Połącz konta
Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś
KoZa
- Reputacja:
- 1018.83374
- Punkty:
- 4613
Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video
Menu
KoZa
1209597869000
2008-05-01
Nie będę owijał w bawełnę - lanie wody Was raczej w tej chwili nie interesuje. Grałem. Ba, grało już kilkaset tysięcy graczy, z tego co się orientuję. I to mimo faktu, że od premiery jeszcze dwa dni nie zdążyły minąć. Co prawda zacząłem swoją przygodę z "czwóreczką" z jednodniowym poślizgiem, ale cóż - jak to zwykli mawiać - siła wyższa. Dziś jednak miałem już okazję przyssać się na kilka godzin do pada (a aktualnie przyssany jestem do energy drinków... kawa się już skończyła) i najwyższy czas podzielić się pierwszymi wrażeniami z gry, na którą pół świata czekało od dobrych paru lat.
Szczerze mówiąc, pierwsze z pierwszych wrażeń mnie nie powaliło. Grafika... zrobiła wrażenie raczej takiej, która nie wyciska z X360 wszystkich soków. Zdanie zmieniłem jednak bardzo szybko, gdyż już po zejściu z pokładu okrętu, którym dobijamy do wybrzeża Liberty City (tęskniliście, co?). Fakt, może szczegółowością i ilością detali najnowsze GTA ustępuje kroku Assassin's Creedowi, ale... to, co się dzieje na ekranie, to już istna maestria. Miasto po prostu tętni życiem! Liczba samochodów, jak i przechodniów, momentami potrafi być przytłaczająca. Lekko zdumiony, pierwsze kilka minut spędziłem obserwując uliczne życie.
Okazało się, że było na co patrzeć.
Że miasto tętni życiem, to jedno. Druga sprawa, że miasto... po prostu żyje. Rockstar naprawdę się przyłożył do stworzenia porządnej iluzji prawdziwej metropolii. Ot, taki obrazek - kobieta za kółkiem (a jakże!) przez przypadek potrąciła swoim muscle carem przechodnia. Efekt? Już po chwili bidula wyskoczyła z wozu i krzyczała w niebogłosy, jak to bardzo jej przykro. Biedakowi to raczej na wiele się nie zdało, ale wrażenie było całkiem wiarygodne. Inna sprawa, że gdy do identycznej konfrontacji doszło między jakąś babcią a bezimiennym (i "bezszyjnym") właścicielem Beto-podobnego autka, ów sprawca nie omieszkał jeszcze zabuksować efektownie kołami na ciele swej ofiary i odjechać w kierunku zachodzącego słońca. Takich zróżnicowanych zachowań i charakterów jest w GTA po prostu multum, dzięki czemu gra nabiera rumieńców. Wbrew pozorom, zwracanie uwagi na to, kogo zaraz staranujemy, nie jest takie zupełnie pozbawione znaczenia. Jeśli widzimy, że na czerwonym stoi jakaś przestraszona babcia, przepchnięcie jej naszym SUV-em trudne nie będzie. Za to jeśli przez przypadek trafimy na jakąś kobietę-rajdowca, musimy się spodziewać, że nasza drobna utarczka zmieni się zaraz w uliczną batalię i kto wie, czy to przypadkiem nie my skończymy zaraz na latarni. Respekt dla twórców - jest ciekawie.
Wróćmy jeszcze na chwilę do grafiki. Po kilku godzinach gry okazało się, że jednak niektóre elementy zdecydowanie wybijają się ponad przeciętność. I to naprawdę kolosalnie. Otoczenie jest zasadniczo proste i tu nie ma się nad czym zachwycać czy nawet na dłużej oka zawiesić. Za to postacie... No, tu się objawił kunszt panów z Rockstar - bohaterowie zostali dopracowani bezbłędnie! Świetna mimika, animacja i... cienie! Chyba jeszcze nie widziałem gry, w której cienie, padające na twarz bohaterów, zmieniałyby się aż tak dynamicznie. Gdy do tego dochodzi jeszcze fakt, że gdy owa aparycja należy do jakiejś seksownej blondynki, to już w ogóle ciężko oderwać wzrok.
Animacja postaci, to kwestia, która zasługuje na osobny paragraf. Przeżyłem szok, gdy bezstresowo wbiegłem sobie stylem przełajowym na ruchliwą jezdnię, z myślą, że - niczym w GTA III - zaraz będzie mi dane odwiedzić chodnik po drugiej stronie... Teraz już wiem, czemu rozglądanie się w obie strony jest dobre dla zdrowia... Jak przypierniczył we mnie wóz (znów kobieta... serio!), to aż zębami zazgrzytałem. I to wcale nie dlatego, że moje alter ego właśnie w dosyć wydatny sposób straciło punkty wytrzymałości... Jakbyście zobaczyli tego rag-dolla... Au. Szczęka aż mi opadła z wrażenia, gdyż tak dopracowanej fizyki i animacji postaci jeszcze nie widziałem. Tak, był Assassin's Creed, ale przyznacie, że to raczej trochę inna bajka, a Al-Tairowi pod BeeMki raczej nie zdarzało się wpadać. Co więcej, tak dopracowana animacja nie udzieliła się jedynie tym momentom, kiedy robimy Niko bardzo poważną krzywdę. GTA IV jest pełne elementów, które spokojnie można przyrównać do le parkour. Mamy tu przeskakiwanie przez barierki, wspinanie się po siatce, czy amortyzowanie upadków poprzez zrobienie przewrotu w przód. I to wszystko jest wykonywane praktycznie bez widocznych przejść między poszczególnymi segmentami animacji - oczywiście, jeśli w odpowiednim momencie wciśniemy należyty przycisk.
Zdaję sobie sprawę, że jeszcze nie napisałem ani słowa o jakże ważnej kwestii, czyli... pojazdach. Oczywiście, mamy jednoślady - jeśli ktoś się martwił, że wbrew obietnicom twórców ich zabraknie, to już może spać spokojnie. Ponoć jest też helikopter, ale do tego jeszcze nie dotarłem. A samochody... No, przyznam, że jest nieźle. Sposób prowadzenia dosyć wyraźnie zmienił się od czasów poprzedniczek i teraz wymaga zdecydowanie większych umiejętności. Nadal jest arcade'owo, przyjemnie i zręcznościowo, ale za to jest na przykład dużo więcej okazji do poskakania na hopkach - topografia Liberty City przypomina z lekka SanFran, po którym to wiadomo, jak się jeździ (czy raczej - lata). W zakresie autek, mam jednak pewną uwagę - ręczny działa w naprawdę dziwny sposób. Gdy chcemy wejść efektownie w zakręt, zaciągnięcie owego hamulca kończy się na ogół "sto osiemdziesiątką" i to dosyć specyficzną. Samochód robi wrażenie, jakby tuż przed przystąpieniem do hamowania wydatnie przyspieszył. I, niezależnie od prowadzonego aktualnie modelu, każdy taki wślizg kończy się bardzo długim driftem, który to drift z kolei na ogół kończy się... latarnią. Specyficzne i raczej mało realistyczne, ale idzie się przyzwyczaić.
Aha, oczywiście, wszystko da się skasować, a model zniszczeń wózków jest naprawdę przyzwoity. Co więcej, bliskie spotkanie z przechodniami kończy się na ogół fontanną krwi i... krwawymi śladami na masce. Po zrobieniu - przypadkiem oczywiście - rzeźni na chodniku przy użyciu lokalnej odmiany białego Lexusa, otrzymałem... no, można to chyba nazwać gaminatorowym autem roku. Rozbryzgi były naprawdę malownicze. I właśnie ze względu na możliwość zakrwawienia autka, dodano nowy przybytek - myjnię. ;]
Ciekawiło mnie, jak zostanie rozwiązany system celowania z rozmaitych gnatów. Jest dobrze. I mówi to osoba, która po prostu nienawidzi wszelkiej maści shooterów, w których próbuje się zaliczać headshoty przy pomocy pada. System bardzo wydatnie pomaga przy namierzaniu przeciwników, co dla mnie jest wielkim plusem, gdyż gra staje się wolna od frustracji. Właśnie, po kilku godzinach gry, jeszcze ani razu nie czułem się sfrustrowany, a to już coś. ;]
Na zakończenie - jeszcze jedna pochwała i jedna, tym razem już poważniejsza, uwaga. Co się tyczy "tego dobrego" - scenariusz, jak i gra aktorska są świetne. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie, ale jeśli będzie trzymała taki poziom, to może być naprawdę ciekawie. Co się zaś tyczy uwag... Gra niestety potrafi - i bardzo lubi - zwalniać, mulić i zmniejszać liczbę wyświetlanych na sekundę klatek. Najgorzej jest na początku, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja i aż tak dotkliwie się tego nie odczuwa, ale... jednak jest.
Cóż... prawda jest taka, że więcej będę mógł napisać dopiero po przejściu gry. Ewentualnie, może gdzieś w tak zwanym międzyczasie pojawi się kolejny wpis, jeśli jakiś element GTA IV przykuje w większym stopniu moją uwagę. Na razie mogę jeszcze dodać tyle, że będzie się grało... długo. ;] A przynajmniej na to się zanosi. W ciągu trzech godzin udało mi się zaliczyć co prawda aż 11% zawartości, ale trzeba pamiętać, że to te "łatwiejsze procenty". Gdyby ktoś chciał wykręcić setkę i zgarnąć jak najwięcej achievmentów, to wygląda na to, że miałby zabawy na najbliższy rok. No, ale więcej na ten temat za jakiś czas. Tymczasem, wracam do gry. ;]
GTA IV - KoZy pierwsze wrażenia

GTA IV vs. KoZa - pierwsze wrażenia
Nie będę owijał w bawełnę - lanie wody Was raczej w tej chwili nie interesuje. Grałem. Ba, grało już kilkaset tysięcy graczy, z tego co się orientuję. I to mimo faktu, że od premiery jeszcze dwa dni nie zdążyły minąć. Co prawda zacząłem swoją przygodę z "czwóreczką" z jednodniowym poślizgiem, ale cóż - jak to zwykli mawiać - siła wyższa. Dziś jednak miałem już okazję przyssać się na kilka godzin do pada (a aktualnie przyssany jestem do energy drinków... kawa się już skończyła) i najwyższy czas podzielić się pierwszymi wrażeniami z gry, na którą pół świata czekało od dobrych paru lat.
Szczerze mówiąc, pierwsze z pierwszych wrażeń mnie nie powaliło. Grafika... zrobiła wrażenie raczej takiej, która nie wyciska z X360 wszystkich soków. Zdanie zmieniłem jednak bardzo szybko, gdyż już po zejściu z pokładu okrętu, którym dobijamy do wybrzeża Liberty City (tęskniliście, co?). Fakt, może szczegółowością i ilością detali najnowsze GTA ustępuje kroku Assassin's Creedowi, ale... to, co się dzieje na ekranie, to już istna maestria. Miasto po prostu tętni życiem! Liczba samochodów, jak i przechodniów, momentami potrafi być przytłaczająca. Lekko zdumiony, pierwsze kilka minut spędziłem obserwując uliczne życie.
![Nie ma to jak muscle car ;] Nie ma to jak muscle car ;]](http://gfx.gaminator.tv/data/newsy/1147/56.2.jpg)
Nie ma to jak muscle car ;]
Okazało się, że było na co patrzeć.
Że miasto tętni życiem, to jedno. Druga sprawa, że miasto... po prostu żyje. Rockstar naprawdę się przyłożył do stworzenia porządnej iluzji prawdziwej metropolii. Ot, taki obrazek - kobieta za kółkiem (a jakże!) przez przypadek potrąciła swoim muscle carem przechodnia. Efekt? Już po chwili bidula wyskoczyła z wozu i krzyczała w niebogłosy, jak to bardzo jej przykro. Biedakowi to raczej na wiele się nie zdało, ale wrażenie było całkiem wiarygodne. Inna sprawa, że gdy do identycznej konfrontacji doszło między jakąś babcią a bezimiennym (i "bezszyjnym") właścicielem Beto-podobnego autka, ów sprawca nie omieszkał jeszcze zabuksować efektownie kołami na ciele swej ofiary i odjechać w kierunku zachodzącego słońca. Takich zróżnicowanych zachowań i charakterów jest w GTA po prostu multum, dzięki czemu gra nabiera rumieńców. Wbrew pozorom, zwracanie uwagi na to, kogo zaraz staranujemy, nie jest takie zupełnie pozbawione znaczenia. Jeśli widzimy, że na czerwonym stoi jakaś przestraszona babcia, przepchnięcie jej naszym SUV-em trudne nie będzie. Za to jeśli przez przypadek trafimy na jakąś kobietę-rajdowca, musimy się spodziewać, że nasza drobna utarczka zmieni się zaraz w uliczną batalię i kto wie, czy to przypadkiem nie my skończymy zaraz na latarni. Respekt dla twórców - jest ciekawie.
Wróćmy jeszcze na chwilę do grafiki. Po kilku godzinach gry okazało się, że jednak niektóre elementy zdecydowanie wybijają się ponad przeciętność. I to naprawdę kolosalnie. Otoczenie jest zasadniczo proste i tu nie ma się nad czym zachwycać czy nawet na dłużej oka zawiesić. Za to postacie... No, tu się objawił kunszt panów z Rockstar - bohaterowie zostali dopracowani bezbłędnie! Świetna mimika, animacja i... cienie! Chyba jeszcze nie widziałem gry, w której cienie, padające na twarz bohaterów, zmieniałyby się aż tak dynamicznie. Gdy do tego dochodzi jeszcze fakt, że gdy owa aparycja należy do jakiejś seksownej blondynki, to już w ogóle ciężko oderwać wzrok.

Szkło poszło
Animacja postaci, to kwestia, która zasługuje na osobny paragraf. Przeżyłem szok, gdy bezstresowo wbiegłem sobie stylem przełajowym na ruchliwą jezdnię, z myślą, że - niczym w GTA III - zaraz będzie mi dane odwiedzić chodnik po drugiej stronie... Teraz już wiem, czemu rozglądanie się w obie strony jest dobre dla zdrowia... Jak przypierniczył we mnie wóz (znów kobieta... serio!), to aż zębami zazgrzytałem. I to wcale nie dlatego, że moje alter ego właśnie w dosyć wydatny sposób straciło punkty wytrzymałości... Jakbyście zobaczyli tego rag-dolla... Au. Szczęka aż mi opadła z wrażenia, gdyż tak dopracowanej fizyki i animacji postaci jeszcze nie widziałem. Tak, był Assassin's Creed, ale przyznacie, że to raczej trochę inna bajka, a Al-Tairowi pod BeeMki raczej nie zdarzało się wpadać. Co więcej, tak dopracowana animacja nie udzieliła się jedynie tym momentom, kiedy robimy Niko bardzo poważną krzywdę. GTA IV jest pełne elementów, które spokojnie można przyrównać do le parkour. Mamy tu przeskakiwanie przez barierki, wspinanie się po siatce, czy amortyzowanie upadków poprzez zrobienie przewrotu w przód. I to wszystko jest wykonywane praktycznie bez widocznych przejść między poszczególnymi segmentami animacji - oczywiście, jeśli w odpowiednim momencie wciśniemy należyty przycisk.
Zdaję sobie sprawę, że jeszcze nie napisałem ani słowa o jakże ważnej kwestii, czyli... pojazdach. Oczywiście, mamy jednoślady - jeśli ktoś się martwił, że wbrew obietnicom twórców ich zabraknie, to już może spać spokojnie. Ponoć jest też helikopter, ale do tego jeszcze nie dotarłem. A samochody... No, przyznam, że jest nieźle. Sposób prowadzenia dosyć wyraźnie zmienił się od czasów poprzedniczek i teraz wymaga zdecydowanie większych umiejętności. Nadal jest arcade'owo, przyjemnie i zręcznościowo, ale za to jest na przykład dużo więcej okazji do poskakania na hopkach - topografia Liberty City przypomina z lekka SanFran, po którym to wiadomo, jak się jeździ (czy raczej - lata). W zakresie autek, mam jednak pewną uwagę - ręczny działa w naprawdę dziwny sposób. Gdy chcemy wejść efektownie w zakręt, zaciągnięcie owego hamulca kończy się na ogół "sto osiemdziesiątką" i to dosyć specyficzną. Samochód robi wrażenie, jakby tuż przed przystąpieniem do hamowania wydatnie przyspieszył. I, niezależnie od prowadzonego aktualnie modelu, każdy taki wślizg kończy się bardzo długim driftem, który to drift z kolei na ogół kończy się... latarnią. Specyficzne i raczej mało realistyczne, ale idzie się przyzwyczaić.

"Mówiłem, że nie mam drobnych"!
Aha, oczywiście, wszystko da się skasować, a model zniszczeń wózków jest naprawdę przyzwoity. Co więcej, bliskie spotkanie z przechodniami kończy się na ogół fontanną krwi i... krwawymi śladami na masce. Po zrobieniu - przypadkiem oczywiście - rzeźni na chodniku przy użyciu lokalnej odmiany białego Lexusa, otrzymałem... no, można to chyba nazwać gaminatorowym autem roku. Rozbryzgi były naprawdę malownicze. I właśnie ze względu na możliwość zakrwawienia autka, dodano nowy przybytek - myjnię. ;]
Ciekawiło mnie, jak zostanie rozwiązany system celowania z rozmaitych gnatów. Jest dobrze. I mówi to osoba, która po prostu nienawidzi wszelkiej maści shooterów, w których próbuje się zaliczać headshoty przy pomocy pada. System bardzo wydatnie pomaga przy namierzaniu przeciwników, co dla mnie jest wielkim plusem, gdyż gra staje się wolna od frustracji. Właśnie, po kilku godzinach gry, jeszcze ani razu nie czułem się sfrustrowany, a to już coś. ;]
Na zakończenie - jeszcze jedna pochwała i jedna, tym razem już poważniejsza, uwaga. Co się tyczy "tego dobrego" - scenariusz, jak i gra aktorska są świetne. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie, ale jeśli będzie trzymała taki poziom, to może być naprawdę ciekawie. Co się zaś tyczy uwag... Gra niestety potrafi - i bardzo lubi - zwalniać, mulić i zmniejszać liczbę wyświetlanych na sekundę klatek. Najgorzej jest na początku, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja i aż tak dotkliwie się tego nie odczuwa, ale... jednak jest.
Cóż... prawda jest taka, że więcej będę mógł napisać dopiero po przejściu gry. Ewentualnie, może gdzieś w tak zwanym międzyczasie pojawi się kolejny wpis, jeśli jakiś element GTA IV przykuje w większym stopniu moją uwagę. Na razie mogę jeszcze dodać tyle, że będzie się grało... długo. ;] A przynajmniej na to się zanosi. W ciągu trzech godzin udało mi się zaliczyć co prawda aż 11% zawartości, ale trzeba pamiętać, że to te "łatwiejsze procenty". Gdyby ktoś chciał wykręcić setkę i zgarnąć jak najwięcej achievmentów, to wygląda na to, że miałby zabawy na najbliższy rok. No, ale więcej na ten temat za jakiś czas. Tymczasem, wracam do gry. ;]
Czytaj bloga!
Na co do kina?
pierwszy wpis: 25.10.2007
[Obserwuj bloga]
Witaj na moim gaminatorowym blogu. Zapraszam do czytania i komentowania wpisów, które opublikowałem a także do dzielenia się swoimi przemyśleniami z innymi użytkownikami serwisu gaminator.tv na własnym.
Najnowsze na Na co do kina?:
- Blog Roku 2011 - pomożecie?
- StarCraft II - pytanie do Was i powrót do videocastów
- Captain America: Pierwsze starcie - wideo recenzja
- Transformers 3 - wideo recenzja
- Polskie granie #02 - Sniper: Ghost Warrior
- Kac Vegas 2, Kung Fu Panda 2 oraz X-Men Pierwsza klasa - videorecenzje filmów
- Wiedźmin 2 - video z wrażeniami z gry (plus recka Piratów)
- Kod nieśmiertelności - video-recenzja
- Konkurs i videorecenzja Thora oraz Rytuału
- StarCraft II - jeszcze trochę castów
- "Sucker Punch" - VIDEOrecenzja
- "Inwazja: Bitwa o Los Angeles" - VIDEOrecenzja
- StarCraft II - próbny videocast
- V-recki filmów: "Sala samobójców" oraz "Wojna żeńsko-męska"
- Videorecenzje filmowe - "Jestem numerem cztery", "Jak zostać królem" oraz "Burleska"
- Projekty, projekty... #1 - Gaminatorowe statusy
- So I Scream - kapela krzyczy na nowej płycie!
- Guitar Hero, czyli jak zrozumiałem pewien fenomen
- GamesCom - Hostessy, Galeria
- GamesCom - Kolejne dni, Galeria
Popularne na Na co do kina?:
- Fallout 3 - komentarze do recenzji
- Projekty, projekty... #1 - Gaminatorowe statusy
- Obcy, co ci w twarz?!
- Diablo III i... Wasze opinie :]
- Guitar Hero, czyli jak zrozumiałem pewien fenomen
- Bo GamerScore był za wysoki...
- Gears of War 2 - kto zagra na LIVE?
- RAPTR - Last.fm dla graczy?
- GTA IV - KoZy pierwsze wrażenia
- Przegrać - bezcenne
- New Xbox Experience - pierwsze wrażenia
- Nowe bajery na raptr.com
- UNTANGLE - dla tych, co nie boją się myśleć ;]
- StarCraft II - próbny videocast
- Hellboy 2, Uprowadzona i Przebudzenie
- Xbox 360 - się zepsuł się, czyli prawie jak RRoD
- Sfajczony Xbox, czyli przygód ciąg dalszy
- Blog Roku 2011 - pomożecie?
- Assassin's Creed w... dwie godziny?!
- Videorecenzje filmowe - "Jestem numerem cztery", "Jak zostać królem" oraz "Burleska"
Najnowsze na Gaminatorze:
- Endless Space (alpha) - słów kilka o podboju galaktyki
- Eh. Szkoda słów.
- Kasa Chorych - Działa nawet w Majówkę
- Patelnią w zęby!
- Underworld Ewolucja czyli seksowna wampirzyca i morze krwi.
- Hello world - początki VideoRecenzji
- Hołdy Video dla tych , których się nie zastąpi .
- Kącik literacki: R. Kipling - Księga dżungli/Druga księga dżungli
- Śmierć pudełkom?
- BrickForce - cięszki niewypał
- Tanki na Pegasusa ;)
- Sentymentalnie przez gatunki gier- cz.1
- Niezdrowy hype wokół gier- cz.1
- Kanały polecane przeze mnie.
- Na co oczekujecie w roku 2012?
- Co prawda nie dostałem się do CD-A, ale.... cz 1.
- Dum dum DUMMMM!
- Czekając na Baldura
- Starocie... chcecie jeszcze?
- Gry 2012 na które z niecierpliwością czekam


Komentarzy
RozwińCo do achievementa Liberty City Minute - nie mogę powiedzieć, żebym się spieszył. Nie warto. Nie w tej grze. Po prostu na pierwszy ogień wziąłem główną oś fabuły, a resztę przyjemności, jak wyścigi, zamówienia na samochody, etc. zostawiam sobie na później. Powoli zaczynam już knuć, jak tu podejść do zaliczenia 5-krotnego dachowania podczas jednego wypadku. ;] 1210024218000 2008-05-05
BTW: Liberty City Minute odblokowane. ;] 1210843698000 2008-05-15