Pokemon Red/Blue (Game Boy Color)
Premiera: nie znamy jeszcze daty premiery
Ocena użytkowników: bardzo dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Game Freak Dystrybutor: Stadlbauer Toys Wydawca: Nintendo
Gatunek: RPG, Dla dzieci Cechy gry: Widok z góry
Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 4 screenów, 1 video, 1 recenzji,
Gotta Catch 'Em All!
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Ingmar
Adam "Ingmar" Jank
Potwór z czeluści kieszeni
Pomysł stworzenia Pokemonów zrodził się w głowie Satoshi Tajiriego, fana gier wideo i insektów, pochodzącego z Kraju Kwitnącej Wiśni. Za młodu, miast do szkoły chodzić, pan Satoshi wolał robaków szukać i kolekcję swą powiększać. Szczególnie chrząszcze sobie upodobał, które co raz do bratobójczej walki posyłał. Tak oto, w bólu i mękach - głównie owadzich - zrodził się pomysł stworzenia Pokemonów (Pocket Monster - jak brzmi oficjalna wersja nieskróconej nazwy). Koncept powoli dojrzewał, aż wreszcie, dzięki wsparciu Nintendo, bliźniacze edycje ujrzały światło dzienne. W ciągu sześciu lat walka i kolekcjonowanie zdążyły wzbogacić się o element socjalny - dlatego każdą generację Pokemonów otwierają dwie gry, różniące się jedynie kilkoma rodzajami ekskluzywnie występujących stworków. Chcesz mieć wszystkie? Musisz współdziałać z innymi. I przy okazji zakupić specjalny kabelek od Nintendo. ;]
Bycie mistrzem celem mego istnienia
Nasza wielka przygoda rozpoczyna się w Pallet Town, malutkim miasteczku, będącym jednocześnie prawdziwą kuźnią młodych talentów. Przyjdzie nam wcielić się w młodego chłopaka (ach, ta dyskryminacja :P), początkującego trenera Pokemonów, który obrał sobie cel w życiu - zostać mistrzem świata. I to nie "jakimś-tam" mistrzem. O nie, mistrzem jedynego, słusznego sportu - walk Pokemon. Jakby to było zbyt mało ambitnym zadaniem, nasz heros, zrazu podejmuje się kolejnego. Coby pomóc w badaniach pewnemu profesorowi, ochoczo bierze Pokedex i stwierdza, iż złapanie wszystkich stworków to żaden problem. Tak więc cele mamy dwa: dużo walczyć i jeszcze więcej łapać. Jeśli chodzi o scenariusz: to by było na tyle. Przy okazji przewijają się jeszcze wątki rywalizacji, ratowania świata i przyjaźni przeciwstawionej brutalnej sile. Taka standardowa, erpegowa papka, ubarwiona dodatkowo w edukacyjne przesłanie. No, ale w końcu docelową grupą odbiorców są dzieciaki, a nie znudzeni życiem ekscentrycy.
Labirynt walki pełen
Rozgrywka odbywa się za pośrednictwem dwóch głównych ekranów oraz kilku pobocznych, pełniących rolę menusów. Podróżowanie po świecie przebiega w typowy sposób - lokacje podziwiamy z perspektywy "lotu ptaka", a kamera jest zawsze wycentrowana na naszej postaci. Za sterowanie odpowiada krzyżak, zaś "A" pozwoli na interakcję ze światem. Upośledzoną, ale istniejącą. Możemy rozmawiać z napotkanymi postaciami, podnosić przedmioty, czytać tekst znajdujący się na ogłoszeniach, itd.
Świat gry przypomina labirynt. O swobodnym wędrowaniu należy zapomnieć. Ze wszystkich stron ograniczają nas ściany, wykonane z tego czy innego tworzywa. Skale bloki, budynki, niezniszczalne pasy drzew, a nawet pływające po wodzie boje...
Rzecz dzieje się w Kanto, z turystyczno-geograficznej perspektywy - całkiem urozmaiconym regionie. Do dyspozycji dostajemy osiem większych metropolii, dwa miasteczka, oraz drogi, znajdujące się między nimi. W miastach realizujemy nasze powołanie do bycia mistrzem - walczymy z lokalnymi liderami, by zdobyć zdobyć kolejne odznaki - certyfikaty wymagane do wystartowania w rozgrywkach ligowych. Po drogach i bezdrożach, tymczasem, podróżujemy, by podszkolić swoje umiejętności i uzupełnić Pokedex.
Wędrowanie szczególnie ciekawe nie jest, zatem czym prędzej przejdźmy do drugiego ekranu - walki. Dostać się do niego można na dwa sposoby. Albo zaatakuje nas dziko żyjący Pokemon, albo wyzwie inny trener. Stwory egzystują poza obrębem miast: w wysokiej trawie, pośród morskich fal czy w czeluściach jaskini. Występują stadnie i bez limitu, tj. jeśli na zamieszkany obszar wejdziemy, to walka czeka nas średnio co trzy kroki, a zapas oponentów nigdy się nie wyczerpie. Z trenerami jest nieco inaczej. Co prawda również występują w ilościach hurtowych, ale ich zasoby kończą się znacznie szybciej: po odniesieniu porażki, dany osobnik nie będzie miał ochoty na rewanż.
Walka obywa się w systemie turowym, co odbiło się na zastosowanych rozwiązaniach. Zacznijmy może od elementarnego faktu - Pokemony się nie poruszają, a jedynie naprzemiennie wymieniają ataki. Umiejętności zręcznościowe zostały ograniczone do wciskania na zmianę "A" i krzyżaka. Opcji mamy niewiele - atak, użycie przedmiotu, zmiana Poka lub ucieczka, niemożliwa w przypadku walki z innym człowiekiem. Pole do działania wydaje się być mocno ograniczone, lecz to jedynie pierwsze wrażenie. Za walką stoi kawał solidnej mechaniki.
Papier, kamień, nożyce 2.0
Pokemony zostały stworzone na podobnej zasadzie, co popularna gra towarzyska (no, dobra ;) ): papier, kamień, nożyce. Każdy stworek ma typ, odpowiadający temu, czym jest. Dla przykładu: Ponyta, płonący koń, ma typ ognisty, a popularny żółty gryzoń, Pikachu, jest elektryczny. Podobnie jak u duchowego protoplasty, każdy typ ma przewagę nad innym i ulega następnemu. Pokemony wodne zmiatają ogniste, a muszą się wystrzegać roślinnych, które z kolei powinny obawiać się starcia z lodowymi.
Powiązań jest sporo, a sprawy jeszcze mocniej komplikuje fakt, iż niektóre Poki mają typy dwa, a typ używanego ataku wcale nie musi odpowiadać typowi użytkownika. Do tego dochodzą zawiłości mechaniki standardowe dla systemów RPG - zaatakowanie ognistego stwora atakiem wodnym wcale nie musi się skończyć anihilacją tego pierwszego, jeśli tylko będzie dostatecznie silny. Przez owo "silny" należy rozumieć: posiada odpowiednio wysoki poziom, co przekłada się na wysokość statystyk i tak dalej... Damn, więcej tu matmy i tabelek niż czegokolwiek innego. ;] Na szczęście, zastosowana mechanika jest kompleksowa - aby opanować podstawy, wygrywać walki i po prostu dobrze się bawić, nie jest wymagana rozległa wiedza matematyczna i kalkulator spoczywający w prawicy. A to z prostego powodu - niskiego poziom trudności rozgrywanych walk. Po co więc znajomość niuansów? Ano potyczki z żywym oponentem to jazda na zupełnie innym poziomie. Choć znalezienie przeciwnika w Polsce może być nieco problematyczne... no, nvm, wróćmy do Pokemonów. Wersje Red/Blue udostępniają tzw. "pierwszą generację", czyli stworki zajmujące w Pokedeksie numery od 1. do 151. Najbardziej klasyczne, ograne, przewijające się przez wszystkie następne odsłony i prawdopodobnie najlepiej wykonane. Każdy jest autonomiczny, odmienny i zaprojektowany z sercem, a nie tylko chęcią uzupełnienia bankowego konta o kolejne "zero". Kawał dobrej roboty.
Pikseloza z pasją
Omawiana edycja ujrzała światło dzienne ponad 10 lat temu i już wtedy nie wyglądała powalająco. Ograniczenia zwykłego GameBoy'a dają się we znaki: przykra dla oka pikseloza czy brak wielu kolorów. Tak, tak, pierwszy GB nie oferował nawet pełnej gamy barw. Mamy czarny, biały, niebieski, czerwony, zielony i różne odcienie szarości. Tylko tyle i zarazem: aż tyle. Bo choć technologia ssie, to wykonanie jest całkiem niezłe. Szczególnie ciekawie prezentują się same Pokemony: nakreślone z fantazją, polotem i przede wszystkim... humorem. Zadziwiające pozy, wyrazy twarzy czy przesadzone elementy - kto widział język Golbata, ten wie, o czym piszę ;) - występują na porządku dziennym. I to jedyna wersja, w której możemy je podziwiać.
Co się tyczy dźwięku: piękny nie jest, ale zawiera ten nostalgiczny ładunek emocjonalny, zbliżony do Super Mario Bros.'a i innych, przedpotopowych tytanów. Ot, proste, przyjemne dla ucha melodyjki.
Przy okazji tematu "niedzisiejszości" nie może zabraknąć niewygodnej mechaniki. Ta, prezentuje zadowalający poziom jedynie, gdy w zestawieniu pominiemy późniejsze wersje czy RPG-i w ogóle. Niesortowany ekwipunek, mieszczący jedynie 20 przedmiotów, konieczność własnoręcznej zmiany ustawień "pudełek", w których składowane są Poki czy samodzielnego wybierania HM-ów z menusów, to tylko początek długiej listy przeszkód stających na drodze do komfortowego grania.
Gotta Catch 'Em All!
Pokemon Red/Blue to pozycja dobra i obowiązkowa dla wszystkich fanów RPG, posiadających pierwszego GameBoy'a. Rozbudowana, a zarazem łatwa do opanowania mechanika, stosunkowo długi czas rozgrywki (15-20 godzin) i sympatyczne, rozpoznawalne uniwersum zapewnią wiele miłych chwil z konsolką w ręku. Niestety, po tylu latach od premiery, napawać się nią będą jedynie prawdziwi maniacy, gotowi ścierpieć niewygodne rozwiązania i przestarzałą oprawę audiowizualną.
Na koniec drobna adnotacja: W 2004 roku GameFreak zdecydował się wydać wersje Fire Red/Leaf Green, będące remake'em pierwszych edycji, wzbogaconym o nowy obszar do eksploracji - Wyspy Sevii. Pod względem wygody rozgrywki to zdecydowanie przyjemniejszy sposób na zapoznanie się z klasykami, choć w mojej opinii: zabrakło specyficznego klimatu. Ale to tylko zrzędzenie dinozaura, który się wychował z GB w ręku. ;)
recenzja dodana przez:
Ingmar
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Pomysł!
+ Grywalność
+ Mechanika
+ Pierwsza, klasyczna generacja Pokemonów
− Oprawa audiowizualna
− Rozgrywka bywa niewygodna
− Tematyka - zdecydowanie nie dla każdego
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 50%
Dźwięk 70%
Gameplay 80%
fiaile: Przywołujący wspomnienia ekran tytułowy (; (Game Boy Color)
fiaile: Położył się wzdłuż drogi i nie przepuści - no, obrazek jak z naszego kraju. (Game Boy Color)
fiaile: Oak ? Rany, nie znam gościa. (Game Boy Color)
fiaile: Bohater przed swą skromną hacjendą. (Game Boy Color)

