Rome: Total War (PC)
Premiera Świat - 22 wrzesień 2004 Premiera Polska - 5 listopad 2004
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Creative Assembly Dystrybutor: Licomp Empik Multimedia Wydawca: Activision
Gatunek: Strategia Podgatunek: RTS
Tematyka: Historyczna, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 66 screenów, 1 video, 2 recenzji,
Wojna Totalna w Starożytnym Rzymie
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
OsaX Nymloth
OsaX Nymloth
Myślę, że żadnemu szanującemu się graczowi nie muszę tłumaczyć znaczenia słów Total War. Wojna totalna, która pierwotnie objawiła się w dalekiej Japonii pod postacią Shoguna urzekła nie tylko tematyką, ale przede wszystkim sposobem wykonania. Unikalne połączenie rozgrywki turowej, okraszonej dyplomacją i dbaniem o gospodarkę swego państewka wraz z realistycznymi, iście epickimi starciami w czasie rzeczywistym na trwałe już wpisało się złotymi literami w kanonie elektronicznej rozrywki. Po równie dobrym Medievalu wiadomo było, że Creative Assembly nie spocznie na laurach i w pocie czoła szykuje dla nas kolejne dzieło. Grą tą jest właśnie Rome: Total War.
Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu
Nowa sceneria i cofnięcie się w czasie, to nie jedyne cechy Rome, lecz wszystko po kolei. Po uruchomieniu gry jak zwykle witają nas loga różnorakich firm, klimatyczne intro (wykonane na silniku gry) oraz menu główne, zaś czas wczytywania się danych jest umilany przez cytaty mniej lub bardziej znanych postaci starożytności. To, co jednak najważniejsze to możliwość rozegrania kampanii. Tutaj niektórych czeka mały zawód, bowiem początkowo jedynymi dostępnymi nacjami są trzy wielkie rody Rzymskie. Dopiero zwycięstwo Juliuszami, Scypionami lub też Brutusami otwiera przed nami drogę do objęcia dowództwa nad siłami Faraona, potężnej Kartaginy, dzikich Germanów czy też innych grywalnych nacji. Poza kampanią mamy również możliwość rozegrania dowolnej bitwy lub odtworzenia jakiegoś historycznego starcia.
Dostępne w grze nacje nie różnią się jednak tylko innym ubiorem, barwami i insygniami oraz zajmowanymi przezeń terytoriami. O ile różnice pomiędzy poszczególnymi rzymskimi rodami są raczej kosmetyczne, o tyle sposób gry przykładowymi barbarzyńskimi Germanami jest zupełnie inny od taktyki Partów lub Scytów. Każda nacja posiada zestaw własnych, unikalnych jednostek, takich jak wojenne rydwany u Egipcjan, śmiercionośni druidzi Brytów lub też słonie u Kartagińczyków. Grecy i Macedończycy specjalizują się w znakomitej piechocie, oddziałach falangitów i hoplitów, Seleucydzi stawiają na różnorodność swych wojsk, rzymianie zaś potęgę swą budują w oparciu o legiony, wyborną piechotę ówczesnego świata, małą wagę przykładając do kawalerii. Takie zróżnicowanie sprawia, że każda gra i starcie potrafią być inne, wymuszają stosowanie odmiennych taktyk i budowę swych armii w oparciu o mocne strony danej nacji.
Senat to ludzie, panie. Wybrani spośród ludu, aby przemawiać w ich imieniu.
Mechanika rozgrywki nie uległa znaczącym zmianom od czasów Medievala, oznacza to ni mniej, ni więcej, iż nadal w turach rozbudowujemy swoje imperium, zaś bitwy toczymy w czasie rzeczywistym. Oczywiście jest to pewne uproszczenie, o którym każdy fan serii doskonale wie. Novum jest jednak obecność niegrywalnej frakcji, Senatem Ludu Rzymskiego zwanej, który wyraża się za pomocą czterech liter: SPQR. Insygnia staną się dość szybko istnym utrapieniem. Senat niejednokrotnie wejdzie w paradę graczowi, bynajmniej nie zbrojnie, lecz za sprawą swoich żądań, w których będzie się domagać zbrojnego zajęcia jakiejś osady lub blokady portu. Ignorowanie tych poleceń może mieć bardzo negatywne skutki na naszą nację. Sprawia to, że gracz często wplątuje się w wojnę tylko po to, aby nie narazić się senatorom lub też mając nadzieję, na wynagrodzenie swych czynów ku chwale republiki. Właśnie, republiki. W miarę wzrostu sławy rodu gracza, coraz większą popularność zdobywa on wśród plebejuszy i mieszkańców Rzymu, co z oczywistych względów nie podoba się Senatowi. W pewnym momencie należy być gotowym na to, aby obalić Republikę i wprowadzić Rzym w erę Imperium. Gracz ma na to dokładnie 284 lata, bowiem akcja Rome: Total War zaczyna się w roku 270 p.n.e., zaś kończy w 14 roku naszej ery. Dodając do tego fakt, że jedna tura równa się upływowi sześciu miesięcy wychodzi nam czarno na białym, że na brak czasu i krótką rozgrywkę narzekać się nie da.
Cały świat w mym ręku
Pamiętacie płaskie plansze z Shoguna i Medievala, po których przesuwaliśmy pionki symbolizujące armie niczym w grze planszowej? Tak? To czym prędzej i nich zapomnijcie, bowiem Rome: Total War idzie nie tyle o krok, ile o całą epokę dalej. Świat przedstawiony jest w formie trójwymiarowej makiety, na której porozmieszczane są osady i miasta, armie i floty, lasy i rzeki. Liczba szczegółów w porównaniu do poprzednich gier z serii jest nieporównywalnie większa, co nie powinno jednak dziwić, biorąc pod uwagę rok produkcji i fakt, iż Creative Assembly wykorzystało w Rome swój nowy silnik graficzny. Każde z naszych miast możemy podejrzeć w pełnym trójwymiarze z uwzględnieniem wszystkich konstrukcji obecnych w mieście. Bajer, ale za to jaki fajny. Przemieszczanie armii przestało już przypominać szachy, w których dany pionek przesuwaliśmy z jednego pola na drugie. Teraz każda armia dysponuje własnym zasięgiem, który zależy od zdolności dowódcy, typów jednostek wchodzących w jej skład oraz rozbudowy dróg. Daje to nowe możliwości strategiczne, takie jak flankowanie kilkoma mniejszymi armiami przeciwnika lub też wykorzystanie dwóch oddziałów do jednoczesnego szturmu na twierdzę przeciwnika z kilku stron, zmuszając go do rozdzielenia swych sił. Oczywiście działa to również w drugą stronę, często zdarzy się, że droga do jakiejś osady obsadzona jest przez kilka silnych kompanii barbarzyńców, co w połączeniu z brakiem własnego miasta w pobliżu sprawia, że każda bitwa powoduje stratę własnych sił i w efekcie porzucenie marzeń o podboju, przynajmniej na jakiś czas. Po mapie świata szwendają się również czasami całkiem spore watahy rebeliantów i innych buntowników, blokujących szlaki handlowe i ogólnie stając się często przysłowiowym cierniem w boku. Jakby tego było mało, od regionu świata zależy to, jacy najemnicy będą gotowi sprzedać graczowi swoje miecze i usługi. Lekka barbarzyńska piechota jest często spotykana na terenie Galii i Germanii, chcąc nająć falangitów trzeba udać się w rejon Grecji, zaś znakomita jazda sarmatów bytuje tylko na dalekich kresach wschodnich. Ogółem cały świat starożytnej Europy, wraz z częścią Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki szumi, faluje, pomiędzy miastami krążą kupieckie wozy, a po morzach pływają flotylle. Jest dobrze. Kolejnym plusem nowej mapy świata jest fakt, iż zawczasu wiemy, jaki będzie teren bitwy. Zaatakowanie wrogiej armii w górzystym terenie wydatnie przeniesie się na warunki na mapie bitewnej, zaś obsadzenie mostu sprawi, że przeciwnik będzie musiał sforsować rzekę chcąc się do nas dostać. To oczywiście daje nam możliwość obsadzenia naszego brzegu łucznikami i nawet niewielkimi siłami powstrzymania przeważających sił wroga.
Makieta świata, czyli tryb strategiczny to również miejsce, w którym zarządzamy naszym państwem. Tak jak w poprzednich odsłonach serii, tak i tutaj musimy podejmować decyzje o tym, jakie budynki wznieść w danym mieście, któremu z bogów poświęcić świątynię, czy też ustalić wysokość podatków. To wszystko oczywiście kosztuje, dlatego dbanie o rozwój jest równie ważne, jak zapewnienie sobie stałego dopływu brzęczących monet. Często stajemy przed wyborem pomiędzy konstrukcją murów obronnych, czy rekrutacją kilku oddziałów niezbędnych na froncie. Problemy finansowe dotykają głównie barbarzyńskich nacji, bowiem takie rody rzymskie mogą liczyć na wydatną pomoc Senatu, a ich poziom technologiczny sprawia, że handel jest bardzo dochodowy. Tacy Germanowie z samej sprzedaży bursztynu i skór zwierząt nie przeżyją, dlatego też naturalnym sposobem na przetrwanie jest nieustanna ekspansja i plądrowanie ościennych osad. Wracając jednak do miast, każde z nich posada szczegółowo rozrysowane statystyki dotyczące jegoż dochodowości, przez co możemy łatwo sprawdzić, ile kosztuje nas utrzymanie w danym mieście garnizonu, ile pieniędzy tracimy przez korupcję, a ile zarabiamy dzięki pomyślnym zbiorom i wymianie handlowej. Każda mieścina jest również obdarowana takimi czynnikami jak ogólna ilość złotych monet dostarczana do skarbca naszego państwa, czy w danym miejscu panuje zaraza, czy jest tam wznoszony jakiś budynek, czy też rekrutujemy tam wojsko oraz w jakim stopniu grozi nam otwarty bunt. Novum jest możliwość przeprowadzenia w dobrze rozwiniętym mieście igrzysk, które wydatnie poprawiają nastroje populacji. Są szalenie kosztowne, ale pozwalają na oddalenie od siebie wizji tłumów na ulicach i srogiej rzezi. Przynajmniej na jakiś czas.
Słowami nie wygrywa się bitew
Właśnie podczas starć armii widać to, nad czym programiści Creative Assembly pracowali w pocie czoła jeszcze od czasów Medievala. Nowy silnik graficzny w momencie premiery powalał na kolana wszystkich, którzy dopiero co oderwali się od poprzednich gier studia. Trójwymiar pełną gębą, duża szczegółowość obiektów, dobre tekstury i złożone animacje. Efektowne oblężenia, podczas których widać całe miasto, jego uliczki i budynki, które zostały w nim wzniesione na mapie strategicznej, mury i wieże walące się pod wpływem ciskanych w nie głazów z katapult, majestatyczne wieże oblężnicze powoli pchane siłą żołnierzy. To wszystko potrafiło zrobić kolosalne wrażenie. Jak jest dzisiaj? Nadal dobrze, chociaż z oczywistych względów nikt nie zaliczy wytrzeszczu oczu na widok Rome: Total War. Na szczęście nie należy się też bać tego, iż zostaniemy powaleni na ziemię widokiem pikseli wielkich niczym pustaki.
Starcia są całkiem efektowne, nie sposób pomylić zdyscyplinowanych legionistów rzymskich z barbarzyńską piechotą, która atakuje chaotycznie i bez koordynacji. Przed każdą bitwą generał wygłasza mniej lub bardziej płomienną przemowę, która dotyczy przeciwnika, jego liczebności, a nawet rodzaju wojsk czy też spodziewanych posiłków. Trud autorów włożony w jak najlepsze przedstawienie wojaczki zasługuje na uznanie. Zmiana silnika na szczęście nie sprawiła, że gra straciła swoją epickość. Można powiedzieć, iż tylko jej dodała, bowiem liczebność pojedynczych oddziałów nadal robi wrażenie (i może być modyfikowana w opcjach, aby np. ulżyć starszym maszynom), zaś na ekranie niejednokrotnie widać będzie całe setki, a nawet tysiące żołnierzy. Iście filmowy rozmach. Minusem bitew od strony graficznej jest tylko atak klonów, bowiem wszyscy żołnierze w danego typu wyglądają identycznie. Takie samo uzbrojenie, pancerze, a nawet te same fryzury i zakazane gęby. Mała rysa na diamencie.
Nie muszę chyba pisać, iż udźwiękowienie Rome stoi na równie wysokim poziomie? Klimatyczna ścieżka dźwiękowa pozwala z łatwością zatopić się w klimat starożytności, maszerujących legionów wykrzykujących hail cesar! i intryg knutych w Wiecznym Mieście. Brawa należą się aktorom podkładającym głosy pod dowódców, którzy wygłaszają swoje kwestie, w których nie pobrzmiewa nieprzyjemna nutka pierwszy raz widzę ten tekst na oczy, ale kazali mi go przeczytać, więc szybko to odbębnię i wracam do baru znana jakże doskonale z polskich wersji językowych. Chwała naszemu wydawcy, iż postawił na spolszczenie kinowe. Wszelakie odgłosy prania się po mordach, szczęki żelaza i mieczy uderzających o tarcze są zrealizowane w pełni profesjonalnie i realistycznie. Nie ma się wrażenia, że ktoś walił drewnianą łyżką w garnek.
Rzym jest światłem
Starożytny Rzym był wielkim państwem, jedynym źródłem światła w barbarzyńskiej Europie. Gdyby jednak tacy znakomici wodzowie jak Juliusz Cezar czy Marek Antoniusz byli równie inteligentni, co przeciwnicy w Rome: Total War, to podejrzewam, że na Starym Kontynencie na długo zapanowałaby absolutna ciemność. Sztuczna Inteligencja jest dokładnie taka, jak nazwa sugeruje, czyli daleko jej do skomplikowanych wybiegów taktycznych, wykorzystywania słabości gracza i chytrego zastawiania pułapek. Broniąca się armia w 90% przypadków będzie stała w miejscu mimo śmiercionośnego ostrzału i trwać tak będzie do momentu, w którym gracz nie ruszy do szturmu lub nie skończy się czas bitwy. W przypadku kiedy to komputer atakuje, jest ciut lepiej, ale nadal zdarzają się zupełnie bezrozumne samotne szarże generała na piechotę, które kończą się jego szybką śmiercią i masakrą uciekających przeciwników. Przeciwnik w przypadku broniącego się gracza jest w stanie nawet oflankować jego wojska, w niektórych miejscach nawet zupełnie zmieść jego siły na skrzydłach, lecz co z tego, skoro zamiast uderzać na broniące się jeszcze oddziały, ten woli pobiegać za uciekinierami? Ogółem AI komputerowego przeciwnika jest niskie i to zarówno na polu bitwy, jak i na mapie strategicznej. Co z tego, że CPU masowo szkoli dyplomatów, skoro w zasadzie nie korzysta z ich usług? W przypadku walki na dwóch frontach komputer często zupełnie się gubi, nie potrafiąc rozsądnie rozdzielić swych sił.
Szlachectwo zobowiązuje
Wspomniałem przelotnie o dyplomatach, tak więc czas najwyższy napisać kilka słów na temat specjalnych postaci, które możemy rekrutować w trakcie gry. W naszych miastach za odpowiednią opłatę można wyszkolić i wynająć różnorakich agentów, takich jak wspomniani chwilę wcześniej dyplomaci, szpiedzy oraz zabójcy. Jak łatwo się domyślić, każdy agent dysponuje pewnym zakresem możliwości, których wykorzystanie może znacząco uprościć rozgrywkę. Szpieg charakteryzuje się na ten przykład bardzo dużym zasięgiem wzroku, potrafi dostarczyć szczegółowych informacji na temat wrogiej armii, a nawet zdradziecko otworzyć bramy miasta podczas oblężenia, pozwalając naszym wojskom na rzeź zaskoczonych obrońców. Zabójca zaś może oczywiście postarać się o usunięcie niewygodnej dla nas postaci, przywódcy wrogiego rodu lub też wybitnie uzdolnionego generała. Dyplomata zaś to potężne narzędzie w rękach wprawnego władcy, bowiem może on namówić sąsiada do ataku na inne państwo, negocjować warunki pokoju i traktaty handlowe, a nawet za odpowiednią sumę przekupić całą armię. Rome: Total War charakteryzuje się również kilkoma zapożyczeniami z gier fabularnych, dzięki czemu nasi agenci rozwijają swoje umiejętności i stają się coraz skuteczniejsi. Oczywiście pod warunkiem, że sukcesywnie wykonują kolejne powierzanie im misje. Doświadczenie tyczy się również naszych wojsk, co sprawia, że oddział weteranów jest w stanie bez większego wysiłku zmiażdżyć kilkukrotnie liczniejszych, świeżo wyszkolonych rekrutów.
Bardzo ważnymi postaciami, bez których toczenie zwycięskich batalii byłoby niemalże niewykonalne, są członkowie naszego rodu. Każda osoba wchodząca w skład naszej rodziny ma swoje własne cechy, predyspozycje do objęcia jakiegoś stanowiska. Urodzony dowódca tylko czeka na to, aby powierzyć mu armię i ruszyć w pole, inny człowiek może mieć żyłkę do handlu albo robić karierę senatora. Jest to o tyle ważne, że osadzenie krwiożerczego generała w mieście zazwyczaj budzi spore niepokoje wśród lokalnej społeczności, a wysłanie mdlejącego na widok krwi gryzipiórka w bój raczej nigdy nie kończy się za dobrze dla naszych armii. Podczas gry poszczególni członkowie naszego rodu mogą zdobywać kolejne cechy odzwierciedlające ich charakter i nawyki. Co ciekawe, niektóre z tych cech wcale nie pomagają danemu człowiekowi, a niemal zawsze w rodzinie znajdzie się jakaś czarna owca. Co powiecie na to, aby mieć w swym szacownym i potężnym rodzie typowego moczymordę, który wszędzie, gdzie się pojawi wszczyna awantury, a następnie pije na umór? Albo typowego tchórza, który miast skupić się na dowodzeniu podczas bitwy, zajmuje się tylko ratowaniem własnego tyłka? Sytuację dodatkowo urozmaica fakt, że każdy członek rodziny może mieć przy sobie grupę sług, którzy również oddziaływają na umiejętności danej postaci. Kapitan najemników doskonale sprawdza się podczas rekrutacji najemnych mieczy i zapewnia lepsze dowodzenie takimi oddziałami, kurtyzana pomaga szpiegowi odwrócić od siebie uwagę, a ulubiony pies potrafi udaremnić niejeden zamach na życie swego pana.
Ku chwale wznieśmy miecze i uderzajmy w samo serce wroga!
Długo i kwieciście można by jeszcze pisać na temat Rome: Total War. Ekipa z Creative Assembly uczyniła kolejny duży krok na drodze ewolucji tej zacnej serii, pozostawiając całą konkurencję daleko w tyle, zgrzytającą zębami w zupełnej bezsilności. Owszem, gra nie jest idealna, sztuczna inteligencja szwankuje jak zwykle (panowie programiści mogli by jednak zatrudnić kogoś z zewnątrz do tej roboty), zdarzają się też małe potknięcia graficzne (trupy żołdaków wiszące sobie w najlepsze w powietrzu), fizyka na dobrą sprawę nie istnieje, dodatkowo momentami gra przejawia nieprzyjemne tendencje do wykazywania braku optymalizacji, ale to tylko drobne ryski na diamencie. Jeśli mienisz się fanem gier strategicznych, a jeszcze nie miałem styczności z Rome: Total War, to czym prędzej ruszaj do sklepu nadrobić swe zaległości!
recenzja dodana przez:
OsaX Nymloth
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Godny kontynuator serii
+ Bitwy!
+ Całkiem rozbudowana warstwa strategiczna
+ Grafika i muzyka
+ Rozmach całej produkcji
+ Niezła zgodność historyczna, oczywiście w pewnych granicach
+ Mnogość dostępnych wojsk
− Komputer jak głupi był, tak nadal jest
− Drobne błędy, które jednak nie wpływają na rozgrywkę
Ocena wszystkich
recenzentów
8.5
Grafika 75%
Dźwięk 80%
Gameplay 90%
platek911: Rzymianie oblegają miasto Brytów. (PC)
WolfMoon: Galia pod śniegiem. Widok strategiczny. (PC)
WolfMoon: Cała Galia pod władaniem Rzymu. Cała? Nie! Jedna mała wioska opiera się najeźdźcom :) (PC)
WolfMoon: Oblężona Samarobriva (PC)










