Mount & Blade: Ogniem i Mieczem (PC)
Premiera Świat - grudzień 2009
Premiera Polska - 4 grudzień 2009
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Platformy:15.99 zł
Na tę platformę mamy: 4 video, 1 recenzji, 5 newsów,
Ogniem i Mieczem, czyli mój stary jest w husarii
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Dano znać do obozu od placowej straży,
Że nieprzyjaciel nocą na imprezę waży,
Że Kozacy strzelają często z samopałów.
Toż rotmistrz: "Dobosz, obudź ichmości do wałów!"
Nie da się ukryć, że tworzenie tego rozszerzenia do Mount&Blade było w Polsce dość kontrowersyjne. Oto bowiem równocześnie scena moderska pracowała nad swoją wersją "With fire and sword" (jak to kretyńsko brzmi w obcym języku...). CD Projekt zaś postanowił wydać "Ogniem i Mieczem", zupełnie inny produkt, jako pełnoprawną grę. Wszystko skończyło się dobrze, aczkolwiek nie da się ukryć bólu w tylnej części ciała. Dlaczego? Ano z jednego, bardzo prostego powodu - Ogniem i Mieczem to zwykły mod. Zmian w rozgrywce nie uświadczymy kompletnie żadnych. Żadnych. Zasady pozostają te same - chodzimy po mapie, rozwijamy sobie bohatera lub drużynę, rekrutujemy coraz lepsze wojsko, walczymy, walczymy, walczymy... Cała rzecz dzieje się przed Potopem Szwedzkim, zaś do dyspozycji mamy Rzeczpospolitą Obojga Narodów, Zaporoże, Chanat Krymski, Moskwę oraz Szwecję. Opowiedzieć się i pracować możemy dla każdej ze stron, ale tylko niektóre gwarantują nam misje fabularne, tak jak np. przystanie do Rzeczpospolitej zapewni nam aktywny udział w szwedzkiej powodzi. Poza tym ciekawostką jest, że napotkamy masę historycznych i fikcyjnych (z kart książek) postaci z tamtego okresu. Król Jan Kazimierz, Hetman Chmielnicki czy choćby Michał Wołodyjowski. Do tego, do naszej drużyny zwerbować możemy na ten przykład Tepesza, spowinowaconego ze słynnym Vladem Tepesem, czy na przykład... Pana Zagłobę! Trzeba przyznać, że taki misz-masz nie przeszkadza, a nawet stanowi gratkę dla każdego fana szlacheckiej pijatyki i bijatyki.
"Niechaj każdy przy swoim zbrojno stawa koszu;
Nie mijajże żadnego namiotu, doboszu!"
Niestety, to właściwie wszystko, czym Ogniem i Mieczem może diametralnie różnić się od wersji podstawowej Mount&Blade. Otoczką. Fakt, jest to sprawa dość dystynktywna, ale nie zmienia to faktu, że walki w Polsce szlacheckiej to po prostu zwykły mod. Mod, jakich jest sporo (Age of Turbulence, Prophesy of Pendor, by wymienić najlepsze), a za którego przychodzi nam płacić kilkadziesiąt złotych. Jest to sprawa dyskusyjna. Fakt, że nad polonizacją spędzono dobrych kilka godzin, zaś zaangażowany był w to polski pisarz, Jacek Komuda, i sama w sobie, wersja polska, to majstersztyk. Ale nadal - to tylko mod. Choćbym nie wiem jak kochał Mount&Blade, choćby nie wiem jak Ogniem i Mieczem było wspaniałe, podniosłe i bogate w szczegóły, nie podoba mi się fakt, że płacimy za coś, co inni ludzie robią za darmochę i czasem jest to produkt lepszy od tego, co kupimy w sklepie. Oczywiście, nie jest też tak, że Ogniem i Mieczem to zła gra. W żadnym wypadku. Weźmy na ten przykład przedmioty. Żaden itemek z oryginalnej gry (modu native) nie znalazł się w produkcji wydawanej teraz przez CD Projekt. Wszystkie zostały zmienione, mają nowe tekstury, inne właściwości, ba - nawet takie szable często się od siebie różnią! To samo dotyczy oczywiście modeli postaci. Wojska z XVII wieku są odwzorowane z należytym pietyzmem, zaś miejscówki, czyli miasta i wioski różnią się od siebie dość znacząco i od razu będziemy wiedzieć, czy jesteśmy w Siczy Zaporoskiej, czy może w Krakowie. Niestety, wychodzi tu na jaw dawna wada oryginalnego Mount&Blade, czyli ogólna mielizna w kwestii grafiki. Nic nie uległo zmianie, bo i jak - w końcu to dokładnie ten sam silnik. Niebo jest boskie, ziemia niestety - nie bardzo. Modele postaci, choć wykonane dość szczegółowo, nie zachwycają, zaś animacje to poprzednia epoka. Na pochwałę zasługuje tutaj jednak broń palna - przeładowanie samopału trwa dość długo, zaś sama animacja jest całkiem niezła.
A ten: "Wstawajcie waszmość czym prędzej, dla Boga,
Pan rotmistrz rozkazuje, bo już w polu trwoga!"
Nadal jednak, uparcie, wracamy do punktu wyjścia. Mount&Blade: Ogniem i Mieczem jest modem. Czymś, co z reguły robi się dla zabawy, rozprowadza zgodnie z myślą "freeware", nie zaś sprzedaje za ciężkie pieniądze. No, może nie aż takie ciężkie, ale jednak. Dużym plusem jest tu jednak Edycja Kolekcjonerska, która zawiera naprawdę dużo bonusów i to na nią warto się połasić. Brakuje w niej tylko koszulki z napisem, np. "Mój stary był w husarii".
Na osobny, choćby i mały, akapit zasługuje warstwa dźwiękowa Ogniem i Mieczem. Nagrano nowe głosy, zaś muzyka... Muzyka to prawdziwy majstersztyk! Naprawdę, nawet osoby nie obeznane z grą, a uwielbiające folk europejski, były zachwycone ścieżką dźwiękową z nowego Mount&Blade. Daje się tu zauważyć wpływy wschodu, tego bliższego, polskie akcenty, ale przede wszystkim - muzyka ta doskonale oddziałuje na wyobraźnię i choć widzimy naszą husarię, pędzącą na spotkanie wroga, mimo średniej grafiki, aż daje się wyczuć każde źdźbło trawy miażdżone podbitym końskim kopytem. Coś pięknego.
Aż jaki taki w swoim ozwie się namiecie:
"Bij kto skurwysyna kijem, niech nie plecie!
Jak ocenić Mount&Blade: Ogniem i Mieczem? Wbrew pozorom jest to sprawa prosta. Gdyby pominąć feralność przedsięwzięcia i sprzedaż (nie licząc kolekcjonerki) - a są to czynniki nieznacznie wpływające na grę - nie jest źle. Mamy totalną konwersję, gdzie zmieniono - wizualnie - praktycznie wszystko, co znajdowało się w modzie native. Dostajemy do rąk także produkt dość unikalny, bo umiejscowiony w czasach XVII-wiecznej Polski sarmackiej i szlacheckiej. Spotkamy Pana Zagłobę, spuścimy manto Chanowi czy choćby - jak to mawia się w kuluarach - nakarmimy Szwedami śledzie w Bałtyku oraz utopimy Moskwę w morzu krwi. To jest super. Mniej super jest już fakt, że poza kosmetycznymi zmianami, rozgrywka w ogóle nie różni się od tej z Mount&Blade. Nie pokuszono się o jakiekolwiek większe ingerencje w grę, zatem nie można powiedzieć nawet, że jest to dodatek. Bo to mod. Nawet określenie, którego użyłem, "totalna konwersja" jest troszkę na wyrost. Mount&Blade: Ogniem i Mieczem niestety nie przedstawia szczególnie nowej jakości, a jedynie rozwinięcie pewnego pomysłu. Ale jest to dobre rozwinięcie i skoro wersja oryginalna dostała ode mnie ósemkę, nie inaczej postąpię w tym przypadku. Stąd, osiem na dziesięć, nieco słabsze, ale minusików niestety nie mamy. Nadal jednak jest to dobra, sandboxowa gra. Może nie zachwyca grafiką, może nie jest szczególnie nowatorska, ale daje taką samą, nieskrępowaną radość i zabawę, że byłoby niesprawiedliwie ocenić ją niżej. Dixi.
Cytaty pochodzą z nieocenzurowanego wiersza Wacława Potockiego "Pospolite Ruszenie"
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ idealna i doskonała muzyka
+ no dobrze - niezłe odwzorowanie realiów
+ klimat
− nieznaczne zmiany w mechanice w stosunku do oryginału
− ogólna wtórność
− no i trzeba zabulić
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 50%
Dźwięk 100%
Gameplay 90%

