Divine Divinity (PC)
Premiera Świat - 2 sierpień 2002 Premiera Polska - 9 grudzień 2002
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Na tę platformę mamy: 15 screenów, 1 recenzji,
Brzydkie kaczątko
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Hans Zimmer - I don't think now is the best time
Oi! Baldur&Diablo - united and win!
Divine Divinity pod wieloma względami jest grą wartą uwagi. Pierwszą taką rzeczą jest kontekst fabularny. Tajemnicze intro, walka, a my budzimy się nagle w "wiosce z problemami". Po rozwiązaniu kilku zadań, niemalże tutorialowych, otwiera się przed nami wielki świat, o który przyjdzie ostro walczyć. I tu dochodzimy do owej maleńkiej rewolucji. Zupełnie jak w śródtytule, gra jest połączeniem Baldur's Gate oraz Diablo. Dziwi? Zniesmacza? No cóż, poczekajcie, zobaczycie.
Z Baldura produkcja owa czerpie stronę fabularną. Nie chodzi o to, że jest taka sama, ale że równie wielopoziomowa i nader skomplikowana. To nie jest kwestia w stylu przynieś, wynieś, pozamiataj, tylko znacznie poważniejsze sprawy. Z drugiej zaś strony mechanika Divine Divinity jako żywo przypomina tę rodem z dwóch Diabłów. Ot, poza wypełnianiem misji, chodzimy po ogromnym świecie i tłuczemy masowo biedne orki, tudzież inne szkielety. Padają one dziesiątkami i statystyki zabójstw rosną w zastraszającym tempie. Cała ta hack&slashowa oprawa jednak to tylko jedna strona medalu, którego drugą jest właśnie porządna fabuła oraz atmosfera świata przedstawionego.
Creation, awhole
Jak to wszystko wygląda od strony technicznej? Na początku oczywiście tworzymy naszego herosa. Zajmie to nie więcej niż okamgnienie, bowiem proces kreacji jest prosty jak trzaśnięcie bicza i bezbolesny jak zastrzyk igłą 7-ką. Możemy wybierać spośród trzech klas postaci oraz dwóch płci, co daje razem sześć możliwości na początku. Tak, tak, bo pomimo tego, że zdefiniowane klasy to wojownik, złodziej (a przynajmniej ktoś w klimatach złodzieja) i mag, nic nie stoi na przeszkodzie, by czarodziej wyszkolił się w używaniu toporów, a wojownik zaczął rzucać meteorytami. To główna siła Divine Divinity. De facto początkowy wybór ma znaczenie czysto kosmetyczne i tutorialowe. Nie da się ukryć, że najlepiej zacząć magiem, bowiem posiada on najsilniejszy jak na początkowe postacie czar. Ale potem... Cóż nam stoi na przeszkodzie, by resztę gry przejść walcząc z wrogami nie na dystans, ale rozłupując im czaszki swoim toporem? Albo też stworzyć hybrydę, która będzie całkiem nieźle radziła sobie w złodziejskich umiejętnościach, przy okazji wspomagając się rzuconym od czasu do czasu meteorem? Możliwości jest multum i nie da się ukryć, że dzięki temu gra zyskuje bardzo dużo, już przy pierwszym z nią kontakcie.
Shiny thingies
Ale czym byłaby gra cRPG, w dodatku o hack&slashowych konotacjach, jeśli nie miałaby ton przedmiotów do założenia? Divine Divinity spełnia ten wymóg z nawiązką. Nie dość, że w ciągu gry natkniemy się na setki różnych broni, zbroi, naszyjników oraz pierścieni, to w dodatku jest cała masa przedmiotów codziennego użytku, które nie służą niczemu poza okazjonalnym sprzedawaniem ich napotkanym tu i ówdzie kupcom. Czyli - wszelakie garnki, talerze, kubki, miodki oraz całe tony żarcia, które czasem podnosi nam poziom zdrowia czy many, to wszystko możemy opylić w sklepie.
Do tego dochodzą także i specjalne klejnoty, dzięki którym (oraz specjalnej umiejętności) możemy dowolnie modyfikować statystyki i cechy naszego uzbrojenia. Gdyby to wszystko dodać, mamy ilość żelastwa bliską prawie że nieskończoności.
Necrocanibalistic sadovomitorium
Czas przejść do mniej przyjemnego aspektu gry, czyli oprawy wizualnej. Niestety, przykro to stwierdzić, ale już w momencie premiery Divine Divinity wyglądało równie uroczo jak dziura w tyłku. Grafika jest na poziomie pierwszego Diablo, mniej więcej. Może jest bardziej szczegółowa, mamy do dyspozycji różne ładne efekty specjalne, ale tła statyczne są po prostu obrzydliwe. Tak samo postaci, które niby 3D, są tak naprawdę dwuwymiarowe, a zmieniają tylko klatki animacji. Nawet jeśli jest inaczej - to tak to właśnie wygląda. I cóż, ocena poleci w dół? Ano właśnie nie. Nie, dlatego że mimo tego ewidentnego uchybienia, gra broni się na każdym innym możliwym polu walki.
Nie da się ukryć że grafika jest paskudna, ale szczerze mówiąc, przeszkadza to tylko przez pierwsze dwie, może trzy minuty. Potem zostajemy wciągnięci bez reszty w fascynujący i wykonany z należytymi detalami świat Divine Divinity.
Muzyka i udźwiękowienie z drugiej strony zaliczają się do szerokiego grona zalet tej gry. Ta pierwsza jest po prostu świetna i nie ma wstydu, jeśli zaczniemy jej słuchać w przerwach między sesjami z tym znakomitym erpegiem. Odgłosy otoczenia zaś to także poezja dla bębenków usznych, nie mówiąc już o tym, że głosy postaci nagrane są po prostu świetnie. Przeszkadza nieco może tembr głosu niektórych znajomych (Lanilor?!), ale poza drobnymi uchybieniami aktorzy spisali się znakomicie.
In the end, there will be light
Divine Divinity wbrew pozorom nie jest grą zbyt trudną do podsumowania. Wydawałoby się, że posiada pewien zestaw wad, zalet i że trudno wypośrodkować opinię. Nic bardziej mylnego. Jedynym zasadniczym uchybieniem i plamą na honorze Larian Studios jest tutaj grafika. Każdy inny element gry wykonany jest z należytym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Nie ma znaczenia czy to oprawa dźwiękowa, mechanika postaci czy też elementy świata przedstawionego. Divine Divinity to porządny, dojrzale wykonany produkt, który, choć przypomina brzydkie kaczątko, po dłuższym obcowaniu z nim zamienia się w pięknego łabędzia.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ fabuła
+ złożoność świata przedstawionego
+ udźwiękowienie
+ ogólny klimat
− no niestety, grafika
− pomniejsze bugi, ale na to się nie zwraca uwagi...
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 50%
Dźwięk 90%
Gameplay 100%
Chimaira: Stay a while and listen...? (PC)
Chimaira: Robi się gorąco (PC)
Chimaira: Ostra rzeź (PC)
Chimaira: Zawsze te płomienne uczucia... (PC)

