Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Tomb Raider: Anniversary (PC)

Lubię to! 8

Premiera Świat - 1 czerwiec 2007 Premiera Polska - 8 czerwiec 2007

Ocena użytkowników: dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Akcja/Arcade, Przygoda Cechy gry: TPP

Rozgrywka: Singleplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 104 screenów, 28 video, 1 recenzji, 1 newsów,

Wspomnień czar

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez E. Siekiera E. Siekiera
Jak zapewne wszyscy zainteresowani wiedzą, w 2006 roku mieliśmy okazję świętować 10 rocznicę zaistnienia Lary Croft w świadomości graczy. Z tej też okazji Crystal Dynamics wziął na warsztat pierwszą część przygód niezmordowanej pani archeolog, ubrał ją w nowe szaty, przemodelował stare miejscówki i puścił na miasto w totalnie odświeżonej wersji. Fani serii chyba nie mogli wymarzyć sobie lepszego prezentu.

Eugeniusz Siekiera


Prezentu co prawda nieco spóźnionego (premiera gry miała miejsce w 2007r.) i drogiego jak siedem nieszczęść, ale za jakość się ponoć płaci, a przyznać trzeba, że o to w przypadku najnowszego Tomb Raidera bać się nie trzeba. Odkąd ojcowie Lary, ekipa Core Design rozpoczęła wielką akcję odcinania kuponów, narażając tym samym obiekt kultu na wieczne zapomnienie, wielu fanów straciło zapał do serii. Nic jednak w przyrodzie nie ginie. Pałeczkę przejęło studio Crystal Dynamics i z pomocą TR: Legend udało im się odświeżyć podupadającą markę, zwabić nowych, spragnionych przygód graczy i zapewnić Larze drugą młodość.

Tak samo, choć inaczej?


Jako że mamy do czynienia z remake'iem, w warstwie fabularnej Anniversary sprzedaje nam tę samą, znaną już historię. Naciąganą i nieco naiwną, ale grunt, że stanowi świetny pretekst do odwiedzenia najbardziej klimatycznych miejscówek w historii serii. Tajemnicze grobowce, opuszczone jaskinie, zalane lub najeżone pułapkami korytarze oraz wnętrza piramid i starożytnych świątyń. Czy nie za to właśnie pokochaliśmy starego Tomb Raidera? Tym wszystkim urzekała pierwsza odsłona cyklu, teraz zaś każde z tych miejsc odwiedzamy ponownie. Z grubsza wyglądają tak samo, przy czym chodzi oczywiście o główne punkty orientacyjne, a nie jakość samej oprawy czy dokładne odwzorowanie układu plansz.

Każdy fan serii z pewnością rozpozna wiele charakterystycznych miejscówek, jak chociażby Pałac Midasa, Koloseum czy Zaginioną Dolinę, gdzie wesoło hasają prehistoryczne gady, nic sobie nie robiąc z tego, że są najprawdopodobniej ostatnimi przedstawicielami "prawie" wymarłych gatunków. Za sprawą niezwykle plastycznego silnika graficznego wszystkie te cudne miejsca nabrały teraz dodatkowego kolorytu i prezentują się lepiej niż kiedykolwiek. Engine napędzający Anniversary mieliśmy już możliwość poznać przy okazji Legendy, ci więc, co grali, wiedzą doskonale, że potrafi generować całkiem spore przestrzenie, a do tego zaskakuje wydajnością. Trudno powiedzieć, czy to kwestia jego możliwości, czy po prostu dobrej optymalizacji, dla nas liczy się przede wszystkim fakt, że gra wygląda i chodzi świetnie nawet na sprzęcie, który swe najlepsze chwile ma już dawno za sobą.

Oczywiście nie mamy do czynienia ze zwykłą kalką, opakowaną w nowy silnik graficzny. Wszystkie mapy zostały mniej lub bardziej przebudowane, co by wspinania i karkołomnych ewolucji było więcej, zaś okazji do przetestowania nowego wachlarza ruchów nie zabrakło.

Nie tylko dla maniaków


No właśnie. Legend wniósł do serii autentyczną świeżość w tym względzie. Era odmierzania skoków co do milimetra, konieczność łapania za krawędzie i inne niepotrzebne utrudnienia, które skutecznie odrzucały od zabawy niedzielnych graczy, poszły w zapomnienie. Sterowanie stało się łatwe, przyjemne i przystępne dla każdego, a co najważniejsze - wcale nie ucierpiały na tym możliwości pani archeolog. Jednym z nowych gadżetów Lary była linka z hakiem, z pomocą której mogliśmy się przedostać na drugą stronę skalnego urwiska, jeśli tylko było za co zaczepić ustrojstwo. W Anniversary przyjdzie nam korzystać z niej jeszcze częściej. Podobnie rzecz ma się z lawirowaniem na cienkich półkach i występach skalnych, z czym zresztą Lara radzi sobie nie gorzej niż sam Książę Persji.

Długo i intensywnie


Ta część zapewnia solidną dawkę wrażeń, których raczej nie damy rady ogarnąć w jedno popołudnie. Legend pod tym względem był największą porażką w całej historii serii, bo przy dobrych wiatrach można go było zaliczyć w nieco ponad 4 godziny (sam ustaliłem taki wynik za drugim razem, więc nie są to liczby wzięte z sufitu). Tutaj nie ma tak łatwo. Etapy są znacznie bardziej rozległe, a roboty na ogół mamy trzy razy więcej, więc o nudzie i szybkim przejściu gry nie ma mowy. Pomimo oczywistych uproszczeń względem oryginału i przyjaznego sterowania, trzeba poświęcić około 12 godzin, by dotrwać do napisów końcowych. To oczywiście wariant dla sprinterów, którzy nie bawią się w odkrywanie sekretów i odblokowywanie nowych ciuszków. Zbieraczom, tudzież dewiantom, lubiącym ukończyć każdą grę w 100%, Anniversary wystarczy na znacznie dłużej. A gdy już zwiedzimy cały świat i zaglądniemy w każdą przysłowiową dziurę, na przeczesanie czeka jeszcze jedna lokacja dostępna z poziomu głównego menu - ogromna posiadłość Lary. Zaręczam, że i tutaj każdy będzie miał pełne ręce roboty.

Powrót do korzeni wiąże się również z rezygnacją z walki na rzecz eksploracji i rozwiązywania zagadek przestrzennych. Wymianę ognia potraktowano raczej symbolicznie, a jeśli już trzeba z gnata skorzystać, praktycznie zawsze robimy to w konfrontacji z dzikimi zwierzętami (bądź cudacznymi stworami, którym mimo wszystko bliżej do zwierzaków niż ludzi). Na początku są to wilki i nietoperze, z czasem staniemy w szranki ze świetnie animowanymi gorylami, niedźwiedziami czy nawet niekwestionowanym królem drapieżników w postaci T-Rexa. Niestety pomniejsi przeciwnicy inteligencją nie grzeszą, ale z racji znikomej ilości pojedynków, kiepska SI nie przeszkadza aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.

Pomarudzić czasem trzeba


Checkpointy to absurd w grze o takim profilu, który nigdy z mojej strony poparcia mieć nie będzie. O ile w krótkim i banalnym Legend mogło to przejść, bo sytuacji naprawdę trudnych i wymagających odrobiny zręczności czy refleksu było tam tyle, co kot napłakał, tak tutaj, gdzie nagimnastykować trzeba się sporo, rozwiązanie takie cofa nas często o kilka ryzykownych skoków do tyłu. Co prawda sieć punktów zapisu jest niezwykle gęsta, ale quick save mimo wszystko by się przydał. Z początku jego brak nie doskwiera. Pod tym względem poziomy rozgrywane w Peru czy Grecji przechodzimy niemalże w biegu. Niemożność zapisania gry w dowolnym momencie daje się nam we znaki dopiero później, gdy zawitamy w okolice Egiptu, gdzie nie brakuje ogromnych, wielopoziomowych sal, w których czasem jeden nieuważny krok teleportuje nas do basenu na samym dole i mozolną wspinaczkę trzeba zaczynać od nowa.

Drugą poważną wadą jest praca kamery, która automatycznie tak się ustawia, by jak najlepiej przedstawić nam obraz aktualnej sytuacji. Problem w tym, że jak to zwykle w takich przypadkach bywa, inteligentna kamera tak całkiem inteligentna nie jest i choć nieraz bardzo byśmy chcieli wiedzieć, co znajduje się za plecami wiszącej na skalnym urwisku bohaterki, skazani jesteśmy na zaufanie ślepemu losowi, że rzucając się w nieznane, znajdziemy jakieś trwałe oparcie dla stóp. Nie przypominam sobie, by podobny problem występował w Prince of Persia, w którym skądinąd wyczynialiśmy daleko bardziej karkołomne ewolucje. Tutaj niestety wiele razy nie miałem pewności, czy aby na pewno skaczę w dobrym kierunku. Jeszcze gorzej jest w sytuacjach, które nie pozwalają na chwilę zadumy, na przykład w trakcie biegu po ścianie, gdy w odpowiednim momencie trzeba odbić się i trafić w miejsce, którego po prostu nie widać.

Podobnie jak w Legendzie, w kilku miejscach pojawiają się również wstawki QTE, polegające na szybkim wciskaniu pojawiających się na ekranie klawiszy (w tym przypadku strzałek kierunkowych). Niestety i tym razem pomysł schrzaniono, bo margines czasu jest zbyt duży, a przez to z sekwencjami tymi nie powinni mieć problemu nawet gracze z refleksem szachisty. Patent ten potrafi nieźle podkręcić grywalność, czego najlepszym przykładem seria God of War, czy chociażby Resident Evil 4, ale w tym wydaniu jest średnio atrakcyjny.

Remake idealny?


Nie zwracajcie uwagi na powyższe ględzenie. Taka rola recenzenta, by się do czegoś przyczepić. Nie są to na szczęście wady, które by w jakikolwiek sposób psuły pozytywny odbiór tej produkcji. Ekipie Crystal Dynamics udało się połączyć ogień z wodą. Otrzymaliśmy klimat starego Tomb Raidera w nowoczesnym wydaniu. Grę, której nie zepsuto niepotrzebnymi udziwnieniami; wszystkie nowe elementy wydają się pasować do konwencji serii tak dobrze, jak gdyby od samego początku tkwiły w pierwowzorze wykutym ponad 10 lat temu. TR: Anniversary stanowi wystarczające wyzwanie, by przekonać do siebie nawet największych malkontentów, którzy znają od podszewki stare odsłony. Zarazem na tyle przemodelowano system sterowania i same mapy, że ma szansę spodobać się również tym, którzy swą przygodę z tą kultową serią dopiero chcieliby rozpocząć. Czyżby remake idealny? Pod pewnymi względami tak.

Najchętniej wystawiłbym w tym przypadku aż dwie oceny. Wszystko bowiem zależy od indywidualnych preferencji i dotychczasowych doświadczeń. Dla jednych będzie to "tylko" dobra gra zręcznościowa na mocną ?ósemkę?, stanowiąca ciekawą alternatywę dla rządzącego w tym segmencie Księcia Persji. Ale dla wszystkich pozostałych graczy (do których i ja się zaliczam), którzy pamiętają starego Tomb Raidera i ponad 10 lat temu z wypiekami na twarzy odkrywali nowe lądy, dzieło Crystal Dynamics może okazać się najpiękniejszym powrotem do przeszłości, jaki kiedykolwiek było dane im przeżyć.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: E. Siekiera E. Siekiera który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  najlepszy z serii
+ doskonale łączy stare z nowym
+ dobra oprawa
+ klimat
+ sensownie przemodelowane mapy
+ nie tylko dla maniaków

Minusy

  kamera czasem szwankuje
 brak quick save'a
 niewykorzystany potencjał QTE

dlatego E. Siekiera
ocenia tę grę na:

9

Grafika 80%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

Ocena wszystkich
recenzentów

9.0

Grafika 80%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

[ + dodaj screen ]

Zireael: Wielka brama (PC)

Zireael: Na moście (PC)

Zireael: Sala z wielkimi wrotami (PC)

Zireael: Raptor (PC)

Postacie [1]

Lara Croft
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka