Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Painkiller: Battle Out of Hell (PC)

Lubię to! 10

Premiera Świat - 29 listopad 2004 Premiera Polska - 7 grudzień 2004

Ocena użytkowników: dobra

1 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Science-Fiction, Fantasy, Horror, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 33 screenów, 1 recenzji,

No i można? Można...

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Lord-Tyrranoos Lord-Tyrranoos
Studio People Can Fly to geniusze. Po niekwestionowanym sukcesie Painkillera, już w 8 miesięcy po jego światowej premierze wydali na świat oficjalny dodatek, zatytułowany Battle out of Hell. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie zadziwiająco dobra jakość, jaką osiągnięto w zaledwie 250 dni pracy. BooH to bowiem prawdopodobnie najlepsza część serii Painkiller...

Coś się kończy, coś się zaczyna - czyli o fabule...


Rozgrywkę i całą linię fabularną rozpoczynamy w dokładnie tym samym miejscu, gdzie finał miał Painkiller. Po uśmierceniu Lufycera i jego czterech generałów broni, Daniel Garner, bohater znany z pierwszej odsłony, pragnie powrócić do żony. Jakże bezcennym widokiem jest jego mina, gdy dostrzega żywego Alastora (dla tych, którzy nie grali w PK: czwartego dowódcę piekielnych wojsk) wraz z dziesiątkami tysięcy demonicznych pomiotów. Nasz bohater nie ma wyboru - musi zdetronizować uzurpatora i po raz kolejny przywrócić względną harmonię w Czyśccu. Nie będzie to jednak najprostsze zadanie - plugastwo walczy z jeszcze większym poświęceniem i determinacją, a siły Alastora (przeszły na niego z umarłego Lucyfera. ke?) rosną wraz z każdą minutą... Nie oszukujmy się, tego typu fabułę zaimplementowano tylko po to, by mieć jakikolwiek powód do masowej eksterminacji przeciwników. Ale trochę kuriozalnym jest, iż mimo zabójstwa Alastora w Wieży on nadal żyje i ma się dobrze. Zostawmy jednak tę kwestię - prymitywna linia fabularna to najmniej ważny aspekt tego dodatku. Chociaż pewne nagłe zwroty akcji mogą zainteresować i zaciekawić potencjalnego odbiorcę...

Ten sam engine, nowe efekty, większe wymagania - czyli o grafice...


Dodatek Battle out of Hell korzysta z tego samego engine'u, co reszta gier z tej serii. PAIN Engine spełnia swoją funkcję w należyty sposób. Nie mogę w tym miejscu pominąć faktu, iż w porównaniu z pierwszym Painkillerem, silnik graficzny podrasowano i uzyskano dzięki temu kilka ciekawych nowości, które niewątpliwie zwiększają wartość oprawy wizualnej. Pierwszy z nich, efekt "gorącego powietrza". Ta irracjonalna nazwa nabiera kolorytu dopiero przy szerszych wyjaśnieniach - chodzi o zjawisko granicy pomiędzy ogniem a powietrzem. W tymże dodatku wygląda to prawie jak w rzeczywistości. Ponadto dodano efekt zamroczenia po ciosie, refleksy światła i wody, które mają duże znaczenie przy ocenie szczegółowości grafiki. No i oczywiście, jeszcze bardziej dopieszczono bodajże element sztandarowy Painkillera - architektonikę i plansze. Teraz są one większe, bardziej szczegółowe. Trudno nie napomknąć w tym momencie o graficznym majstersztyku Leningradu czy genialnej grze świateł, zawartej w Sierocińcu. Także i piekielne pomioty, których przeznaczeniem jest jedynie gryźć ziemię, prezentują się jeszcze lepiej. Co ważne, żaden model czy nawet pobieżny projekt stworka z pierwszej części nie znalazł się w dodatku. Wszystko tworzono od samego początku. Tym bardziej zadziwia tempo prac w stosunku do ich jakości. Niestety, za te wszelkie wodotryski graficzne przyjdzie nam zapłacić. A ową kontrybucją będą zwiększone wymagania sprzętowe. Praktycznie wpadłem w zdziwienie, gdy po raz pierwszy odpaliłem BooH. O ile Painkiller śmigał na najwyższej szczegółowości, o tyle podobna sytuacja nie mogła zaistnieć w przypadku dodatku. Spełniając z ogromną nawiązką wymagania zalecane, komfort i płynność rozgrywki osiągnąłem dopiero na średnio-wysokich detalach i zmniejszonej rozdziałce ekranu. To dość przykra sprawa, ale jakąś konsekwencję trzeba ponieść. Przecież w zamian za zwiększenie wymagań sprzętowych, otrzymaliśmy ulepszoną oprawę podstawki. A jak powszechnie wiadomo, już w pierwszym Painkillerze grafika otwartych przestrzeni przyprawiała o zachwyt. Co tematem animacji? Nadal prezentuje ona ten sam, wysoki poziom. Każdy typ demonów ma własny styl poruszania się, choć niestety jest to głównie szybki sprint w naszą stronę...

Te same, ciężkie brzmienia? Niekoniecznie... - czyli o ścieżce dźwiękowej...


Pozwólcie, że od razu odpowiem na powyższe pytanie. Zabójca Bólu zapewniał nam godziny sowitej rozgrywki okraszonej wspaniałą ścieżką dźwiękową. Metal i hard rock były miłą odskocznią od sielankowych soundtracków. Panowie z People Can Fly, jako że to bardzo twórczy i pomysłowi ludzie, postanowili co nieco zmienić. Po pierwsze - każda z plansz, a jest ich 10, dysponuje swoją własną (!) ścieżką melodyczną. Z początku byłem sceptyczny. Myślałem, że ten sugestywny klimat oryginału gdzieś zaginie. Teraz już wiem, jak bardzo się myliłem. Każda oprawa audio danego terenu wprawia w zachwyt, szczególnie zapadły mi w pamięć dwie - podczas rozgrywki w Sierocińcu i Leningradzie. Pierwszy z nich to wręcz motyw survival-horroru: krzyki, wrzaski, pojękiwania, płacz i demoniczny śmiech. Aż ciarki przechodzą. Natomiast drugi to muzyczna sielanka - w tle leci epicki hymn ZSRR... Gdzie podziały się owe ciężkie brzmienia? Nie bójcie się, występują, choć w zdecydowanie mniejszej ilości względem podstawki...

Nowości względem podstawki – czyli o fizyce i innych szczegółach...


Wbrew pozorom, jest ich dość sporo. Zacznijmy od przeciwników, których przyjdzie nam ukatrupić. Jest ich około 40 rodzajów. Oczywiście, co stało się już sztandarem Painkillera, każdy typ prezentuje się inaczej, w sposób odmienny atakuje. Przykładowo walczyć będziemy z demonami, które... puszczają pawia z okien, chcą nas uszkodzić poprzez eksplozję własnych wnętrzności czy nawet pierdząc w naszą stronę! Ponadto czekają na nas pomioty, które po odstrzeleniu głowy nadal szarżują czy na nasz widok się podpalają i biegają jak szalone. Nie wspomnę już o rosyjskich kamikaze czy napalonych blond-pielęgniarkach ze strzykawką jak do lewatywy... Te i jeszcze więcej wrogów będzie na nas czyhać podczas podróży do kryjówki Alastora. Naturalnie, są przeciwnicy - jest także zapotrzebowanie na giwery. Twórcy oddali nam do użytku bronie znane z Painkillera (gwoli przypomnienia: Painkiller, ShotGun, Kołkownica, Wyrzutnia Rakiet i Electro), a także dwie, zupełnie odmienne środki eksterminacji - Peem i Bełtacz. Pierwszy z nich to pistolet maszynowy kaliber 0.45 cala połączony z miotaczem ognia. Gorąca sprawa. Natomiast druga broń to bodajże jedna z dwóch najbardziej kontrowersyjnych elementów dodatku. Otóż jest to karabin snajperski miotający 5 kołkami naraz (w linii prostej) z lunetą, połączony z granatnikiem, piekielnie skutecznym na tabuny przeciwników. To niewątpliwie jedna z najpotężniejszych broni w tej grze - i to jest pewna niedogodność. Przy korzystaniu z tej giwery znika prawie całkowicie radość z gry. A już nie wspomnę o wariowaniu rag-dolla przy "przygwożdżeniu" przeciwnika do ściany...

Lokacje natomiast to bodajże najmocniejszy punkt wieczoru. Niezwykle mroczny Sierociniec, opustoszałe Wymarłe Miasto, targany wojną Leningrad czy... najbardziej irytujące Koloseum. Dlaczego? Nie mam bladego pojęcia w jakim celu do przedstawiciela podtypu run’n’gun zaimplementowano średnio przemyślane sekwencje zręcznościowe. Każdy, kto grał w BooH zatrzymał się w tym miejscu na krótszy bądź dłuższy okres czasu. Mamy do pokonania kilka "machin", które skutecznie zniechęcają do dalszej rozgrywki. Podchodząc po raz 50 do jednej z pułapek autentycznie błagałem o litość. Sam problem w pokonywaniu przeszkód leży po stronie nieprzemyślanego sterowania, które bez zmiany ustawień denerwuje. Celownik jest nadpobudliwy, a gdy mamy wskoczyć na belkę szerokości 10 centymetrów, możemy mieć niemałe problemy. I właśnie dodanie przez PCF tychże elementów typowo zręcznościowych to drugi najbardziej kontrowersyjny fragment dodatku. Natomiast na oddzielne "potraktowanie" zasługuje ostatnia, finalna plansza - Kraina Cieni, wraz ze swoim rezydentem, nikczemnym Alastorem na czele. Może zaczyna się niepozornie, ale sam pojedynek z piekielnym uzurpatorem to kwintesencja walk z bossami w grach komputerowych. Przechodząc dodatek po raz pierwszy, nie znając kompletnie żadnych sposobów na szybkie zwycięstwo, spędziłem bite 13 minut na solowym pojedynku z dawnym generałem. Mogę przysiąc, to było wspaniałe przeżycie. Nawet walka z Lucyferem w podstawce nie dała mi tyle wrażeń, co finalny bój w BooH. Chociaż, jeżeli miałbym ocenić samo wykonanie poziomów, to szala zwycięstwa przechyla się i tak w stronę Piekła, którego design i dźwięki porażały.

Nie mogło zabraknąć także typowego dla Painkillera elementów - Kart Czarnego Tarota i przemiany w demona. W porównaniu do podstawki, liczba kart wzrosła o 10, i podobnie jak wcześniej, także i tu musimy spełniać określone cele, by je zdobyć. A jak pewnie większość z nas wie, nie jest to najprostsze. Nie brakuje również silnika fizycznego - Havok 2.0 i rag-doll spełniają swoją rolę w sposób dobry, choć nie ustrzeżono się błędów, o których już wspominałem (Bełtacz). Zwiększono jednak interakcję ze środowiskiem - teraz większa liczba przedmiotów może zostać zniszczona. Zdecydowanie na plus! Co zaliczymy do wad tej produkcji? Elementy zręcznościowe, o których wywód już zamieściłem powyżej, dość długie ładowanie się poziomów (u mnie około 60-90s) oraz dość krótki czas rozgrywki, który wynosi około 5-7 godzin. Nie zapominajmy jednak, że mamy do czynienia z dodatkiem, a nie pełnoprawną produkcją...

Godny następca - podsumowanie...


Painkiller: Battle out of Hell to zdecydowanie bardzo dobry dodatek, wnoszący kilka nowości i innowacji przy równoczesnym zachowaniu sugestywnego, gotycko-satanistycznego klimatu i wysokiej grywalności. Niestety, nie jest to jednak produkt idealny, a niektóre pomysły twórców przyniosły jedynie negatywne wrażenia. Tak czy siak, BooH to godny następca i prawdopodobnie przewyższający oryginał w kilku aspektach. Marsz do sklepów! Tym bardziej, że za Czarną Edycję (zawierającą zarówno podstawową wersję gry, jak i dodatek BooH) zapłacimy około 20-25 złotych...

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Lord-Tyrranoos Lord-Tyrranoos który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  klimat
+ ostra rzeźnia
+ nowe bronie, przeciwnicy, efekty graficzne
+ pomysł z soundtrackiem
+ lokacje
+ epicka walka z Alastorem
+ nie wymaga podstawki (!)
+ cena (20-25 PLN)

Minusy

  Koloseum i elementy typowo zręcznościowe
 ładowanie się poziomów
 długość rozgrywki (opcja dla malkontentów)
 błędy rag-dolla

dlatego Lord-Tyrranoos
ocenia tę grę na:

8

Grafika 80%

Dźwięk 90%

Gameplay 80%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.0

Grafika 80%

Dźwięk 90%

Gameplay 80%

[ + dodaj screen ]

GregoryFear: Temu Panu już podziekujemy (PC)

GregoryFear: Dziewczynka "podjarała" się na widok Garnera (PC)

GregoryFear: To teraz macie pozamiatane! (PC)

GregoryFear: Przypiekanie Bossa (PC)

Postacie [1]

Daniel Garner
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka