Mount & Blade: Warband (PC)
Premiera Świat - 30 marzec 2010
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Na tę platformę mamy: 17 screenów, 3 video, 1 recenzji, 3 newsów,
Calradia 1.5
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
OsaX Nymloth
OsaX Nymloth
W końcu jednak nadszedł dzień, w którym twórcy wypuścili na świat długo wyczekiwanego następcę Mount & Blade, a swoje dzieło okrasili podtytułem Warband. Cel był jasny i klarowny: udoskonalić to, co znamy z podstawki, dodając trochę nowych elementów i poprawiając grafikę, a sukces przypieczętować rozbudowanymi opcjami rozgrywki sieciowej. I wiecie co? Turkom znowu udało się stworzyć grę, która już zdążyła pochłonął wiele godzin z mego życia i wszystko wskazuje na to, że długo nie będę mógł oderwać się od świata Calradii.
Hufce swadiańskie szarżują z grzmotem kopyt donośnym
To mogę zdradzić już teraz, Warband jest w zasadzie takim Mount & Blade w wersji 1.5, a to oznacza jedno: wiele godzin świetnej zabawy, której nie jest w stanie popsuć nawet ta garść pozostałych w grze błędów. Lecz od początku - czego może spodziewać się gracz po rozpoczęciu nowej gry? Jak zwykle czeka go wykreowanie swojej postaci za pośrednictwem kreatora znanego z podstawki, po czym ląduje się w wybranym rejonie Calradii, zwyczajowo nękanej wojnami. Pierwsza nowość to swoisty dodatkowy 'samouczek', który w miarę bezboleśnie pomaga zapoznać się z przemodelowanym systemem walki i umożliwia zarobienie odrobiny grosza, przy okazji dostarczając informacji na temat aktualnych wydarzeń. Po wykonaniu swego pierwszego zadania gracz na czele świeżo zwerbowanej garstki chłopów wyrusza w podróż, której cel i sens wyznacza tylko on sam.
Zupełnie jak w podstawce gracz może bowiem zająć się handlem, wynajmowaniem miecza za wypchaną sakiewkę lub zwyczajowym rozbójnictwem i kryciem się przed zirytowanymi lordami. Średniowieczny sandbox w pełnej krasie, gdzie tak naprawdę nie ma złych decyzji, a każda droga jest równie dobra, jeśli prowadzi do wyznaczonego celu. Tym zaś może być nie tylko bogactwo, ale również zdobycie własnego lenna, zostanie wasalem jakiejś frakcji, a nawet zbudowanie własnego królestwa na ruinach podbitych miast i zamków, a następnie zjednoczenie całego kontynentu pod swoim berłem. Tak, marzenie nieosiągalne w podstawowej wersji jedynki bez rozmaitych modów tutaj jest jak najbardziej osiągalne – i zgodnie z oczekiwaniami, droga doń jest długa, wyboista i szalenie satysfakcjonująca.
Zanim jednak gracz zamieni srogi nordycki hełm i topór na złotą koronę i jabłko, czeka go wiele trudów, bitew i utarczek. Przede wszystkim zaś musi na nowo zapoznać się z Calradią, której mapa została dość mocno zmodyfikowana – nie jest to już tak jednoznacznie 'płaska' kraina i od pierwszego spojrzenia wiadomo, w której części kontynentu się przebywa. Poszczególne krainy różnią się od siebie również polami bitew – przemierzając równiny Swadii potyczka rozegra się na otwartej przestrzeni, podczas gdy atakując pośród gór Rhodok można spodziewać się, że kawaleria zostanie wybita pośród licznych drzew i wzgórz. Przemodelowana mapa jest również większa od tej z podstawki ze względu na nową frakcję – Sułtanat Sarranidzki - której terytoria obejmują wielką pustynię z nielicznymi oazami i skupionymi wokół nich wioskami. Nowa nacja doskonale wpasowuje się w polityczną zawieruchę Calradii, a jej wojska bez problemu da się rozpoznać na polu bitwy. Tak samo zresztą, jak nie da się z nikim pomylić nordyckich huskarlów lub vaegirskiej arystokracji, ruszającej w bój w przerażających maskach. Nowa Calradia ma jednak swoją wadę, którą jest wyszukiwanie ścieżek – system znajdowania optymalnej drogi z punktu A do punktu B potrafi działać podejrzanie i nie raz, i dwa okaże się, że lepiej własnoręcznie korygować pochód swego wojska, niźli zdawać się na komputer, który z upodobaniem lubi włóczyć oddział po największej gęstwinie w okolicy.
Rhodocy mury wznoszą, wieże wysokie i smukłe
Calradia w Mount & Blade: Warband jest nie tylko większa, ale również bardziej żywa i dynamiczna. Dzieje się tak nie tylko ze względu na ulepszony system powiadomień wyświetlanych na mapie, ale również lepsze AI, które w bitwie jest znacznie bardziej agresywne, a podczas podróży mniej chętnie rzuca się do straconych bitew. Z łatwością idzie zauważyć, że wojska lepiej trzymają szyk i nie zdarza się, że elitarna kawaleria rusza samopas na najeżoną włóczniami piechotę, ginąc marnie. Wróg potrafi się też zorientować w coraz gorszej sytuacji i zarządzić odwrót, starając się uratować chociaż resztki oddziałów i wycofać za bezpieczne mury pobliskiej twierdzy. Do tego władcy wydają się być mniej zachłanni i z większą logiką nadają poszczególne lenna swoim wasalom. Sam gracz korzysta z nowych rzeczy dzięki kilku nowym zadaniom, takim jak wyśledzenie kryjówki bandytów lub polowanie na wybitnie wredną bandę, która złupiła niewłaściwą osobę. Niektóre misje można dodatkowo wykonać w nieco inny sposób, co doskonale widać na przykładzie kupca, domagającego się spłaty długu od jakiegoś lorda. W podstawce szlachcic żądał od gracza uciszenia krzykacza poprzez aplikację solidnej dawki zimnej stali – Warband pozwala na zażegnanie tego sporu za sprawą rozmowy, aczkolwiek zleceniodawca niekoniecznie może być zachwycony pokojowym rozwiązaniem. Skoro już o władykach mowa, kolejnym novum jest to, co dzieje się w miastach i zamkach po turniejach oraz polowaniach – kiedy już upadnie kurzawa, a wszyscy zainteresowani zbiorą się w jednym miejscu, następuje uczta podczas której można nawiązać nowe znajomości, wywiedzieć się informacji o królestwie i aktualnych wojnach, a nawet... próbować wzmocnić swoją pozycję poprzez pójście w konkury.
Oznacza to nic innego, jak możliwość 'zdobycia' małżonki, do której oczywiście trzeba pierw odpowiednio długo się zalecać, dedykując wybrance zwycięstwa na turniejach i służąc pomocą w sporach z innymi lordami. Przy okazji należy trzymać na dystans innych konkurentów, którzy zazdrośnie będą próbowali pozbyć się rywala, co najpewniej kończy się zdobyciem przez gracza kolejnych śmiertelnych wrogów. Małżonka jednak bywa przydatna, bowiem nie tylko cieszy oko, ale pozwala na skoligacenie się z jej rodziną (lordowie teraz oficjalnie mają rodziny, a tym samym popierają np. swoich braci lub ojców w rozmaitych sporach), co z kolei ma duży wpływ na pozycję gracza w danej krainie. Szkoda jedynie, że same uczty są cokolwiek mało spektakularne i autorzy nie pokusili się o napisanie kilku dodatkowych skryptów oraz odpowiednią zmianę wystroju sali.
Powietrze przeszywają strzały Khergitów, pędzących na rączych koniach
Tak naprawdę ulepszeń i zmian w Warbandzie jest o wiele więcej, z czego spora część z nich to kosmetyka tudzież dodatkowe opcje dialogowe, z których spora część pozwala na znaczne lepsze orientowanie się w aktualnych wydarzeniach na kontynencie. Wśród większych zmian - wspomniany już system walki stał się jeszcze bardziej satysfakcjonujący, pozwalając na czerpanie z bitew olbrzymiej wręcz przyjemności. Co powiecie bowiem na to, że poza machaniem mieczem na lewo i prawo można również wroga, kryjącego się za tarczą, potraktować kopniakiem? Przeciwnik "popieszczony" w taki sposób traci na chwilę równowagę, co pozwala na zadanie decydującego ciosu. Miłośnicy husarii również ucieszą się na wieść o urealnieniu walki lancą – po wciśnięciu klawisza postać gracza (szarżująca oczywiście na koniu, a nie pieszo) 'nastawia' broń na kilka sekund, co pozwala na dosłownie 'nadzianie' pechowego przeciwnika – nie trzeba chyba dodawać, jakie spustoszenie potrafi spowodować oddział doborowej kawalerii w starciu z piechotą?
Co jeszcze warto wspomnieć o nowościach? Niewątpliwie trzeba napisać parę słów na temat oprawy graficznej, która przeszła zdecydowany lifting i można nawet stwierdzić, iż miejscami grafika 'jest całkiem ładna', co przy podstawce było raczej ciężkie do pomyślenia. Twórcy poprawili w zasadzie wszystkie tekstury, lokacje są trochę bardziej zasobne w szczegóły, a oko cieszą zdecydowanie lepsze modele postaci i broni oraz efekty głębi i HDR. Owszem, nadal produkcji TaleWorlds daleko do najładniejszych gier, ale postęp jest widoczny gołym okiem. Dlatego też trochę szkoda, że nie pokuszono się o dodanie garści nowych tematów muzycznych – te które są, gracze znają z podstawki. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, aby muzykę w grze wyłączyć i raczyć się jakimś viking metalem lub folkiem puszczanym z ulubionego odtwarzacza.
Włóczni groty w słońcu lśnią, krew przeleją mężni woje
Pisząc o Mount & Blade: Warband nie można nie skomentować dodania chyba największej nowości, jaką jest multiplayer. Gra wieloosobowa oferuje kilka trybów rozgrywki, takich jak typowy deathmatch, jego drużynowa odmianę czy też oblężenie. Tryby są ciekawe i z pewnością przypadną każdemu do gustu, bowiem potyczki w Warband są pasjonujące, między innymi dzięki ulepszonemu systemowi walki bronią białą. Oblężenia są niemalże epickie, kiedy szturmujący gracze wdzierają się po drabinach na mury i próbują otworzyć główne bramy do zamku, a broniący szyją z łuków z blanek lub desperacko odpierają atak kawalerii, która nagle wdarła się na dziedziniec. W innych trybach można napotkać kolejne zasady, takie jak brak respawnu po śmierci lub swoista odmiana Capture The Flag. Sporą popularnością cieszą się także serwery duelowe, nastawione na uczciwe pojedynki pomiędzy graczami – często wymagany jest tam rycerski kodeks, nakazujący przeciwnika pierw kulturalnie wyzwać na ubitą ziemię, a następnie przy świadkach stoczyć z nim pojedynek.
System multi sprawdza się świetnie w zasadzie w każdym trybie, a gracze prezentują często zaskakujące taktyki. Nie ma sytuacji jak w wielu innych produkcjach, kiedy istnieje tylko jeden, góra dwa słuszne zestawy do wygrywania, w Warband spotkać można zarówno świetnie walczących wręcz kuszników, jak i konnych łuczników, ginących masowo pod naporem włóczni. W każdej bitwie biorą udział dwie frakcje (np. Nordowie kontra Swadia), przez co dostępne są różne klasy wojaków, a tym samym gracze otrzymują dostęp do innego wyposażenia, zależnie od wyboru. Same przedmioty zaś kosztują niemało i, aby zarobić na taką kolczugę, trzeba się naprawdę postarać i ubić wielu wrogów. To zaś nie jest łatwe, bowiem każda bitwa i najmniejsza potyczka wymaga nieustannej uwagi oraz analizowania okolicy. Wszystko to sprawia, że gra dostarcza nie tylko świetnej zabawy, ale również wielu wyzwań. Spore pole do popisu mają również klany – wyobraźcie sobie chociażby bitwę, w której jeden z klanów formułuje 'żółwia' z włóczni i tarcz, opędzając się od natrętnych ataków jazdy. Poezja.
Marsz, krok za krokiem zmierzajmy ku przeznaczeniu!
Podsumowując, TaleWorlds może być z siebie dumne – autorzy stworzyli kawał naprawdę dobrego kodu, który doskonale rozwija pomysły z podstawki. Nie tylko poprawili wiele rzeczy, dodali trochę nowych przedmiotów, misji i nację, ale zaimplementowali w grze bardzo udany tryb wieloosobowy. Mount & Blade: Warband to gra, która każdemu graczowi, który skusi się chociażby na wersję shareware skradnie wiele godzin z życiorysu. A to przecież dopiero początek – już teraz powstają kolejne modyfikacje, które sprawią, że kupując Warband, gracz kupuje nie jedną, a kilka często zupełnie różnych produkcji. I w zasadzie szkoda tylko tego, że poziomu nie utrzymało spolszczenie gry, które jest pełne błędów, w tym paskudnych byków ortograficznych. Jeśli jednak zagrywałeś się w podstawkę albo idea średniowiecznej 'piaskownicy' cię kusi, kup Warband, a się nie zawiedziesz. Do tego należy pamiętać, że w serii też leży niesamowity wręcz potencjał, którego część z pewnością zostanie wykorzystana w nadchodzących modyfikacjach oraz kolejnych odsłonach – ciężko bowiem przypuszczać, aby te nie miały powstać. Teraz zaś wybaczcie, muszę dorwać pewnego bojara, który ośmielił się najechać moje lenno!
recenzja dodana przez:
OsaX Nymloth
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Powrót do Calradii po prostu cieszy
+ Ulepszona grafika
+ Wiele kosmetycznych zmian, które jednak wpływają na odbiór gry
+ Znacznie lepszy system walki wręcz
+ Satysfakcjonujące multi
+ Nowe zadania, frakcja, przedmioty, możliwości...
+ Własne królestwo bez konieczności instalacji modów
+ Wspomniane mody
+ Lepsza AI
+ Wsysa jak odkurzacz, znaczy grywalność
+ Mnogość możliwości
− Znajdowanie ścieżek potrafi niemile zaskoczyć
− Niechlujne spolszczenie
− Przydałaby się nowa muzyka
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 70%
Dźwięk 70%
Gameplay 90%
OsaX Nymloth: Edycja wyglądu postaci (PC)
OsaX Nymloth: Rzut oka na oddział, przy okazji widać potężnego Sarranidzkiego Mameluka (PC)
OsaX Nymloth: Jest ładniej niż w podstawce (PC)
OsaX Nymloth: Moje pierwsze lenno ;) (PC)

