Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Skywalker560

Skywalker560

Punkty:
121

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Skywalker560 1424818944000 2015-02-25

O farsie Out of Order: 1886 słów jeszcze parę

Zastanawia mnie nazywanie The Order: 1886 nowym IP. Technicznie jest to nowa marka, nowy znak towarowy, ale... pod nowym szyldem i w nowych ciuszkach próbuje się nam opchnąć wybrakowanego klona Gears of War i Uncharted wyzbytego wszystkiego, co w tym pierwszym jest fajne (bo to fajna seria i do niej nic nie mam - gdyby nie to, że podobnych gier potem wyrosło jak grzyby po deszczu to naprawdę nie miałbym się do czego w dzisiejszym rynku przyczepić), jeszcze bardziej rozwodnionego filmikami i QTE, a sama rozgrywka to tylko nędzne ochłapy, które ustępują "filmowej opowieści", "rozwojowi bohaterów i akcji", "fantastycznej oprawie graficznej". Zarzuty typu "gracze nie dadzą szansy nowej marce tylko pójdą kupić nowego CoD-a" w kontekście CoD-owego pomiotu jakim jest 1886 są ...wielce zabawne, bo 1886 to taka sama gra. Żeby to jeszcze twórczo rozwijało współczesne mechanizmy rozgrywki z gier AAA, ale nie!

Nie chodzi tutaj o żadną "innowacyjność", ale jak już ktoś robi klona Gearsów czy CoD-a, to niech chociaż twórczo tę ideę rozwinie. Dobre studio powinno być jak Blizzard w czasach po pierwszym StarCrafcie - bierze na tapetę mechanizmy już wprowadzone (także w poprzednich produkcjach studia), ale rozwija je tak, że pierwociny są w porównaniu z "imitatorem" wręcz słabsze. Tutaj mamy jednak przykład okrajania rozgrywki jak tylko się da, żeby nie poświęcać na nią więcej czasu niż trzeba poświęcić oprawie i prezentacji. I ktoś mi coś tu gada o przyjemności z rozgrywki?!

Przeciwstawia się 1886 sandboksom tak, jakby te stanowiły 95% oferty rynkowej. Gry AAA to głównie słabe sandboksy albo słabe pseudointeraktywne strzelaniny jak 1886. Osoby mówiące, że "kiedyś to liczyła się fabuła" zasługują na otrzeźwiające umysł razy. Kiedyś liczyła się ROZGRYWKA, świetnie skonstruowane mechanizmy i wysoka grywalność, a nie takie poboczne pierdoły jak opowiastki. Owszem, były, ale pełniły rolę uzupełniającą - proste i urocze, dlatego się podobały. Ale niech nikt mi nie wmawia, że w Quake'u liczyła się fabuła. Że w Thiefie najważniejsza była fabuła. Cholera, że w Outcaście najbardziej istotna była ta mityczna "fabuła" (nie, tutaj liczył się najlepszy sandbox w historii gier). Jak ktoś mi próbuje wmówić, że najlepszym aspektem takiego późniejszego Beyond Good & Evil jest "fabuła", to mam z tego tzw. niezłą bekę. Opowiastka w tej grze jest prościutka, przewidywalna do bólu i nie ma żadnych zwrotów akcji. To tylko pretekst, by nas przepuścić przez wspaniały miks różnych gatunków zaskakujący na prawie każdym kroku świetnie zrealizowanymi pomysłami Michela Ancela. Otoczka tylko nadaje temu miksowi niepowtarzalnego charakteru.

Noszę się z zamiarem wystawienia laurki pierwszemu Jedi Knightowi, którego ostatnio zakupiłem sobie na GOG-u w wersji przystosowanej do współczesnych systemów, czyli działającej jak należy, a nie na zasadzie "a nuż się uda", jak to ze steamową fuszerką było. I ta gra jest jeszcze lepsza niż zapamiętałem - FENOMENALNE projekty poziomów i "cliffhangery" takie, że jakby zebrać wszystkie tego typu momenty z współczesnych gier razem to i tak nie miałyby startu do przeciętnego fragmentu z JK w rodzaju konieczności oddania skoku przez ziejącą czernią przepaść. Tutaj nie ma QTE, nie ma filmików, w których te wszystkie "niesamowitości" robi się za nas - JK rządzi dlatego, że tych cudów dokonujemy sami. A taki etap jak ten ze spadającym w otchłań wielkim statkiem, z którego trzeba w popłochu i pośpiechu uciec to mistrzowsko zrealizowany "filmowy" moment. Przeżywane w nim emocje są AUTENTYCZNE, bo gracz sam zaczyna odczuwać tę panikę dookoła, a wywrócone do góry nogami (dosłownie) zasady poruszania się i limit czasu wcale sprawy nie ułatwiają. Podobna scenka z dodatku Mysteries of the Sith, w misji 4, gdy uciekamy z eksplodującej asteroidy również jest niezwykle emocjonująca i zjada na śniadanie durne sceny pościgowe chociażby z takiego trzeciego Asasyna czy Uncharted 3, gdzie wszystko i tak zależy od reżyserii, a nie od naszych pomysłów i umiejętności.

Na końcu i tak się usłyszy, że "gusta są różne", sztandarowe hasło miernoty, które wprowadziło jej dyktat. A czyż nie jest to po prostu knebel używany, gdy nie ma się solidnych, ba, właściwie to żadnych podstaw, by dany produkt bronić? 

To nie jest kwestia "ja wolę to, ty wolisz to" tylko tego, że są dużo lepsze gry niż 1886 robiące dokładnie to samo. Więc po co bronić odtwórczego, nudnego i słabego jako gra 1886 gdy ma się do wyboru dobre Gears of War czy np. całkiem niezłego Tomb Raidera?
0

Komentarzy

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka