Resident Evil (Game Cube)
Premiera Świat - 22 marzec 2002
Ocena użytkowników: rewelacja
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Capcom Production Studio 4 Wydawca: Capcom
Gatunek: Akcja/Arcade, Przygoda Podgatunek: Survival Horror Cechy gry: TPP
Rozgrywka: Singleplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 9 screenów, 2 video, 1 recenzji, 2 newsów,
REwelacyjna REedycja
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
dopelfish
Wszystko zaczęło się w czerwcu 1998 roku. Drużyna Bravo została wysłana tu, do Raccon City, by sprawdzić, co jest przyczyną mordów w pobliżu gór Arklay; przypuszczano, że to grupa kanibali ukryła się w górach. Jednak mieszkańcy mieli inne zdanie. Twierdzili, że tych czynów nie dopuścili się ludzie, tylko potwory. Brzmi nieprawdopodobnie, ale nawet nie wiedzieli, ile mają racji...
Kontakt z drużyną Bravo urwał się. My, drużyna Alpha, składająca się ze mnie, Jill Valentine, Barrego Burtona, Alberta Weskera, Josepha Forta oraz Brada Vickersa, zostaliśmy wysłani z misją odnalezienia oddziału Bravo. Wylądowaliśmy w lesie, gdzie zaczęliśmy szukać poszlak. Wpakowaliśmy się jednak w prawdziwy koszmar. Po chwili napadło nas stado psów... jeśli w ogóle można je tak nazwać. Nie miały sierści ani skóry, niektórym wystawały na wierzch flaki i kości. Były za to niezwykle silne, szybkie i agresywne; z ich powodu zginął Joseph... Chcieliśmy się ewakuować, ale ten tchórz - Brad - odleciał, zanim zdążyliśmy dobiec. Niech go diabli... Musieliśmy wycofać się do stojącego w pobliżu dworu; sądziliśmy, że tam będzie bezpiecznie.
Jakże się myliliśmy...
Po wejściu okazało się, że zniknął Barry. Jednak nie mogliśmy wyjść go szukać... tam cały czas czyhało stado tych przeklętych kundli. Chwilę później usłyszałem hałas, coś jakby strzał z broni. Poszedłem to sprawdzić, a Jill i Wesker mieli na mnie poczekać w hali głównej.
To, co zobaczyłem dwa pokoje dalej, zapamiętam do końca swoich dni. Był to potwór, przypominający człowieka, pożerający zwłoki Kennetha z oddziału Bravo. Nie miał włosów, za to miał puste oczodoły i podgniłą skórę; wyglądał jak umarlak z tych wszystkich kiczowatych horrorów. Wycofałem się, by donieść o tym Weskerowi, ale zarówno on, jak i Jill zniknęli. "Trzeba poszukać jakiegoś tylnego wyjścia, wezwać pomoc!" - pomyślałem. Postanowiłem więc zbadać ten dziwny dwór...
Okazało się, że spotkany wcześniej potwór nie jest tu jedynym... Po dworze i okolicach kręciło się ich znacznie więcej. Co najgorsze, często spotykałem je w grupach, co utrudniało mi ich eliminację. O ile pojedynczy umarlak nie stanowi większego problemu, to jeśli jest ich więcej, mogą człowiekowi dać solidnie w kość... Dobrze, że mimo wszystko znalazłem jakąś broń, bo z samym nożem długo bym nie przeżył. Na początku służył mi dobrze pozostawiony przez Jill pistolet. Nie była to jakaś szczególnie potężna pukawka, ale lepsze to, niż nic... W niedługim czasie znalazłem też strzelbę, która okazała się być później moją podstawową bronią. W moje ręce wpadł też Magnum, podobnego do tego, którego ma Barry, jak i mały pistolecik z jednym nabojem w środku. Dodatkowo, mogłem użyć porozrzucanych tu i ówdzie przedmiotów, takich jak sztylety, czy granaty, które pozwalały uniknąć mi ran, kiedy złapał mnie zombie, czy rzucił się na mnie pies. Ale w wypadku umarlaków nie wystarczyło tylko do nich postrzelać, czy podźgać nożem... Te cholerne zgniłki po jakiejś godzinie wstawały z powrotem, diametralnie zmienione. Stawały się szybsze, zwinniejsze, silniejsze, wyrastały im pazury, a ich skóra nabierała koloru czerwonokrwistego. Mimo to, odkryłem dwa sposoby zabicia ich "na śmierć". Pierwszy z nich, odstrzelenie głowy, wymagał ode mnie dość silnej broni i sporej celności, czasem mogłem strzelić w nogi i rozwalić ją kopniakiem. Drugim ze sposobów była kremacja. Za pomocą zapalniczki i znalezionej w jednej z graciarni butli na paliwo, mogłem po prostu zastrzelić tego potwora i po prostu go spalić. Jednak to rozwiązanie jest dość frustrujące, gdyż zajmuje cenne miejsce na inne przedmioty, których mogę ze sobą wziąć przecież tak mało...
Najgorszy był jednak potwór, którego spotkałem w zrujnowanym domku letniskowym... Wielka, ogromna kupa mięcha, wydająca potępieńcze jęki. Jego wygląd budzi obrzydzenie, albowiem na sobie ma wiele poodrywanych ludzkich twarzy. Co najgorsze, w żaden sposób nie udało mi się go dotąd zabić; nieważne, ile i z czego do niego strzelałem, rezultaty były mizerne. Takich potworów jest więcej, jak choćby przeogromny wąż, czy też żądna krwi roślina. Skąd się wzięły te wszystkie szatańskie pomioty?! Nie ukrywam, że czasem nieźle się bałem, kiedy jakiś z tych stworów wyskakiwał na mnie z ukrycia...
Przeżyć pomagała mi wiedza o porozrzucanych w pobliżu ziołach. Najczęściej spotykałem zielone, przyspieszające gojenie się ran, ale zdarzały się też niebieskie i czerwone. Te pierwsze pozwoliły mi wyleczyć naturalne toksyny, natomiast drugie same nie miałyby żadnego efektu, lecz w połączeniu z zielonym zielskiem wzmacniały jego działanie. Czasami spotykałem też rośliny, które były na razie zbyt małe, bym mógł je wziąć ze sobą, ale mimo wszystko pomagały wylizać się z ran.
Dwór jest pełen zagadek. Poczynając od zebrania czterech masek, by móc się z niego wydostać, po przestawianie zegara, czy granie na pianinie. Niektóre z nich wymagają sporej zręczności, przy innych wymagane jest logiczne myślenie. Większość zdaje się być jakąś spójną całością; jeśli nie wiedziałem, co dalej robić, wystarczyło przeczytać wcześniej zebrane dokumenty, czy obejrzeć posiadane już przedmioty. Tylko czasami miałem wrażenie, że ktoś, kto projektował ten dwór, nie jest zdrowy na umyśle, albowiem niektóre z tych zagadek wymagały wręcz absurdalnego myślenia, lub też niezliczonych podejść.
Jednak, pomimo tych potworów, cała rezydencja jest na swój sposób piękna. Przede wszystkim jest ogromna, a wszystko wykonane z najmniejszymi detalami, takimi jak świece, malowidła sławnych malarzy, czy przepiękne rzeźby. Czasami nawet przystawałem na chwilę i podziwiałem otoczenie. Wszystko to zdawało się kontrastować z porozbijanymi posągami, rozbitymi oknami i ciałami, będącymi końcowym efektem walki o przetrwanie. W pobliżu dworu znajduje się m.in cmentarz (ilekroć muszę tam pójść, przechodzą mnie ciarki), czy też baza dla strażników. Wszystko wygląda wspaniale i gdyby nie te potwory, to z chęcią bym tu zamieszkał.
Moje sprawozdanie musi dobiec w tym momencie końca. Zostało mi tutaj jeszcze dużo do zrobienia, a do drzwi zaczyna dobijać się jakaś istota, wydająca potępieńcze dźwięki. Muszę być gotowy, by stawić jej czoło..
recenzja dodana przez:
dopelfish
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ grafika, grafika, grafika!
+ niesamowity klimat (imo najlepszy z całej serii)
+ zróznicowane modele przeciwników
+ nowe lokacje
+ muzyka, dźwięki
− czasem idiotyczne zagadki
− kamera
− czemu podczas strzelania postać musi stać w miejscu
− system przedmiotów mógłby zostać poprawiony
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 100%
Dźwięk 80%
Gameplay 80%
Diverse: Barry wkracza do akcji (Game Cube)
Diverse: Jill w pełni blasku (Game Cube)
Diverse: Co nadchodzi...? (Game Cube)
Diverse: Chris z shotgunem (Game Cube)
Postacie [8]
- Nazwa: Albert Wesker
- Typ: Osoba
- Nazwa: Jill Valentine
- Typ: Osoba
- Nazwa: Beretta 92FS
- A.K.A.: Beretta M9
- Typ: Broń
- Nazwa: Barry Burton
- Typ: Osoba
- Nazwa: Rebecca Chambers
- Typ: Osoba
- Nazwa: Chris Redfield
- Typ: Osoba
- Nazwa: Ingram MAC-10
- Typ: Broń
- Nazwa: FN Minimi
- A.K.A.: M249 SAW
- Typ: Broń















