywkę.
Eye of the Storm
Wypadałoby wspomnieć także i o innych stronach technicznych tej gry. Otóż niestety tutaj nie jest już tak różowo. Ale zacznijmy od dobrych rzeczy. Po pierwsze, muzyka. Ta jest świetna. Mroczna, ponura, jak sama gra. Odgłosy walki i wszelakie dźwięki, towarzyszące nam podczas misji także są nagrane poprawnie i czasem nawet porywająco.
Grafika... Tu niestety babka na dwoje wróży. Z jednej strony bowiem portrety postaci i wszystkich jednostek występujących w grze są wykonane wręcz perfekcyjnie. Styl dark fantasy przebija z nich w każdym pikselu i aż grzechem jest nie podziwiać tych małych dziełek sztuki. Osobną sprawą niestety jest zarówno ekran walki, jak też i mapa ogólna, po której się poruszamy. O ile ta druga jest jeszcze jako tako wykonana, to niestety ekran walki przyprawia o spazmy śmiechu. Dlaczego? Ano dlatego, że zaserwowane mamy plastelinowe ludziki i jednostki, które niemrawo poruszają się troszkę przed siebie, by zasymulować atak. W połączeniu ze świetnymi, mrocznymi portretami wygląda to niestety nader groteskowo. Do tego, mapa główna niestety jest troszkę, uwielbiam to słowo, paćkowata. Natkano tam różnych rzeczy, rzeczek nie rzeczek, górek, wzgórków (bynajmniej nie łonowych), miasteczek, animowanych obiektów tak dużo, że czasem łatwo się pogubić. Stąd niestety wędruje minus w kierunku twórców.
Jak podsumować pierwszą część jedynej gry, która była w stanie zagrozić HOMM? Jak na swoje czasy, było tak sobie. Teraz to raczej już podróż sentymentalna, aniżeli prawdziwa rozgrywka, zwłaszcza, że sequel rozwinął praktycznie wszystkie elementy gry. Cóż rzec... Mocna siódemka.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ fabuła
+ atmosfera
+ portrety postaci
+ muzyka
− oprawa graficzna trąci mychą, nawet w latach gdy grę wypuszczano
− paćkowata grafika
− śmieszny ekran walki
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 70%
Dźwięk 80%
Gameplay 90%
Chimaira: Drużyna w całej okazałości (PC)
Chimaira: Troszkę plastelinowe, ale można się przyzwyczaić (PC)
Chimaira: Stolica. Nie, nie ta, co myslicie. (PC)
Chimaira: Mapa główna (PC)







