Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Aliens vs Predator (PC)

Lubię to! 6

Premiera Świat - 19 luty 2010 Premiera Polska - 19 luty 2010

Ocena użytkowników: dobra

5 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Rebellion Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Sega

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Science-Fiction,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 31 screenów, 19 video, 1 recenzji, 23 newsów,

Sezon polowań rozpoczęty

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez E. Siekiera E. Siekiera
Na recenzowany tytuł można spojrzeć różnie. Okiem laika, siląc się na obiektywizm, a tym samym nie czepiając się detali, które dla przeciętnego zjadacza chleba i tak nie będą miały większego znaczenia. Można również zabawić się w upierdliwca, który wychwyci wszelkie niedoskonałości czy odstępstwa od kanonu. Druga postawa to domena zagorzałych fanów, którzy w danym uniwersum zmarnotrawili połowę dzieciństwa i znają je jak własną kieszeń.

Eugeniusz Siekiera & mng

Czasem trafia się tak kontrowersyjna produkcja, że warto poeksperymentować i przedstawić racje obu stron. Chyba Aliens vs Predator będzie tutaj dobrym przykładem. Tytuł, na który część ekipy Gaminatora czekała jak na zbawienie, nerwowo zagryzając paznokcie w obawie, czy efekt finalny ostatecznie pogrąży ojców serii, czy może wręcz przeciwnie - po łańcuszku rozmaitych crapów uda im się w końcu stworzyć coś naprawdę konkretnego. Więc jak jest?

E.S. Marine. Od niego zawsze zaczynam zabawę w uniwersum AvP. To chyba najbardziej dopracowana kampania w tej odsłonie serii. Z jednej strony definitywnie najdłuższa, z drugiej popełniono w tym przypadku chyba najmniej elementarnych błędów. I nie mówię o drobiazgach w rodzaju pulse rifle'a nie strzelającego czteropociskową serią, bo takie detale wyłapują maniacy, a dla przeciętnej gospodyni z Pcimia Dolnego liczy się tak naprawdę wygrzew, jaki dana spluwa zapewnia. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do ślamazarności głównego bohatera. Rozumiem, że jest obładowany ciężkim sprzętem, a twórcom zapewne zależało na kontraście i podkreśleniu różnic pomiędzy poszczególnymi rasami, ale gdyby gość poruszał się minimalnie szybciej, świat by się chyba nie zawalił. Rozczarowujący może być również wybór uzbrojenia, bo pistolet z nielimitowaną ilością amunicji raczej do poważnej zabawy się nie nadaje. Pozostaje więc wspomniany pulse rifle, miotacz ognia, który kompletnie nie przypadł mi do gustu, strzelba będąca doskonałym narzędziem mordu w bezpośrednim starciu, nieco przegięta snajperka oraz kultowy smartgun - prawdziwa maszynka do mielenia Obcych. Broń absolutnie pierwszorzędna, z którą czujemy się niemal jak bogowie. Wpada nam w łapy dość późno, ale to i dobrze. Zaliczanie całości z tym militarnym cudem byłoby jak spacer po parku. To, co najlepiej wypadło w kampanii Marine to sugestywny, zawiesisty klimat. Wystarczy wrzucić wyższy poziom trudności by poczuć, jak kruche jest twoje życie, jak łatwo paść na glebę, czasem zupełnie przypadkiem, bez sensu, bo zignorowałeś cień przemykający po suficie. Naturalnie AvP nie odkrywa nowych lądów w temacie budowania nastroju. Mamy tu zagrywki, które znamy od dawna, cała sztuka polega na tym, by odpowiednio je przedstawić i wpleść w przedstawioną opowieść. Na tym gruncie ekipa Rebellion dała radę, przynajmniej w moim przekonaniu.

mnq Drugą odsłonę filmowej sagi o Obcym widziałem kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy. To właśnie dzieło Jamesa Camerona obudziło we mnie sympatię do tego uniwersum oraz korpusu Colonial Marines. Swoją przygodę z każdą odsłoną AvP zawsze zaczynam właśnie od kampanii ludzi, tak też było i tym razem. Na wstępie od razu mogę powiedzieć, że moim zdaniem jest to najbardziej udany ze wszystkich trzech epizodów, co jednak nie znaczy, że jest wolny od niedopatrzeń czy błędów. Przebieg całej kampanii trzyma się klasycznego scenariusza, zaczyna się zatem od rzezi "niewiniątek", a dalej jest już tylko walka o przetrwanie. Filmowe ujęcie całej historii w gruncie rzeczy bardzo mi się spodobało, niemniej Rebellion zaprzeczyło w ten sposób swoim wcześniejszym zapewnieniom o powrocie do korzeni serii. Jak zapewne się już domyślacie, żadnego powrotu nie ma. Najnowsze AvP bardziej czerpie ze stworzonej przez Monolith dwójki, aniżeli pierwowzoru z 1999 roku. Autorzy raz za razem zasypują nas ogranymi motywami w stylu buchającej pary, jęczącego na postrach detektora ruchu, czy też oskryptowanego Facehuggera, który przebiega nam tuż przed twarzą akurat w chwili, gdy jesteśmy bezbronni. Wszystko to oczywiście spełnia swoją rolę, gdyż nie raz, nie dwa dałem się nabrać. Pozostaje mimo wszystko pewne uczucie wtórności, ponieważ tak naprawdę gdzieś to już widziałem. Skupmy się jednak jeszcze na innych aspektach rozgrywki. Rzeczą, która niezmiernie mnie drażniła, jest ociężały sposób poruszania się postaci. Na szczęście Marine nadrabia niezłym arsenałem gnatów, które skutecznie pozwalają nam opędzać się od wszelakiego robactwa. Najbardziej do gustu przypadły mi wprost rewelacyjny Smartgun oraz nadspodziewanie dobra strzelba, która z bliska przerabia Xenomorphy na sieczkę. Absolutnie chybionym wynalazkiem okazał się miotacz płomieni, pewne zastrzeżenia mam również do wizytówki Marine, czyli karabinu pulsacyjnego. Podobnie jak w AvP2, ów karabin ma bardzo toporny spust, przez co nie pozwala na strzelanie krótkimi kontrolowanymi seriami, które w pierwszym AvP doskonale się sprawdzały w walce z Obcymi. Kością niezgody pozostaje Scope Rifle (snajperka), która przy swojej sile ognia i szybkostrzelności stanowi w rękach doświadczonego gracza niemal niezrównaną potęgę.

E.S. Predator nieco się zmienił od ostatniego spotkania, przez co gracze przyzwyczajeni do tej postaci w poprzednich odsłonach mogą kręcić nosem. Czy słusznie? Cóż, po pierwsze trzeba częściej walczyć w zwarciu, zwłaszcza w początkowych misjach, bo klamoty do walki dystansowej zbieramy sukcesywnie wraz z rozwojem scenariusza. Po wtóre znacznie tę postać osłabili, co może trochę dziwić, zważywszy, że zawsze była to chodząca maszyna śmierci, teraz zaś należy znacznie częściej korzystać z dobrodziejstw kamuflażu i w miarę możności atakować z zaskoczenia. Z drugiej jednak strony Predator otrzymał coś, czego zawsze mi brakowało - markowane skoki. Wystarczy nanieść odpowiedni znacznik w wybrane miejsce i wdusić spację, reszta wykonana jest automatycznie, bez ryzyka, że zabraknie nam kilku milimetrów podłoża i zwalimy się w przepaść. Rozwiązanie szalenie wygodne, co więcej, pozwala nam autentycznie szaleć po mapie (są tak skonstruowane, że z opcji tej jesteśmy zmuszeni dość często korzystać) i nawet diablo zwinny Obcy nie jest w stanie ugryźć nas w tyłek. Gdyby dorzucić do tego odporność Predatora z poprzednich odsłon, mielibyśmy postać praktycznie nie do powalenia, a tak trzeba się trochę namęczyć.

mnq Styl gry Łowcą uległ zmianie w stosunku do AvP2, gdzie Predator był niemal niezniszczalną maszyną do zabijania. Przynajmniej w tej kwestii mogę zgodzić się z tezą twórców o powrocie do korzeni, albowiem w pierwszym AvP, pomimo swej potęgi, Predator był również bardziej podatny na obrażenia. Poza wytrzymałością, Predziowi mocno okrojono zestaw dostępnych zabaweczek, co jednak wcale nie oznacza, że nie ma z czym ruszyć w bój. Przez znaczną część zabawy przyjdzie nam walczyć wręcz przy użyciu ostrzy. Z czasem w nasze łapki trafiają również dysk, ładunki wybuchowe oraz absolutnie przegięta włócznia, która przy odrobinie wprawy i dobrym "timingu" pozwoli nam wyjść nawet z największych opresji bez zadrapania. Od samego początku dysponujemy również potężnym działkiem plazmowym, które ma jednak tę właściwość, że w błyskawicznym tempie pozbawia nas energii potrzebnej do zasilenia chociażby kamuflażu. Na szczęście wyrzucono na zbity pysk znane z AvP2 urządzenie, które potrafiło w mgnieniu oka odnowić całą zużytą energię. Podczas gry Predatorem, jak w żadnej innej kampanii, widać pewien prymitywny zabieg. W czasie rozgrywki na bieżąco otrzymujemy kolejne wytyczne do zrealizowania, jednak nierzadko wiąże się to z nieustającym "floodem" Xenomorphów, które będą respawnować się tak długo, dopóki nie wykonamy kolejnego ruchu, który popchnie fabułę do przodu. Dla równowagi wypada wspomnieć o pewnej kapitalnej nowości (chociaż to akurat kwestia gustu) w postaci tak zwanych "finishing moves". Czym są owe finiszery? Ano są to niezwykle brutalne sposoby na zakończenie żywota kolejnych nieszczęśników. Wśród atrakcji znajdziemy wypruwane flaki, przebijanie na wylot, odcinanie i wyrywanie głów wraz z kręgosłupem... Tak, miłośnicy makabreski poczują się jak w domu.

E.S. Kampania Obcego. W sumie chyba największe rozczarowanie, bo wydała mi się trochę za krótka, a już zdecydowanie zbyt prosta. Jednak dzięki pewnym usprawnieniom może okazać się bardziej przystępna dla nieobeznanych z tematem, bowiem w porównaniu do poprzednich odsłon gra Obcym jest teraz bardziej, powiedziałbym, ludzka. Zrezygnowano przede wszystkim ze specjalnego filtra. Teraz nasz milusiński obserwuje świat w pełnej palecie barw, zupełnie jak człowiek. Nie ma żadnej alternatywy. Zmienił się również kąt widzenia, ekran nie jest już tak rozlazły, przez co od sprintu w wąskim szybie wentylacyjnym bądź po suficie nie wariuje błędnik (co przedtem mi się zdarzało). Pozostałe zmiany również ułatwiają zabawę. Obcy może przyjąć na klatę większą porcję ołowiu, często więc krycie się w cieniu i atak z zaskoczenia jest opcją, nie koniecznością. Na dłuższy żywot w ciele Xenomorpha pozytywnie również wpływa opcja focus, która pozwala skupić uwagę na przeciwniku, by jednym płynnym skokiem dostać mu się do skóry. Rozwiązanie to świetnie spisuje się również w przypadku wskakiwania do szybów i innych wąskich przejść.

mnq Kampania Xenomorpha to zdecydowanie najsłabszy punkt całego programu, który dodatkowo obnaża inne wady AvP. Pominę już fakt, że jest to również najkrótszy ze wszystkich epizodów (chociaż zastanawiając się dłużej, to bardziej jego zaleta niż wada). Zabawa w Obcego od pierwszych minut, aż do samego końca jest niezwykle monotonna. Panowie z Rebellion wyraźnie nie mieli pomysłu na ciekawą rolę dla Xenomorpha i umieścili go chyba tylko po to, aby grę można było zatytułować Aliens vs Predator. Największym grzechem tej kampanii jest potworna wtórność i ogólna bylejakość. Na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim durne wytyczne, które przyjdzie nam realizować. Samych bezpieczników rozwalimy tyle, że z powodzeniem pozbawilibyśmy prądu małej mieściny. Dalej mamy chociażby sabotaż stacji radiowej, który polega na... rozwaleniu bezpieczników (Hell Yeah!). Bardzo szybko można się również zorientować, że cała ta zabawa w skradanie to strata czasu. Stając do otwartej walki, przy pomocy pazurów i ogona, jesteśmy w stanie powalić na ziemię nawet dwóch uzbrojonych po zęby komandosów. Epizod Obcego obnaża również słabe skrypty odpowiedzialne za SI naszych przeciwników. Sterowani przez komputer Marines są bowiem jak owieczki czekające na rzeź. Żołnierze bardzo łatwo dają się wciągnąć w pułapki, kompletnie nie rusza ich fakt, że kolega z oddziału, którego minęli kilka sekund wcześniej, teraz leży na podłodze w kałuży krwi z odrąbaną głową. Dzięki możliwości poruszania się po każdej płaszczyźnie, grając Alienem odkryjemy również sporo błędów w konstrukcji poziomów, jak chociażby niewidzialne ściany. Moim zdaniem jest to o tyle niedopuszczalne, że każda z trzech kampanii prawie w stu procentach rozgrywa się na tych samych mapach, których jest raptem sześć, może siedem.

E.S. Do omówienia pozostały nam jeszcze kwestie czysto techniczne. A zatem oprawa. Co z nią? Jest dobrze. Nie powala może fotorealizmem Crysisa, a pod względem kolorystycznym całość jest dość stonowana, ale ja to kupuję. W temacie dusznych, klaustrofobicznych korytarzy, tańczących na ścianach cieni czy pracy świateł AvP odwala kawał naprawdę przyzwoitej roboty. Nieco słabiej na tym tle wypadają otwarte przestrzenie, bo tu każdy detal czy źdźbło trawy widać jak na dłoni i żadne półmroki nie zatuszują ewentualnych niedoskonałości. Ale jak mówię - jest przyzwoicie. To samo tyczy się zresztą dźwięku. Doskonale wpisuje się w filmową konwencję programu. W odpowiednich chwilach narasta, zwiastując nadchodzące zagrożenie. Brak może przez to elementu zaskoczenia, ale gry z niezależnym soundtrackiem to przeszłość, do której raczej żaden producent nie odważy się wrócić.

mnq W temacie oprawy audiowizualnej nie mam nic do zarzucenia najnowszej odsłonie AvP. Pomimo, że nie jest to pierwsza liga, gra wygląda przyzwoicie i nie odrzuca od siebie. Dominuje przede wszystkim szaro-bura kolorystyka, która świetnie kontrastuje z dynamicznym oświetleniem oraz cieniowaniem. Za serce złapało mnie również ładnie wyglądające niebo o krwawo rdzawym odcieniu. Podobne zdanie mam na temat muzyki. Pomimo, że jest dostosowana do sytuacji i zdradza nadciągające niebezpieczeństwo, świetnie wpisuje się w filmową estetykę całej produkcji.

E.S. Ocenić ten tytuł jest dość prosto. Wszystko rozbija się o oczekiwania. Każdy wie, czym AvP jest, ale nie każdy zjadł zęby na wspomnianym uniwersum. Dla mnie, laika w temacie, który poprzednie odsłony zaliczył tylko raz, studio Rebellion odrobiło zadanie domowe. Patrząc przez pryzmat ostatnich porażek ekipy (ShellShock 2, Rogue Warrior) jestem autentycznie zdumiony poziomem, jaki prezentuje najnowsza odsłona tej kultowej skądinąd serii. Oczywiście, można się doczepić totalnej liniowości, skryptów, nieco staroszkolnego podejścia, ale tego właściwie oczekiwałem. Klimatycznej produkcji w stylu gier z poprzedniej dekady, z odpowiednią jak na dzisiejsze standardy oprawą graficzną. Osobiście jestem kontent, więc ode mnie leci 8. Może trochę naciągane, ale niech tam.

mnq Muszę przyznać, że moje oczekiwania wobec nowego AvP były całkiem spore. By być szczerym, w dużej mierze Rebellion wyszedł z tego starcia obronną ręką, niestety po zakończeniu rozgrywki czułem pewien niedosyt, który z drugiej strony tylko spotęgował apetyt na tworzone przez Gearbox Aliens: Colonial Marines. Moja ocena to 7.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: E. Siekiera E. Siekiera który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  oprawa audiowizualna
+ klimat
+ kilka niezłych patentów (markowany skok Predatora, finiszery)
+ na wyższych poziomach trudności przyjemnie wymagająca

Minusy

  kiepskie SI
 miejscami niechlujnie zaprojektowane poziomy
 kampania Obcego odstaje od reszty

dlatego E. Siekiera
ocenia tę grę na:

7

Grafika 80%

Dźwięk 80%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

7.0

Grafika 80%

Dźwięk 80%

Gameplay 70%

[ + dodaj screen ]

OsaX Nymloth: Stójże w miejscu, cobym mógł Cię trafić! (PC)

OsaX Nymloth: Ugh, kiedy ostatnio myłeś paszczę? (PC)

OsaX Nymloth: You've seen my prey? (PC)

OsaX Nymloth: Holy crap! (PC)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka