Avatar: Gra komputerowa (PC)
Premiera Świat - 1 grudzień 2009 Premiera Polska - 4 grudzień 2009
Ocena użytkowników: dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Ubisoft Montreal Dystrybutor: Ubisoft Wydawca: Ubisoft
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 20 screenów, 8 video, 1 recenzji, 5 newsów,
Strzelanina lekiem na bezsenność
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Dlaczego niestety? Bo obok pierwszego Assassin's Creeda, prywatnie uważam FC2 za najbardziej zmarnowany potencjał ostatnich lat. Podobnie tutaj. Mamy stworzony z rozmachem świat, którego nie chce się zwiedzać. Mamy odlane z najprostszych szablonów misje, których nie mamy ochoty zaliczać. Mamy rozciągniętą ponad normę kampanię, której nie chce się kończyć. Ubisoft najwyraźniej wciąż jeszcze musi się wiele nauczyć od Rockstara, gdyż przy konstruowaniu względnie dużych, sandboxowych produkcji po prostu gubi się gdzieś po drodze i ładuje gracza do rzeczywistości, z której po krótkim obcowaniu chcemy uciec w jakieś ciekawsze rejony.
Wiele przesłanek pozwalało wierzyć, że w końcu otrzymamy przyzwoitą grę na bazie filmowej licencji. Współpraca z Cameronem, który trzymał pieczę nad całym projektem, doświadczony developer, długi czas produkcji, pozytywnie zaskakujące materiały przedpremierowe. To - plus kilka pomniejszych drobiazgów - dawało solidne fundamenty do tego, by komputerowy Avatar stał się czymś więcej niż efektownie opakowaną reklamówką kinowego przeboju. Jak jest w istocie?
Trudno mówić o sukcesie, a jeżeli już, to co najwyżej połowicznym. Elementem, który niewątpliwie chłopakom się udał, jest wizualna strona programu. Gra bazuje na silniku wykorzystanym wcześniej w FC2 i z jego pomocą wygenerowano naprawdę urokliwe widoczki. Pandora zaskakuje bujnym ekosystemem, różnorodnością flory, rozmiarami poszczególnych lokacji, a nawet kolorystyką. Roślinność prezentuje się modelowo, a poruszające się, rozłożyste liście czy nawet atakujące nas chwasty budują klimat parnego i niebezpiecznego środowiska. Nieco gorzej z ludzkimi instalacjami i budynkami, tu bowiem mamy do czynienia ze stosunkowo prostymi i powtarzalnymi bryłami. Trudno jednak w warunkach kolonizacji obcej planety (czy tam księżyca, mniejsza o detale) liczyć na wymyślną architekturę, więc przyjmijmy, że wszystko jest na swoim miejscu i wygląda, jak należy.
Fabuła programu jest prequelem opowieści przedstawionej na dużym ekranie, zatem można ją potraktować jako swoiste wprowadzenie przed wycieczką na seans filmowy. Wcielamy się w Rydera, który po kilkuletniej podróży przybywa na Pandorę, gęsto zarośnięty księżyc, gdzie nawet atmosfera okazuje się dla ludzi zabójcza (konieczność noszenia masek). Po cóż korporacja RDA pcha się w ten zachwaszczony zakątek? Dla kasy i krociowych zysków w postaci złóż niezwykle cennego minerału. Na miejscu okazuje się jednak, że tubylczy lud Na'vi, choć stosunkowo prymitywny, nie odda swych ziem bez walki. Rozpoczyna się rzeź, my zaś mamy sposobność spojrzeć na problem oczyma każdej ze stron konfliktu.
Poszczególne kampanie oferują nam kilka rozległych map, które z grubsza przypominają świat w przytaczanym tu wielokrotnie FC2. Oznacza to tym samym, że choć przestrzeń wydaje się być otwarta, stworzono coś na wzór labiryntu tuneli wykutych w gęstej dżungli. Każda z lokacji to także lista rozmaitych zadań rozmieszczonych w różnych punktach mapy. I tu zaczynają się schody. Gdy już ochłoniemy po wizualnym przepychu, zaznajomimy się z przystępnym sterowaniem i uproszczonym systemem upgrade'owania postaci, ruszamy ze scenariuszem. Tyle, że potencjał tego ostatniego wypala się dość szybko.
Raz, że fabuła próbuje udawać coś, czym nie jest, nadając napuszony ton całej opowieści. W gruncie rzeczy jest jednak nudna, a cała zabawa sprowadza się do biegania z jednego końca mapy na drugi, aktywowania/naprawiania rozmaitych bzdur bądź zbierania specjalnych kryształów. Od czasu do czasu trzeba wytłuc określoną ilość przeciwników, wesprzeć swoich w walce bądź zabawić się w strzelca pokładowego. Naturalnie piesze wycieczki pomiędzy jednym questem a drugim urozmaicone są kolejnymi potyczkami. Tak naprawdę nie robimy tu nic innego, poza strzelaniem. Kompletnie nic. I w tym sęk, że sama walka również okazuje się na dłuższą metę cholernie nużąca. Odporność Na'vi strasznie wkurza, bo ładowanie w jeden czerep wiadra amunicji spowalnia tempo rozgrywki. Z kolei rozwalanie drobnicy sprowadza się do ciągłego wycofywania się i walenia w ścierwo gryzące nas po kostkach. W erze strzelanek pokroju Gears of War czy Lost Planet (choć ten ostatni również potrafił uśpić) oczekuję czegoś więcej niż bezmyślnego naparzania w kierunku kilku gatunków zwierzyny. Niestety, Avatar magluje ten schemat od początku do końca.
Nieco ciekawiej wygląda zabawa w przypadku, gdy opowiemy się za rdzennymi mieszkańcami Pandory. Mniej więcej po godzinie zabawy dobijamy do końca prologu, zaś rozgałęziająca się fabuła pozwala wybrać stronę konfliktu. Przerośnięte smerfy nie dysponują co prawda tak zaawansowaną technologią, ale braki w uzbrojeniu nadrabiają szybkością i wsparciem ze strony miejscowej flory. Mimo, iż preferują walkę w zwarciu, dysponują również bronią dystansową. Choć łuk może wydać się niepozorny, jest w istocie jednym z najpotężniejszych narzędzi w grze. Poza tymi dość oczywistymi różnicami, tak jak w przypadku kampanii RDA, wszystko w gruncie rzeczy sprowadza się do tego samego - mało emocjonującej młócki.
By urozmaicić nieco krajoznawcze wycieczki, każda ze stron dysponuje również wachlarzem pojazdów. Z oczywistych względów ludzie mają większe pole wyboru. Obok charakterystycznych śmigłowców, mamy głównie do dyspozycji buggy i mechy. Niestety, fizyka jazdy i specyfika terenu kompletnie zabija przyjemność korzystania z tego sprzętu. Mechy są wolne, mało zwrotne i często trafiamy na miejsca, w których po prostu się nie mieszczą, zaś fizyka jazdy łazików woła o pomstę do nieba. Ja nie wiem, jak to jest, że w stareńkim Halo udało się sensownie wcielić w życie ideę strzelanki na kółkach, a dziś tak doświadczona ekipa, jak Ubisoft wykłada się na takim detalu. Totalnym idiotyzmem jest również skrajna niekonsekwencja pozwalająca na to, by nasz łazik przetrwał upadek z dużej wysokości, ale już w zetknięciu z prymitywnym uzbrojeniem Na'vi czy zębami miejscowych zwierzaków sprawia wrażenie ulepionego z plasteliny bądź innego, równie trwałego tworzywa. Czym zaś pokierować mogą niebiescy? Cóż, ufolom pozostaje dosiadanie kiepsko animowanych zwierząt.
Dodatkową atrakcją jest uproszczony system rozwoju postaci. Każda zaliczona misja, ubity przeciwnik, a nawet rozkwaszona roślina przekładają się na punkty doświadczenia. Wraz z levelowaniem na kolejne poziomy otrzymujemy automatycznie dostęp do lepszego pancerza, mocniejszych wersji posiadanej broni bądź kilku podstawowych umiejętności specjalnych, które można aktywować w dowolnej chwili (leczenie, szybkość, chwilowa niewidzialność etc.). I to w zasadzie już wszystko, co ma do zaproponowania ten mocno promowany tytuł. Owszem, Avatar ma olbrzymi potencjał, świat stworzony na jego potrzeby potrafi zauroczyć, a możliwość zanurzenia się w rzeczywistość po drugiej stronie ekranu dzięki opcji stereoskopii z pewnością przyciągnie entuzjastów nowinek technologicznych (i drogiego sprzętu, bo bez niego o trójwymiarze można zapomnieć). Co jednak z tego, skoro nie mamy ochoty przebywać na powierzchni Pandory dłużej niż to konieczne. Gdyby nie obowiązek napisania tego tekstu, pewnie nie ukończyłbym żadnej z kampanii. To chyba wystarczająco wymowne.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ grafika i dźwięk
+ flora Pandory
+ podział na dwie kampanie
+ dość długa
+ spory wybór pojazdów
− bardzo szybko nudzi
− tunelowa dżungla
− kiepska fizyka pojazdów
− walka usypia lepiej niż wiece wyborcze
− beznadziejne questy, denna fabuła
Ocena wszystkich
recenzentów
6.0
Grafika 80%
Dźwięk 70%
Gameplay 50%
E. Siekiera: Cisza przed burzą (PC)
E. Siekiera: Finałowa walka - równie finezyjna, jak cała gra (PC)
E. Siekiera: Gdzie uciekasz? (PC)
E. Siekiera: Głowy nisko! (PC)

