Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Geralt

Geralt

Punkty:
43

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Geralt 1195518218000 2007-11-20

Mokradła, część druga

W obozie druidów wpadłem na elfa, który szukał kogoś do arcytrudnego zadania kurierskiego. Otóż Wiewiór zażyczył sobie, abym dostarczył jego liścik Vivaldiemu - miał szczęście, dopóki łamanie prawa nie szło w parze z łamaniem kości i trzebieniem pogłowia gatunków wymierających, nie miałem nic przeciwko. Przy okazji, po drodze do wsi, zajrzałem do jaskini - mówią, że pogrzebano tam kiedyś jakiegoś vrana, a ja, nawet mimo, że nie wiedziałem, kim do diaska byli vranowie, pomyślałem, że to i owo można było ze środka wynieść. Niekoniecznie wilcze skóry i sztynaćce.
Wiele się nie pomyliłem - i sakiewka zrobiła się jakby cięższa, i kolejny kamyk do kolekcji znalazłem, i nawet nowej sztuczki się nauczyłem (drugiej, nawiasem mówiąc - wcześniej przypomniałem sobie znak Yrden w obozie druidów). Jedynym problemem był upiór, ale tego, jako że nadal byłem, że tak powiem, "pod wpływem" (Las Mariborski i Puszczyk. Po czymś takim zamieniasz się w jednoosobową artylerię oblężniczą.), załatwiłem jak przysłowiową burą sukę. Wystarczyło więc wytłumaczyć babie, że druidzi o dzieciaku nic nie wiedzą, dziadzia nie jada, a żaden ze spotkanych utopców też wypluć nie raczył.
Kwiatki doręczyłem, zgodnie z zamówieniem, przewoźnikowi na bagnach, i wróciłem na porębę zwrócić zapłatę krasnoludowi. Co prawda cztery stówy piechotą nie chodzą, ale, jak to mówią, okłam krasnoluda, a wyrwie ci nową dziurę w rzyci.
Okazało się, że to nie koniec - ja też musiałem to i owo na tych mokradłach wyrąbać, dokładniej kilka wyjątkowo upartych stworów. Na dzień dobry - trzy pijawy, na które najpierw zastawiłem znak Yrden, a potem grzałem z Igni, aż pękły. Wystarczyło tylko odskoczyć, żeby nie dać się obsmarkać. Prościzna. Następne były utopce - z tymi poszło jeszcze prościej, dwa dobre młyńce i dobijanie oporniaka. Na końcu miałem nieprzyjemność z dwoma echinopsami - jako, że Las Mariborski jeszcze ze mnie nie wywietrzał, zabawa ograniczyła się do dwóch Igni na łeb i uważaniu, żeby nie zjadły kiełbasy, którą nad nimi piekłem.
Wyjaśniłem Vasce w skrócie, o co chodzi drwalom - kazała oddać rybom siekierę Yarena i zabroniła kłaść na ołtarzu suche rzeczy, ale ja miałem inny plan. Wolałem zostawić im starą niziolską wiadomość - nieco nadpsutą rybę, która w pewnych kręgach wyraźnie oznaczała "Podpadłeś, idziesz spać z rybkami". Jak ja, cholera, nie cierpię, gdy ktoś robi biednym kmiotkom wodę z mózgu. Nie bawiło mnie obserwowanie, jak robili karpia na dźwięk pokrętnych kazań jak ostatnie leszcze - w sumie, to w takich sytuacjach zwykle stawałem okoniem i wolałem śledzić rzekomych "panów", "proroków" i wielebnych" - płynąłem pod prąd jak pstrąg, bo nie byłem byle płotką. Wiedźmak, powiadają, oprócz tego, że okrutnik i pies na baby, chytry też jest jak szczupak - i tu się nie mylą. Dla pewności, rzuciłem też "coś suchego" w postaci woreczka saletry - miałem nadzieję, że ryby zrozumieją tę wiadomość. Miały się trzymać dna, albo już planowałem dla nich miejsce na kominku w Kaer Morhen.
O północy wybrałem się na ryby - niestety, nie zrozumiały wiadomości, tak więc musiałem wytrzeszcza dodatkowo potraktować narzędziem. Kiedy już leżał płaski jak flądra pod ołtarzem, wróciłem do krasnoluda i wyjaśniłem mu, że wszelkie kłopoty ma już z głowy. Z pieniędzmi w kieszeni wróciłem do kapliczki Melitele i skorzystałem z ustrojstwa od alchemika. Przy okazji doręczyłem mu zamówiony szpik z alghuli i przespacerowałem się do sąsiada - Vivaldi nie był przesadnie zadowolony z wieści, Wiewiór jak zwykle potrzebował pieniędzy na kolejne fugasy chowane przy drogach i strzały dla swoich kumpli, którzy pakowali do kogo popadło, tak więc bankier, jak przewidywałem, pisał mu notkę odmowną o treści "Spadaj na drzewo, długouchy, ja jestem szanowanym bankierem, a nie jakimś obładowanym fasolą naiwniakiem. Podpisano: Golan".
Rozprawiłem się z upiorem, po czym wpadłem do karczmy, napić się, pograć w kości i odpocząć do rana. Wtedy wybrałem się do Leeuvardena - miał na zbyciu przedostatni z dziesięciu kamyków, a to było istotniejsze nawet od klubowych znaczków tych pajaców spod jaszczurki. Zapłaciłem mu, ile sobie życzył, potem zebrałem należność od ogrodnika i zapytałem Zoltana, czy nie orientował się, gdzie jeszcze można było zarobić. Okazało się, że musiałem znowu biec do tego nilfgaardzkiego spaślaka - płacił za robienie porządku z utopcami, a to było dla mnie jak splunąć. Dokładniej jak splunąć i dobić. Wolałem jednak najpierw dostać zapłatę za upiora, tak więc czaiłem się na wdowę w umówionym miejscu pod cmentarzem. Kiedy po krótkich negocjacjach wreszcie zapłaciła ile miała zapłacić, wybrałem się załatwić sprawę z Leeuvardenem. Wykosztowałem się na prom w obie strony, zmiotłem opór bez zbędnych pytań i wróciłem. Cztery setki w przód.
Odebrałem list od Vivaldiego, o treści już mi wiadomej, i ponownie popłynąłem rozpadającą się krypą na bagna. Przysięgam, jeszcze kilka komarów i odreagowywanie na topielcach i bloedzuigerach przestanie mi wystarczać.
Przedzierając się przez najgorsze zakątki tych cholernych mokradeł trafiłem na zwłoki - o tyle warte mojej uwagi, że miały przy sobie niezgorszy miecz i resztki listu do Leeuvardena. Niestety, żeby zabrać jedno i drugie, musiałem opędzić się od kilku wyjątkowo niesympatycznych wiwern. A to szczególnie proste nie było - przydał się Puszczyk i Wilga, żeby się nie struć, a ogłuszyć te paskudy Znakiem Aard i dobić. Potem dostarczyłem Yaevinnowi wiadomość - pofukał, pofukał, kazał mi stuknąć kilku zbyt ciekawskich braciszków i dał pewną ważną informację na temat Berengara i wiadomej bandy. Chcąc oszczędzić na czasie, przeniosłem się do piwnicy alchemika, korzystając ze znalezionego na bagnach Miejsca Mocy.
Mokradła
0

Komentarzy

Czytaj bloga!

Na Tropach Salamandry

Geralt autor: Geralt
pierwszy wpis: 05.11.2007
[Obserwuj bloga]

Nazywam się Geralt z Rivii, a to moja historia...

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka