Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

OsaX Nymloth

OsaX Nymloth

Reputacja:
1032.1024
Punkty:
17263

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

OsaX Nymloth 1199067731000 2007-12-31

Muzycznie podsumowanie roku

Koniec roku to czas podsumowań wszelakich, wszędzie atakują nas nagłówki w stylu "top 666 games of 2007" albo "wybór trailerów roku". Nie samymi grami jednak człowiek żyje, dlatego też postanowiłem zrobić małe podsumowanie mijającego roku w muzyce. Znudzeni? Ja też.

Bez zbędnych ceregieli przejdźmy do tego, co działo się w metalowym światku w 2007 roku:

3 Inches of Blood - Fire Up the Blades
Rozczarowanie, przynajmniej dla mnie. Przemeblowanie całego składu (za wyjątkiem oczywiście nietykalnych wokalistów) raczej wiele nie zmieniło, ale cała płyta jest monotonna. Owszem, to solidny heavy metal, ale mniej więcej w połowie albumu, człowiek zaczyna mieć problemy z rozpoznawaniem poszczególnych utworów. Brak tutaj jakichkolwiek urozmaiceń, porządnych zwolnień i zmian tempa. Zamiast tego wokaliści drą się na całego przez cały album. Szacun, na koncertach muszą wymiatać, ale ta płyta potrafi zwyczajnie zanudzić. Zostaję przy słuchanie Advance & Vanqush.

Arch Enemy - Rise of the Tyrant
Bracia Amott w komplecie, Angela zrezygnowała z nakładania na siebie ścieżek wokalu, a zespół obiecywał powrót do korzeni. Wyszło jak wyszło, przebojowo, melodyjnie, momentami zadziornie i...zbyt komercyjnie. Arch Enemy do płyty Wages of Sin oraz Anthems of Rebellion było świetne, potem zaczęło coraz bardziej łagodzić brzmienie. W zamian za to baza fanów (w większości nieletnich) rośnie z każdym dniem. Szkoda, ja zostaje przy świetnym Black Earth albo Burning Bridges.

Battlelore - Evernight
Kolejne rozczarowanie. The Sword's Song oraz ...Where the Shadows Lie były świetnymi albumami, które zdobyły mnie z miejsca. Third Age of The Sun nie było źle, ale słychać było brak Patricka na wokalu. Evernight stawia bardziej na pseudo tworzenie atmosfery i mniej oczywiste nawiązania do twórczości Tolkiena. Album sam w sobie taki zły nie jest, ale brakuje mi w nim przebojowości takiego Swordmaster, Rage of Goblins albo Ride With The Dragons. Przynajmniej słodka Kaisa została sobą ;)

Behemoth - The Apostasy
Znowu pomarudzę, chociaż sam nie wiem do końca, czemu. Jest moc, potęga, szatan - czysty i potężny kopniak prosto w zęby! Ale czegoś mi brakuje, tego co miał Zos Kia Cultus albo nawet Grom. Tylko czego? Co z tego, że Nergal znowu śpiewa wyraźniej, Inferno wzbija się na szczyty szczytów, a Orion i Seth tną riffy, które tną głowę?

Concept of Time - Suffer in Silence
Kapela niemalże podziemna, ale za to mogąca zdobyć sobie grono fanów. Melodyjny power z klawiszami, które tworzą tło dla reszty instrumentów. Nie, to nie Rhapsody (ov fire!), bez obaw. Niezły wokal, ciekawe kompozycje i nadzieja, że ich pełny album będzie wart przesluchania.

Daath - The Hinderers
Melodyjny death metal z klawiszami? Shade Empire? Również, ale Daath gra jednak w innych rejonach niż Finowie. Trzeba przyznać, że mogą się podobać, a ekipa wie nie tylko jak trzymać instrumenty, ale również jak ich używać.

Dimmu Borgir - In Sorte Diaboli
Nowy Demon Burger w natarciu. Perfekcyjna produkcja, czyste brzmienie i kiczowate klipy (no, przynajmniej do Conspiracy Unfolds). Symfonia robi piorunujące wrażenie, Shagrath nie zapomniał jak należy śpiewać, a Vortex stroi groźne miny do wszystkiego, co choć trochę przypomina krzyż. Dla niektórych nic nie warta komercha, dla innych obiekt kultu. Ja jestem pomiędzy ;]

Doomsword - My Name Will Live On
Włosi stworzyli ponownie kawał epickiego metalu! Nie, to nie żadne Rhapsody i ich p2p2 z klawiszami. To prawdziwie epicki metal z długimi kompozycjami, świetnymi tekstami, rozbudowanymi utworami i klimatem rodem z celtyckich opowieści.

Ensiferum - Victory Songs
Wieść o tym, że na wokalu i gitarze stery przejął Petri z Norther nie sprawiła, żebym się ucieszył. Wręcz przeciwnie, pamiętając paskudne wokale tego pana na albumach Norther nie mogłem się oprzeć włączeniu funkcji "losuj cokolwiek innego". Tymczasem na Victory Songs Petri zaśpiewał (i zagrał) jak najbardziej dobrze. Jak chce, to potrafi ;). Ogólnie cała płyta jest świetna, zróżnicowana i przesycona magią. Szkoda, że z zespołu odeszła Meiju Enho, ale cóż, przynajmniej mam ją na koncertowym DVD.

Evocation - Tales From The Tomb
Kto wie, czy nie debiut roku w kategorii mocnego, melodyjnego death metalu! Szwedzi weszli na scenę, skopali wszystkim dupy i poszli na piwo! Po prostu miazga, riff w Chronic Hell wrył mi się w pamięć tak, że nawet skalpelem go nie wytniesz ;]

Gaia Epicus - Victory
Najcięższy album Norweskich power/heavy metalowców, z kilkoma ciekawymi utworami, które jednak nie ratują albumu jako całości. Wyższe stany średnie, czyli z 6+/10.

[g]Grave Digger - Liberty or Death
Niemieccy weterani heavy pokazali za to, jak należy grać prawdziwy metal! 10 utworów, które sprawiają, że głowa sama rwie się do szalonego headbangingu!

Imperia - Queen of Light
Power metal z ładnym, operowym (i kobiecym, a jakże!) wokalem? To się musi sprzedać w obecnym uwielbieniu Nightwisha. Album lekki, przyjemny, ot taki w sam raz na uspokojenie.

Kamelot - Ghost Opera
Zespół widocznie kontynuuje drogę obraną na Black Halo. Brakuje czasów Epica lub Karma, ale cóż, siłą Youngblooda do zmiany stylu nie zmusisz. Kilka perełek się jednak tutaj znajdzie, ot chociażby piękny The Human Stain, do którego nagrano również teledysk. Roy Khan jak zwykle oszałamia głosem.

KelThuzzar - Zew Triumfującej Potęgi
Debiut roku! Czysty, słowiański epicki heavy metal, który miażdży pozerów samym brzmieniem! Nie brać ich tylko przesadnie na poważnie ;)

Maximum The Hormone - Buiikikaesu
Japoński punk rock/metalcore i kto wie co jeszcze? Czemu nie. Najlepsze utwory to (paradoksalnie) te, do których nagrano klipy, czyli Buiikikaesu!!, Zetsubou Billy (ending z anime Death Note) oraz What's up, people?!. Dla lubiących nowe brzmienia.

Naglfar - Harvest
Pyszny melodyjny black, jadowity i opętańczy wokal oraz porządne linie melodyczne. Czego chcieć więcej?

Rotting Christ - Theogonia
Grecy ponownie skopali tyłki, tym razem nagrali album szalenie spójny i monumentalny. Black zakrapiany greką, który ciężko do czegokolwiek porównać.

Svartsot - Ravneness Saga
Ciekawy debiut duńczyków grających połączenie death metalu z ...folkiem. Nawet oryginalne, dobrze się przy tym piwo pije. No i sprawdza się na imprezach ;)

Vreid - I Krig
Black, który nasuwa mi skojarzenia z melodyką Immortal, epickością Emperora i po części twórczością Falkenbach tudzież Myrkgraav, albo nawet Otyg. Dla fanów gatunku pozycja chyba obowiązkowa.

Pobudka, możecie już iść. Albo śpijcie dalej, tylko nie poprzewracajcie niczego, ja Was z podłogi zbierać nie będę.
Daath - The Hinderers
Doomsword - My Name Will Live One
Evocation - Tales From The Tomb
Grave Digger - Liberty or Death
Rotting Christ - Theogonia
4

Komentarzy

Rozwiń
  • OsaX Nymloth
    OsaX Nymloth Poza klasyką, metalem i jmusic prawdziwej muzyki już nie ma IMO ;) No dobra, są jeszcze narodowi bębniarze z Zimbabwe :P 1199110707000 2007-12-31
  • Chidder
    Chidder Moje typy roku 2007 to:
    Nine Inch Nails - Year Zero. Największe pozytywne zaskoczenie roku. No bo płyta z dużą ilością elektroniki (czego nie lubię), a jednak jest w niej coś, co nie pozwala się oderwać.
    Moonspell - Under Satanae. Remake zrobiony z klasą. Pamiętam demówki tego zespołu - beznadziejny dźwięk, jakieś tam krzyki... Tutaj te utwory są po prostu niesamowite. Świetna produkcja, klimat, ryki Fernando i perkusyjne szaleństwo.
    Therion - Gothic Kabbalah. Wszyscy spodziewali się trzeciej części "Lemurii" a tu niespodzianka: zespół zrobił coś zupełnie innego. Oczywiście wyszło im znakomicie. Mnóstwo hitów, znakomite wokale.
    Marilyn Manson - Eat Me, Drink me. Że pan ten to clown, to każdy wie. Tym razem album powstał po jego rozstaniu z dotychczasową partnerką. I częściej powinny go kobiety rzucać, bo album przepełniony emocjami, niemal nostalgiczny. No i czuć, że zbliża się mansonowska wersja "Alicji w krainie czarów".
    Ulver - Shadows of the Sun. Płyta nie dla każdego i nie na każdą okazję. Muzyka wymagająca skupienia i trudna. Warto jednak spróbować.
    I na koniec rozczarowanie roku:
    Manowar - Gods of War. Jak ja czekałem, jak ja pragnąłem nowych metalowych hymnów. Jak usłyszałem King of Kings to omal nie dostałem orgazmu - po prostu Manowar w szczytowej formie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Włączyłem album, najpierw nudne intro, potem... kolejne intro... i kolejne... i znowu... Gdzie muzyka ja się pytam?! Bo tu jej nie ma! :P

    1200074984000 2008-01-11
  • OsaX Nymloth
    OsaX Nymloth Z Ulverem i Therionem muszę zawrzeć bliższą znajomość ;]

    Co do Samowara to czysty przerost formy nad treścią. Gdzie ten dobry stary Manowar? We wczesnych latach 90~~ 1200076019000 2008-01-11

Czytaj bloga!

Chaos

OsaX Nymloth autor: OsaX Nymloth
pierwszy wpis: 28.12.2007
[Obserwuj bloga]

O wszystkim i o niczym, bez większego sensu i jakiejkolwiek wyższej logiki.

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka