Shank (PC)
Premiera: nie znamy jeszcze daty premiery
Ocena użytkowników: dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Na tę platformę mamy: 32 screenów, 4 video, 2 recenzji, 4 newsów,
Powrót do przeszłości w wielkim stylu
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Shank to jedna z najbardziej prymitywnych produkcji tej jesieni, a przy tym jeden z ciekawszych ukłonów w kierunku zapomnianego już dziś gatunku beat'em up. Filozofii wielkiej w tym nie ma - wystarczy, że brniesz do przodu (a dokładniej z lewa na prawo), kosząc każdego patałacha, który stanie ci na drodze. Proste jest piękne?
Ten urokliwy powrót do prehistorii automatowych mordobić sam w sobie nie byłby może wart naszej uwagi, gdyby nie otoczka pseudo-fabularna, staroszkolny klimat bezmyślnej rzeźni oraz bezbłędna oprawa, stylizowana na film animowany. Bardzo brutalny film, dodajmy.
Skojarzenia ze sztuką kinematografii są tu zresztą znacznie szersze. Grindhousowa szkoła odświeżona jakiś czas temu przez Rodrigueza i Tarantino w Planet Terror i Death Proof, czy ostatnio we wspomnianym wcześniej Machete, jest tu silnie obecna. Przejaskrawiona, nieraz absurdalna przemoc, wyjątkowo wytrzymali przeciwnicy, fabuła jako pretekst, specyficzna muzyka, miejscówki jak żywo przypominające dziury zabite dechami gdzieś na peryferiach Meksyku, oraz ten charakterystyczny, łatwy do wychwycenia klimat opowieści.
Krwawa vendetta naszego pupila prowadzi przez kilka zróżnicowanych tematycznie lokacji (od lokalnej hacjendy, sennego miasteczka czy ubojni, aż po dachy wagonów kolejowych), zakończonych zazwyczaj walką z jakimś wyrośniętym bydlakiem. Wszystko okraszone sporą dawką przerysowanej brutalności, galonami krwi i fantastycznymi animacjami. Statyczne kadry przypominają komiksowe plansze, a dwuwymiarowe tła i zróżnicowane sylwetki oponentów składają się na jedną z najładniejszych pereł w swojej klasie, nawet w obliczu niezwykle silnej konkurencji w segmencie gier niezależnych.
Obok walorów czysto estetycznych, największym plusem Shanka jest intuicyjny, a przy tym szalenie efektywny system walki. Szybko odkrywamy, że pod płaszczem pozornej prostoty, czyli klepania w jeden przycisk pada (na tym kontrolerze zabawa sprawdza się najlepiej), kryje się ździebko więcej. Nasz pupil ma aż trzy sloty na broń, a na dokładkę garść granatów. Oznacza to, że ataki możemy uskuteczniać i łączyć je w brutalne combosy, korzystając z całej dostępnej puli klamotów. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by niczym Dante w Devil May Cry, w locie zmieniać broń i przykładowo popieścić typa nożem, poprawić maczetą, a na koniec dobić strzałem z dubeltówki. Wszystko działa ultra płynnie, bo do każdej kategorii broni przypisany jest odrębny przycisk. Do tego dochodzą bloki, rzuty, chwyty czy ataki z wyskoku (z tymże te ostatnie nie działają na każdego). Dodatkowo w trakcie kampanii uzupełniamy kieszenie o dodatkowe spluwy i broń białą; choć nie jest tego przesadnie dużo, z pewnością każdy znajdzie swoją ulubioną kombinację zabawek do cięcia i wypluwania ołowiu.
Krwawą łaźnię urozmaicają wtrącane okazjonalnie sekcje akrobatyczne. Pokonanie ich nie stanowi żadnego problemu, to raczej przerwa na złapanie oddechu pomiędzy jedną młócką a kolejną, niż gimnastyczny maraton rodem z Prince of Persia. Shank biega po ścianach, łapie się drążków bądź zjeżdża po stromym dachu, by w ostatnim momencie wybić się na sąsiedni balkon. Ładnie to wygląda, choć wyzwaniem żadnym nie jest.
Co innego sama walka, zwłaszcza z bossami. Dzieło Klei Entertainment zapewnia może większy margines błędu niż klasyki gatunku, na których się wzoruje, ale pokonanie co trudniejszych oponentów, obok refleksu wymaga czegoś więcej, niż losowe klepanie po przyciskach. Odkrycie sposobu na danego draba nie jest szczególnie trudne, bowiem gra ordynarnie podrzuca wskazówki, jak rozpracować gagatka. W tej sytuacji spuszczenie manta przychodzi łatwo, jeśli jednak olejemy jedyny słuszny sposób rozwiązania problemu, szybko zaczniemy gryźć glebę. Jeśli komuś mało emocji, może spróbować swych sił na wyższym poziomie trudności. Odczuwalnie silniejsi przeciwnicy oraz wykastrowanie długaśnych etapów z punktów kontrolnych to poważny test dla naszej cierpliwości.
Na dokładkę otrzymujemy co-opa, by w dodatkowej, niestety znacznie krótszej kampanii, upuścić trochę krwi w duecie. Do tego dochodzą jeszcze arty do odblokowania, jeśli kogoś kręci drobnica. I to w zasadzie wszystko, czym Shank jest. Prosty, bezpretensjonalny, wręcz prymitywny kawałek kodu. A zarazem szalenie grywalny (choć głównie przy pierwszym podejściu) i dzięki charakterystycznej oprawie, niemożliwy do pomylenia z jakimkolwiek innym tytułem. Nie odkrywa nowych lądów, nie jest szczególnie rozbudowany czy zróżnicowany w obrębie oferowanych rozwiązań, ale w swojej niszy odnajduje się doskonale. Kolejna steamowa perełka, którą z czystym sumieniem polecam.
PS: I mam nadzieję, że Shank powróci. Chociażby w Shank Kills. Oraz w Shank Kills Again. ;)
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ bezpretensjonalna, odprężająca sieczka
+ prosty, ale efektywny system walki
+ charakterystyczna oprawa
+ powrót do klasyki w pięknym stylu
+ co-op
− długością nie grzeszy
− urozmaiconą rozgrywką również, ale ten gatunek tak ma
Ocena wszystkich
recenzentów
7.5
Grafika 85%
Dźwięk 80%
Gameplay 80%
Videozapowiedź
przez
Moskit
Launch Trailer
przez
Moskit
Co-Op Trailer
przez
Moskit





