Ojciec Chrzestny (PC)
Premiera Świat - 21 marzec 2006 Premiera Polska - 24 marzec 2006
Ocena użytkowników: dobra
3 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Visceral Games
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP, Free Roam
Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 53 screenów, 21 video, 2 recenzji, 1 newsów,
Oferta... do odrzucenia
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Woland
ŻADEN SYCYLIJCZYK NIE ODMAWIA W DNIU ŚLUBU SWOJEJ CÓRKI
Zaczyna się od vendetty. Otóż ojciec głównego bohatera, Johnny Trapani, został odstrzelony dziewięć lat wcześniej przez zbirów don Barziniego, zaś matka poprosiła samego Vito Corleone o pomoc, gdy syn wdał się w głupie towarzystwo.
Kto zajmuje się wychowaniem młodego Trapaniego? Luca Brasi, ojciec wszystkich grubych, dudniących basem, paskudnych gangsterów niższej rangi. Najpierw rozwala jakiemuś burakowi łeb gazrurką, a potem instruuje, jak wytłuc z gamoni wszystko po kolei. I tu niedogodność pierwsza - sterowanie w walce wręcz. O ile jeszcze możliwość szybkiego a konkretnego dania w palnik jest rozwiązana na dwa sposoby - albo chaotycznie machaj myszą w przód i w tył, albo użyj kombinacji dwóch klawiszy - to już rzucanie gościem na wszystkie strony wymaga szybkiego machnięcia myszą na boki, co zazwyczaj nie ma zamiaru wychodzić.
Kiedy już złapiemy coś strzelającego, jest lepiej - wychowani na PC-towych strzelankach gracze nie będą mieli większych problemów z wsadzeniem jednej kulki z Colta czy Magnum w pusty łeb stojącego kilkadziesiąt metrów dalej pachoła, co zwykle likwiduje go na dobre. Doskonała metoda na likwidację oporu przed magazynami.
WITAMY W RODZINIE
Co ciekawe, możemy dowolnie zmienić wygląd naszego bohatera, prawie jak w Simsach. Twarz, karnacja, fryzura, figura, ubranie - mamy kilkanaście zakładek z suwakami, dzięki którym możemy zdecydować, czy nasz Trapani będzie wyglądał jak Fattafucco, czy może jednak jak Skinnibicci ;), czy będzie miał gębę paskudną, czy jeszcze bardziej paskudną... Tak czy siak, możliwości spore. Wystarczy spojrzeć na screeny.
TO TYLKO INTERESY...
Podstawą w tej grze jest wymuszanie haraczy - im więcej wyciśniemy z klienta, tym lepiej (chociaż trzeba uważać, żeby nie przegiąć, bo wtedy można delikwenta tylko dobić). Niektórzy "uczciwi" sklepikarze chowają na zapleczu jakąś lewiznę - a to drukarnię fałszywego szmalu, a to pokątne kasyno, metę bądź burdelik - wtedy należy się przespacerować na górę bądź do piwnicy, odstrzelić konkurencję i przycisnąć pilnującego interesu cwaniaka. Czasem wystarcza trochę nim porzucać albo walnąć bejsbolem w półkę z łyskaczami, ale bywa, że należy takiemu twardzielowi przestrzelić kolana albo na jego oczach ubić klienta.
Poza tym, należy wygryzać konkurencję, przejmując ich magazyny i węzły transportowe - kiedy zaś rozwalimy draniom rezydencję, to już po ptakach, zyskujemy kontrolę nad dzielnicą. Dodatkowo, po mieście jeżdżą ciężarówki z lewym towarem. Odstrzeliwujemy ochronę, przyciskamy kierowcę, zgarniamy utarg i już wiemy, do którego lokalu mamy się pofatygować po większe zyski.
Jeśli zaś konkurencję zbędnie rozeźlimy, na przykład odstrzeliwując nadmiar ich soldati, mamy niecałą godzinę na zrobienie jednej z dwóch rzeczy - przekupienie federalnych, żeby złożyli wizytę komu trzeba, albo kupno dużej tykającej niespodzianki i dostarczenie jej do jednego z lokali konkurencji. Dzięki temu pozostałe rodziny wiedzą, że z nami się nie żartuje i ponownie nabierają rozsądku.
SPRAWA HONORU
Fabuła zrealizowana jest całkiem sprawnie - Mark Winegardner, znany z kontynuacji książek o rodzinie Corleone, odwalił dobrą robotę, łącząc pamiętne sceny z filmu z osobistą historią głównego bohatera. Jak wiadomo od początku, będziemy musieli dorwać don Barziniego i urządzić mu chrzest ognia, a po drodze podpadnie nam jeszcze kilku drani.
Cała Rodzina, za wyjątkiem Michaela, wygląda tak jak w filmie. Tylko Al Pacino akurat udzielił wyłączności na swój wizerunek konkurencji (Radical Ent. - twórcom "Scarface: The World Is Yours"), przez co w grze wygląda inaczej, a fragmenty filmu z jego ewentualnym udziałem są odpowiednio pocięte. Co do głosów - nie dajcie się zwieść reklamowemu bełkotowi. Oryginalne są tylko fragmenty żywcem wzięte z filmu, cała reszta została dograna później przez imitatorów od dubbingu. Tak czy siak, różnicy wychwycić się nie da. Don Vito brzmi dokładnie tak jak na fragmentach filmu, odblokowywanych po kolejnych misjach. Muzyka, jeśli was to interesuje, też jest wzięta z filmu - i bardzo dobrze.
IDZIEMY NA MATERACE
Za parę rzeczy należałoby twórcom rozwalić lokal. Przede wszystkim - grafika. Gra wygląda gorzej niż wydana cztery lata wcześniej "Mafia", i, co gorsza, chodzi mniej płynnie. I co mnie obchodzi, że postaci wyglądają tak samo albo nieco lepiej, skoro w całym mieście jest pięć typów samochodów na krzyż, a każdy sklepik wygląda tak samo?! Do tego hotele i inne wysokie budynki zwykle nie mają okien na piętrze wyższym niż pierwsze, a skoro jest możliwość wyekspediowania drani przez okno, to powinno się ich dać wywalić przez każde, byle odpowiednio duże było. Dodatkowo, takie rzeczy jak rany postrzałowe i dziury po kulach w karoserii są widoczne tylko na przerywnikach - przepraszam bardzo, to jest odwalanie roboty po połówkach!
Rzecz druga - drobne, ale bardzo irytujące bugi. Pierwszy zmusił mnie do rozpoczęcia gry od nowa - rzucając głąbem w misji treningowej udało mi się go wcisnąć w ścianę budynku i już tam został, cały i jeszcze żywy - przez co nie mogłem się zabrać za drugiego. Potem to samo stało się z jednym z przeciwników kilkanaście misji dalej, ale tego już zlikwidowałem strzelając w wystające ze ściany kawałki aż padł. Drugi to bardzo dziwnie strzelająca broń - raz palnięcie w łeb z Colta wystarcza, raz w ogóle nie działa. Tommygun raz pluje ołowiem jak opętany, raz strzela chyba ogniem pojedynczym, bo robi tylko powolne pyk, pyk, pyk - gdy oczywiście konkurencja ze strzelbami nadbiega ze wszystkich stron. Trzeci to samochody pojawiające się znikąd - patrzymy w lewo, widzimy cień i światła, patrzymy w prawo i trach - pojawia się cały samochód. Raz nawet rozpędziłem się tak, że gra nie zdążyła doczytać kolejnego fragmentu miasta - budynki i ulice pokazały się nagle, gdy tylko dojechałem do końca widocznej drogi. Oczywiście wszystko to nie pomaga na płynność, która, gdy chodzimy, jest zadowalająca, ale gdy tylko wsiadamy do samochodu, g...o trafia w wentylator.
ZOSTAW SPLUWĘ. WEŹ CANNOLI.
Grywalność jako taka jest nienajgorsza. Największy kwas to chyba pseudo-skradana misja z koniem Jacka Woltza - takiego pośmiewiska w życiu nie widziałem. Wystarczy iść za Rocco i dusić każdego odwróconego tyłem pajaca za pomocą garotty, co, wbrew pozorom, nie stanowi żadnej trudności, a nawet jest zbyt łatwe. Chamskie żabkowanie podczas jazdy samochodem zwalam na mój, nie pierwszej już świeżości, sprzęt. Można zauważyć pewne podobieństwa do GTA3 i Total Overdose, co, niestety, nie jest komplementem - dałoby się wprowadzić jeszcze ze dwa typy misji, i to bez wrażenia przeładowania. A tak - jest fajnie, ale po pewnym czasie człowiek się nudzi. Na szczęście pozostaje klimat i właśnie dzięki temu Godfather nie śpi z rybkami.
recenzja dodana przez:
Woland
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Klimat
+ Udźwiękowienie
+ Niektóre misje
+ Luca Brasi
+ Sceny z filmu przeniesione 1:1 w świat gry
− Grafika
− Koń Jacka Woltza
− System walki wręcz
− Żałosna optymalizacja
− Michael Corleone
Ocena wszystkich
recenzentów
7.5
Grafika 60%
Dźwięk 85%
Gameplay 75%
Woland: Dorośnij mały, jak będziesz już dużym gangsterem, to dasz czadu... (PC)
Woland: Luca Brasi uczy fachu (PC)
Woland: Chartum?! Teraz już "Tatar", gnojku... (PC)
Woland: Ripley's Believe It Or Not!: To właśnie Michael Corleone (PC)
Postacie [3]
- Nazwa: Thompson
- A.K.A.: Tommygun, Chicago Typewriter, Chopper
- Typ: Broń
- Nazwa: Don Corleone
- A.K.A.: The Godfather
- Typ: Osoba
- Nazwa: Colt M1911
- Typ: Broń



