Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Fable: Zapomniane Opowieści (PC)

Lubię to! 15

Premiera Świat - 20 wrzesień 2005 Premiera Polska - 17 marzec 2006

Ocena użytkowników: bardzo dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Lionhead Studios Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Microsoft Game Studios

 

Gatunek: RPG, Akcja/Arcade Cechy gry: TPP, Free Roam

Tematyka: Fantasy, Rozgrywka: Singleplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 60 screenów, 5 video, 3 recenzji, 2 newsów,

Fable, czyli klawe życie bohatera

[ zobacz inne recenzje 3 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Jason Jason
O Fable było głośno jeszcze na długo przed premierą. Peter Molyneux, szef Lionhead Studios, odpowiedzialnego za jej stworzenie, obiecywał gruszki na wierzbie twierdząc, że będzie to RPG wszechczasów. Znając dotychczasowy dorobek twórcy (Black & White, Populus, Dungeon Keeper), oczekiwałem rzeczywiście dość oryginalnych pomysłów i świeżego spojrzenia na gry RPG. Miały być nowatorskie, niespotykane wcześniej rozwiązania mające sprawić, iż świat, który będziemy przemierzać, ożyje własnym życiem, a decyzje, jakie będziemy podejmować, w niespotykany dotąd sposób odbiją się nie tylko na naszym bohaterze, ale też na jego otoczeniu. Czy gra realizuje wszystkie te obietnice? Otóż zdecydowanie nie. Czy jednak jest kiepska? Również nie. Jest to na pewno produkcja ciekawa i warta uwagi, mimo że odbiega od kanonów standardowych Role Playing Games.

Tło fabularne


Tym, co wyróżnia Fable na tle innych tytułów tego typu... nie jest fabuła. Szczerze mówiąc bardziej oklepanej bajki nie słyszałem od czasu ostatniej kampanii prezydenckiej. Otóż, kiedy nasz protagonista jest jeszcze małym chłopcem, rodzimą wioskę napada szajka strasznych bandytów, a wszyscy jego bliscy zostają poszlachtowani. Tylko jemu udaje się wyjść bez szwanku z rzezi. Zostaje on adoptowany przez Gildię Bohaterów, gdzie przez lata swojej młodości trenuje się w rzemiośle wojennym i magii. Gdy dorasta, postanawia odnaleźć odpowiedzialnych za swą tragedię i się zemścić. W międzyczasie dowiaduje się o strasznym niebezpieczeństwie, jakie zawisło nad krainą, które tylko on może powstrzymać... Bla, bla, bla... Jeżeli jeszcze nie zasnęliście, to pocieszę was, że fabuła mimo całej swojej infantylności, jest dosyć krwawa, co kontrastuje z bajkową i trochę satyryczną otoczką produkcji.

Od zera do bohatera


Pierwsza innowacja, o jakiej warto wspomnieć, to okres, przez który będzie trwała nasza przygoda. Otóż gra obejmuje praktycznie całe nasze wirtualne życie. Będziemy w nim czynnie uczestniczyć, od wczesnego dzieciństwa, kiedy to jesteśmy zwykłym wiejskim smarkaczem, aż do późnej starości, gdy staniemy się już sławnym na całą krainę herosem. Niestety nie mamy możliwości, stworzenia naszej postaci, nadania jej rysów twarzy, płci, itp. Nie znaczy to, że do końca gry będziemy wyglądać tak samo. Wręcz przeciwnie, różnorodność w wyglądzie naszego bohatera jest jedną z cech charakterystycznych Fable. Nie będziemy mieli na to jednak bezpośredniego wpływu, zależy to raczej od naszego sposobu gry i od decyzji, jakie będziemy podejmować. Możemy zostać rycerzem w lśniącej zbroi, bądź wrednym i okrutnym łotrem z kaprawą facjatą. Jeżeli zdecydujemy się pomagać słabszym, kiedy tylko to możliwe i okazywać litość wrogom, to będziemy szczycić się lśniącymi blond włoskami, i błękitnymi oczętami. Po jakim czasie dorobimy się nawet błyszczącej aureoli i latających wokół nas świecących motylków. Jeżeli jednak będziemy rabować, mordować niewinnych i ogólnie siać chaos, to nasze włosy poczernieją, oczy zrobią się czerwone, a nawet wyrosną nam rogi. Wpływ naszych czynów na wygląd jest jednak trochę przesadzony. Można by pomyśleć, że aby dorobić się różków trzeba się diablo (hehe) namęczyć, być naprawdę straszliwym łotrem. Nic bardziej mylnego. Już po godzinie gry, kiedy jeszcze jako mały chłopaczek kopałem kurczaki, pierdziałem na ludzi i rozpoczynałem bójki, to od razu lata dorosłości zacząłem jako rogacz.

Nie tylko charakter wpływać będzie na nasz wygląd, również to, jaki sposób rozwoju obierzemy. W Fable nie mamy możliwości wyboru klasy, jaką chcemy grać, zamiast tego punkty doświadczenia będziemy mogli wpakować w trzy kategorie: siłę, zręczność i moc. Jeżeli będziemy ładować głównie w siłę, z czasem staniemy się pakerem bez karku, jeżeli wolimy strzelanie z łuku i skradanie to będziemy smukli, a jeżeli pójdziemy w magię to szybciej się zestarzejemy. Wszystko to ciekawie wygląda w teorii, ale cóż z tego skoro po jakimś czasie i tak wszystkie te cechy się wymieszają. A to dlatego, że najbardziej opłacalne jest stworzenie postaci uniwersalnej, dobrej we wszystkim - zwłaszcza, że przy odrobinie samozaparcia można dopakować wszystkie umiejętności do maksimum. Mi osobiście nie specjalnie podoba się taka koncepcja. Wprowadzenie klas wpłynęłoby pozytywnie nie tylko na różnorodność w prowadzeniu naszego bohatera, ale też bardziej urozmaiciłoby jego aparycję.

Oczywiście, nieodłącznym elementem każdej tego typu gry jest strojenie się. Do wyboru mamy różne zbroje, ozdobne fatałaszki, możemy zmieniać swoją fryzurę, zapuścić wąsy, brodę, a także wytatuować się. Do każdej z tych czynności potrzebujemy oczywiście innego vendora. Niestety, ich oferta jest dosyć uboga. Co prawda w trakcie przygód możemy znaleźć nowe fryzury, bądź tatuaże, ale wciąż jest tego zbyt mało, zwłaszcza, że niektóre są po prostu nieciekawe. Dodatkowo, jeżeli zdecydujemy się grać złym bohaterem, musimy się pogodzić z faktem, iż dość szybko zaczniemy łysieć, z uwagi na rogi jakie będą nam wyrastać, przez co w dużej części fryzur będziemy wyglądać jak idiota. Generalnie mała różnorodność w wyposażeniu to jeden z głównych minusów gry. Wszystkich zestawów odzienia mamy jedynie dziewięć, z czego pięć to ozdobne, w tym sukienka (sic!). Co prawda, prawie każdy rodzaj ubioru ma trzy kategorie: mroczny, zwykły i jaśniejący; jednak są to zmiany jedynie kolorystyczne. Dodatkowo, to jaką zbroję akurat mamy na sobie, nie ma żadnego wpływu na naszą celność lub umiejętności magiczne. Taką samą skuteczność mamy zarówno w zbroi płytowej jak i sukni wieczorowej. Jeżeli więc zdecydujemy się, głównie na korzystanie z czarów, bądź skradanie i strzelanie z łuku, to i tak najbardziej opłaca się walczyć w najcięższym pancerzu. Widzieliście kiedyś czarodzieja w puszce? Nie? To będziecie mieli okazję zobaczyć.

Niewiele lepiej sprawa ma się z orężem. Mamy dziesięć rodzajów broni białej i dwa dystansowej, a każda z nich ma cztery kategorie jakości. Dochodzą jeszcze bronie legendarne, które przewyższają te zwykłe obrażeniami i wyglądają bardziej bajerancko. Niestety, wszystkie zabawki do jakich będziemy mieli dostęp, są dwuręczne! Zapomnijcie o walce dwoma broniami, sztyletem albo o kryciu się za tarczą. Twórcy nie uznali za stosowne umożliwienia nam tego, sądząc zapewne, że od nadmiaru może kogoś rozboleć głowa.

Są jeszcze czynniki wpływające na nasz wygląd, które nie są już w ogóle zależne od nas. Najbardziej oczywisty to wiek. W trakcie kolejnych przygód, nasza postać będzie się powoli starzeć, aż do czasu, kiedy osiągniemy 65 lat. Wtedy proces zatrzymuje się, co mnie w gruncie rzeczy nie dziwi, bo dziewięćdziesięcioletni wysuszony dziadek w pampersie raczej nie budzi już grozy w szeregach wroga. Niestety jednak, razem z nami i dosłownie kilkoma innymi NPC, nie starzeje się nikt! Mistrz gildii, będący staruszkiem jeszcze w czasie naszej młodości, wygląda tak samo, kiedy jesteśmy w zaawansowanym wieku! To tylko jeden z wielu przykładów. Czy twórcy zwyczajnie zaniedbali sprawę, czy też nie zauważyli tak oczywistego błędu?

Kolejna rzecz, dość oczywista, jednak dopiero pierwszy raz poruszona w jakiejkolwiek grze, to blizny. Oczywistym jest fakt, iż zawodowy bohater, którego głównym zajęciem jest walka, raczej nie nadawałby się do reklamy maszynek do golenia. Już po kilku pierwszych potyczkach, zauważymy na naszej twarzy bądź torsie przeróżne szramy i zadrapania. W teorii możemy oczywiście starać się ich uniknąć, poprzez parowanie ciosów, w praktyce jednak nie jest to możliwe. Z czasem co prawda blizny bledną (tatuaże też), ale na ich miejsce szybko pojawiają się nowe. Mi się ten pomysł bardzo podoba, bo dodaje to naszej postaci niepowtarzalności, gdyż za każdym razem rany wyglądają trochę inaczej.

Żywot herosa


W założeniu Albion - świat w którym rozgrywa się Fable - miał być dynamiczny, zmieniający się w zależności od naszych decyzji. W praktyce nie jest aż tak kolorowo, ale i tak zostało to zrealizowane dość ciekawie. Z ludźmi komunikujemy się za pomocą zestawu gestów. Możemy wypinać dumnie klatę, flirtować, tańczyć, bądź - jeżeli jesteśmy źli - śmiać się demonicznie, pokazywać ludziom środkowy palec, a nawet pierdzieć. Każdy z gestów wywoła inną reakcję otoczenia. Z czasem, jak będziemy wykonywać kolejne zadania, ludzie będą komentować wybory, jakich dokonaliśmy, a także różnie na nas reagować w zależności od tego, czy postanowimy być dobrzy czy źli. Jeżeli więc zdecydujemy się kroczyć ścieżką dobra, będziemy ogólnie uwielbiani i szanowani. Ludzie w miastach będą wiwatować na nasz widok, a dziewuchy będą za nami latały wręcz błagając, żeby je poślubić. Jeżeli jednak mamy gdzieś bohaterskie konwenanse, możemy zostać złym do szpiku kości, wstrętnym oprychem. Samo nasze pojawienie się będzie rzucało blady strach na wszystkich w okolicy, a plebs będzie przed nami drżeć, a nawet uciekać na sam widok. Muszę powiedzieć, że to całkiem zabawne uczucie iść przez miasteczko i obserwować, jak wszyscy dookoła trzęsą przed nami portkami, a nawet zmykają gdzie pieprz rośnie z panicznym krzykiem.

Gra daje nam również możliwość zakupu nieruchomości. Tak, będziemy mieli okazję sprawić sobie domek, wyposażyć go, a nawet wynająć i regularnie zbierać czynsz. Niestety, tutaj wychodzi na wierzch duża przewaga, jaką mają złe postacie nad dobrymi. Jeżeli wybierzemy tę pierwszą, to o wiele szybciej dorobimy się grubej kasy. Wystarczy nocą zakraść się do jakiejś chaty, zabić właściciela, by móc kupić jego posiadłość, a potem wynająć i mieć z niej stały zysk. Jeżeli jesteśmy uparci, to możemy wykupić praktycznie całe wioski i tarzać się w monetach. To niby tak samo jak w życiu, że źli mają zawsze łatwiej, ale w grach powinna być zachowana jednak pewna równowaga, by zachęcać gracza do różnych rozwiązań. Nie znaczy to, co prawda, że będąc dobrym, będziemy klepać biedę, ale dopiero postacią złą można zdobyć prawdziwą fortunę. Jedyną przewagę, jaką widzę u dobrych bohaterów, to łatwość w znalezieniu małżonki. Owszem, Fable daje nam możliwość, znalezienia sobie żony. Jeżeli nad głową jakiejś białogłowy lewituje serduszko, znaczy to, że jej się podobamy. Wtedy, jeżeli zaczniemy z nią flirtować, kupować jej podarunki, w końcu zaproponuje małżeństwo. Nie ma to żadnego praktycznego zastosowania, ale można się pośmiać, obserwując swoją wirtualną żonę, jak się wścieka, kiedy podrywamy inne kobiety. Jeżeli jednak żona was nie bawi, zawsze możecie zdzielić ją po głowie. Jeżeli zaś czujecie się frywolnie, możecie nawet poszukać sobie męża. A co tam, możecie zrobić ze swojej postaci transwestytę. Ubrać swojego osiłka w kieckę, perukę i lecieć podrywać okolicznych kolesi. Tak, wiem. Nawet nic nie mówcie. Generalnie spora część Fable jest utrzymana w takiej raczej luźnej, prześmiewczej konwencji. Twórcy co i rusz puszczają oko do gracza, więc jeżeli szukacie śmiertelnie poważnej gry, to się zawiedziecie. Nie jest jednak tak całkiem sielankowo. W ten satyryczny klimat wplecione są też wątki dość brutalne i krwawe, które sprawiają, że Fable nie jest raczej grą dla najmłodszych.

Chmury nad Albionem


Cały ten system porozumiewania się z otoczeniem, owszem jest fajny, ale to, co charakteryzuje każdą dobrą grę RPG, to ciekawe dialogi. No i tutaj Fable naprawdę poważnie daje ciała. Nasza postać przez całą grę nie mówi ani słowa. Nie mamy prawie żadnego wpływu na prowadzone rozmowy. Cały nasz wkład ogranicza się jedynie do przytakiwania, bądź zaprzeczania. Jak Molyneux w ogóle śmiał twierdzić, że będzie to RPG wszechczasów, skoro jedną z najważniejszych cech tego gatunku potraktował po macoszemu? Sama walka zaś bardziej przypomina zręcznościówkę, ponieważ opiera się przede wszystkim na refleksie a nie na statystykach. Questów jest śmiesznie mało i są liniowe jak ten podatek, co miał być, a go nie ma. Możecie zapomnieć o otwartych przestrzeniach jak w Morrowindzie, przez całą prawie grę musimy dreptać jedynie po wyznaczonych ścieżkach. Najwyraźniej w Albionie za chodzenie po trawie, grozi egzekucja. Dodatkowo, świat gry jest wręcz śmiesznie mały. Zwiedzać możemy fragment kontynentu i dwie wysepki, na których położone są: dwa większe miasta (które i tak nie są duże), trzy wioski i obóz bandytów. Przejście na piechotę z jednej wioski do drugiej, nie wdając się w walkę, zajmuje góra trzy minuty. Do tego jest to spacer jednorazowy, bo potem odkrywamy teleporty.

Kolejnym mankamentem jest skandalicznie niski poziom trudności. Ja rozumiem, że ostatnimi czasy trwa trend na robienie gier raczej łatwych i przyjemnych, ale Fable można przejść z zakrytymi oczami, związanymi rękami, leżąc na dnie Wisły w betonowych bucikach. No, może trochę przesadziłem, ale rozumiecie, o co mi chodzi. Tytuł ten nie będzie stanowić najmniejszego wyzwania nawet dla początkujących graczy. Do tego zabawa trwa o wiele za krótko. Nie trzymając się jedynie głównego scenariusza, dużo zwiedzając, wykonując misje poboczne, ukończyłem ją w dwa dni. RPG, W DWA DNI! Czy to są jakieś kpiny? I biorę pod uwagę fakt, że wersja pecetowa "The Lost Chapters", jest rozszeżona w stosunku do zwykłej o całkiem nowe miasto i dodatkowe zadania. Posiadacz Xboxa na upartego dałby radę w jeden dzień. Owszem, zawsze jeżeli ukończymy ją raz, jako na przykład zły, potem możemy spróbować ponownie, dokonując zupełnie innych wyborów. Niby ludzie będą inaczej nas postrzegać, będziemy wywoływać inne emocje i skrajnie inaczej wyglądać, ale co z tego, skoro nie ma to żadnego prawdziwego wpływu na rozwój fabuły oprócz zmienionych kilku ścieżek dialogowych w głównych questach? Jedyne, co trochę ratuje sytuację, to typowo konsolowe zagranie polegające na umieszczeniu w grze najróżniejszych sekretów, poukrywanych przedmiotów i "easter eggs", co może wydłużyć maniakom rozrywkę o dodatkowe dwa lub trzy dni.

Grafika i dźwięk


Nie można zarzucić Fable, że nie prezentuje się okazale. Może nie wygląda realistycznie, ale nie takie było założenie. Klimat jest typowo baśniowy i bardzo kolorowy. Niestety otoczenia są raczej mało zróżnicowane, przez co szybko stają się monotonne. Nieźle za to prezentują się wioski i miasta. Mieszkańcy są w ciągłym ruchu. W ciągu dnia spacerują, noszą pudła z towarami, dzieci zasuwają do szkoły, wieczorami natomiast niektórzy udają się na spoczynek, a inni balować do karczmy. Wrażenie psują jedynie powtarzające się modele postaci. Jest ich zdecydowanie zbyt mało, co psuje ogólne wrażenie. Podobnie sprawa ma się z wrogami. Co prawda wyglądają oni ciekawie, a oprócz oklepanych stworków fantasy, jak wilkołaki albo nieumarli, spotkamy też kilka dość oryginalnych istot, niestety i tak jest ich za mało żeby zapewnić jakąkolwiek różnorodność.

Jeżeli chodzi o naszą postać, to prezentuje się ona kapitalnie. Każda zbroja, ubiór, broń, jakie będziemy nosić wygląda bardzo szczegółowo i okazale. Jest to chyba pierwsza gra, w której, wchodząc do miasta, specjalnie zdejmowałem "roboczą" zbroję i stroiłem się, żeby wyglądać jak najlepiej. Naprawdę wielka szkoda, że wyposażenia jest tak mało. Zawsze jednak możemy sobie mieszać części ubrań, żeby osiągnąć taki image, jaki najbardziej będzie nam pasował. Jest co prawda kilka drobnych błędów graficznych, chociażby rogi na głowie wyglądają czasem jakoś nienaturalnie (hehe, tak wiem, nic dziwnego), ale generalnie jest bardzo dobrze.

Co do ścieżki dźwiękowej, to jest poprawna. Muzyka pasuje do klimatu, zmienia się w zależności od otoczenia i nie psuje ogólnego wrażenia. Zwłaszcza przypadły mi do gustu posępne chórki, rozlegające się w trakcie naszej wizyty na nawiedzonym cmentarzu. Dźwięki również są w porządku. Szczęk oręża, odgłosy czarów, gwar miasta, wszystko to jest bardzo klimatyczne, a śmiech trupich wróżek i wycie wilkołaków potrafi wywołać gęsią skórkę. Głosy podłożone są w większości nieźle, ale bez rewelacji, a słyszane od mieszkańców miasteczek odpowiedzi dość szybko zaczynają się powtarzać. W sumie nic w tym jednak dziwnego, gdyż każdy nasz gest wywołuje inną reakcję, więc trudno żeby do każdego z nich nagrywać po sto odpowiedzi.

Interfejs


Fable: The Lost Chapters, jest konwersją z konsoli Xbox, co widać po interfejsie. Żeby wejść do ekwipunku, przejrzeć paletę naszych gestów lub czarów, musimy za każdym razem pauzować grę. Na szczęście mamy pod ręką dwa paski szybkiego wyboru. Pierwszy ułatwia nam szybki dostęp do czarów, a drugi jest uniwersalny i możemy wrzucić na niego praktycznie wszystko, ale jest ograniczony do dziewięciu slotów. Jest też trzeci pasek, na którym są tylko trzy miejsca, gdzie są automatycznie umieszczane skróty do czynności, które w danej sytuacji możemy wykonać. Przydaje się to najbardziej w walce, gdyż pomaga w piciu miksturek, ale może być wykorzystywane do interakcji z otoczeniem i w dosłownie każdej innej sytuacji. Bardzo to uprzyjemnia grę, ale też czyni ją jeszcze prostszą.

W irytujący sposób rozwiązane zostało oglądanie mapy. Otóż twórcy nie uznali za stosowne dania nam możliwości, obejrzenia jej w pełnej okazałości. Zamiast tego widok przysłania nam okienko ze spisem wszystkich lokacji. W momencie kliknięcia myszką na nazwie którejś z nich, ekran automatycznie przesunie się w odpowiednie miejsce. Niby fajnie, ale przez to naprawdę trudno dojrzeć, jaką ścieżką należy podążyć, aby dotrzeć do celu. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, iż nasz rodzimy dystrybutor spolszczył nazwy lokacji na liście, ale na mapie dalej widnieją one w języku angielskim.

Walka, jak już wspomniałem wyżej, opiera się głównie na refleksie. Co prawda samo machanie mieczem, wymaga jedynie ciągłego molestowania lewego przycisku myszki, ale dzięki łatwemu systemowi kombosów nie jest to aż tak nudne. Mianowicie, jeżeli nie damy się trafić, a nasze ciosy będą sięgać celu, zwiększać się będzie nasz mnożnik obrażeń, dzięki czemu w momencie, kiedy nasz oręż rozbłyśnie, możemy zadać odpowiednio potężne uderzenie, którego nie da się zablokować. Do tego jeszcze dochodzi broń dystansowa i spora gama widowiskowych, potężnych zaklęć, dzięki którym walka, mimo że prosta, nie powinna szybko się znudzić. Jedyne co mnie irytuje, to udziwnione zbieranie doświadczenia. Otóż nie nalicza się ono automatycznie, jak w innych grach. Zamiast tego, z każdego zabitego przeciwnika wylatują zielone, świecące kulki, które musimy zbierać, by potem wymienić je w gildii na umiejętności. Ja rozumiem, wprowadzenie takiego rozwiązania w klasycznych grach akcji, jak God Of War albo Devil May Cry, ale to przecież miał być RPG, dlatego dziwi mnie taka decyzja twórców.

Podsumowanie


Trudno mi jednoznacznie ocenić Fable. Jeżeli miał bym do niego podejść, jako zatwardziały gracz erpegowy, to z dziką satysfakcją wystawiłbym mu 4 - z uwagi na niespełnione obietnice, niski poziom trudności, liniowość, małą różnorodność i brak kilku elementarnych cech charakteryzujących gry role playing. Jednak obiektywnie rzecz biorąc, nie mogę tego zrobić (Peter Molyneux właśnie zdjął z szyi pętlę), bo przechodzenie jej sprawiło mi po prostu sporo zabawy. Owszem, trwała ona krótko, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że działa się przez prawie całe wirtualne życie mojego herosa, jednak spędzonego z Fable czasu nie uważam za stracony. Owszem, jeżeli nastawimy się na nią, jak na Morrowinda, to ze zgryzoty możemy dostać wrzodów. Jednak, jeżeli nie gardzicie zręcznościówkami, swoją przygodę z RPG dopiero rozpoczynacie, a w trakcie grania wolicie się relaksować, niż angażować, to gierka ta powinna się wam spodobać. Dodatkowo, jeżeli na słowa The Sims nie syczycie jak wampir na widok krucyfiksu i nie uciekacie do trumny, to Fable: The Lost Chapters ma szansę stać się jedną z waszych ulubionych gier, zwłaszcza, że teraz można ją dostać za grosze.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Jason Jason który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  bajkowa grafika
+ wygląd postaci zależny od naszych decyzji fabularnych
+ reakcje otoczenia na nasze zachowanie
+ widowiskowe czary
+ dynamiczna walka

Minusy

  zbyt krótka
 liniowa do bólu
 mały świat
 śmiesznie niski poziom trudności
 mała różnorodność wszystkiego
 zmarnowany potencjał

dlatego Jason
ocenia tę grę na:

7

Grafika 80%

Dźwięk 70%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

7.3

Grafika 80%

Dźwięk 73%

Gameplay 76%

[ + dodaj screen ]

m461k: Zatańczmy jeszcze raz ! (PC)

m461k: To jest moja krew ! (PC)

m461k: Jestem gangsta z przedmieść (PC)

m461k: Bałwanek ! (PC)

Gry z serii [3]

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Tym, którzy lubią tę grę, podoba się też:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka