Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

James Cameron's Avatar (iOS)

Lubię to! 1

Premiera Świat - 14 grudzień 2009

Ocena użytkowników: raczej słaba

1 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Gameloft Dystrybutor: App Store Wydawca: Gameloft

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP

Tematyka: Science-Fiction,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 7 screenów, 8 video, 1 recenzji, 5 newsów,

Avatar - dwadzieścia lat wcześniej

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Pablos Pablos
Wszyscy fani nowego filmu Jamesa Camerona pewnie mają nowego ulubionego bohatera - Jake’a Sully’ego, niepełnosprawnego marine, który pod postacią Awatara nieźle namieszał na planecie Pandora. Jednak Sully nie był pierwszym człowiekiem, któremu było dane "wejść" w niebieską, sztucznie stworzoną postać i wstąpić w szeregi plemienia Na’vi. Otóż dwadzieścia lat przed wydarzeniami o których opowiada film na Pandorze Awatara testował inny żołnierz - Ryan Lorentz. O nim i jego historii opowiada "James Cameron’s Avatar" w wersji przygotowanej specjalnie dla platformy iPhone.

Ryan zdecydowanie nie był człowiekiem szczęśliwym. Gdy jego ukochana rodzina straciła życie w wypadku, Lorentz stał się wrakiem; cieniem samego siebie z dawnych lat. Na niczym mu nie zależało, a już najmniej na samotnym, pozbawionym nadziei życiu. W ten sposób stał się człowiekiem idealnym do przeprowadzenia testów nowej technologii - Awatarów, czyli sztucznie wykreowanych istot, stworzonych w połowie z DNA plemienia Na’vi, zamieszkującego planetę Pandora, w drugiej połowie zaś z DNA osoby wcielającej się w Awatara.

Tak rozpoczyna się dość długa, jak na mobilne warunki i standardy opowieść, podczas której poznamy całe piękno planety, jej historię, florę i faunę oraz będzie nam dane wziąć jak najbardziej czynny udział w znacznych wydarzeniach; w tworzeniu prawdziwej historii.

Jest to gra platformowa umiejscowiona w otoczeniu 3D. Plansze dzielą się na dwa podstawowe typy: klasyczne, gdzie mimo iż dokoła zdaje się być cały, ogromny świat w zasadzie poruszać się można po jednej, wyznaczonej linii, bez możliwości zboczenia z kursu oraz nietypowe - na które nie nałożono podobnych ograniczeń.

Pierwszy rozdział rozgrywa się w wojskowej bazie i uczy nas jak sterować postacią. Służy do tego gałka analogowa "narysowana" w lewym dolnym rogu, od siły jej wychylenia zależy czy Ryan będzie szedł, czy biegł. Z prawej natomiast strony znajdziemy klawisz skoku oraz akcji - odpowiedzialny za użycie broni. Tam także znajduje się opcja zmiany aktualnie trzymanej broni. Ale to nie wszystko: na ekranie znajdziemy także dwa dodatkowe przyciski, odpowiedzialne za użycie siły specjalnej naszego bohatera, tzw. mocy "Eywa" oraz rzecz stworzoną dla wszystkich leni - ukazywanie kierunku, w którym powinien udać się bohater. Po użyciu tej opcji pojawia się świetlisty kursor, odpływający gdzieś w dal - tam właśnie znajdziemy aktualny cel.

Przeważnie akcję obserwować będziemy zza pleców Ryana, ale nie zawsze. Kamera zmienia się dość płynnie, przesuwa tak, by optymalnie ukazać dany fragment planszy. Gracz jest pozbawiony możliwości samodzielnego sterowania kamerą, ale na szczęście domyślne jej ustawienie zawsze jest idealne. Czasem więc akcję oglądać będziemy z boku, a czasem nawet z dołu, gdy Ryan się porusza po lianach.

Grafika w "James Cameron’s Avatar" na iPhone to po prostu majstersztyk. Prawdopodobnie jest to aktualnie najładniejsza gra na tę platformę w ogóle, kunszt z jakim przedstawiono Pandorę jest trudny do opisania - statyczne screeny nic a nic nie oddają piękna krajobrazów i przestrzeni, jakie dane nam będzie oglądać na wyświetlaczu. Dżungla i stepy prezentowane o różnych porach dnia i nocy naprawdę zapierają dech w piersiach, podobnie jak precyzja, z jaką stworzono mechanizm poruszania się postaci - nie tylko ludzi czy humanoidalnych Na’vi, ale wszystkich stworzeń, jakie napotkamy w grze. Ich liczba co prawda nie jest zbyt imponująca, lecz zastosowanie zasady iż zawsze występują w grupach powoduje, że nie można narzekać. Same stworzenia zostały w dodatku także doskonale zaprojektowane; zwierzęta z jednej strony podobne do naszych, ziemskich (na kształt wilków, jeleni, nosorożca, lwa czy konia), z drugiej totalnie niesamowite, kolorowe, momentami potworne, innym razem przyjemne dla oka, małe i zwinne lub gigantyczne, ociężałe, dokonujące małego trzęsienia ziemi podczas biegu. Plansze nieograniczone "sztucznymi ścianami" pozwalają na wykorzystanie Pandorowego niby-konia do jazdy wierzchem, co znacznie przyspiesza sposób przemieszczania się, a dodatkowo zwala z nóg precyzją odwzorowania zachowania tak zwierzęcia, jak i jeźdźca (mimo faktu, iż nasz wierzchowiec posiada sześć nóg, zamiast czterech).

Pandora to także wspaniałe wodospady, liczne stepy i porastające je barwna roślinność, ale i przestrzeń powietrzna, obserwowana z grzbietu Banshee oraz tajemnicze cmentarzyska, pozbawione innej roślinności jak tylko ta trująca, lub inteligentna. Gigantyczne, drapieżne kwiaty zastawiające pułapki to widok śmieszny tylko do momentu, aż dostaniemy się w do wnętrz ich ogromnych paszcz.

Taka grafika ma swój koszt - na szczęście gra jest płynna, lecz wiele elementów ukazuje się dopiero po zbliżeniu do nich. Nie mówię o normalnym przedstawieniu sprawy, czyli coś niewidoczne z daleka staje się widocznym po podejściu bliżej. Chodzi mi o fakt, iż rośliny przeważnie wyrastają dosłownie pod nogami bohatera - do pełni szczęścia powinny jednak przynajmniej z pięć metrów przed nim już być widoczne. Tę sytuację za to rekompensuje fakt wyśmienitego zastosowania przez Gameloft zabawy ciemnością. Znajdziemy plansze, gdzie panuje mrok totalny, a jedynym blaskiem jaki ujrzymy jest ten od ognia wystrzeliwanej amunicji - klimat jest miażdżący.

Ryan Lorentz płynnie zmienia broń między karabinem, łukiem i włócznią. Warto testować różne rodzaje broni na różnych przeciwnikach, można dostrzec ciekawe zależności. Nasz Awatar automatycznie wykonuje combosy po przytrzymaniu klawisza akcji, a przy tym zdobywa także coś na kształt doświadczenia, od którego zależy wspomniany nieco wyżej atak specjalny, moc Eywa ma coraz większe zastosowanie. Wpierw jest to tylko atak odpychający przeciwników, potem już także leczący bohatera i naturalnie coraz to mocniejszy - a przecież wciąż jest to dalej jeden i ten sam cios specjalny.

W dwóch rozdziałach trafiamy do wioski Na’vi, gdzie należy wykonywać kolejne zadania w iście erpegowym stylu; z kimś pogadać, coś przynieść, kogoś wyeliminować. Wtedy też gra staje się pełnowymiarową, po wyjściu z wioski można swobodnie wędrować po naprawdę pokaźnych rozmiarów fragmencie Pandory. Wspomniany wcześniej klawisz wskazywania kierunku tu staje się mapą. Innym dodatkiem jest lot na Banshee, ni to ptaku, ni to gadzie, gdzie trzeba podczas lotu unikać przeszkód i walczyć z helikopterami przy pomocy... łuku. I to jest śmieszne, nie da się zaprzeczyć, zwłaszcza że autentycznie po naszych strzałach potężne maszyny spadają na ziemię...

Drugim upierdliwym i psującym zabawę minusem jest fakt, iż nasi przeciwnicy potrafią być momentami totalnymi kretynami. Że bohatera nie widzą z pewnej odległości - jasna sprawa. Ale gdy traktujemy ich strzałami z łuku, trafiamy raz za razem w wyraźny sposób pozbawiając ich zdrowia, a oni dalej nie kojarzą, że Ryan jest niedaleko - to już jest przesada.

Podczas gry często towarzyszą nam ciche, klimatyczne melodie, ale jeszcze częściej cisza - taka posępna, zapowiadająca same nieprzyjemne niespodzianki cisza, przerywana tylko odgłosami natury. Samych melodii jest niewiele, klimat zbudowany został raczej na braku muzyki właśnie. Sytuacja ulega zmianie podczas finałowej walki, gdzie "Dies Irae" Mozarta jest rewelacyjnym tłem dla ostatecznej konfrontacji.

Gigantycznym plusem w grze jest także brak jakichkolwiek loadingów, prócz naturalnie tych podczas ładowania kolejnego rozdziału. Na planszy już, mimo przemieszczania się między lokacjami już nic nie jest dogrywane, aż dziwne.

"James Cameron’s Avatar" reklamowany jest jako prolog do filmu, część składowa historii obejrzanej na dużym ekranie i rzeczywiście, w takiej roli sprawdza się wyśmienicie. Ale potraktowany jako samodzielny tytuł też spisuje się rewelacyjnie. Gra mimo kilku niedopracowań jest tytułem zapewniającym wspaniałą, dość długą zabawę, na którą składa się bardzo dobre sterowanie, przepiękna grafika, potrafiąca zawrócić głowie nawet takim, którzy na grafikę w grze patrzą na końcu i przede wszystkim fabuła, która jest opowieścią autentycznie wzruszającą, piękną, i mówiącą o czymś więcej niż tylko walka dobra ze złem.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Pablos Pablos który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  przede wszystkim grafika
+ a po drugie klimat
+ bardzo dobre sterowanie
+ walka to sama przyjemność...
+ ...podobnie jak elementy zręcznościowe
+ naprawdę udana fabuła

Minusy

  momentami bardzo głupi przeciwnicy

dlatego Pablos
ocenia tę grę na:

9

Grafika 100%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

Ocena wszystkich
recenzentów

9.0

Grafika 100%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

[ + dodaj screen ]

Pablos: Oko w oko z niebezpieczeństwem (iOS)

Pablos: Czy to koń? Bez ogona? (iOS)

Pablos: Lot nad kukułczym gniazdem (iOS)

Pablos: Mam łuk i nie zawaham się go użyć! (iOS)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka