Połącz konta
Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś
Geralt
1195920258000
2007-11-24
Mokradła, część trzecia
Kiedy impreza się skończyła, skorzystałem z uprzejmości Kalksteina i przetrzeźwiałem do rana. Potem zabrałem się za realizację planu - skołowałem Azara tak, że sam grzecznie oddał mi ostatni kamyk do wieży. Wystarczyło tylko popłynąć na bagna i zostawić go w odpowiednim obelisku w gaju druidów.
Ledwie to zrobiłem, a mój medalion zwariował - cokolwiek stworzył mieszkaniec wieży, było diabelnie potężne. Wreszcie mogłem wejść do środka i dowiedzieć się tego i owego - a kto czekał na mnie w progu? Oczywiście zerrikański łajdak, nadal pod iluzją detektywa. Nie dałem mu długo czekać - przeszukałem wieżę, przypomniałem sobie kolejną wiedźmińską sztuczkę i z bezpiecznie schowaną księgą wyszedłem.
Do zdemaskowania Javeda wystarczył prawy prosty. Niestety, negocjacje były zdecydowanie nieudane - zamiast oddać co ukradł, ten przybłęda napuścił na mnie ifryta. Po prawdzie, to raczej nie był to mój pierwszy raz - kiedyś Jaskier złowił jednego na wędkę, a ja musiałem paskudę ogłuszać - ale na tego, niestety, nie zadziałało prastare zaklęcie "A idź i wychędoż się sam!". Na szczęście srebrny miecz i znak Aard działały niezawodnie. Potem było już tylko gorzej - ledwie nadążałem się opędzać od Javeda i ściągniętego przezeń pospiesznie Magistra, aż w końcu ten drugi uraczył mnie jakąś śmierdzącą petardą.
Doszedłem do siebie w mieszkaniu Triss. Z krótkiej relacji wynikło, że kiedy ja próbowałem przeżyć bijatykę z tymi dwoma popaprańcami, Yaevinn zebrał swój oddział i dość konkretnie przetrzepał braciszków - a na zdrowie, wspomnienie Chappelle'a, kanalii mało, że dwulicowej, nie nastrajało mnie do zakonu zbyt pozytywnie. Łącz tu człowiecze ogień z Porządkiem, kiedy ostatni żonglujący ogniem pajac zabił ci kumpla, okradł dom i jeszcze ifrytem poszczuł.
Czarodziejka, próbując złożyć mnie do kupy, grzebała mi w głowie - oczywiście zamiast wyciągnąć coś ważnego, skupiła się na moich uniesieniach, a potem jeszcze bezwstydnie łgała, że powinienem sam złożyć swoją osobowość, to może wtedy mi się wszystko przypomni. A z czego ja ją miałem złożyć? Większość rzeczy pamiętałem, tylko ostatnie parę lat - od Rivii do Kaer Morhen - cokolwiek mi się rozmyło. I nie bardzo mogłem sobie przypomnieć, co stało się z Regisem, o którym po pijaku wspominał Jaskier. Faktycznie, był taki cyrulik, i nawet przyznawał się do bycia wampirem, ale co się z nim stało, zupełnie nie pamiętałem. Czarna dziura.
Ledwie to zrobiłem, a mój medalion zwariował - cokolwiek stworzył mieszkaniec wieży, było diabelnie potężne. Wreszcie mogłem wejść do środka i dowiedzieć się tego i owego - a kto czekał na mnie w progu? Oczywiście zerrikański łajdak, nadal pod iluzją detektywa. Nie dałem mu długo czekać - przeszukałem wieżę, przypomniałem sobie kolejną wiedźmińską sztuczkę i z bezpiecznie schowaną księgą wyszedłem.
Do zdemaskowania Javeda wystarczył prawy prosty. Niestety, negocjacje były zdecydowanie nieudane - zamiast oddać co ukradł, ten przybłęda napuścił na mnie ifryta. Po prawdzie, to raczej nie był to mój pierwszy raz - kiedyś Jaskier złowił jednego na wędkę, a ja musiałem paskudę ogłuszać - ale na tego, niestety, nie zadziałało prastare zaklęcie "A idź i wychędoż się sam!". Na szczęście srebrny miecz i znak Aard działały niezawodnie. Potem było już tylko gorzej - ledwie nadążałem się opędzać od Javeda i ściągniętego przezeń pospiesznie Magistra, aż w końcu ten drugi uraczył mnie jakąś śmierdzącą petardą.
Doszedłem do siebie w mieszkaniu Triss. Z krótkiej relacji wynikło, że kiedy ja próbowałem przeżyć bijatykę z tymi dwoma popaprańcami, Yaevinn zebrał swój oddział i dość konkretnie przetrzepał braciszków - a na zdrowie, wspomnienie Chappelle'a, kanalii mało, że dwulicowej, nie nastrajało mnie do zakonu zbyt pozytywnie. Łącz tu człowiecze ogień z Porządkiem, kiedy ostatni żonglujący ogniem pajac zabił ci kumpla, okradł dom i jeszcze ifrytem poszczuł.
Czarodziejka, próbując złożyć mnie do kupy, grzebała mi w głowie - oczywiście zamiast wyciągnąć coś ważnego, skupiła się na moich uniesieniach, a potem jeszcze bezwstydnie łgała, że powinienem sam złożyć swoją osobowość, to może wtedy mi się wszystko przypomni. A z czego ja ją miałem złożyć? Większość rzeczy pamiętałem, tylko ostatnie parę lat - od Rivii do Kaer Morhen - cokolwiek mi się rozmyło. I nie bardzo mogłem sobie przypomnieć, co stało się z Regisem, o którym po pijaku wspominał Jaskier. Faktycznie, był taki cyrulik, i nawet przyznawał się do bycia wampirem, ale co się z nim stało, zupełnie nie pamiętałem. Czarna dziura.
Czytaj bloga!
Na Tropach Salamandry
autor: Geraltpierwszy wpis: 05.11.2007
[Obserwuj bloga]
Nazywam się Geralt z Rivii, a to moja historia...
Najnowsze na Na Tropach Salamandry:
Popularne na Na Tropach Salamandry:
Najnowsze na Gaminatorze:
- Endless Space (alpha) - słów kilka o podboju galaktyki
- Eh. Szkoda słów.
- Kasa Chorych - Działa nawet w Majówkę
- Patelnią w zęby!
- Underworld Ewolucja czyli seksowna wampirzyca i morze krwi.
- Hello world - początki VideoRecenzji
- Hołdy Video dla tych , których się nie zastąpi .
- Kącik literacki: R. Kipling - Księga dżungli/Druga księga dżungli
- Śmierć pudełkom?
- BrickForce - cięszki niewypał
- Tanki na Pegasusa ;)
- Sentymentalnie przez gatunki gier- cz.1
- Niezdrowy hype wokół gier- cz.1
- Kanały polecane przeze mnie.
- Na co oczekujecie w roku 2012?
- Co prawda nie dostałem się do CD-A, ale.... cz 1.
- Dum dum DUMMMM!
- Czekając na Baldura
- Starocie... chcecie jeszcze?
- Gry 2012 na które z niecierpliwością czekam


Komentarzy