Neverwinter Nights: Shadows of Undrentide (PC)
Premiera: nie znamy jeszcze daty premiery
Ocena użytkowników: dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: FloodGate Entertainment Wydawca: Atari
Gatunek: RPG Cechy gry: Wolna kamera
Tematyka: Fantasy,
Na tę platformę mamy: 20 screenów, 1 recenzji,
Krok w dobrą stronę
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
KoZa
Schemat. Trochę usprawniony, ale nadal schemat.
Żeby nie zamykać całej recenzji w pierwszym akapicie, należy się Wam, Drodzy Czytelnicy kilka słów wytłumaczenia dlaczego znów przyszło nam ratować Faerun (a przynajmniej jego część). Otóż, będąc na stażu u mistrza Drogana - krasnoludzkiego czarodzieja - byliśmy światkami napadu agresywnych koboldów (sic!) na jego akademię. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że atak konusów nie jest niczym groźnym. Niestety, wspierani z zewnątrz przez niezidentyfikowaną jeszcze potęgę, najeźdźcy zdołali wykraść przechowywane w tajemnicy cztery artefakty oraz drasnąć zatrutym sztyletem samego mistrza. I tu do akcji wchodzisz Ty, młody detektywie, awanturniku, bojowniku o wolność i obrońco uciśnionych. Masz kolejno dowiedzieć się: kto stał za atakiem, po co temu komuś magiczne przedmioty i czym ową personę da się zabić. Uratowanie mentora w tak zwanym "międzyczasie" również jest wskazane. Ratowanie kilku krain przemilczę.
Wygląda tragicznie? Powtórka z rozrywki? O dziwo, fabuła jest znacznie ciekawsza, niż by się mogło wydawać! Różnica między "Shadows of Undrentide" a podstawowym "Neverwinterem" tkwi w sposobie narracji. Dzięki trudnym do uchwycenia szczegółom, autorom udało się przedstawić kolejną historię ratowania uniwersum w znacznie ciekawszy sposób, niż to miało miejsce ostatnio. Dialogi są całkiem niezłe, NPC-e znacznie żywsi, a nasz towarzysz awansował z bezwolnej kukły do rangi osoby, wyrażającej swoje zdanie podczas rozmowy z innymi napotkanymi BN-ami. Po stronie zalet należy również zapisać bardzo udane niekiedy elementy humorystyczne.
W efekcie, mimo użycia absolutnie już wytartego schematu, otrzymaliśmy całkiem zgrabną historyjkę. Nie odnotowałem żadnych poważniejszych dłużyzn fabularnych, dzięki czemu nie odczuwałem znużenia, które towarzyszyło mi przez cały czas obcowania z podstawką. Mogę śmiało stwierdzić, że autorzy scenariusza się obronili.
Nie jest tak znowu epicko...
Mimo arcyheroicznej historii, całość "SoU" nie jest aż tak epicka, jak chcieliby zapewne fani trzeciej edycji D&D. Twórcy nie udostępnili, niestety, możliwości przełamania granicy doświadczenia, ustawionej na 20. level. Poza tym, podczas przechodzenia add-onu, dane nam będzie dotarcie do zaledwie 13-14 poziomu. Z jednej strony - w niczym to nie przeszkadza, gdyż rozgrywka jest dobrze zrównoważona. Z drugiej zaś nie daje to nam możliwości pełnego przetestowania udostępnionych wreszcie klas prestiżowych.
Właśnie! Klasy prestiżowe są najważniejszym dodatkiem do systemu rozgrywki, jaki się pojawił w "SoU". Dostajemy szansę na sprawdzenie się w roli kolejno: Czarnego strażnika, Mistycznego łucznika, Tancerza cieni, Zabójcy i Zwiadowcy Harfiarzy. Przypuszczam, że wielu fanów będzie zachwyconych nowymi możliwościami kreacji bohatera. W szczególności, że pojawiły się również nowe atuty i umiejętności. Osobiście, jestem trochę zawiedziony skromną ilością dodatkowych klas, jak i ich doborem. Prawdziwe innowacje w tym zakresie pojawiają się dopiero wraz z instalacją "Hord Podmroku".
... ale kilka udogodnień się jednak pojawiło.
Wreszcie można wpływać na ekwipaż naszych towarzyszy. Taka mała rzecz, a cieszy. Dzięki odpowiedniemu doborowi ekwipunku, można znacząco podnieść efektywność bojową podążającego za nami NPC-a. Towarzyszący nam awanturnicy mogą teraz służyć również za muły juczne, co jest dużą pomoc w defraudowaniu cennych zabytków historycznych, na które trafiamy w licznych kryptach.
Skoro już o podopiecznych mowa, warto trochę rozwinąć ten temat. Jako się rzekło, każdy z trzech dostępnych wędrowców został obdarzony niezłym charakterkiem, dzięki czemu zdarzają się czasem rozmowy niczym z "Baldur's Gate'a". Może nie na aż tak wysokim poziomie, ale jednak. Do wyboru mamy Dornę - krasnoludkę, lubującą się w wojaczce i okradaniu innych. Można również zbratać się z Xanosem - półorkiem czarownikiem. Na deser zaserwowano nam kobolda imieniem Deekin. Po wyratowaniu go z opresji, chętnie będzie nam służył swoimi muzykalnymi zdolnościami.
Może się wydawać, że to skromny wybór; raptem trzech NPC-y. Okazuje się jednak, że większa liczba wcale nie jest potrzebna, gdyż każdy gracz znajdzie kogoś odpowiedniego dla siebie, niezależnie od tego, jaką klasę wybierze na starcie. Natomiast sama fabuła zyskuje na wiarygodności, gdy na dobry początek nie dostajemy ofert pomocy od reprezentantów wszystkich możliwych profesji (jak to miało miejsce w nieraz przywoływanej już podstawce NWN-a).
Ani widu, ani słychu.
W oprawie audiowizualnej nie zauważyłem żadnych poważniejszych zmian. Jeśli komuś już wcześniej nie spodobała się grafika ?Neverwintera? ? jak to miało miejsce w moim przypadku ? to i teraz się nie zachwyci. Dalej wrażenie robi naprawdę dobra gra cieni i mnogość źródeł światła. Natomiast szczegółowość modeli oraz jakość tekstur nie są już najwyższych lotów. Nie ma również rewolucji w wizualizacji walk - te dalej składają się z segmentów i długich przerw między kolejnymi atakami.
Odnotowałem jeszcze jeden bardzo poważny błąd w wyświetlaniu mojego bohatera i jego towarzysza. Mianowicie, ich modele nakładały się na siebie podczas każdego postoju! Robiło to wrażenie, jakby wykrywanie kolizji między członkami drużyny było w ogóle wyłączone. Efekt był, oczywiście, koszmarny; gdy tylko mój elf się zatrzymywał, po chwili wbiegała w niego krasnoludka. A że głowę miała na wysokości jego brzucha... no właśnie. Całe szczęście, że ten bug nie przeniósł się do podstawowej kampanii, co od razu sprawdziłem.
Z muzyką sprawa ma się podobnie, jak z grafiką. Ci, którzy już zdążyli polubić soundtrack, zadowolą się również jego nową, wzbogaconą wersją. Oprawa audio stoi na bardzo wysokim poziomie, a melodie przygrywające w tle zmieniają się dynamicznie, wraz z przechodzeniem do nowych typów lokacji, czy podczas wdania się w bójkę.
Nie taki diabeł straszny...
Szczerze mówiąc, chciałbym, żeby historia z podstawowego Neverwintera była chociaż w połowie tak wciągająca, jak ta z Shadows of Undrentide. Jak już kilka razy zaznaczyłem - ten add-on nie jest niczym rewolucyjnym, ale autorom udało się mnie zainteresować i przyciągnąć do monitora na ok. 15-20 godzin. Niestety, usprawnienia systemowe, które się pojawiły, nie zadowolą na pewno wszystkich. Brakuje jakiejś dobrej klasy prestiżowej np. dla tradycyjnego wojownika. Niemniej jednak, SoU jest krokiem w dobrą stronę, a jego zainstalowanie mogę polecić z czystym sumieniem.
recenzja dodana przez:
KoZa
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Fabuła (patrząc względem podstawki)
+ Wszystkie te, które miała podstawowa wersja, czyli dobra muzyka i dźwięk, masa kombinacji przy tworzeniu bohatera, D&D
+ Klasy prestiżowe
+ Całkiem ciekawi NPC
+ Nowe atuty
+ Możliwość kontroli ekwipunku towarzysza
+ Elementy humorystyczne
− Towarzysze non-stop przenikają przez głównego bohatera
− Gra kończy się na ok. 14 poziomie doświadczenia
− Łączna granica doświadczenia nadal na wysokości 20. poziomu
− Fabuła nadal nie powala
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 60%
Dźwięk 90%
Gameplay 80%
KoZa: Trzech na jednego, co?! (PC)
KoZa: Hehe, zaraz będzie śmiesznie. (PC)
KoZa: Za błyskam was na śmierć! (PC)
KoZa: Dochodzę do krańca pustyni, a tam... schody! I pomyśleć, że ludzie z Pratchetta się śmieją... (PC)





