Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

OsaX Nymloth

OsaX Nymloth

Reputacja:
1032.1024
Punkty:
17263

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

OsaX Nymloth 1231036958000 2009-01-04

Muzyczne podsumowanie roku 2008

Jak sami widzicie i ja postanowiłem poddać się ogólnoświatowemu trendowi, znanemu jako 'walnijmy podsumowanie na najlepszą grę/strzelankę/firmę/biust 2008!'. Jakkolwiek do tej pory na Gaminatorze mogliście poczytać takowe publikacje jedynie o tematyce stricte growej, tak ja postanowiłem podsumować miniony rok w muzyce.

Z początku miałem spore wątpliwości, co do sensu pisania takiego podsumowania. Z niejakim wstydem uświadomiłem sobie bowiem, ze stosunkowo niewiele czasu poświęciłem ubiegłorocznym wydawnictwom, bardziej skupiając się na odkrywaniu złotych lat '80 i wczesnych '90, kiedy to thrash kwitł, black budził skrajne przerażenie, a heavy wytyczało nowe szlaki. No dobra, może bez zbędnego patosu przejdę do rzeczy. W końcu ileż można ględzić we wstępie, czyż nie?

Virgin Snatch - Act of Grave
Po świetnym In the Name of Blood wiele fanów miało diablo wysokie wymagania dotyczące następcy. Nie da się ukryć, że Zielony, Hiro i reszta wysoko ustawiła sobie poprzeczkę. Jak się jednak okazuje, ekipa deaththrasherów wyszła z walki z tarczą, fundując nam kolejny kawał świetnego metalu. Owszem, może razić akcent wokalisty, niektórych odpycha większa ilość czystych wokali, ale nie dajmy się omamić, Act of Grace to album kopiący dupy. Świetne gitary, dobre i pełne energii wokale i wpadające w ucho kawałki sprawiają, że każdy fan ciężkiego grania powinien się zainteresować tym wydawnictwem.

Esqarial - Burned Ground Strategy
Progresywnego death metalu ciąg dalszy, czyli coś dla tych, którzy od zespołu nie wymagają tylko nawalania kilkunastoma blastami na sekundę. W sumie ciężko mi ocenić ten album, niby ma porządny growl, dość ciekawe kompozycyjnie utwory z częstymi zmianami tempa, ale jednocześnie brakuje mi czegoś, co zmusiłoby mnie do ustawicznego słuchania tego materiału. Nie da się jednak ukryć, że dla miłośników progresywnego, agresywnego i ciężkiego grania, Burned Ground Strategy to pozycja obowiązkowa. Chociażby ze względu na smakowite solówki.

Alestorm - Captain Morgan's Revenge
Czyli piracki metal wprost z pokrytych mgłą wybrzeży Szkocji. Album w sumie dobry tylko do połowy, która całkiem nieźle nadawała by się do puszczenia podczas jakiejś imprezy. Główna w tym zasługa dynamicznego Over the Seas oraz zupełnie pijackiego Nancy the Tavern Wench. Podczas refrenu człowiek aż chce chwycić szklanicę rumu i zataczając się wyśpiewywać ochrypłym głosem kolejne słowa, a następnie po ludzku zwalić się pod ławę. Że wiocha? Możliwe, ale zapewniająca rozrywkę. Plusem niewątpliwie są całkiem niezłe teksty, utrzymane w specyficznym, pirackim żargonie.

Witchking - Hand of Justice
No i nasza narodowa nadzieja na odrodzenie heavy metalu w naszym nadwiślańskim kraju ponownie wydała album. Tym razem obeszło się bez całych miesięcy niepewności i szukania wydawcy, co zaowocowało całkiem szybkim wypuszczeniem albumu. Jaki jest następca Witchking? Bardziej ciężki, momentami thrashowy i trochę mniej epicki (zapewne za sprawą braku instrumentalnych wstawek znanych z debiutu). Ponownie Tom, The Storm wywołuje wokół siebie burzę - jedni uznają go za jednego z najlepszych wokalistów w Polsce, inni równają z ziemią. Jak zwykle gitarzyści, czyli Gajdek i Hadra uraczyli nas ciekawymi solówkami i solidnymi riffami. Osobiście mam nadzieję wybrać się na najbliższy koncert kapeli, aby sprawdzić, jak kawałki takie jak Planet is Burning wypadają na żywo.

Keep of Kalessin - Kolossus
W zasadzie ten album powinien kopać dupę, ciekawe gitary, szybkie tempa i agresywny, pełen werwy wokal. I w zasadzie tak się dzieje, chociażby za sprawą Ascendant, do którego nakręcono niezły klip. Trudno się jednak opędzić od wrażenia, że na dłuższą metę album jest trochę zbyt monotonny. Sprawy nie poprawiają średnie teksty. Mimo to, dla kogoś kto szuka bardziej melodyjnego blacku, Keep of Kalessin z najnowszym albumem to pozycja godna polecenia.

Detroit Metal City - Makai Yugi
Absolutna miazga i jednocześnie wyborna komedia zawitała do naszego świata nie tylko w formie anime, ale również albumu, który towarzyszy wersji aktorskiej. Jaki jest ten materiał? Dokładnie taki, jaka jest seria: znajdują się tutaj tak dobrze znane kawałki jak Satsugai, Grotesque czy też Maou. Dla fanów anime pozycja obowiązkowa.

Moonspell - Night Eternal
Portugalczycy z Moonspell udowadniają, że jak chcą, to potrafią. Po niezbyt pomyślnym dla nich okresie, panowie z Fernando Ribeiro na czele ponownie zamknęli się w studio, aby wysmażyć jeden z ciekawszych albumów tego roku. Takie kawałki jak Night Eternal, Scorpion Flower lub Spring of Rage sprawiają, że głowa sama zaczyna latać, a człowiek łapie się na podświadomym wyśpiewywaniu refenu. Nie jest to co prawda ten sam Moonspell, który czarował bardziej folkowymi i tajemniczymi klimatami, ale dla fanów ciężkich brzmień (i miłośnic Fernando) jest to pozycja niemal obowiązkowa. Dobre kompozycje, mocne gitary oraz wyśmienite wokalizy to główne zalety tego krążka.

Communic - Payment of Exictence
Ciężki jak nigdy, ale nadal zachowujący swój specyficzny styl. Norwegowie z Communic powrócili i zamietli na arenie progresywnego, power/thrashowego łojenia. Od samego początku słychać charakterystyczny styl zespołu, który zdobył mnie z miejsca swoimi pierwszymi dwoma albumami. Liczne zmiany tempa, niezłe teksty, porywające solówki i refreny oraz jak zwykle, świetne wokale Oddleifa sprawiają, że mimo długości poszczególnych kawałków, album słucha się szybko i bez świadomości upływającego czasu. Fanom progresywnego grania polecać nie trzeba.

Kataklysm - Prevail
Kanadyjczycy wrócili z nowym, ciężkim i jednocześnie szalenie uzależniającym materiałem. Moc, ciężar i ściana gitar, która niejednego już wgniotła w ziemię. Znamienite riffy, dobre solówki i niezmiennie potężny growl Maurizio, który niesie się nad burzą pozostałych instrumentów. Pozycja obowiązkowa dla deathmetalowców.

Eluveitie - Slania
W zasadzie to nie lubię folku. Poza nielicznymi wyjątkami pokroju Pioruna, Ensiferum lub polskiego Nifelheim, większość kapel mieszających w swojej muzyce folk ma u mnie ciężki żywot. Owszem, początkowo mogę się wciągnąć w żywe i dynamiczne kawałki, ale po stosunkowo krótkim czasie zaczynam daną kapelę omijać szerokim łukiem. Ot, folku nie lubię i tyle. Mimo to Eluveitie udowodniło, że można w świetny sposób połączyć ciężar melodic death metalu z folkowymi instrumentami. Wydatnie pomaga w tym wokalista, w którym wyraźnie słuchać inspiracje wczesnym In Flames. Energia, chwytliwe melodie i niezła ściana gitar to atutu Slanii.

Haggard - Tales of Ithiria
Z pewnym niepokojem oczekiwałem na nowy album Haggarda. Dla niezorientowanych, kapela ta jako jedyna w takim stopniu łączy elementy metalu z muzyką klasyczną. Ich albumy w zasadzie to małe arcydzieła, które potrafią zachwycać kompozycjami i aranżacjami, od których momentalnie chce się ruszyć do bitwy, a przed oczyma snują się krajobrazy i ludzie, o których opowiadają teksty. Jakie jest Tales of Ithiria? Poza Hijo De La Luna, album trzyma dobry poziom. Są gitary, są przepiękne partie skrzypiec i innych instrumentów oraz urozmaicone wokale z wykorzystaniem różnych języków. Razić może jedynie silnie niemiecki akcent solistek, ale jeśli przymknąć na to oko, to otrzymujemy kolejny ciekawy i godny polecenia materiał. W zasadzie każdy kawałek, poza wspomnianym Hijo... to świetna kompozycja, która zapada w pamięć.

Battlelore - The Last Alliance
I stało się, Finowie z Battlelore wydali nowy album. Przyznaję, że kupiłem go w ciemno, jednocześnie obawiając się, jaki będzie ten krążek. Mając w pamięci coraz słabszą formę ekipy Jyriego, a zwłaszcza miałkie i rozczarowujace Evernight spodziewałem się najgorszego. Zostałem mile zaskoczony! Co prawda album nie przebija świetnych dwóch pierwszych albumów, ale spokojnie wytrzymuje porównanie z Third Age of The Sun. Mamy chwytliwe kawałki, charakterystyczną ścianę gitar, bardziej strawne klawisze oraz przede wszystkim boską Kaisę, która ponownie pokazuje, czemu należy do moich ulubienic. ;] Również Tomi lepiej się wydziera oraz próbuje swych sił w czystych partiach wokalnych, przez co trochę rekompensuje brak Patrika. Jednego jestem pewien: o ile power metalu praktycznie nie słucham, o tyle Battlelore pozostaje w kręgu moich ulubionych kapel. Niech no tylko wpadną do Polski na koncert.

Hour of Penance - The Vile Conception
Album, który mnie zmiażdżył w zupełności, zgniótł, rozerwał na strzępy i wyrzucił przez okno. Wściekły, szalenie dynamiczny i niesamowicie przepełniony nienawiścią death metal w najlepszym wydaniu. Od pierwszej sekundy słuchacz dostaje potężnego kopa w zęby. Wystarczy rzecz, że kapela szturmem wdarła się do mojej czołówki i systematycznie pnie się w górę, konkurując z takimi potęgami jak Cannibal Corpse i Hate Eternal.

Amon Amarth - Twilight of the Thunder God
Szwedzcy wikingowie wrócili z nowym materiałem. Wedle niektórych Amoni za bardzo zmiękczyli brzmienie, postawili zbyt wyraźnie na melodie i ogólnie mówiąc, poszli w komerchę. Inni chwalą zespól za świetne utwory, które dosłownie wypalają się w pamięci i zachowanie charakterystycznego stylu. Gdzie ja jestem wśród tych opinii? Gdzieś pośrodku. Brak tutaj ciężaru i surowości znanych z poprzednich krążków Szwedów, mamy za to ciekawe melodie i partie gitar z niezłymi wokalizami Johana. Na pewno nie jest to zły album.

Warbringer - War Without End
Thrash nie dość, że żyje, to jeszcze kopie dupę jak za dawnych, dobrych lat! Najlepszym tego dowodem jest zalew rynku nowymi kapelami, wśród których prym wiedzie między innymi Warbringer, który swoim albumem pokazał, że w XXI wieku nadal można grać staroszkolny thrash. Mocny kop prosto w twarz, dla fanów thrashu jazda obowiązkowa.

I to by było na tyle. Tak, zdaje sobie sprawę, że w przegapiłem wiele znakomitych albumów takich potęg jak chociażby Unleashed, ale nie można mieć wszystkiego, czyż nie? ;]
24

Komentarzy

Rozwiń
  • Vord
    Vord Woland, 100000% poparcia u mnie. 1231111018000 2009-01-05
  • dziubus554
    dziubus554 jestescie w bledzie ze tylko kot nie zna zadnego z zespolow i plyt, dla mnie tez to "czarna magia" 1231228811000 2009-01-06
  • Chidder
    Chidder A ja jak na prawdziwego metala przystało to słucham sobie ostatnio "Czesław Śpiewa" ;) 1231239032000 2009-01-06

Czytaj bloga!

Chaos

OsaX Nymloth autor: OsaX Nymloth
pierwszy wpis: 28.12.2007
[Obserwuj bloga]

O wszystkim i o niczym, bez większego sensu i jakiejkolwiek wyższej logiki.

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka