Połącz konta
Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś
Woland
- Reputacja:
- 1040.9137
- Punkty:
- 4118
Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video
Menu
Woland
1197369556000
2007-12-11
Wszak to bardzo miło czassem choć przez chwilę być badassem...
Ze sfetrowego cytatorium: "Zamknij się dziwko, to tylko zabawa!"
Teza: dobry bandzior nie jest zły. Niezależnie, czy jest to Torque, Tobias Rieper, Tommy Vercetti, CJ czy Postal Dude. Jimmy Earl Cash niestety najlepszy nie był, ale należy mu się "honorable mention". Tak czy siak, dobrze jest zrobić sobie przerwę od wymoczkowatych lalusiów w złotych zbrojach, którzy pewnie i tak gdzieś poza kadrem odreagowują stresy wywołane mało zyskownym przebijaniem się przez hordy potworów, oziębłymi księżniczkami i tandetnymi, kliszowatymi sytuacjami, w które non stop pakuje ich jakiś idiota, któremu zebrało się na ideały.
"Jeśli chcą wiedzieć, dlaczego zabijałem, to powiedz im, że zabijałem dla kasy."
Bohater, to ma z górki. Wchodzi do jakiejś zaszczanej nory zajętej prawem kaduka przez jakieś niekompetentne pokraki na usługach zływroga z połową mózgu, i to tą mniej potrzebną, rachu ciachu i do piachu. A bandzior? Ten to ma pod górkę. Wychylić się za wcześnie nie może, bo ktoś mu łeb ukręci, jak nie porządkowi, to konkurencja. Na ten przykład, taki Hitman. Klient płaci, klient żąda, a Tobi się musi napocić. Jakiś cholerny klaun ukradł ruską atomówkę i grozi, że zdetonuje ją w rotterdamskim porcie? Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych to kukiełka konkurencji? Komuś podpadł dwulicowy wydawca pornografii? I wszystko ma być załatwione dyskretnie?
Bohater to pewnie zostałby wyposażony w licencję na zabijanie i dwóch średnio rozgarniętych pomocników, przeszedł przez obstawę prując na lewo i prawo z kałasznika, a któryś tam z rządów by to potem zatuszował. A przynajmniej nie rozliczał z "dyskretnie zlikwidowanych sił oporu", jeśli przyszłoby działać solo i z tłumikiem.
"Jestem złodziejem, kradnę samochody, jestem złodziejem samochodowym..."
Bohater, jak kradnie samochód, to jakimś cudem nikt go nie ściga. Nawet jak kradnie wielki pieprzony helikopter z czterema wyrzutniami rakiet niekierowanych, i to w samym środku strzelaniny i przy wyjących alarmach, to jest OK i jakoś nikt nie nasyła na niego połowy armii, a najwyżej dwa Blackhawki, ewentualnie coś innego, co daje się zdmuchnąć salwą czterech rakiet pod właściwym adresem. Bo bohater jest na misji od Boga.
Bandzior, z drugiej strony, ma przegwizdane. Nie jest na misji od Boga, tylko cieciuje i gońcuje za marne pieniądze, a że akurat w kufrze ma stygnącego człowieka konkurencji albo pięćdziesiąt kilo koksu, to zaraz ścigają go cztery czarne beemki z wystającymi z okien karkami uzbrojonymi w kałasznikowy, chmara radiowozów i helikoptery. Stawia mu się na drodze kolczatki, barykady z furgonetek, cuda wianki na kiju, i nie można całego tego tałatajstwa wysłać na księżyc za pomocą podręcznej wyrzutni rakiet, bo albo jej nie ma, albo ktoś się przejmie fajerwerkami i przyśle wojsko. W dodatku bandzior działa dla tej strony, która zwykle jest z logiką na bakier, tak więc zamiast prostego "weź tego tutaj H500 z wyrzutniami rakiet, przeleć się nad pole koki i wysadź wszystko w piź..." każą mu biegać z walizką od budki do budki, skakać przez płot na motocyklu, zasuwać wpław do cumującego na środku zatoki kontenerowca czy jeździć po mieście i sprawdzać, w którym do cholery barze pije księgowy-alkoholik, bo akurat jest potrzebny.
"I didn't write up for this shit."
Bohater może być z dykty. Najwyżej się go przeleci złotą farbą w sprayu i obwiesi światełkami z zeszłorocznej choinki "i będzie zajebiście". Bandzior z dykty być nie może. Bandziora z dykty, to mamy w wiadomościach, że dilował pod blokiem albo przejechał policjanta i dał się aresztować u kumpla w mieszkaniu, łącznie z doniczką kanaby hodowanej w piekarniku. Dlatego jeśli już mamy być bandziorem, to ten bandzior musi być interesujący. Musi mieć styl. Osobowość. Cojones.
CJ. Ten ma styl. Ot, zwykły chłopak z getta, wrobiony w jakieś gówno przez skorumpowanych policjantów, próbuje się jakoś w życiu ustawić - pracując albo dla znajomych, albo dla ludzi z zasadami. Czasami tylko musi się zadać z jakimiś mendami, bo sytuacja tego wymaga.
Tommy Vercetti. Został wpuszczony w kanał, odsiedział swoje, nawet na siebie nie zarabiał, bo ktoś mu celowo narobił długów. Dopiero potem, jak już do niego dotarło, że został wystawiony, odwinął się w wielkim stylu, po prostu "Say hello to my little friend".
Albo Tommy Angelo. Ostatni sprawiedliwy. Miał zasady i za to zapłacił. W końcu strzelał tylko do tych złych i tych, co mu podpadli. W sumie na jedno wychodzi.
Zresztą co tu dużo gadać, jak się jest tym złym, to głównie ma się do czynienia z gorszymi od siebie. To się nazywa "zaufanie scenarzysty do gracza". Przeciętny gracz nie morduje małych dziewczynek i nie zjada kotków. Nawet jak gra bandziora, to z zasadami. I zdrowym rozsądkiem. A jak gra wariata, to świadomego, że coś z nim jest nie tak.
Teza: dobry bandzior nie jest zły. Niezależnie, czy jest to Torque, Tobias Rieper, Tommy Vercetti, CJ czy Postal Dude. Jimmy Earl Cash niestety najlepszy nie był, ale należy mu się "honorable mention". Tak czy siak, dobrze jest zrobić sobie przerwę od wymoczkowatych lalusiów w złotych zbrojach, którzy pewnie i tak gdzieś poza kadrem odreagowują stresy wywołane mało zyskownym przebijaniem się przez hordy potworów, oziębłymi księżniczkami i tandetnymi, kliszowatymi sytuacjami, w które non stop pakuje ich jakiś idiota, któremu zebrało się na ideały.
"Jeśli chcą wiedzieć, dlaczego zabijałem, to powiedz im, że zabijałem dla kasy."
Bohater, to ma z górki. Wchodzi do jakiejś zaszczanej nory zajętej prawem kaduka przez jakieś niekompetentne pokraki na usługach zływroga z połową mózgu, i to tą mniej potrzebną, rachu ciachu i do piachu. A bandzior? Ten to ma pod górkę. Wychylić się za wcześnie nie może, bo ktoś mu łeb ukręci, jak nie porządkowi, to konkurencja. Na ten przykład, taki Hitman. Klient płaci, klient żąda, a Tobi się musi napocić. Jakiś cholerny klaun ukradł ruską atomówkę i grozi, że zdetonuje ją w rotterdamskim porcie? Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych to kukiełka konkurencji? Komuś podpadł dwulicowy wydawca pornografii? I wszystko ma być załatwione dyskretnie?
Bohater to pewnie zostałby wyposażony w licencję na zabijanie i dwóch średnio rozgarniętych pomocników, przeszedł przez obstawę prując na lewo i prawo z kałasznika, a któryś tam z rządów by to potem zatuszował. A przynajmniej nie rozliczał z "dyskretnie zlikwidowanych sił oporu", jeśli przyszłoby działać solo i z tłumikiem.
"Jestem złodziejem, kradnę samochody, jestem złodziejem samochodowym..."
Bohater, jak kradnie samochód, to jakimś cudem nikt go nie ściga. Nawet jak kradnie wielki pieprzony helikopter z czterema wyrzutniami rakiet niekierowanych, i to w samym środku strzelaniny i przy wyjących alarmach, to jest OK i jakoś nikt nie nasyła na niego połowy armii, a najwyżej dwa Blackhawki, ewentualnie coś innego, co daje się zdmuchnąć salwą czterech rakiet pod właściwym adresem. Bo bohater jest na misji od Boga.
Bandzior, z drugiej strony, ma przegwizdane. Nie jest na misji od Boga, tylko cieciuje i gońcuje za marne pieniądze, a że akurat w kufrze ma stygnącego człowieka konkurencji albo pięćdziesiąt kilo koksu, to zaraz ścigają go cztery czarne beemki z wystającymi z okien karkami uzbrojonymi w kałasznikowy, chmara radiowozów i helikoptery. Stawia mu się na drodze kolczatki, barykady z furgonetek, cuda wianki na kiju, i nie można całego tego tałatajstwa wysłać na księżyc za pomocą podręcznej wyrzutni rakiet, bo albo jej nie ma, albo ktoś się przejmie fajerwerkami i przyśle wojsko. W dodatku bandzior działa dla tej strony, która zwykle jest z logiką na bakier, tak więc zamiast prostego "weź tego tutaj H500 z wyrzutniami rakiet, przeleć się nad pole koki i wysadź wszystko w piź..." każą mu biegać z walizką od budki do budki, skakać przez płot na motocyklu, zasuwać wpław do cumującego na środku zatoki kontenerowca czy jeździć po mieście i sprawdzać, w którym do cholery barze pije księgowy-alkoholik, bo akurat jest potrzebny.
"I didn't write up for this shit."
Bohater może być z dykty. Najwyżej się go przeleci złotą farbą w sprayu i obwiesi światełkami z zeszłorocznej choinki "i będzie zajebiście". Bandzior z dykty być nie może. Bandziora z dykty, to mamy w wiadomościach, że dilował pod blokiem albo przejechał policjanta i dał się aresztować u kumpla w mieszkaniu, łącznie z doniczką kanaby hodowanej w piekarniku. Dlatego jeśli już mamy być bandziorem, to ten bandzior musi być interesujący. Musi mieć styl. Osobowość. Cojones.
CJ. Ten ma styl. Ot, zwykły chłopak z getta, wrobiony w jakieś gówno przez skorumpowanych policjantów, próbuje się jakoś w życiu ustawić - pracując albo dla znajomych, albo dla ludzi z zasadami. Czasami tylko musi się zadać z jakimiś mendami, bo sytuacja tego wymaga.
Tommy Vercetti. Został wpuszczony w kanał, odsiedział swoje, nawet na siebie nie zarabiał, bo ktoś mu celowo narobił długów. Dopiero potem, jak już do niego dotarło, że został wystawiony, odwinął się w wielkim stylu, po prostu "Say hello to my little friend".
Albo Tommy Angelo. Ostatni sprawiedliwy. Miał zasady i za to zapłacił. W końcu strzelał tylko do tych złych i tych, co mu podpadli. W sumie na jedno wychodzi.
Zresztą co tu dużo gadać, jak się jest tym złym, to głównie ma się do czynienia z gorszymi od siebie. To się nazywa "zaufanie scenarzysty do gracza". Przeciętny gracz nie morduje małych dziewczynek i nie zjada kotków. Nawet jak gra bandziora, to z zasadami. I zdrowym rozsądkiem. A jak gra wariata, to świadomego, że coś z nim jest nie tak.
Czytaj bloga!
The Weekly Times-Fount
autor: Wolandpierwszy wpis: 22.06.2007
[Obserwuj bloga]
The WTF, czyli dziwności komputerowego światka z mojego punktu widzenia. Betatesty, DRM, olewactwo wydawców, gadżety o wątpliwej przydatności, fajne rzeczy których raczej nie obejrzymy i inne ciekawostki.
Najnowsze na The Weekly Times-Fount:
- Netektyw
- Jebut jebut, leci reboot!
- Gdybym był bogaczem...
- Reload!
- Bullshitstorm
- Ale najpierw - laptop!
- Jak Woland deck kupował
- RubyDung: porzucony projekt twórcy Minecraft
- Apetyt na chińszczyznę
- Kiciak! Ty złamany fiucie!
- Ale Piękne Bul, bul, bul...
- Pandora, czyli puszka z Linuxem
- Alpha Protocol: nie jest tak źle...
- Mam chęć złamać NDA
- ...znowu montuję MGSa!
- ...się mądrzę: czy gry są sztuką?
- Bety są do bani
- Scrackować się czy wytrwać?
- Gimme That Punk!
- Cenega po raz kolejny ma graczy gdzieś
Popularne na The Weekly Times-Fount:
- Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się bać..
- Takin' a shit...
- Burdellands
- Nowiejszyj amierikanskij Stalkier!*
- Bullshitstorm
- Ruszyła beta APB!
- ...chcę w coś pograć
- Big Bullshit
- Moje Boje z Windows 7
- ...zrobiłem dyplom z kozactwa.
- Faszyzm spod znaku ogryzka
- The Spy: Now with 75% more MOTHERFUCKER!
- Graj Aż Się Zrzygasz!
- ...zbieram na XBoxa: Wielka Kradzież Samochodowa
- Scrackować się czy wytrwać?
- Everybody loves a good FAQ
- Najlepszy informatyk w mieście
- Ciężki Żywot Eksperta
- Wszak to bardzo miło czassem choć przez chwilę być badassem...
- Coś więcej wypływa z morza!
Najnowsze na Gaminatorze:
- Endless Space (alpha) - słów kilka o podboju galaktyki
- Eh. Szkoda słów.
- Kasa Chorych - Działa nawet w Majówkę
- Patelnią w zęby!
- Underworld Ewolucja czyli seksowna wampirzyca i morze krwi.
- Hello world - początki VideoRecenzji
- Hołdy Video dla tych , których się nie zastąpi .
- Kącik literacki: R. Kipling - Księga dżungli/Druga księga dżungli
- Śmierć pudełkom?
- BrickForce - cięszki niewypał
- Tanki na Pegasusa ;)
- Sentymentalnie przez gatunki gier- cz.1
- Niezdrowy hype wokół gier- cz.1
- Kanały polecane przeze mnie.
- Na co oczekujecie w roku 2012?
- Co prawda nie dostałem się do CD-A, ale.... cz 1.
- Dum dum DUMMMM!
- Czekając na Baldura
- Starocie... chcecie jeszcze?
- Gry 2012 na które z niecierpliwością czekam

Komentarzy
RozwińJa w pełni rozumiem, że Ty zdajesz sobie sprawę z tego że masz misję od Boga,
ale byłoby bardzo miło z Twojej strony, żeby pomimo faktu posiadania owej misji, nie przysłaniała Ci ona zdrowego rozsądku i żebyś sobie w końcu uświadomił że kultura nie boli i szacunek dla członków dyskusji jest rzeczą podstawową. Czy to w internecie, czy podczas rozmowy w 4 oczy.
Byłoby miło.
Pozwolę sobie też poruszyć jeden wątek.
Mówisz że bohaterowie mają z górki. Że nikt ich nie ściga.
Gothic. Jakbyś nie zauważył, to Bezimiennego z Gothica już dopadli (jak ktoś wcześniej zauważył) i znajduje się on w więzieniu gdzie panuje bezprawie.
A w drugiej części nikt nas nie ściga, ponieważ władze mają dużo większe problemy na głowie (w postaci orków czy smoków).
A w Jade Empire ewidentnie nie grałeś, bo tam przez 3/4 gry wyrzynamy członków cesarskiej armii, bądź sługusów Ręki Śmierci, czyli Zabójców Lotosu - którzy są, jakby na to nie patrzeć, oddziałem do zadań specjalnych miłościwie nam panującego Cesarza.
A nikt nas nie ściga, tak o, ponieważ to my idziemy żeby ich dorwać. Więc wrogów mamy raczej z przodu niż z tyłu.
Poza tym w Cesarskim Mieście jest fajna scenka, jak jakaś pośrednia szycha nasłana przez Rękę Śmierci wygłasza orędzie do ludzi, podając nasz rysopis i ogólnie prezentując nas jako krwiożerczą bestię i terrorystę ;)
Na zakończenie, jeszcze raz dobra rada. Wolandzie - kultura i szacunek dla rozmówców naprawdę nie bolą. Nawet jeśli mają oni inne poglądy.
1197798968000 2007-12-16