Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Halo: Combat Evolved (PC)

Lubię to! 6

Premiera Świat - 30 wrzesień 2003 Premiera Polska - 5 listopad 2003

Ocena użytkowników: bardzo dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Gearbox Software Wydawca: Microsoft Game Studios

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 26 screenów, 9 video, 2 recenzji, 20 newsów,

Halo: Combat Evolved by SerafiN

[ zobacz inne recenzje 2 ]
Najlepsza recenzja dodana przez SerafiN SerafiN
Cztery lata temu na rynku konsol pojawiła się pewna czarno-zielona skrzynka, która służyła do grania przy telewizorze. Bill Gates, który był jej ojcem chrzestnym, dał jej na imię Xbox. Nazwa ta genialnie pasowała. Na obudowie widniał znak "X", a całość przypominało pudełko po butach... dużych butach... ot, takich kaloszach. Konsola ta już kilka dni po premierze zdobyła sobie grono fanów. Prezentowała ładną grafikę i ciekawe rozwiązania techniczne. Wiele osób jednak zwlekało z zakupem, ponieważ w dniu premiery i przez pewien okres od niej nie było na Xboxa żadnych ponadprzeciętnych produktów. Wszystko zmieniło się, gdy jeden z oddziałów Microsoftu wydał na swoją konsolę grę, która stała się flagowym tytułem nowej konsoli. Halo, bo o niej mowa, podwoiła zyski ze sprzedaży samej konsoli, a na siebie również zarobiła z nawiązką. Nic dziwnego, że Bill postanowił wyeksportować ten tytuł na wszystko, co "jego?, czyli Windowsa. Dzięki temu i pracy firmy Bungie po półtora roku od premiery oryginału, światło dzienne ujrzała konwersja Halo na PieCka: "Halo: Combat evolved".

He's alive! Alive!


Otwieram oczy, piekielnie boli mnie kręgosłup, z trudnością łapie oddech i nie mogę się poruszyć. Kac? Nie... Po chwili rozglądania się oczami, odkrywam, że znajdujesz się w jakiejś kapsule, przykryty szklaną pokrywą.
- Witam Master Chef - głos dochodzi zza pokrywy.
Po chwili wyłania się twarz mężczyzny, który wnikliwie cię obserwuje. Szklana kopuła podnosi się do góry, pozwalając ci wstać.
- Proszę wstać i rozejrzeć się - mężczyzna wygląda znajomo... całe pomieszczenie wygląda znajomo. - Proszę się nie martwić, Master Chef, cała pamięć zaraz wróci. Potrwa to krótką chwilę. A na razie proszę iść za mną, musimy stwierdzić, czy hibernacja nie wpłynęła ujemnie na pański stan.
Po testach orientacyjnych, przyszedł czas na regenerację egzoszkieletu. Naładowanie, rozładowanie i ponowne naładowanie.
- Wszystko sprawne szefie - rzekł mężczyzna do stojącego za szybą mostku kapitana - pozostał sprawdzian bojowy.
- Później to zrobicie - rozkaz szefa brzmiał jasno - a teraz Master Chef do mnie!

Red Alert


Wtedy się stało. Coś uderzyło w nasz statek. Po chwili dotarło do ciebie, że to abordaż, napad obcych. Dane z dysku pamięci ustalają, że atakujący, to znana we wszechświecie cywilizacja Covenant.

Nieuzbrojony biegnę w stronę mostka kapitańskiego, za zakrętem uzbrojeni po zęby marines strzelają do obcych i... mało co się nie wyrżnąłem ze śmiechu! Grupa ludzi w kamizelkach i z sześciesięciostrzałowymi karabinami szturmowymi nie daje sobie rady z metrowym ufoludkiem, który wygląda, jak krzyżówka żółwia kaczki i królika. Małe toto kwiczy, podskakuje i macha łapkami w panice, gdy się do niego strzela. Mam uratować ludzkość przed czymś takim? Gdy już traciłem nadzieję, przed samym mostkiem spotkałem bardziej rozwinięte i niebezpieczne stworzenia. Były wyższe, mroczniejsze, używały jakiegoś dziwnego pola siłowego i robiły uniki, jak chiński akrobata w czasie gradu. Napełniony większym zapałem do walki, ruszyłem na mostek po (jak miałem nadzieję) broń. I nie zawiodłem się na kapitanie. Oprócz rozkazu ewakuacji, dostałem swoje pierwsze spluwy. Pistolet i Karabin szturmowy. Po zabiciu kilku przeciwników, można pozbierać po nich broń, która, jak przystało na obcych, jest zmyśla i ciekawa (szerzej o niej później), zaczynają się schody. Otóż, można mieć przy sobie tylko dwie bronie na raz. Jest to dosyć realistyczne, ale na początku gry, gdy amunicje tracimy szybciej niż zdążysz "to" przeczytać, zamiast przerzucać między broniami, musimy wyrzucić pustą i po trupach szukać nowej. Na wyposażeniu marines, oprócz wspomnianego wcześniej pistoletu i karabinka, jest również snajperka, która jest cholernie przydatna w nocy, ze względu na wbudowany noktowizor, strzelba - dobra z bliska, a kiepska na otwartych przestrzeniach - oraz rakietnica, której przydatności chyba nie muszę objaśniać. Co do broni zielonych ludków, bardziej mi ona przypadła do gustu. Jest bardzo oryginalna. Mamy między innymi zielony pistolet plazmowy, niebieski karabin plazmowy, kilka innych karabinów i pistoletów plazmowych i coś co przypomina dużego, żywego... jeża! Przynajmniej takie jest pierwsze wrażenie, choć broń naprawdę może nakopać. Strzela ona cienkimi, długimi kryształkami, które same naprowadzają się na cel i detonują, gdy się do niego przykleją. Oprócz tych broni, są jeszcze pojazdy - od jeepów przez czołgi, aż po latające stateczki obcych. Następne są granaty, które przyklejają się do przeciwników. Komicznie wręcz wygląda, gdy przyklei się on do jednego z tych małych skaczących ludków a on zacznie panikować i biec w stronę swoich towarzyszy krzycząc coś cały czas. Po pewnym czasie tamci też wpadają w panikę i biegają wkoło aż granat wybuchnie... eh... fajne te stworki. Jeżeli natomiast wyczerpie nam się amunicja, a w pobliżu nie leży żadna broń, a granatów brak, możemy przyłożyć ufokowi z kolby. Niestety, autorzy przedobrzyli i uderzenie kolbą broni jest tak samo skuteczne, jak cała seria z karabinu... trzeba tylko podejść wystarczająco blisko.

We are the world


Równie różnorodny, co dostępne wyposażenie, jest cały świat gry. Twórcy popisali się w tworzeniu miejscówek i dzięki nim zwiedzimy tunele, dżungle, wnętrza podziemnych kompleksów i naziemne strażnice. Przemierzymy wielkie połacie terenu jeepem i stoczymy zacięte boje w ciasnych korytarzach przy znikomym świetle. Przyznam się szczerze, ze zaparło mi dech w piersi, gdy wylądowałem na planecie, która przypomina pierścionek, a życie toczy się w jej wewnętrznej części. Można było prześledzić całą planetę wzrokiem, ruszając myszką tylko w górę i zataczając koło. Moja fascynacja nie byłaby pewnie tak wielka, gdyby nie piękna grafika, która na dobrym sprzęcie może dorównać FarCry'owi na średniej rozdzielczości. Niestety, za dużo czasu spędzimy w ciemnościach, aby nasycić się do pełna przepięknym światem, bo gdy już zaczynamy tę grę naprawdę lubić... pojawia się plansza końcowa. Tak, tak.. niestety gra jest krótka. Trzy wieczory wystarczą, aby gra była z powrotem na półce, gdzie zacnie się prezentuje. Żywotność gry przedłuża znacznie tryb multiplayer, który jest bardzo rozbudowany. Musze powiedzieć, że pod tym względem Halo przypomina bardziej UT 2004 niż jakąś arcade'ową strzelankę. Trybów gry jest ponad 10. Od prostych CTF i DM poprzez walkę na pojazdy, wykonywanie zadań, itp. Ponadto do trybu wieloosobowego dodane zostały dwie nowe bronie. Warty wspomnienia jest jednak tylko miotacz ognia, który smaży przeciwników stojących w grupkach. Szkoda, że nie ma tej broni w kampanii jednoosobowej, byłaby większa jatka.

Muzyka w grze stoi na najwyższym poziomie. W Halo usłyszymy muzykę dla każdego. Od symfonii, poprzez rock, aż do bębnów. Naprawdę każdy znajdzie tu coś dla siebie. Co do głosów postaci niezależnych są one dobrze, a czasami nawet świetnie odwzorowane, co możemy powiedzieć również o odgłosach broni (szczególnie obcych), jak i krzyków ufoludków (ah, te zawodzenia umierających obcych).

Halo? Mama?


Reasumując, Halo jest grą dla wszystkich fanów shooterów FPP, którzy mają odpowiednio mocny sprzęt i mogą wybaczyć drobne niedociągnięcia i krótką rozgrywkę. Jeżeli lubisz wartką akcję i mnóstwo przeciwników, pchających ci się pod lufę, jeżeli masz na tyle opanowane nerwy, aby nie wyrzucić monitora, czekając na kolejny savepoint i jeżeli spodobał ci się Half-Life, a przez Snowblinda zarywałeś noce, to ta gra jest dla ciebie!

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: SerafiN SerafiN który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  schludna grafika
+ fabuła
+ wciąga...

Minusy

  SI przeciwników
 wtórność lokacji
 niewyważona siła broni

dlatego SerafiN
ocenia tę grę na:

8

Grafika 80%

Dźwięk 80%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.0

Grafika 75%

Dźwięk 80%

Gameplay 75%

[ + dodaj screen ]

E. Siekiera: Widoczek niczego sobie... (PC)

E. Siekiera: Snajper... (PC)

E. Siekiera: Wróg na horyzoncie! (PC)

E. Siekiera: Czterej pancerni (PC)

Postacie [4]

Pillar of Autumn
Master Chief
  • Nazwa: Master Chief
  • A.K.A.: John-117, Spartan-117, Demon
  • Typ: Osoba
343 Guilty Spark
Cortana
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka