Alone in the Dark (PC)
Premiera Świat - 1 kwartał 2008
Premiera Polska - maj 2008
Ocena użytkowników: dobra
3 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Gatunek: Akcja/Arcade, Przygoda Podgatunek: Survival Horror Cechy gry: FPP, TPP
Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 106 screenów, 17 video, 1 recenzji, 13 newsów,
Samotny w ciemnościach, upośledzony geniusz
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Widzieliście kiedyś grę, która otrzymywałaby od profesjonalnych recenzentów oceny od 3 do 8 na dziesięciopunktowej skali? Szokujący rozrzut. Cóż, przyjrzyjmy się temu dziwadłu.
Trudne dziwnego początki
Aby dobrze ukazać omawianą grę, chyba najlepiej będzie przedstawić kolejne doświadczenia z nią związane - od samego początku, aż do końca.
Po uruchomieniu Alone in the Dark i obejrzeniu animacji informujących o twórcach oraz dystrybutorach natrafiamy na ekran ładowania. Można go rozpoznać po tej kręcącej się ikonce. Zapewne za chwilę zobaczymy menu główne. Za momencik. Zaraz będzie. Prawie. Prawie. I tak do momentu, w którym skończy nam się cierpliwość. W moim przypadku nastąpiło to po 10 minutach.
Prawdopodobnie nie zdarza się to na każdym komputerze, ale szybkie pytanie skierowane do Google'a wyjawiło, iż mój przypadek nie był odosobniony. Właściwie nie wiem, o co chodzi, ale jest na to sposób. Naciskamy Ctrl+Alt+Del i w menedżerze zadań dajemy procesowi Alone.exe wysoki priorytet. Po tym działaniu menu główne ładuje się mniej niż 10 sekund, podczas gdy wcześniej nie wystarczyło 10 minut! Cudnie.
Alone in the Dark na DVD
Gra próbuje udawać, iż jest serialem na DVD. Udostępnia z poziomu menu głównego wybór rozdziałów i scen, a - co dość nietypowe - pozwala wybrać dowolny moment, od którego gracz zacznie rozgrywkę. Wcale nie trzeba przechodzić omawianego tytułu od początku. To dość dziwne rozwiązanie. Ciekawostką jest wyświetlany przed każdym rozdziałem filmik pokazujący co działo się w poprzednich fragmentach opowieści, co przybliża jeszcze grę do formuły serialu.
Opowieść rozpoczyna się klasycznie. Główny bohater, Edward Carnby, trafia jakimś cudem do współczesności, ale budzi się z całkowitą amnezją, otoczony przez mało przyjaznych typków, którzy właśnie chcą go zabić i wykorzystać jakiś klejnot do niecnych, okultystycznych celów. Chwilę potem zła siła przypadkiem ratuje naszego bohatera, zamienia nowojorską noc w nocny koszmar, a ludzi w paskudne, brutalne monstra.
Fabuła jest jedną z tych typowych opowiastek o złych mocach, tajemnicach i bohaterze, który musi powstrzymać koniec świata. Nic specjalnego czy interesującego - ot, średnio poprowadzona opowieść, która niestety nie daje sobie rady w konfrontacji ze stylem, który został zastosowany.
Mruganie z niedowierzaniem
Pierwszą czynnością gracza jest... mruganie. Tak, gra posiada klawisz służący zamykaniu oczu, który będzie przydawał się do oczyszczania oczu bohatera oraz korzystania z później uzyskanych mocy widzenia. Tego typu koncepcje pokazują, jakimi torami wędrowały pokręcone umysły twórców gry. Prawdę mówiąc, mnie się to podoba.
Ale lepiej mieć oczy otwarte, bo Alone in the Dark to całkiem ładna gra, która wymaga sporo mocy obliczeniowej od komputera. Motywy muzyczne są wykorzystywane oszczędnie tylko w pewnych scenach, ale symfoniczne kompozycje, uzupełnione świetnymi chórami, robią wrażenie. Do dźwięków także trudno się przyczepić, chociaż wyjątkiem jest tutaj wyjątkowo słaba, jak na CD Projekt, pełna lokalizacja, ale o tym później.
Dość szybko natrafiamy na zagadki wymagające interakcji z otoczeniem. Początkowo są to proste rzeczy, takie jak złapanie gaśnicy, ugaszenie pożaru i wyważenie drzwi przy użyciu butli. Duże przedmioty kontrolujemy ruchami myszy - przesunięcie jej w prawo spowoduje, że Edward przesunie obiekt w prawo, ruch gryzonia do góry uniesie trzymaną rzecz nad głowę i tak dalej. Rewolucyjne? Dosyć. Przy użyciu takiego systemu przez całą grę gracz manipuluje dziesiątkami przedmiotów, przy użyciu których rozwiązuje różne zagadki, walczy z potworami i tak dalej.
Prawdę mówiąc, zagadki są chyba najmocniejszą częścią Alone in the Dark. Ile gier wymaga od gracza wyciągania elektrycznego kabla z wody przy użyciu trzymanej gazrurki? W ilu grach przyklejamy paczkę nabojów do butelki z benzyną, aby stworzyć bombę, którą wyważymy stalowe drzwi? Nowe AitD świetnie symuluje wiele mechanik realnego świata, a rozwiązania nierzadko przypominają coś, co moglibyśmy wykorzystać, gdyby dana sytuacja była prawdziwa. Wielkie brawa za to.
Zwyrodniałe stawy, pozrywane mięśnie
Tylko dlaczego sterowanie jest tak potwornie toporne? Ma się wrażenie, jakby Carnby naprawdę miał te, fabularnie uzasadnione, 100 lat i był już dawno stetryczałym, niedołężnym dziadkiem. Niestety, wiele zagadek rozwiązujemy odpierając ataki przeciwników. A raczej systemu sterowania, bo to z nim przyjdzie nam tak naprawdę walczyć. Grać możemy w trybie pierwszoosobowym, w którym kontroluje się rozgrywkę jak w typowej strzelance, oraz trzecioosobowym, który jest kierowany zupełnie inaczej.
Niestety, to nie jest opcja. Musimy używać obydwu widoków. Chcesz pomachać krzesłem - tylko trzecioosobowa kamera Ci na to pozwoli. Chcesz postrzelać - włącz pierwszoosobową perspektywę. Totalnie odmienne sterowanie w obydwu tych trybach przeszkadza i jest poważnym utrudnieniem.
Do szału może też doprowadzić przycisk używania, który ma zbyt wiele funkcji zależnych od kontekstu. Czasem używamy go, aby włączyć lub wyłączyć latarkę trzymaną w ręce albo rozlać benzynę, a chwilę później otwieramy nim drzwi i przeszukujemy szafkę. Przy całej niedokładności sterowania wielokrotnie będziecie rozlewać benzynę próbując podnieść krzesło albo wyłączać latarkę w kompletnej ciemności uciekając przed stworami, kiedy chcieliście tylko otworzyć drzwi.
Test Drive Limited
W Alone in the Dark wielokrotnie wykorzystywane są pojazdy. Jedna z bardziej widowiskowych scen ucieczki do Central Parku przez ulice walącego się Nowego Jorku jest też jedną z pierwszych, w których pokierujemy samochodem. Manewry między rozrywanym asfaltem, fruwającymi pojazdami i walącymi się budynkami wyglądają świetnie. Zresztą i później wiele razy grający ma okazję przemierzać Central Park za kierownicą samochodu.
Tylko dlaczego samochód zachowuje się jak niepełnosprawny poduszkowiec ze schizofrenią?! Tak, to określenie nie ma sensu, ale to zupełnie jak zastosowany model jazdy. Pojazd zaczepia się o wszystko bez widocznego powodu, rozpada, jakby był z papieru, i ślizga po podłożu niczym kostka masła na rozgrzanej patelni.
Ale nie to jest zadziwiające. Twórcy nowego Alone in the Dark to Eden Games. Jeśli ta nazwa nic Wam nie mówi, to pozwolę sobie wymienić inny znany tytuł, który zdarzyło im się popełnić. Test Drive Unlimited. Jakim cudem autorzy jednej z najlepszych samochodówek ostatnich lat mogli stworzyć tak tragiczny model jazdy dla AitD?! To przekracza moje zdolności pojmowania.
Płonące krzesło niebezpieczniejsze od spluwy i katany
Twórcy nie chcieli przepuścić niczemu, każdy element gry musiał być nowatorsko potraktowany. Dlatego też nawet walka nie jest po prostu walką. Z broni palnej korzysta się klasycznie, niczym w pierwszoosobowych strzelankach, ale pistolet jest mało użyteczny, chyba, że polejemy amunicję benzyną i stworzymy pociski zapalające.
Najskuteczniejszą bronią w Alone in the Dark są krzesła. No dobra, płonące krzesła. Przeciwnicy giną bardzo szybko w zetknięciu z ogniem, więc gracz ma możliwość podpalania drewnianych przedmiotów, atakowania nim wrogów, rozlewania łatwopalnych płynów i zapalania ich, dziurawienia baków samochodów i wywoływania dużych eksplozji po przytknięciu zapalniczki do strużki benzyny, wciąganiu ogłuszonych wrogów w płomienie, aby ich ostatecznie unicestwić i tak dalej. Tak naprawdę opętani ludzie nie dają się zabić inaczej niż ogniem. Nawet siekanie kataną daje tylko tymczasowe efekty.
System rozprzestrzeniania się ognia, tego jak płomienie przenoszą się z jednych obiektów na drugie i jak niszczą podpalone przedmioty jest naprawdę świetny. Szkoda tylko, że sterowanie wchodzi nam w drogę na każdym kroku, utrudnia skuteczne korzystanie z elementów otoczenia. Brak pauzy przy przeglądaniu wypełnionej kieszeniami kurtki o ograniczonej pojemności praktycznie uniemożliwia łączenie obiektów w trakcie walki. Gra robi wszystko, aby świetny pomysł przemienić w torturę. Aby każde napotkanie przeciwnika irytowało gracza tym, iż znowu w pośpiechu będzie się potykać o mysz oraz klawiaturę.
Korzenie grozy, korzenie deja vu
Większość gry jest dość liniowa, ale pod koniec mamy nieco wolności, gdyż poruszamy się po całym parku i niszczymy korzenie zła. Początkowo podpalanie mackowatych tworów jest zabawne, każdy cel znajduje się w innej lokacji, która wymaga odmiennego podejścia. Niemniej po jakimś czasie czynność ta staje się nużąca. Na szczęście korzeni nie ma zbyt wielu. Potem przechodzimy do kolejnego, ostatniego już rozdziału i okazuje się, iż... w parku wyrosło kilka razy więcej cholernych korzeni! Akurat wtedy, kiedy ma się dość pewnej mechaniki gry, otrzymuje się kolejną jej dawkę. Człowiek, który planował przebieg gry, musiał być sadystą.
Może nie jestem normalny i chcę przejść wszystko, ale niektórzy zapewne w tym miejscu pomyślą o opcji wybierania scen i pominą ten fragment rozgrywki. Temu służy menu DVD, czyż nie? Otóż nie. Ostatnie trzy sceny, właśnie te po korzeniach, są niewybieralne dopóki nie przejdziemy całej reszty gry. Pięknie. Jaki sens miała cała ta koncepcja filmu na DVD?
Zacisnąłem zęby i zająłem się podpalaniem korzeni. Pewnego dnia wracam do gry, aby wreszcie zobaczyć kolejny etap i widzę coś takiego: "Stan gry jest uszkodzony, naciśnij OK, aby go usunąć". Jeśli zobaczycie coś takiego, naciskajcie Ctrl+Alt+Del i wyłączajcie grę. Możecie się domyślić, że po tym musiałem rozwalać te cholerne korzenie od początku i chociaż omawiany tytuł wpuścił mnie po tym do ostatnich scen bez przechodzenia pozostałej części gry to, aby zobaczyć drugie zakończenie, musiałbym przechodzić korzenie drugi raz, bo końcowe sceny nadal są niewybieralne w wyborze epizodów, jeśli nie przeszliśmy całej gry. Gdyby nie znajomy, który podrzucił mi swojego sejwa po ukończeniu omawianego tytułu, to chyba płytka z AitD trafiłaby w tym momencie pod młotek. Dzięki Enzo.
Pod koniec przygody mamy kilka najlepszych zagadek, jakie ma do zaoferowania Alone in the Dark, i dla nich warto grać. Potem jeszcze tylko ostatnia, tragiczna scena samochodowego wyścigu z czasem, a następnie jedno z dwóch zakończeń. Obydwa mogą pretendować do tytułu najgorszego zakończenia w historii. Poważnie, są naprawdę marne.
Giń, Saro, giń
CD Projekt ma w zwyczaju robić dobre lokalizacje i chociaż nie jestem miłośnikiem polonizowanych wersji gier, to potrafię przetrawić produkt, jeśli głosy są dobrze dobrane, a tłumaczenia profesjonalne. Głosem Carnby'ego jest głos Roberta Gonera i chociaż zrobił na mnie dość słabe wrażenie swoją interpretacją protagonisty, to jest całkiem znośny. Niestety, głównemu bohaterowi pomaga w walce z siłami ciemności niejaka Sara. Nie wiem, kto podkłada pod nią głos, ale mam szczerą nadzieję, iż nigdy więcej nie usłyszę tej osoby w grze komputerowej. Słyszałem jej wersję z oryginalnej edycji Alone in the Dark i nie jest ona nawet w połowie tak wkurzająca, jak Sara "made in Poland". Sposób intonowania wypowiedzi, jej okrzyki, zaczepki i wszelkie inne wypowiedzi - wszystko to sprawi, iż pod koniec gry będziecie mieli ochotę ją zastrzelić. Cóż, przynajmniej pod tym względem zakończenie może Was przyjemnie zaskoczyć.
Upośledzony geniusz
Alone in the Dark to bardzo dobra gra, którą ktoś potwornie spartaczył. Pewno bym się tak nie irytował, gdyby nie fakt, iż ja tutaj widzę potencjał godny może nawet gry roku. Świetne pomysły, innowacyjne rozwiązania, ciekawe koncepcje sterowania, genialna interakcja z otoczeniem. Ale za każdym razem kiedy zaczynamy się cieszyć z rozgrywki, zostajemy spoliczkowani przez grę. To coś w stylu ślicznego, kochanego zwierzaka, który musi naszczać na ulubiony dywan za każdym razem, kiedy tylko zaczniemy darzyć go sympatią.
To gra dla ludzi o mocnych nerwach, ale nie dlatego, iż jest dobrym horrorem, bo zbytnio nie straszy, lecz z powodu słabości technicznych. Jeśli uwielbiacie innowacje i posiadacie sporą odporność na ból to prawdopodobnie odnajdziecie w Alone in the Dark coś dla siebie, tak jak ja. Cała reszta społeczeństwa powinna omijać omawiany tytuł szerokim łukiem. Można dać Samotnemu w Ciemności dowolną ocenę od 5 do 8, a ja, ceniąc dobre koncepcje i odwagę twórców, którzy chcieli stworzyć coś nowatorskiego, a jedynie zabrakło im nieco umiejętności lub czasu, daję tej produkcji 7 na 10.
recenzja dodana przez:
quaz
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ innowacyjne prawie wszystko
+ ciekawa kontrola obiektów
+ świetny model rozprzestrzeniania się ognia
+ genialne zagadki
+ interesujące urozmaicenia walki
+ grafika, muzyka i efekty dźwiękowe
− potwornie niezgrabne sterowanie
− beznadziejna fizyka pojazdów
− błędy techniczne (ładowanie, kasowanie zapisanych gier)
− przydługie sekwencje z korzeniami
− beznadziejne zakończenia
− wkurzająca lokalizacja, szczególnie głosy (giń, Saro!)
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 90%
Dźwięk 80%
Gameplay 70%
OsaX Nymloth: To chyba nie jest lutro, niepodobny coś do siebie jestem (PC)
OsaX Nymloth: Taxi też bywa same w ciemności (PC)
OsaX Nymloth: Od tyłu? Nie ładnie... (PC)
OsaX Nymloth: Temu osobnikowi trzeba by kupić śliniaczek (PC)
Postacie [1]
- Nazwa: Edward Carnby
- Typ: Osoba






