The Settlers 7: Droga do Królestwa (PC)
Premiera Świat - 23 marzec 2010 Premiera Polska - 26 marzec 2010
Platformy:26.99 zł
Na tę platformę mamy: 20 screenów, 6 video, 1 recenzji, 8 newsów,
Odnajdź drogę do własnego królestwa
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
OsaX Nymloth
OsaX Nymloth
Tak, Settlers 7: Droga do Królestwa to chyba najbardziej udana część serii od lat, a przedstawione w niej nowe rozwiązania sprawdzają się tak dobrze, że aż nie można się nadziwić "czemu nikt tego wcześniej nie wymyślił?". Lecz po kolei, sprawdźmy czym dokładniej jest najnowsze dzieło Blue Byte wydane przez Ubisoft.
Drogą przez lasy i wzgórza
Główną osią nowych Osadników jest kampania dla pojedynczego gracza, która przeprowadza każdego początkującego kandydata na władcę przez długą drogę, od prostych misji samouczkowych, aż po wielki finał, w którym zdobywa się tytułowe królestwo. Żeby jednak nie było, że całą okolicą rządzi jakieś bezimienne bóstwo, gracz dla niepoznaki wciela się w postać księżniczki Zoe, która zostaje wysłana do Tandrii przez swego ojca celem zaprowadzenia porządku w zbuntowanym kraju. I w zasadzie nic więcej na temat fabuły nie trzeba nikomu wiedzieć – ta bowiem jest tak inflantylna i zupełnie nie zaskakująca, że szybko się o niej zapomina. Zamiast tego bowiem należy skupić się na wypełnianiu celów kolejnych misji, które powoli zapoznawać będą gracza z nowościami i zależnościami, decydujących o losie królestwa.
Zmian zaś tych trochę jest, z czego dwie są naprawdę fundamentalne. Twórcy postanowili bowiem odświeżyć sposób budowy niektórych bardziej specjalistycznych struktur, przez co podstawowych budynków w grze jest teoretycznie sporo mniej niż w poprzednich odsłonach serii. To jednak tylko pozory, bowiem niemal każda podstawowa struktura może posiadać dobudowane maksymalnie trzy obejścia, które drastycznie zwiększają liczbę budowli do postawienia. Dzięki temu gracz musi więcej uwagi poświęcać na przemyślenie rozwoju swego miasta poprzez uwzględnienie wymagań poszczególnych struktur i zależności pomiędzy nimi. Dla przykładu, leśna chata pozwala na zbudowanie chatki drwala, tartaku albo i domu myśliwego – jednakże maksymalna liczba trzech obejść w tym przypadku jest raczej niewystarczająca, dlatego też należy pomyśleć o drugiej chatce, przy której można by na przykład wybudować dodatkowy tartak i siedzibę leśniczego, na to zaś potrzeba miejsca i kolejnych desek. Zagwozdki na gracza czekają również przy innych okazjach, a problemy typu "lepsze dwa młyny i jeden spichlerz, czy może jednak drugie gospodarstwo" są na porządku dziennym. I trzeba to przyznać twórcom: nowy model budowy sprawdza się wyśmienicie, a dzięki powolnemu wprowadzaniu kolejnych budynków gracz nie ma problemów z ogarnięciem coraz większej siatki zależności.
Kolejna nowość to podział mapy na sektory (prowincje?), które jednocześnie wyznaczają granice władzy gracza – nie możemy już poszerzać terytorium budując strażnice i inne budowle wojskowe, zamiast tego do przejęcia kontroli nad nowym terenem trzeba użyć siły i zająć posterunek pilnujący danego miejsca. Te zazwyczaj są obsadzone bądź to przez neutralne wojska, które równie dobrze można przekupić lub nawrócić, bądź armię przeciwnika, którą należy pokonać w bezpośrednim starciu. Jak więc widać, zmiana jest to poważna i wymuszająca oszczędniejsze korzystanie z miejsca w kontrolowanych prowincjach. Sprawę dodatkowo urozmaica fakt, że w późniejszych etapach kampanii niektóre sektory nie mogą zostać zajęte, bowiem znajdują się na nich rozmaite placówki związane z technologią, handlem bądź zadaniami typu "dostarcz monety dla alchemika".
Tutaj dochodzimy do kolejnych nowości, czyli odkrywania technologii oraz ustanawianiu nowych kontaktów handlowych. Kiedy już gracz da radę wybudować kościół i zrekrutować kilku mnichów lub założy gildię kupców i poświęci trochę grosza na ich kosztowne stroje, pojawia się możliwość wykorzystania rzeczonych jednostek w praktyce. Mnisi mogą zostać wysyłani do pobliskich miejsc "oświeconych" po przydatną wiedzą, przez co gracz może osiągać różne korzyści z wynajdywania nowych technologii, ot taki szybszy marsz wojska. Kupcy zaś mogą szukać szlaków handlowych, a dzięki temu zyskiwać możliwość wymiany jednych towarów na inne, co oczywiście bywa szalenie ważne przy braku np. kamieni w królestwie. Te dwie ścieżki wraz z wojskiem stanowią podstawową drogę do królestwa – i tylko od gracza zależy, którą z nich podaży, aby zwyciężyć swych przeciwników. Czy przejmiesz kontrolę nad daną krainą dzięki bogactwu, wiedzy, czy też wysyłaniu swojego generała na czele wielkiej armii – skrajnie różne drogi, z których na jedną należy się zdecydować.
Ku przeznaczeniu kroczyć raźno
Brak jasnej wizji rozwijania swego miasta może gracza wiele kosztować. O ile bowiem pierwsze kilka misji jest toczone w powolnym tempie, a zagrożeń tak na dobrą sprawę brak, o tyle od szóstej misji (czyli połowy kampanii) na barki gracza zrzucana jest odpowiedzialność za losy poddanych w starciu z o wiele groźniejszym przeciwnikiem. Poczynając od tej misji wprowadzane zostają punkty zwycięstwa, których określona ilość pozwoli na zanotowanie kolejnego triumfu. Wybór ścieżki jest wybitnie ważny, bowiem punktów możliwych do zebrania jest zazwyczaj trochę więcej niż ich wymagana ilość, jednakże większość z nich nie zostaje przypisana graczowi na stałe. Przeciwnik dzięki swoim ruchom może wytrącić niedoszłej królowej wszelkie atuty z ręki i samemu odnieść zwycięstwo. Zmusza to gracza do analizowania mapy na samym początku rozgrywki i bazując na tej obserwacji, planować kolejne posunięcia.
Dynamiczne punkty zwycięstwa sprawiają, że sytuacja potrafi zmieniać się zaskakująco szybko w porównaniu z leniwym początkiem gry, a i same "sesje" trwają krócej niż można by się spodziewać po tytule z tej serii. Niewątpliwie gra na tym zyskuje, aczkolwiek może to trochę drażnić tych graczy, którzy lubili systematycznie rozbudowywać swoje królestwo na przestrzeni wielu godzin. Smaczku dodaje fakt, że różni przeciwnicy mają inne taktyki na odniesienie zwycięstwa – jedni spróbują zająć jak największą liczbę prowincji i zagrażać miastu gracza, jeszcze inni postawią na budowę prężnej maszyny, która samą siłą pieniądza zmiażdży Zoe. Dodajcie jeszcze do tego fakt, że za kolejne postępy np. wygranie bitwy i zwiększenie populacji przyznawane są nagrody w postaci jakiś produktów oraz punkty prestiżu, które można wymienić na wielce użyteczne usprawnienia pozwalające chociażby na budowę nowych, skomplikowanych konstrukcji lub ulepszanie już istniejących budowli.
Do królestwa swego dążyć
Jak widać, Blue Byte wprowadziło dość poważne zmiany w rozgrywce, które jednak są naprawdę przemyślane i twórcom należą się brawa za ich implementację. Zwłaszcza, ze Settlers 7 to nadal ta sama seria o Osadnikach, która będzie doskonale bawić każdego fana cyklu, i nie tylko. Rdzeń gry pozostał bowiem bez zmian, nadal mamy do czynienia ze strategią, w której należy zwracać baczną uwagę na system transportu (budowa dróg i magazynów) oraz odpowiedni łańcuch produkcji (spichlerz > młyn > piekarnia celem wypiekania chleba to najprostszy przykład), a wojsko schodzi na dalszy plan. Kiedy już gracz upora się z zadaniami w kampanii, zawsze może zająć się rozgrywaniem pojedynczego scenariusza oraz rozgrywkami sieciowymi – zarówno w trybie rankingowym, jak i zwykłym, w którym nie ma aż takiej presji na wynik. Poza tym, od samego spojrzenia na menusy widać, że postawiono na społeczność, co objawia się masą opcji związanych z możliwością chociażby czatowania z przypisanym graczowi mentorem, którym jest... inny, bardziej doświadczony gracz. Pomysł godny uwagi, szczególnie dla "nowych" w świecie Settlersów. Poza tym, motywy społecznościowe uwidaczniają się chociażby w tym, iż swoje konto Ubi (wymagane do gry) można dodatkowo podpiąć np. pod Facebooka.
Wschody i zachody, wody leniwie płynące
Pora przyjrzeć się technikaliom – te w końcu również są ważne. Od strony graficznej, Settlers 7: Droga do Królestwa prezentuje się nader zacnie i przyjemnie. Świat gry jest kolorowy i żywy, zielone lasy falują na wietrze, nad malowniczymi łąkami usianymi kwieciem rozmaitym latają motyle, w okolicy przemykają sarenki i inne zwierzęta. Rzeki toczą leniwie swe wody, pośród których zauważyć można ryby, a nad wszystkim krąży ptactwo. Sielankowo i trochę baśniowo ze względu na obecność w grze postaci fantastycznych – Settlersowo wręcz. Sami osadnicy są odpowiednio zabawnie animowani i przyjemnie jest obserwować przy pracy rzemieślników uwijających się jak w ukropie i z wiecznym uśmiechem na twarzy. Nawet walki są tutaj wręcz sympatyczne, a okrzyki żołnierzy bardziej przypominają odgłosy wydawane przy świętowaniu niż przy praniu się żelazem po mordach. Oko cieszą również ładne tekstury i budynki oraz zróżnicowanie świata, w którym dojrzeć można nie tylko lasy, ale również góry, kratery oraz mroczne wąwozy.
Na uwagę zasługuje również bardzo dobra muzyka, która wpada do głowy tuż po uruchomieniu gry i nie chce wyjść. Motywy, które można usłyszeć w czasie rozgrywki są naprawdę dobre i aż chciałoby się do nich powrócić już po zakończonej grze – tak, śmiem twierdzić, że znalazłoby się sporo grono osób chętnych na kupno OST-a z Settlers 7. Na uwagę zwraca szczególnie kawałek z menu głównego – efekt jest iście filmowy, kiedy wśród tytułowych napisów zaczyna się delikatna melodia i nagle słychać lekki wokal, zupełnie jak z początku jakiegoś hollywoodzkiego hitu. Pozostałe odgłosy, czyli szum lasu i dźwięki żyjącego miasta są jak najbardziej OK.
Złotem nie wszystko, co błyszczy się
Niewątpliwie Settlers 7 to świetna produkcja, która ma jednak swoje – nieliczne i niezbyt dokuczliwe, ale jednak – wady. Najpoważniejszym jest chyba brak jakiegoś systemu komunikatów – owszem, nad budynkami pojawiają się ostrzegawcze ikonki świadczące chociażby o braku jakiegoś towaru, ale przy sporym królestwie łatwo przegapić fakt, że np. wyczerpała się kopalnia złota. Jeśli bowiem gracz sam nie zainteresuje się, czemu nagle ustał dopływ złotych monet, to co najwyżej przypadkiem odkryje, że nad rzeczoną kopalnią widnieje ostrzegawczy znak. Poza tym przyczepić się można również braku znanego z poprzednich części systemu kolejkowania, pozwalającego na decydowanie jakie towary mają "pierwszeństwo" w transporcie. Co prawda system logistyki jest, ale akurat tego elementu gry – nie wiedzieć czemu – nie dotyczy.
Pozostaje też minus w postaci systemu DRM zastosowanego przez Ubisoft – podejrzewam, że większość graczy dobrze wie, na czym on polega. Otóż do zagrania w Settlers 7 nie wystarczy wklepanie klucza oraz zalogowanie się na swoje konto Ubi – do cieszenia się grą wymagane jest również stałe połączenie z Internetem. I pisząc "stałe" mam na myśli naprawdę stabilne połączenie – zastosowany DRM jest bowiem na tyle dociekliwy, że przy najmniejszym nawet zerwaniu łącza z serwerami Ubisoftu pauzuje grę i nie pozwala na jej kontynuację, aż do ponownego nawiązania połączenia ze światową pajęczyną. Taki wymóg może szczególnie zirytować tych graczy, którzy korzystają z usług sieci radiowych – sam spędziłem dobrych kilkanaście minut podczas testów tylko na obserwacji nagle znieruchomiałych Osadników i oczekiwanie na powrót do trybu online. Wkurzające? Bardzo, zwłaszcza jak ma się naprawdę nieciekawego ISP.
Jakby jednak nie patrzeć, Settlers 7: Droga do Królestwa to produkcja świetna, ocierająca się chyba nawet o ideał gry "settlersowej". Garść świeżych rozwiązań, większy dynamizm rozgrywki, kilka różnych dróg do sukcesu oraz położenie dużego nacisku na społeczność to niewątpliwe zalety dzieła Blue Byte. Zważywszy na fakt, że gra jest również niebrzydka i potrafi zauroczyć muzyką, nie sposób nie docenić wysiłku twórców, który zaowocował stworzeniem najlepszej odsłony serii od lat.
recenzja dodana przez:
OsaX Nymloth
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Grywalność
+ Zmiany, czyli system obejść oraz prowincji
+ Większa (wręcz zaskakująca) dynamika rozgrywki
+ Grafika
+ Muzyka
+ Przejrzysty interfejs
+ Nadal świetna ekonomia
+ Kilka dróg do odniesienia zwycięstwa
+ Spory nacisk na społeczność
+ Pomysł na mentora
+ Osadnicy są sympatyczni jak zawsze ;)
− DRM i jego upierdliwość
− Brak systemu powiadomień o problemach w królestwie
− Dla niektórych nagła zmiana w poziomie trudności może się dać we znaki
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
OsaX Nymloth: Gra od początku robi spore wrażenie (PC)
OsaX Nymloth: Rozpoznanie mapy to podstawa (PC)
OsaX Nymloth: Świetny interfejs to jedna z zalet gry (PC)
OsaX Nymloth: Ślicznie tutaj, prawda? Tylko biegających wokoło elfów brakuje (PC)

