-
moim zdaniem jeden z najlepszych bohaterow z gier.. niby wyksztalcony prof. a jednak zabija hordy potworow... w HL2 fajnie zrobiono ze wszyscy dookola nas znaja xD. .... szkoda ze nieda sie w grze grac jako zly gordon.. ;/ ale niejest to wada gry
Tutaj będziesz miał możliwość porozmawiać o grach, najnowszych wydarzeniach, a czasem - po prostu strzelić sążnistego off-topica w odpowiednim dziale.
-
Gordon Freeman
20
-
-
Sam osobiście nie grałem w żadną z odsłon Half-Life'a, jednak nie zmienia to faktu iż uważam, że Gordon Freeman jest jedną z najgłośniejszych męskich postaci w światku komputerowym.
-
-
Grałem nawet HL mi się podobał, lecz nic nie przebije ( wiem że zaraz odpowiecie że CS, ale go nienawidzę ) HL:2DM i rzucania się umywalkami bądź tarczami od pił tarczowych...
-
-
Że aż się wypowiem...
Gordon Freeman najlepszą postacią?
No luuudzie! Ta postać ma za sobą dwie pełne wersje gier, kilka dodatków... I nie wypowiedziała ani jednego słowa! Gdyby nie dobra wola grafików, którzy porobili artworki nie wiedzielibyście nawet jak on wygląda.
Profesor... Phi! Otóż to. Historia Gordona jest naciągana bardziej niż kłamstwa naszych polityków.
On nie pokonałby Jamesa Earla Casha... W sumie z taką muskulaturą nie poradziłby sobie nawet ze szczurokretem z Gothic'a. Nie wspominając już o historii w której przenosi się pomiędzy wymiarami w których zabija łomem kosmitów... N-O-N-S-E-N-S!
Jedyna rzecz, która ratuje charakter Gordona to interakcja z innymi postaciami. A raczej ich monologi do nas... Bo Gordon to niebywały okaz gbura. Ani słowem się nie odezwie... Do nikogo.
Jak więc możecie twierdzić, że jest najlepszy? Nawet Tobias Riper z Hitman'a był bardziej wyrazisty, pomimo iż za wiele do powiedzenia to on nigdy nie miał.
Gordon Freeman to postać, która tak na prawdę nie istnieje.
Nie ujmuję nic grze... Bo Half-Life jest świetną gierką; Trzyma niesamowity klimat, ma interesujące rozwinięcia fabuły, jest porządnie zrobiona... No nie ma czasu na nudę. Ale postać Gordona jest wymyślona na siłę, to widać. Jest przy tym jedną z najgorszych postaci wszechczasów. Przynajmniej dla mnie.
-
-
Albo wręcz przeciwnie, jest postacią genialną, bo w ogóle nie jest zarysowany. Każdy gracz ma w głowie swój obraz Gordona. I dla każdego to jest inna postać. To jest ten typ bohatera, który jest ledwo zarysowany i właśnie przez to łatwiej jest się z nim zżyć i poczuć się nim niż najbardziej nawet konfigurowalnej postaci (śmiem twierdzić, że właśnie gracze wcale nie wczuwają się w postacie w grach, w których można samego siebie wykreować rzeźbiąc twarz i ubierając ją).
Jak się gra w grę z wyrazistą postacią to zawsze czujemy, że to ktoś inny, może i tym bohaterem sterujemy, ale to nie my. Jak w filmie. Ale takie gry jak HL2 czy Hitman podrzucają nam nie tyle postać co naczynie, do którego można siebie wlać.
Bo właśnie najbardziej ludzie się przywiązują do 47 czy Gordona, a to nie są wcale postacie jakoś specjalnie rozbudowane. Są wręcz minimalistyczne. I co ciekawe chyba takie sprawdzają się w grach najlepiej jako protagoniści.
-
-
Błąd. Gordon NIE był KIEDYŚ "zarysowany" jako postać... Kiedyś może tak właśnie było. Ale producenci zrobili dwie rzeczy...
Najpierw podali mi imię i nazwisko - Gracie Gordon'em Freeman'em! - Powiedzieli, po czym pokazali nam jak wygląda...
Jak mogę go nie utożsamiać z kimś, skoro wiem, że on to on? Wiem jak się nazywa, wiem jak wygląda... Ale dlaczego nie mówi?
Skoro twierdzisz, że to doskonale stworzona postać; to zapewne ludek z "Grand Theft Auto III" jest do dzisiaj szczytem Twoich marzeń... Bo jest jeszcze bardziej tajemniczy od Gordona. Nic nie powiedział całą grę. Wiesz wprawdzie jak wygląda, ale nie wiesz jak się nazywa! Ha! Postać jeszcze idealniejsza niż Gordon.
Wcale mi przez to nie jest się łatwiej wczuć w postać. Gordon Freeman jest pusty niczym bańka mydlana. On w ogóle umie mówić? A może ten doktorat z fizyki na lewo sobie załatwił? Bo jak na razie udowodnił jedynie, że umie dobrze zabijać. To Rambo czy naukowiec? Bo ja mam wątpliwości...
W Hitmana łatwiej się wczuć... Nic nie mówi, ale to morderca. Zimny i wyrachowany. A gdy powoli poznajemy fabułę... Hitman miał taki być!
W Maxa Payne też dobrze się można wczuć... Dyszałem razem z nim rządzą zemsty na oprawcach jego żony i córki. A mówi, wygląda i w ogóle... Zero anonimowości. A MA charakter.
Ale Freeman? Niby doktor, a nie umie powiedzieć najprostszego zdania? Co to za doktor? ZERO CHARAKTERU.
Programiści czy ktokolwiek był tam za to odpowiedzialny poszedł na łatwiznę. Tyle.
-
-
Zapominasz DargaM, że to był CELOWY zabieg artystyczny, to "wybrakowanie" jego postaci. Dlaczego? Właśnie dlatego, żeby zademonstrować ten cały "przełom" w popędzaniu fabuły naprzód via in-game - bo to ty tworzysz Gordona, nie programiści. Oni tylko dali sensowne tło tłumaczące skąd Freeman akurat się wziął w Black Mesa, nic więcej. A dlaczego nic nie mówi? Grałeś w jakieś jRPG kiedyś? No. A jeśli nie, to wiedz, że celem takiego zabiegu jest otoczenie bohatera historią, na którą nie ma za bardzo wpływu - a dokładnie taki jest Half-Life. Ty masz się czuć jako mało znaczący pionek w rozgrywce, nie natomiast jako ośrodek zdarzeń, lub w skrócie - nie masz mieć mocy decyzyjnej w grze.
Z resztą, jeśli Gordon Freeman ci się nie podoba, bohater Bioshocka, bohaterzy System Shocków obu, Link z Legend of Zelda, Cloud z FF7, czy od groma innych cichych protagonistów - oni wszyscy też nie powinni ci się podobać.
-
-
"Z resztą, jeśli Gordon Freeman ci się nie podoba, bohater Bioshocka, bohaterzy System Shocków obu, Link z Legend of Zelda, Cloud z FF7, czy od groma innych cichych protagonistów - oni wszyscy też nie powinni ci się podobać."
Akurat Jack z BioShocka nawet raz się odzywa, a bohatera z System Shock 2 możesz zobaczyć dwa razy (jako ducha i w końcowej cutscence) i chyba nawet wtedy mówi.
-
-
Xtense - Celowy... Kto tak powiedział? I dlaczego mu wierzysz?
Celowy zabieg w tym kierunku to ja widzę w serii "Gothic"; Ale niech będzie... To było celowe.
Nie wiem jak dokładnie było poza tym co mi mówią, więc mogło być jakkolwiek. Zresztą to i tak w sumie nie jest ważne...
Ważne jest to co z sobą prezentuje sam Gordon... A w sumie to czego z sobą nie reprezentuje.
Po pierwsze nie możesz pisać o Gordonie jako o "pionku". Cały ruch oporu na niego liczy! Wszyscy wszędzie go znają! Każdy pokłada w nim nadzieję na lepsze jutro! "To Gordon!" - Krzyczą i biegną za nim radośnie na własny pogrzeb... Gordon to epicentrum prawie każdego wydarzenia w grze.
Wczuj się w niego i przez tydzień spróbuj się do nikogo nie odzywać... Zobaczymy czy Twoje porozumienie międzyludzkie na tym nie ucierpi tak jak to było w jego przypadku. Czy wszyscy będą grzecznie i błyskotliwie czytali Ci w myślach. Czy nikomu nie będzie to przeszkadzać...
Czy na prawdę nie uważasz, że to naciągane?
Owszem... Może w "System Shock II" postać się nie odzywała... Ale też za bardzo nie musiała tego robić. Caleb z "Blood II" najdłuższą kwestię miał w 30-sekundowym intrze na początku gry... Ale niech mnie diabli! Pamiętam go do dzisiaj jak idzie przez ten tunel metra... Wyłania się z ciemności... Był zły. Ta 30-sekundowa kwestia dała mi więcej postaci niż cała gra z Gordonem.
Gordon jest super-mądry, ale nikomu nie podpowie co mógłby zrobić... Nikomu nie doradzi. Wszyscy muszą radzić sobie bez niego. On tu tylko zabija. Ewentualnie naciśnie ten czy inny przycisk po drodze... Jego wiedza, jego sprawa. Fajna zasada.
Postacie w czasie gry często zadają mu pytania... I same sobie na nie odpowiadają. No LOL! Fajnie. Czyż to nie cudowne?
Ja wiem dobrze, że nie zawsze można kierować się zasadą, która mówi; że ten kto nie mówi, nie ma nic do powiedzenia. Ale on daje do zrozumienia, że tak właśnie jest.
Dalej... Wcale nie czułem w czasie gry bym, jak to ująłeś, "tworzył Gordona". Z czego miałem go tworzyć? Z powietrza? Gra nie pozostawia mi żadnych wyborów. Ja tylko strzelałem... Czułem wręcz, że wszystko dzieje się poza mną... Bez mojego udziału. Postacie poboczne wszystko wiedzą, wszystkiego się domyślają, starają się jak najlepiej wypełniać swoje zadania... Ja tu natomiast tylko strzelam. A że strzelam w odpowiednim czasie i miejscu... Cóż...
I czułem dokładnie tak jak to napisałeś. OTOCZYLI MNIE HISTORIĄ! Czuje się człowiek jak dziurka w ciastku... Wszędzie ciastko... Ale nie w dziurce. Dziurka została pusta.
Gordon Freeman jest dziurką. I może jest to odpowiednia dziurka w odpowiednim ciastku, ale wciąż pozostaje tylko dziurką.
-
-
Jak to, "kto mi to powiedział"? Valve przecież otwarcie i wielokrotnie się spuszczało nad tym swoim super-osiągnięciem jakim jest progresywny storytelling, czy to w wywiadach, w zapowiedziach, prawie wszędzie.
I nie, dalej upieram się, że nie jesteś ośrodkiem zdarzeń. Najwyżej "Ikoną", ale masz tyle wpływu na progres historii, historia owija się wokół postaci. Jeśli sobie przypomnisz, to walk ulicznych sam nie spowodowałeś, tylko sobie wybuchły jak ciebie nie było - a potem wszyscy WYWIERALI NA TOBIE PRESJĘ abyś zrobił rozpierdol w cytadeli. Nie to że miałeś jakiś wybór, tylko chodzi o to, że wszyscy wybierają za ciebie co masz robić, z G-Manem, Eli i Alyx na czele.
A z czego masz tworzyć Gordona? Z siebie. Z prostych uczuć z rodzaju "pamiętam co zrobiliście w Ravenholm, idzie straszliwy ass-whooping w waszym kierunku. >:( ", czy "shitshitshit, zaraz z(y)ginęęęęę!". Dlaczego tak? Ano, tak tworzysz jego charakter, przelewając siebie w bohatera, lub w wypadku osób nierozumiejących takiej metody narracji, z pustego w próżne ;) .
-
-
Valve, Valve... To jakiś nowy wyznacznik prawdy? Ja im tam nie muszę wierzyć. I w sumie nie mam ku temu żadnych powodów. A skąd pewność, że po prostu im się nie chciało? Szczególnie po tych historiach ze skradzionymi częściami kodu... Można temu dać wiarę na słowo, albo i nie.
Owszem, nie spowodowałem walk bezpośrednio swoimi działaniami, ale wybuchły gdy ludzie dowiedzieli się, że jest z nimi sam Freeman. A dlaczego nie spowodował? Bo jest niemową... Gdyby umiał mówić miałby w tym zdecydowanie większy udział.
Zresztą... Wszystko co się dzieje w "Half-Life II", z tego co mi wiadomo, jest spowodowane tym co Gordon wyczyniał w części pierwszej.
Gordon to bezpośrednia przyczyna wszystkiego. Wszystko kręci się wokół niego. Chcą zdobyć Cytadelę? Do Gordona... Trzeba coś zrobić? Gordon. Bez niego cały ruch oporu zostałby rozniesiony na strzępy.
Skąd w ogóle wszyscy wiedzą jak on wygląda? Rozdają jego zdjęcia na straganach czy co? Nie było go przez tyle lat, osobiście w czasie gry nie widziałem żadnych zdjęć, a wszyscy wiedzą. Czyż to nie dziwne?
I właśnie o to mi chodzi. Historia nas spowija, a Gordon bez przerwy się o nią potyka i nie może jej złapać. Robi co mu każą. Niby taki mądry, niby doktoraty z fizyki ma, a muszą mu wszystko powiedzieć. Jest pusty tak bardzo jak może być i nie ma nawet czym go wypełnić. Więcej charakteru ma ludek z "Fallout'a" posiadający w statystyce 1 punkt inteligencji.
Wszyscy wywierają na mnie wpływ... Nic dziwnego. Jak inaczej postępować z postacią-niemową, która nie ma własnego zdania? Gdyby fabuła nie była poprowadzona w taki sposób, że wszyscy się domyślają, wszyscy wiedzą, wszyscy każą i wszyscy wywierają; Nie byłoby tej gry.
A Gordon pozostaje słomianą marionetką, którą wszyscy kierują. Czyż nie byłoby zabawnie zastanawiać się razem z Gordonem kim na ten przykład jest G-Man? Ale nie... Gordona to góxxx obchodzi. Jak cała zaistniała sytuacja. Nad niczym się nie zastanawia. Nic go nie interesuje... Idzie gdzie mu karzą i o nic nie pyta.
Jedyny przejaw jego wątpliwego charakteru mamy podczas zakładania starego kostiumu. Można wtedy stwierdzić, że myśli coś w stylu: "Damn, I'm looking soo good"
"shitshitshit, zaraz z(y)ginęęęęę!" można sobie pomyśleć w każdej grze, którą chcemy przejść. To nic szczególnego. To nasze emocje niepowiązane bezpośrednio z grą.
A zemsta za Ravenholm była chwilowa... Po kolejnej mapie skupiałeś się na bieżącej sytuacji.
Ludka z GTA też można było "wypełnić" w taki sposób. Dlaczego więc wszyscy tak się rzucali, że nic nie mówi?
Dało się przyjąć standardy takiej rozgrywki i była ona przednia. Ale nie mogę powiedzieć bym zżył się z postacią. Nie była mi bliska. Nie była daleka. Po prostu była. I Gordon też jest. Po prostu jest.
-
-
Ale jaka wiara na słowo? Sam grałeś przecież w half-life i widziałeś te zabiegi, nie widzę w ogóle gdzie tu jest miejsce na jakąkolwiek dyskusje. Z faktami się nie dyskutuje.
Ale dlaczego to ma być dziwne? Czy w erze szybkich środków przekazu pojawienie się, nie wiem, mesjasza drugiego nie obiegłoby świata natychmiast, do tego stopnia, że miałbyś twarz tej osoby wyrytą w głowie? A środki masowego przekazu istnieją przecież dalej we wszechświecie HL, to nie Fallout. Albo inny przykład - każdy gracz na świecie zna tego niskiego włoskiego pedofila z wąsami w czerwonym overallu. Ale czy dzięki promocji? Nie, dzięki temu, że taka ta jest postać legendarna.
I tutaj utrafiłeś w sedno. Gordon jest kukiełką. I TO WŁAŚNIE OD SAMEGO POCZĄTKU PRÓBOWALIŚMY CI WYTŁUMACZYĆ. To jest ten zabieg artystyczny wyróżniający gry z cichymi protagonistami od innych. Yup, that there. Wdepłeś w to tak głęboko, że nie możesz nogi wyciągnąć, a mimo to nie czujesz zapachu. Yup. O tak. Może ci się taka forma narracji nie podobać, proszę bardzo, ale czemu zaraz wieszać psy na wszystkich designerach jacy kiedykolwiek postawili choć vertex na mapach Half-Life? Forma jak każda inna, nie widzę tutaj żadnego lenistwa twórców, więcej nawet - zmuszają gracza do zastanawiania się co tam się generalnie dzieje wokół niego. A że Freeman nie ma za sobą półtoragodzinnego backstory, półgodzinnych cutscenek między przejściem paru kroków i wystrzeleniem kilku pocisków? Trzy słowa - o to chodziło. Dlatego nie można oceniać Freemana pod tym kątem, bo w ten sposób oceniasz design, a nie postać, a nie o to przecież chodzi w tym temacie.
I za tą, poniekąd filmową, metodę przedstawienia dr PhD. Gordona Freemana należy być wdzięcznym, bo oznacza to, ni mniej ni więcej, że medium gier ma równie wielką wartość artystyczną co pozostałe dziedziny sztuki.
-
-
Czy nie sądzisz, że gdybym widział te rzekome "fakty" miałbym na ten konkretny temat zdanie takie jak Twoje?
Zauważ, że środki masowego przekazu są w świecie "Half-Life II" ściśle i nieustannie kontrolowane przez Kombinat. Jakiekolwiek wieści o Gordonie nie mają prawa przedostać się na wizję ani gdziekolwiek indziej.
Nie. Próbowałeś mi wytłumaczyć, że Gordon ma charakter. To, że jest kukiełką to ja widzę. Ale jest różnica pomiędzy kukiełką, a bezmyślną kukłą, którą on jest.
Gordon jak najbardziej ma historię i to nie krótką. Nie chodzi mi o żadne cutscenki i inne bzdury... Ale Freeman mógłby mówić. Mógłby MIEĆ charakter. A nie ma... I miał nie będzie.
I to właśnie ja próbuję Wam wytłumaczyć.
Gordon jest postacią, której nie ma.
-
-
Wczułeś się kiedyś w Duke Nukema 3D? Ja lubiłem tą postać, ale zupełnie nie czułem się jak on. A on bez przerwy gadał.
I Gordon nie myśli, nie zastanawia się kim jest G-man?
Powiedz mi jedno. Ty się zastanawiasz? Bo jeśli tak to Gordon też. Jak grasz jesteś Freemanem. Gra nie narzuca Ci aktorskiej roli odgrywania postaci o innym od Twojego charakterze i psychice. Gra w ogóle nie narzuca niczego w temacie protagonisty i dlatego właśnie gracz może się poczuć jakby to on był Gordonem.
I nijak to się ma do niemego kolesia z GTA3. Tam storytelling był na zupełnie innym poziomie. Tutaj się ma wrażenie, że NPCe gadają do gracza. Tam NPCe gadali do niemego kolesia w grze.
Gordon jest naczyniem, w które gracz się wlewa i przyjmuje jego kształt. Dlatego właśnie ludzie lubią Gordona, bo zostawiają w nim kawałek swojego umysłu, czują się po trosze Gordonem właśnie. Takie ich alter-ego. A to bez odpowiedniej narracji nie dałoby się osiągnąć.
-
-
DaraM,
Jeśli Twoje wypowiedzi nie są tylko formą prowokacji to radziłbym Ci poczytać trochę literatury pięknej, znajdziesz tam wiele przykładów takich zabiegów, które dobrze opisali quaz i Xtense.
Z mojego erpegowego doświadczenia (nie mam na myśli jedynie cRPG!) moge powiedzieć, że najtrudniej wczuć się w konkretną postać, z długą i zawikłaną historią i wyrazitym wizerunkiem. Najłatwiej w takie kameleony jak Gordon właśnie. Nie sądziłem że ktoś może mieć kłopot z Gordonem.
Przypomnijmy sobie historię Gordona od początku. Pierwszą naszą wizytę w Black Mesa, to jak odnosili się wtedy do Gordona współpracownicy, jakie czynności wykonywał. Nic z tego nie mówi nam czy był wybitnym naukowcem, czy wręcz przeciwnie (do czego zresztą pije Barney w druiej części gry). Możemy domniemywać, że nie pomaga napotkanym naukowcom, bo nie potrafi. Może dlatego, że jest niedouczony, a może zwyczajnie to nie jego dziedzina?
Czy Gordon dobrze posługuje się bronią? To w dużej mierze zależy od gracza. Moje doświadczenie w grach FPP, gdy zagrałem w HL po raz pierwszy, ograniczało się głównie do Wolfensteina 3D i Dooma (podlanego niewielką porcją Duke Nukem 3D). Zatem mój Gordon nie był na początku dobrym strzelcem - gdyby w grze było to możliwe, postrzeliłbym się pewnie w stopę. Pamiętamy jednak że Gordon walczył o życie w istnym piekle. Zatem jeżeli przeżył, musiał mieć talent do wojaczki.
Gordon nie postawił się na piedestale, w pierwszej części gry on tylko rozpaczliwie usiłował przeżyć. W drugiej części od samego początku wpada w sieć intryg, jest manipulowany, a przynajmniej popychany, a także zmuszany przez sytuację do działania. Grając w HL2 miałem wciaż poczucie (które bardzo mi odpowiadało), że nie jestem wodzem, a jedynie człowiekiem który najpierw usiłuje się z tego wszystkiego wykręcić, ujść z życiem, a później stara się ratować przyjaciół, zwłaszcza że ma powody czuć się odpowiedzialnym za los jaki ich spotyka.
Gordon stał się legendą - jak to często z legendami bywa - głównie dzięki sile plotki. Opowieść powtarzana wielokrotnie z ust do ust jak zwykle rozrosła sie do niebotycznych rozmiarów. Owszem, dokonał bohaterskich czynów, ale zrobił to jakby przypadkiem, walcząc o własne życie. Klasyczny bohater mimo woli. Tak właśnie czułem się jako Gordon. Że zacytuję pewną książkę, która niedługo ma sie ukazać w Polsce:
'That makes me sound a lot cooler than I was,' Ron mumbled.
'Stuff like that always sounds cooler than it really was' said Harry. 'I've been trying to tell you that for years.'
;)
-
-
quaz - A czy wczułeś się kiedyś w Caleba z jakiegoś Blood'a? To może w ludka z Doom'a? Nie? Ludek z pierwszego G.T.A.?
Więc nie podawaj mi takich przykładów. W "Duke Nukem 3D" zwyczajnie nie było możliwości. To raz. Dwa to to, że wtedy były inne czasy i nikt nie oczekiwał po takiej grze fabuły godnej RPG... Pfff... W sumie wtedy RPG też nie miały fabuły. (odpuście sobie wyjątki...)
JA NIE LUBIĘ Gordona. >:|
Co mam w nim lubić? Że dobrze strzela?
Chciałem coś w nim zostawić jak w większości postaci, ale gra nie dała mi wyboru i zamieniła mnie w bezmyślnego zombie strzelającego do wszystkiego co mogło nie mieć przyjacielskich zamiarów.
Kształtujemy postacie poprzez NASZE WYBORY dokonane w grze. Albo dają mi bezimiennego i robie to co mam ochotę zrobić, albo dają postać całkowicie gotową, którą wprawdzie nie mam bezpośredniego wpływu na to co się dzieje, ale ma ona charakter i osobowość z którą mogę się utożsamiać; znaleźć coś z siebie, dla siebie.
Gordon nie ma ani jednego, ani drugiego.
Ahmeni - Czego innego oczekuję po książce, a czego innego po grze. I nie mieszajmy tego.
Nie wiesz kim był? Ja Ci powiem...
Gordon jest doktorem fizyki teoretycznej. Pasjonował się teleportacją. Hmmm... Skąd to wiem? Skąd ktokolwiek to wie? No cóż... To tak z tym jego wyglądem pewnie... Znów powiedzieli mi całkowicie z boku kim mam w tej grze być. Nawet czym się pasjonowałem...
...dooobra...
A dla mnie to nie byli przyjaciele! Nic z nimi nie przeszedłem. Nic mnie z nimi nie łączyło... Nie wiem o nich zasadniczo nic. Obcy ludzie. Byli do tego tak bardzo samolubni, że nawet nie dali mi dojść do słowa; a jako doktor fizyki teoretycznej miałem cholernie dużo do powiedzenia... miałem też masę pytań... I W TYM MOMENCIE GRA STWIERDZIŁA ZA MNIE, że to jednak byli moi przyjaciele... Niektórych poznałem dopiero kilka godzin temu, ale hej tam! Wieloletnie przyjaźnie to tylko bajki... Każdy to wie.
Oj coś słabe to naczynie. Chyba nie wiem gdzie ma otworek i nie mogę wlać odrobiny siebie...
-
-
Wczuć się można nawet w pacmana ;) Zdarzyło mi sie wczuć m.in w Caleba, ja po prostu lubię dopowiadać sobie historię do każdej postaci. Gordon po prostu dawał wyjątkowo duże możliwości tego dopowiadania.
Nie lubisz tej postaci, nie czujesz jej, ok, ja to rozumiem. Tylko nie przekonuj nas że postać jest zła dlatego że Ci nie podeszła.
Bycie niewłaściwym człowiekiem w niewłaściwym miejscu to dla mnie ważna część tej postaci. Podobnie jak Ci przyjaciele, co do których nie masz pewności że są naprawdę przyjaciółmi i wrażenie że ciągle ktoś wykorzystuje moje poczucie obowiązku, troskę o innych etc. I nigdy tak naprawdę nie wiesz czy to wyrachowanie czy efekt spoglądania przez pryzmat legendy.
Coś więc jednak tą postacią "ugrałeś" ;)
A ja np. nie lubię Carla Johnsona. Nie lubię, ale potrafię się w niego wczuć.
-
-
No wczuć się można we wszystko; Historię możesz sobie dopowiedzieć nawet do PacMana i BYĆ PacManem nawet być możesz... Ale nikt Ci jego historii z boku w czasie gry nie narzucał. :/
Zresztą z takim podejściem to nawet ludek z pierwszego GTA będzie super postacią jak się wczujemy i sobie dopowiemy życiorys godny Carlita...
Zostaję przy swoim.
Co do Carla Johnsona... To zły przykład był... :P On jeszcze gorszy niż Freeman.
Jedyna różnica jest taka, że Gordona otacza DOBRA fabuła, czego o Carlu już powiedzieć nie można...
:/ To nie jest dobra postać. I nie mam tu na myśli charakteru bynajmniej...
Do Gordona mogę sobie dopowiedzieć, że w wyniku tego skakania pomiędzy wymiarami jego struny głosowe teleportowały się gdzieś w okolice pasu Oriona i aktualnie są poza jego zasięgiem w wyniku czego stał się niemową... A jaki jest Carl każdy widzi i nic sobie dopowiedzieć nie można.
... ... ...
-
-
>bohatera z System Shock 2 możesz zobaczyć dwa razy (jako ducha i w końcowej cutscence) i chyba nawet wtedy mówi.
Z tego co pamiętam, mówi, owszem. Shodan wygłasza tyradę na temat jego przyszłości, a on podnosi pistolet i odpowiada "NAAAH".
:P
>A czy wczułeś się kiedyś w Caleba z jakiegoś Blood'a?
Ja się bardzo wczuwałem w Caleba :P
A tak ogólnie... Przypomina mi się jeden ze stripów - nomen omen - Quaza, gdzie wręcz genialnie wytłumaczone było milczenie Gordona :D
Dobra, poważniej. Niewiele tu można dodać, bo generalnie powiedzieli przedmówcy już sporo. Ja przyznam, że grałem tylko w HL1, ale sama postać Freemana, jak też i "impact" który wywarła na scenie komputerowej, broni się sama i mówi za siebie.
Poza tym to wczuwanie się, odgrywanie itp. Myślę, że przykładanie tu rpgowego stereotypu związku z postaciami nie ma zbyt wielkiego sensu...
-
Gorące tematy
na forum -
na forum: Gryuczestników: 7
-
na forum: Forum Ogólneuczestników: 4
-
na forum: Giełdauczestników: 6
-
na forum: Gryuczestników: 6
-
na forum: Forum Ogólneuczestników: 6
Najlepsze gry
-
1.
Drakensang: The River of Time
RPG
Dodatek do staroszkolnego cRPG w niemieckim stylu.
-
2.
Amnesia: The Dark Descent
Przygoda
Ambitny projekt, wielkie nadzieje, zapewne kiepska sprzedaż.
-
3.
Dead Rising 2
Akcja/Arcade
Masowa rozwałka zombiaków po raz drugi.
-
4.
Mafia 2
Akcja/Arcade
Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.
-
5.
Sid Meier's Civilization V
Strategia
Piąty raz turowo podbijemy świat.
-
6.
StarCraft II: Wings of Liberty
Strategia
Powtórka z rozrywki w stylu Blizzard.
-
1.
Dead Rising 2
Akcja/Arcade
Masowa rozwałka zombiaków po raz drugi.
-
2.
Guitar Hero: Warriors of Rock
Akcja/Arcade
Najmocniejsze muzycznie Guitar Hero w historii serii.
-
3.
Kane & Lynch 2: Dog Days
Akcja/Arcade
Psychol i ponurak powracają nadzy i skąpani we krwi.
-
4.
Mafia 2
Akcja/Arcade
Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.
-
5.
Super Street Fighter IV
Akcja/Arcade
Rozszerzenie podstawowej wersji Street Fighter IV to nowi zawodnicy, areny ...
-
6.
Tom Clancy's H.A.W.X. 2
Akcja/Arcade
, Symulator
Dogfighty i epickie powietrzne batalie spod znaku kropek.
-
1.
Demon's Souls
Akcja/Arcade
, RPG
Genialny klasyczny hack&slash po japońsku.
-
2.
Guitar Hero: Warriors of Rock
Akcja/Arcade
Najmocniejsze muzycznie Guitar Hero w historii serii.
-
3.
Ratchet & Clank Future: A Crack in Time
Akcja/Arcade
Kolejna odsłona zwariowanej gierki dla starych i młodych.
-
4.
Yakuza 3
Akcja/Arcade
, Przygoda
Kolejna odsłona sagi o japońskiej mafii.
-
5.
Tom Clancy's H.A.W.X. 2
Akcja/Arcade
, Symulator
Dogfighty i epickie powietrzne batalie spod znaku kropek.
-
6.
Mafia 2
Akcja/Arcade
Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.
-
1.
N.O.V.A.
Akcja/Arcade
Wyobraźcie sobie Halo, ale na iPhone.
-
2.
Dungeon Hunter
Akcja/Arcade
, RPG
Diablo w wersji Gameloftu.
-
3.
Plants vs. Zombies
Strategia
Tower defense z zombiakami w roli głównej.
-
4.
Hero of Sparta II
Akcja/Arcade
Druga część przygód xeroboja Kratosa.
-
5.
Street Fighter IV
Akcja/Arcade
Mobilna wersja najlepszego mordobicia ostatnich lat.
-
6.
Spore Creatures
Akcja/Arcade
Spore Creatures, takie jakie znamy z DSa.
