Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Geralt

Geralt

Punkty:
43

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Geralt 1194916177000 2007-11-13

Podgrodzie, część druga

Jako, że Brogga już kupiłem, następnym klientem był stojący na Bramie Młyńskiej Mikul - ot, typowy wiejski głupek, dla niepoznaki wciśnięty w zbroję i kaftan w barwach Wyzimy. On znalazł sobie jeszcze lepszy kłopot - umarlaków w krypcie. Wiedziałem już, że w tych okolicach martwi cierpieli na bezsenność, tak więc szybko przetrząsnąłem plecak w poszukiwaniu jakiegoś dobrego środka na tychże.
Olej na trupojady wydał się najbardziej odpowiedni - nie tracąc czasu, wysmarowałem nim ostrze, łyknąłem coś na rozszerzenie źrenic i wmaszerowałem do środka.
Poszło jak z płatka - Znakiem Aard w łeb, dobić jednym ciosem, następnego ostrugać tak szybko jak się da. Położyłem trupem całą piątkę, nauczyłem się nowej sztuczki pozwalającej mi oszczędzić na krzesiwie i zabrałem znalezioną przy nieboszczce na progu fiolkę po truciźnie. Spodziewałem się, że będzie dużo trudniej.
I wiele się nie pomyliłem. Już miałem powiadomić Mikula o dobrze wykonanej robocie, gdy okazało się, że szurnięty alchemik wpadł w kłopoty, i to na moich oczach. Pajace z Salamandry, z magikiem na czele, usiłowały wymusić na nim oddanie laboratorium - tak więc sięgnąłem po Zamieć i zacząłem zamiatać. Padali jak raz dwa trzy - ja ich znakiem, a strażnicy halabardą. Tylko magik nie chciał się dać położyć, tak więc jego potraktowałem bronią konwencjonalną - niestety olej przeciw trupojadom nie działał na takich gównojadów jak on. Niby prawie to samo, ale prawie robi każdą różnicę w świecie.
Mikul, na szczęście dopiero po tym, jak wyskoczył z wypłaty, zaczął mi marudzić, że mu wiedźma kobietę struła - tak więc, korzystając z okazji, postanowiłem zajść do Abigail i trochę z nią pogadać.
Dostałem przepis na niezły środek, który miał mi pomóc w rozgonieniu świecących kundli, toteż za pamięci przygotowałem sobie porcję, plus drugą porcję smaru na trupojady, i czym prędzej powędrowałem do karczmy, aby rzucić okiem na to, czego kto potrzebował w postaci zgrabnie wyfiletowanych resztek. Nie chciałem się przemęczać - ostatniego klienta zostawiłem sobie na jutro, a jeszcze chciałem się przygotować do randki z Vesną.
Najpierw dostarczyłem zamówienie alchemika, a za otrzymaną wypłatę kupiłem podręcznik małego piromana - niestety ni w ząb nie pojmowałem, jak zrobić dobrą bombę i nie rozerwać się przy okazji. Potem umyłem się, wrzuciłem coś na ząb i ruszyłem do młyna - po drodze zahaczając o dom wrednego dziadygi.
Szczęście w nieszczęściu, złapał nas deszcz, więc schowaliśmy się we młynie, zapewne wywołując panikę wśród kmiotków hałasami, które niosły się po wodzie. Następnego dnia musiałem wysłuchiwać, że coś w starym młynie okrutnie grzmociło i jęczało. Przypomniała mi się pamiętna noc z Yennefer przy otwartym oknie - wtedy wszyscy wokół nam klaskali i, na szczęście, obyło się bez wypchanego jednorożca. Nawet Jaskier był zazdrosny.
Wychodząc z młyna, napatoczyłem się na bandę wyjątkowo mokrych, wyjątkowo niesympatycznych i wyjątkowo martwych podglądaczy, zatem najpierw przywitałem ich szefa Znakiem Aard i dobiłem jak byle prostaka, a potem rozprawiłem się z resztą niedojdów. Zaraz potem, głęboko zdegustowany, dostarczyłem łeb topielca Łowczemu - niestety po drodze, akurat, dziwnym trafem, niby to przypadkiem, Bestia pokazała mi się dwa razy, nasyłając na mnie stada świecących kundli - i to, co ciekawe, pod domem Brogga i Odo.
Ten drugi okazał się ochlejem najgorszego sortu - wytoczył chyba calutką skrzynkę gorzały, jak rano zaczęliśmy, tak skończyliśmy pod wieczór. Jeszcze bezczelnie rzucił "pijmy szybciej, bo się ściemnia" - i tak wytoczyłem się do jego ogródka, nawalony jak szpak i ledwie zdolny do przycinania agresywnego żywopłotu w postaci dwóch echi... echono... echinokotów? Nnniewaszne. Pstryknąłem palcami i zrobiłem z jednego ognisko. Jako, że kłaść się nie chciał, wytrzaskałem go jeszcze mieczem po konarach, a potem to samo zrobiłem z drugim.
-Chhhłopot sssschłowy. - oznajmiłem, wtaczając się do domu Odo kwadrans później.
-Pppanie Gerwant... - czknął Odo, wyrwany z pijackiej drzemki. - Wyście wariat, ale zuch. Tu je wasze osssiemdziesiąt orenów.
-Ooo, nieładnie, chhhciałeś orżnąć pana Gerwanta na kasę... Sto miało być.
-A dzieeee tam... - wybełkotał grubas. - Dobrze pamiętam, nawet mimo, żeśmy popili.
-No dobra, cwaniaczku... - wyszczerzyłem się szyderczo. - Zagramy w kości. Ile wygram, tyle biorę. Tu jest moje czterdzieści.
Spaślak myślał, że jest cwany - nawet jakimś cudem poszczęściło mu się w pierwszej rundzie, ale dwa moje fule piątek na szóstkach i szóstek na piątkach później wyszedłem, bogatszy o całe trzy stówy. Do tej pory nie rozumiem, jak to jest, że po pijaku mam takie szczęście.
Przetrzeźwiałem w gospodzie i rano udałem się do starego capa, aby dalej ciągnąć go za język. Okazało się, że hołota spod jaszczurki zajęła stary dom karczmarza - ale jako, że kto ma wisieć, nie utonie, najpierw wpadłem do wioskowego głupka pod bramę Młyńską i dzikim fartem orżnąłem go w kości, mając dwie wyjątkowo ciulane pary przeciwko jednej, niewiele lepszej. Tak czy owak, szykowało się drugie Blaviken i tym razem nikogo nie musiałem ubijać szybko i mało boleśnie.
Za pamięci zajrzałem też do krypty, w której kumple głupka ostatnio planowali jakieś wykopki. Ani był z nich doktor Jonas z Novigradu, ten, którego od koloru ulubionych portek nazywali Indygo, ani tym bardziej Lara Quer'rovaed z Ab Hengdon, co oznaczało, że to nie oni cokolwiek by z tej krypty wynieśli, a raczej ja ich - tylko jeszcze nie wiedziałem, w ilu kawałkach.
Cóż, wszedłem, wyszedłem, usiekłem jeszcze kilka ghuli i jednego alghula, znalazłem kolejny odłamek meteorytu i trochę drobnych - życie jest piękne. Brakowało mi ostatniego kawałka, ale miałem ważniejsze rzeczy na głowie. Pobiegłem do karczmy...
Aby zdążyć w ostatnim momencie. Pachołki Salamandry już kładły łapy na Shani - to im je poucinałem. Niestety dla karczmarza było już za późno, więc zabrałem tylko kluczyk i pofatygowałem się do jego domu - gorąco witając się z dwoma bramkarzami. Pierwszego załatwiłem tak, że nawet wampirzycę zwącą się Krwawym Deszczem bym zawstydził, drugi też padł, zanim zdążył zrobić mi jakąś krzywdę. Gorzej było w środku - ledwie uniknąłem powitania toporem, ale wystarczył jeden szybki młyniec, by dwóch obwiesiów straciło głowę z wrażenia. Dwóch kolejnych, po twardym lądowaniu na ścianie, dało się dorżnąć jak ostatnie barany, zaś ja otworzyłem klapę wiodącą do piwnicy i zeskoczyłem do środka. No to gramy.
Herszt bandziorów był zaskakująco rozmowny. Grzecznie wyśpiewał, że ten ochlej Odo szukał sposobu, jak stuknąć swojego brata, rzucił też nazwiskiem - Nazad Jawad czy coś takiego, podobno szef szefów, czyli, jak wydedukowałem między potraktowaniem pierwszego znakiem Aard a ścięciem mu łba, zerrikański dziad śmietnikowy, który złożył nam wizytę w Kaer Morhen. A potem zrobiło się jeszcze śmieszniej - jak już skończyłem z gamoniami, zjawił się młody, ponoć poinstruowany przez dziada z capią brodą, żeby przyjść do wesołego domku karczmarza. Już ja sobie z tym starym skurwysynem porozmawiam. Tak, jak ze stygnącym właśnie hersztem bandytów.
Zrobiłem kipisz w okolicy - znalazłem trzeci kamyk dla krasnoluda, kilka nowych przepisów, nieco żarcia i śmiechowe grzybki. Potem wystarczyło tylko wywalić znakiem Aard dziurę w ścianie i wyprowadzić dzieciaki. Abigail co prawda była lekko podenerwowana po tym, jak trochę gruzu wylądowało jej w garnku, ale, jak to mówią, gdzie drwa rąbią, tam z nich Wiewióry lecą. Zresztą co do Wiewiórów, okazało się, że Brogg bardzo nieładnie sobie z nimi pograł - najpierw sprzedał im towary, a potem sprzedał ich straży. Wioskowy głupek też był konkretnie umoczony - nie umiał się z dziewczynami obchodzić, to jedna się zamknęła w krypcie i otruła. Wredny dziad borowy własną córkę z domu pogonił. A wiedźma? Jak w tym powiedzeniu, to nie miecze, tylko sukinsyny zabijają ludzi. Oboje byliśmy bezstronnymi fachowcami, tylko ona miała nieco luźniejszy kodeks zawodowy. I sama też była cokolwiek... luźna. Na szczęście dzieciaki już dawno uciekły, bo jeszcze by się napatrzyły, skąd się wzięły - zresztą, to jest jak kastracja. Niby wiesz, jak to się robi, ale czegoś ci brakuje.
Wymaszerowałem z jaskini i powiedziałem tej bandzie wsiowych buraków, co o nich sądziłem. Wielebny nie spuścił z tonu, więc dyskretnie mu zasugerowałem, że może wyjść albo bez twarzy, albo nogami do przodu - zamiast palić wiedźmę, palił ciżemki i to z prędkością, o jaką bym tego zgreda nie podejrzewał. Niestety już po tym jak rozprawiłem się z największym z rozpromienionych piesków (bydlę było wielkości cielaka!) i mniejszymi, próbującymi odgryźć Abigail to i owo, skrzyknął dużą kupę chłopską, z Barrenem Hoggiem i naprutym Odo na czele, po czym rzucili się, żeby dać mi wycisk. Niestety, ja, nawet pomimo lekkiego zmęczenia zabawami z psem, nie dałem im forów - dziad padł pierwszy, a potem cała reszta. Chyba moją sugestię "No dalej, śmieciu, uprzyjemnij mi dzień" wzięli zbyt dosłownie.
Bogatszy o nowe doświadczenia (oraz pięćset orenów w gotówce), wróciłem do karczmy, aby tam pozbierać myśli i odprowadzić Shani do Wyzimy. Krasnolud gdzieś przepadł, wieśniaków psy zagryzły, a mnie ten przygłup Mikul perfidnie wystawił straży miejskiej. A myślałem, że gorzej to już być nie mogło.
Podgrodzie
3

Komentarzy

  • m461k
    m461k ***PRAWIE JAK SPOJLER***















    Faza z odo jest najlepsza, teraz jestem na etapie wyboru czarownica czy ludzie... 1194935074000 2007-11-13
  • Geralt
    Geralt Czarownica, chyba, że masz klapki na oczach - ale wtedy, to ci tylko worek z obrokiem dać i do kieratu uwiązać, jak każdego osła czy wałacha pociągowego... 1195434622000 2007-11-19
  • voroshilov
    voroshilov przydało by się więcej rad jak sobie np. poradzić z bestią bo tak to jakbyś po prostu opowiadał gre nie dająć żadnych porad ...

    zresztą jaki sens ma w ogóle pisanie poradnika skoro wraz z grą dostajemy ślicznie drukowaną książeczkę ze szczegółową pomocą... 1196426396000 2007-11-30

Czytaj bloga!

Na Tropach Salamandry

Geralt autor: Geralt
pierwszy wpis: 05.11.2007
[Obserwuj bloga]

Nazywam się Geralt z Rivii, a to moja historia...

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka