FIFA 10 (PC)
Premiera Świat - 2 październik 2009 Premiera Polska - 2 październik 2009
Ocena użytkowników: dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: EA Canada Dystrybutor: EA Polska Wydawca: Electronic Arts
Gatunek: Sportowa Cechy gry: Wolna kamera
Na tę platformę mamy: 20 screenów, 6 video, 1 recenzji, 17 newsów,
FIFA na PC, czyli jak sprzedać dwa razy to samo
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
OsaX Nymloth
OsaX Nymloth
Tak naprawdę, to określenie "FIFA 10 królem wirtualnej piłki kopanej na blaszakach" byłoby równie wielką pomyłką, jak nazwanie niedawnych porażek naszej reprezentacji i zwolnienie Leo zwycięstwem polskiej myśli szkoleniowej. Po kilku godzinach gry w produkcję, która w teorii miała być tytułem zgoła nowym, zachodziłem w głowę, gdzie się podziały rzekome nowości. Znaleźć je w końcu znalazłem, ale trudno było oprzeć się wrażeniu, że EA sprzedaje graczom drugi raz ten sam produkt. Tyle, że z kilkoma kosmetycznymi zmianami na krzyż.
Idę w zasadzie o zakład, że gdyby przeciętnemu graczowi puścić gameplay z FIFA 09 i FIFA 10, ten nie potrafiłby wskazać, który z nich pochodzi z której produkcji. Niemal ta sama grafika i animacje, sztywne bitmapy na trybunach i ślamazarność rozgrywki sprawiają, że odróżnienie obu gier od siebie zakrawa na określenie mission impossible. Lecz po kolei. W ramach pokazu dobrej woli, na samym początku skupię się na zmianach, które (o dziwo) zostały przez programistów wprowadzone w ciągu ostatniego roku. Bardzo szybko da się zauważyć, że pojawiły się raporty przedmeczowe, w trzech zdaniach opisujące styl gry przeciwnika. Pomysł dobry, pozwalający na wprowadzenie pewnych zmian do własnej taktyki, ale nie rewolucyjny. Drugą zmianą, którą zauważyć można jeszcze przed udaniem się na murawę, jest system niestandardowych zagrań zespołów. Posiadają je drużyny przeciwne, a tylko od grającego zależy to, które (z dostępnych) zagrań będą używane w jego zespole. Wśród takowych sztuczek i zagrywek taktycznych można wyszczególnić częstą grą pressingiem przez obrońców oraz radosne wybijanie piłek jak najdalej od własnego pola bramkowego. Bajer, który z pewnym stopniu definiuje styl gry drużyny.
Wśród dostępnych trybów gry nowości są teoretycznie aż dwie. Szybko jednak okazuje się, że twórcy poszli na łatwiznę i trening przemianowali na nową opcję pod nazwą Areny Treningowej – prawda, że proste? Trochę lepiej jest z drugim dodanym trybem, czyli Sezonem, który tym różni się od opcji Managera, że wycięto z niego całą stertę niepotrzebnych rzeczy, jak transfery, podpisywanie umów ze sponsorami i tym podobne cuda. Być może ucieszą się z niego osoby, które chciałyby po prostu prowadzić wybraną drużynę przez sezon w odpowiednich rozgrywkach, bez obarczania się problemami menadżerskimi. Poza wspomnianą dwójką, FIFA 10 oferuje standardowo rozegranie dowolnego spotkania, pojedynczego meczu w trybie Gwiazdy oraz opcje Menager oraz Zostań Gwiazdą. O ile zarządzanie klubem nie uległo żadnym zmianom (poza dodaniem ligi rosyjskiej oraz reprezentacji Holandii), o tyle pewna miła zmiana nastąpiła w Be-A-Pro, czyli możliwości wykreowania własnego piłkarzyny, którego umieszcza się w wybranym klubie i gra, kontrolując tylko i wyłącznie stworzonego grajka. W mojej opinii, właśnie tryb Zostań Gwiazdą był jednym z najjaśniejszych plusów poprzedniej FIFY, pozwalając niejako przeżyć piłkarską karierę. W tegorocznej edycji programiści dodali kilka opcji, które wydatnie wpływają na realizm tejże kariery. Przede wszystkim gra toczy się na różnych szczeblach: wykonywać przedmeczowe założenia można nie tylko na własnym, ligowym podwórku, ale również na arenie międzynarodowej, i to zarówno tej klubowej, jak i reprezentacyjnej. Ta druga jest o tyle ważna, że głównym celem Zostań Gwiazdą jest dostanie powołania na turniej w RPA, czyli Mistrzostwa Świata 2010. Dzięki temu gra nabiera pewnych rumieńców, a gracz ma większą motywację, by rozwijać swego grajka. Mimo tego niewątpliwego plusa, Be-A-Pro w dalszym ciągu powiela średnie rozwiązanie z poprzedniej edycji: kariera nie jest na tyle rzeczywista, na ile powinna - z tego prostego względu, że za ustalanie składu i taktyki odpowiedzialny jest sam gracz. O wiele bardziej podobała mi się analogiczna opcja w Pro Evolution Soccer 2009, w którym rzeczywiście czuć było, że jest się tylko częścią zespołu, a nie jego centrum. Ochoty do gry nie dodaje również kiepsko zrealizowana kamera, ukazująca macz z perspektywy zawodnika – wygląda to to po prostu biednie i bez wyrazu. Podobnie ma się sprawa z kamerami w normalnych trybach, gdzie ciężko wybrać takie ustawienie, które pozwoli na odpowiedni przegląd boiska.
W zasadzie na tym można by zakończyć opis nowości, które bardziej nadawałyby się do dodania w jakiejś łatce, a nie pełnoprawnym produkcie. Podczas gry, co rusz głowiłem się, czy przypadkiem nie pomyliłem płyt i nie zainstalowałem poprzedniej wersji FIFY. Kosmetyczne zmiany dotknęły składów i samych piłkarzy. Te pierwsze zostały trochę poszerzone, głównie o młodych i średnio przydatnych wychowanków klubów, drudzy zaś dostali odpowiednie dopasowanie umiejętności. Oczywiście, postarano się również o aktualne składy drużyn, ale w przypadku tak poważnej produkcji, nie ma sensu o czymś takim wspominać. Lekkim zmianom uległa fizyka piłki, która teraz w teorii ma być bardziej realistyczna. Cóż, nie jestem do końca przekonany, czy tak rzeczywiście jest, ale zmiana jest odczuwalna. Głównie dlatego, że trzeba się od nowa uczyć, z jaką siłą oddawać strzały i podawać tak, aby piłka nie potoczyła się leniwie prosto pod nogi rywala. To, co w poprzednich edycjach było całkiem mocnym (i często za wysokim) uderzeniem, obecnie jest niemalże lekkim, wręcz anemicznym popchnięciem łaciatej. Doprowadziło to do tego, że nie raz dobrych kilka godzin musiałem poświęcić na wyuczenie się od nowa tego, jak długo należy przytrzymać stosowny klawisz.
Skoro już o sterowaniu mowa, to to zostało ponownie zmienione. Na tyle, że pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem po rozegraniu kilku pierwszych minut, była całkowita zmiana obłożenia klawiszy. Ktokolwiek projektował sterowanie na klawiaturze, powinien otrzymać zadanie zjedzenia miski ryżu, ziarnko po ziarnku za pomocą pałeczek. Połamanych na kilkanaście małych kawałeczków. Wtedy otrzymałby mniej więcej to samo, co zaserwował graczom w FIFA 10. Niewiele lepiej było po podłączeniu pada, w przypadku którego również zmuszony zostałem do wprowadzenia własnych ustawień. Cóż, przynajmniej tym razem mogłem wykorzystać wszystkie przyciski, a nie tylko część, jak rok temu, kiedy to FIFA 09 wyraźnie dawała mi do zrozumienia, że gamepadów niektórych firm nie uznaje.
Narzekania ciąg dalszy, czyli gameplay. Znaczy się nuda i jeszcze raz nuda, podlewana marnością i udekorowana nieporadnością piłkarzy. Nowa FIFA nie ma w sobie za grosz emocji, gra wlecze się niemiłosiernie, piłkarze zazwyczaj przesuwają się po boisku w tempie jednego Rasiaka na godzinę, a piłka potrafi szybować niemalże całe wieki. Nie pomaga (teoretycznie) ulepszona fizyka łaciatej, nic z tego, że podajemy na dobieg, staramy się stworzyć jakąkolwiek płynną akcję – efekty zawsze są w najlepszym wypadku średnie. Na tym polu PC jest daleko, daleko w tyle za konsolowymi edycjami, nomen omen, FIFY 10. Różnica jest mniej więcej taka, jak pomiędzy reprezentacją Biało Czerwonych, a Hiszpanią..
Złego wrażenia z gry nie poprawia wcale komentarz w wykonaniu świetnie znanych każdemu, kto raz na ruski rok włączy mecz w telewizorni, Dariusza Szpakowskiego oraz Włodzimierza Szaranowicza. Przede wszystkim razi fakt, że nowych kwestii praktycznie się nie słyszy. Przez całe testy raz, może dwa razy zostałem uraczony jakąś nową wstawką, której nie znałem z poprzedniej edycji gry. O ile jest to niewątpliwie powód do niezadowolenia, to prawdziwym babolem jest system dopasowujący komentarze do wydarzeń na boisku. Nie wiem, jakim cudem, ale jest on jeszcze gorszy niż rok temu! Sytuacja na ekranie ma się zazwyczaj do ekscesów Szpaka i Szarana, jak przysłowiowy piernik do wiatraka. Nasi krzepcy komentatorzy potrafią kilkanaście sekund zachwycać się golem, którego nie było (strzał nawet nie został oddany!) lub w przypadku rzutu wolnego wykonywanego przez bramkarza sugerować, że sami by tak znakomitą sytuację do zdobycia gola wykorzystali. Jeszcze pal licho, gdyby komentarze były po prostu opóźnione w stosunku do wydarzeń na boisku, ale tego cyrku nie da się wytłumaczyć nawet kilometrowymi lagami. System zarządzający całością nadaje się albo do gruntownej przebudowy, albo do wymiany.
Gdyby jeszcze ktoś miał jakąś nadzieję, że EA Sports zapewniło przynajmniej przyzwoite wrażenia wizualne i zadbało o dobrą muzykę, to niechaj ją porzuci w trybie przyspieszonym. Grafika w FIFA 10 jest brzydka i nasuwa skojarzenia z początkiem XXI wieku, a nie z rokiem 2009. Strasznie brzydka murawa, która bardziej przypomina zielony plastik niż trawę to tylko część brzydoty tej produkcji. Z trybun nadal straszą kibice, którzy wyglądają jak zapętlony .gif, są zróżnicowani jak dwie krople wody i po prostu paskudni. Zawodzi również filtrowanie, przez co na przykład reklamy na stadionie widoczne pod pewnym kątem kojarzą się z bogatymi w piksele latami '90. Jedynie modele piłkarzy zostały lekko dopracowane, lepiej odzwierciedlono rysy twarzy – jednak w połączeniu ze starymi animacjami oraz faktem, że w naszej polskiej lidzie rozpoznać można zaledwie kilku graczy, efekt jest zdecydowanie słaby. Równie marny jest poziom muzyki – twórcy ponownie poszli tropem mało znanych zespołów muzycznych, które dostały szansę zaprezentowania swojej twórczości w nowej FIFIE. Jednak albo panom z EA słuch się stępił, albo skończyły się im talenty w bazie, bowiem ani jeden z przygrywających w menu utworów nie zapadł mi w pamięć. Wręcz przeciwnie, zmuszałem się do tego, aby nie wyciszyć muzyki i nie włączyć własnego odtwarzacza. Przynajmniej dźwięki ze stadionu, a zwłaszcza przyśpiewki angielskich kibiców, trzymają swój solidny poziom.
FIFA 10 jest chyba najgorszą, nowożytną edycją tej serii, w jaką grałem od lat. Nie pamiętam, aby któraś z poprzednich fifek sprawiła, że na samą myśl o graniu w nią miałem ochotę usnąć. Słaba oprawa graficzna, nudny jak flaki z olejem i wystąpienia polskich polityków gameplay, kosmetyczne zmiany, z czego nie wszystkie na lepsze – tytuł ten powinni nawet omijać zapaleni miłośnicy cyklu. Tytuł króla PeCetowej piłki nożnej można już teraz przyznać Pro Evolution Soccer 2010, które nawet jeśli nie spełni wszystkich naszych oczekiwań, to z pewnością nie będzie tak złe, jak dzieło Elektroników.
recenzja dodana przez:
OsaX Nymloth
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Niezłe przyśpiewki kibiców
+ Przyzwoite modele piłkarzy?
+ Ulepszone Be-A-Pro zdecydowanie ciekawsze niż rok temu
+ Dla fanów: Szpaku i Szaran
+ Reprezentacja Pomarańczowych oraz liga rosyjska
− Nuda wiejąca z każdego skrawka murawy
− Drętwa animacja
− Domyślne sterowanie równie intuicyjne, co chińska instrukcja do budowy bomby atomowej
− Marna muzyka
− System dopasowujący komentarz
− Skandalicznie wręcz mała liczba prawdziwych nowości
− Fizyka piłki - jej zgodność z prawdziwą łaciatą jest mocno dyskusyjna
− Brzydka, jak pochmurna, jesienna noc
Ocena wszystkich
recenzentów
5.0
Grafika 50%
Dźwięk 60%
Gameplay 50%
Ultimate Team
przez
Moskit
Polski trailer
przez
OsaX Nymloth
Gamescom trailer
przez
OsaX Nymloth
OsaX Nymloth: U nas na Euro 2012 będzie jeszcze ładniej! (PC)
OsaX Nymloth: Brawo Bendtner, udało ci się wejść na boisko! (PC)
OsaX Nymloth: Almunia robi robinsonadę (PC)
OsaX Nymloth: Teraz to trzeba uważać. Na jajka. (PC)
Postacie [1]
- Nazwa: Leo Messi
- A.K.A.: Leo Messi
- Typ: Osoba

