Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Chidder

Chidder

Reputacja:
1089.0105
Punkty:
6815

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Chidder 1324909753000 2011-12-26

T.Love - Polskie mięso, mniam, mniam...

Powoli zbliża się koniec roku 2011 - najwyższa pora powspominać więc ostatni koncert, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Dzień? 11.12.2012. Zespół? Ten, który widziałem dwa czy trzy lata wcześniej, który grał wówczas tak długo, że publiczność padła z wycieńczenia, który ma na swoim koncie morze hitów i kilka pijackich skandali wokalisty. No i który i tym razem właśnie w Koszalinie postanowił zakończyć tegoroczną trasę koncertową. Panie i Panowie: T.Love.

Słowem wstępu

T.Love kończył tegoroczną odsłonę trasy koncertowej, promującej wydany właśnie box-set ze wszystkimi albumami grupy, począwszy od "garażówek", a skończywszy na nowym singlu. Można było się więc spodziewać podobnego występu jak podczas poprzedniej trasy "Love, Love, Love", co nie? Niby tak, wszak i wtedy grano największe hity z całej historii T.Love, ale moją uwagę przykuła pewna informacja, znajdująca się na plakacie promującym ten występ: oto bowiem jako gość specjalny pojawić się miał Robert Brylewski z Kryzys i Brygady Kryzys. Prawdę mówiąc trochę mnie to zbiło z tropu i za bardzo nie wiedziałem co może się wydarzyć. Hity T.Love ale z Brylewskim? Hity Brygady z Muńkiem na wokalu? Trochę pierwszego i drugiego? Cholera wie...

Shamboo

Na odpowiedź trzeba było troszkę poczekać, bowiem na początku wystąpiła grupa Shamboo, założona w 1982 roku przez samego Staszczyka. Support nie był specjalnie reklamowany na plakatach i do samego końca nie było wiadomo, czy w ogóle jakiś zespół będzie nas rozgrzewać. Wiele osób musiało się nieco zdziwić, no ale to już wina organizatora, gdyż nawet na stronie klubu nie było żadnej wzmianki o tym bandzie. Cóż to w ogóle za twór? Punk rock, w stylu "trzy akordy, darcie mordy", w którym znajduje się osoba, pamiętająca początki głównej gwiazdy - basista Jacek "Koniu" Śliwczyński, który grał w T.Love od 1983 roku do roku 1989. Nie da się ukryć, że tego wieczoru jakieś 95% publiczności pierwszy raz o tej grupie usłyszała - czy Shamboo wykorzystał swoją szansę dotarcia do koszalińskiej widowni? Jak zostali przyjęci?

Licznie (choć może nie aż tak jak się spodziewałem) zgromadzona publiczność na początku ruszała się nieco niemrawo ale pod koniec nawet coś tam pod sceną zaczęło się dziać (czyt. pogo). Mi osobiście daleko jednak było do entuzjazmu, ponieważ widziałem lepsze zespoły. Shamboo jak na tak długi staż nie ma zbyt wiele do zaoferowania: jasne, mają kilka fajnych kawałków (w tym świetnych "Eskimosów"), ale mają również utwory bardzo słabe, okraszone banalnymi tekstami. Wokal, mimo iż zachrypnięty, cały czas jest taki sam i zbyt często z gardła wokalisty wychodzą fałsze. Grupa ma duży dystans do siebie, wie, że nie jest jeszcze zbyt znana i nie robi z tego wielkiej tragedii - to się chwali. Brakuje jej jednak dobrych numerów. "Eskimosi" byli rewelacyjni, wczesny T.Love również, kilka mocniejszych i wolniejszych numerów - też. No ale występ nie trwał pół godziny tylko dwa razy dłużej, więc trafiło do niego zbyt dużo kawałków nieciekawych.

Na oficjalnym facebookowym profilu, zespół obiecał, iż podczas występu wspomoże ich Brylewski. Ze sporym rozczarowaniem przyjąłem więc informację pod koniec koncertu, że Robert nie wystąpi, ponieważ jeszcze... nie dojechał do Koszalina. Na szczęście kilkadziesiąt sekund później... Brylewski pojawił się w Kreślarni, szybko wbiegł na scenę i Shamboo z gościem wykonało "Telefony" z repertuaru Brygady Kryzys. Jezus Maria, co to było. Chudy, pomarszczony, wyglądający jak stary narkoman, Robert darł się do mikrofonu i według mojej dziewczyny nie wydał z siebie ŻADNEGO czystego dźwięku. Rytmicznie chyba też nie bardzo się "wstrzelał". Wiecie jednak co? To nieważne! Podczas całego wykonania "banan" nie schodził mi z mordy, bo czegoś takiego po prostu nie widziałem. Pan Brylewski jest idealnym przykładem tego, że nie trzeba umieć śpiewać, żeby być dobrym frontmanem - głosu nie ma w ogóle, wygląda jak truchło, wirtuozem nazwać go nie można, ale posiada za to niesamowitą charyzmę; magnetyzm, przez który nie można oderwać od niego wzroku. Świetne zakończenie (jednak) rozczarowującego koncertu.

T.Love

Gwiazda wieczoru pojawiła się około godziny 21:15 i od razu mnie zaskoczyła tym, że Muniek był trzeźwy. Podczas koncertu wieńczącego "Love, Love, Love" Staszczyk był, delikatnie mówiąc, mocno wstawiony, ale dzięki temu puściły mu wszelkie hamulce i dał niezapomniany występ. Tutaj wyszedł albo trzeźwy, albo prawie trzeźwy. T.Love zawsze na scenie daje z siebie wszystko i nie inaczej było tym razem: czekało nas ponad dwie godziny zabawy nie tylko przy największych hitach grupy, ale również usłyszeliśmy sporo kawałków z nadchodzącego krążka zatytułowanego "Old is Gold". Zacznijmy może najpierw od hitów: było "Na bruku", "Nie, nie,nie", "Jest super", "Autobusy i tramwaje", "Wychowanie" w nieco zmienionej wersji, "Ajrisz", "Jazda", "Jazz nad Wisłą", "Bóg", "Warszawa", "King", "IV LO", "Zabijanka" czy "Potrzebuję wczoraj". Nie zabrakło również czegoś z ery garażowej - podczas koncertu dwa czy trzy lata temu była "Gwiazdka" i "Garaż", teraz był "Garaż" oraz jeden z najciekawszych wczesnych kawałków grupy: "Ogolone kobiety". Fantastyczne wykonanie i jeden z najciekawszych fragmentów występu. Na każdym koncercie przypomina się nieco zapomniane numery i nie inaczej było tutaj. Staszczyk przypomniał nam o istnieniu takich piosenek jak "Złygmunt Staszczyk" i "Brutalna niedziela". Też fajnie.



Za rok czeka nas prawdopodobnie podwójny album T.Love, tak więc Muniek uchylił rąbka tajemnicy i pokazał co tam z kolegami upichcił. "Tamla lavenda" była druga w setliście - zabawny, śpiewany bardzo wysoko utwór przypomina "Jak żądło"; "Moja kobieta" - kawałek szybki, z mocnym (nieco zbyt?) tekstem, może być hitem; "Country Rebel" - kawałek-żart, w stylu country, dziwna rzecz. Największy hit poleciał jednak wtedy, kiedy zespół zaprezentował kilka kawałków w wersji akustycznej - oprócz m.in. "Make War Not Love" usłyszeliśmy przepiękną, nieco gorzką balladę. Nie ma jej na YouTube, nie wiem jaki ma tytuł, ale jest to coś wspaniałego. T.Love postanowił również zmierzyć się z legendą Boba Dylana i nagrał polską wersję "Huck's Tune", zatytułowaną "Lucy Phere". Świetny tekst Zygmunta+harmonijka Pęczaka=prawdziwe cudo.



Dwa razy podczas koncertu na scenie pojawił się gość specjalny, czyli Robert Brylewski. Robert wspomagał Muńka na wokalu, coś tam brzdękał na gitarze i fajnie się na to wszystko patrzyło. Razem zagrali covery Brygady Kryzys i The Clash ("Bankrobber"), a podczas drugiej wizyty Brylewskiego - "I Love You". Robert swoją charyzmą zachwycał wszystkich, ale reszta zespołu również wypadła znakomicie. T.Love wystąpił chyba w największym możliwym składzie (siedmiu muzyków+gość!) i nikomu nie można nic zarzucić. Wszyscy dali z siebie wszystko i pozytywny nastrój udzielił się chyba każdemu. Nawet Sidney, który zawsze jest dosyć poważny, niemal cały czas się uśmiechał. Szkoda, że nikt nie zrobił zdjęcia... Jeśli zastanawiacie się czy warto zapłacić 35 złotych za "Polskie mięso Tour", to macie odpowiedź - warto. Nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami grupy, to i tak warto zobaczyć T.Love na koncercie. Jest to zespół, który gra tak długo, że nawet ja muszę sobie w pewnym momencie usiąść ażeby siły zregenerować. W Koszalinie walnęli około 30 piosenek i w ogóle mi się nie nudziło. Kto wam da więcej za taką cenę?





Zdjęcia:
Ola Luzak
http://www.kreslarnia.pl/galeria.php?act=view&t=282

Do posłuchania:
T.Love - Lucy Phere (demo)
T.Love - Jazda
T.Love - Make War Not Love
T.Love - Jazz nad Wisłą

Brygada Kryzys - To co czujesz, to co wiesz
Brygada Kryzys - Ty i tylko ty

Shamboo - Eskimosi

3

Komentarzy

  • edsonpele
    edsonpele Am am am am am am.
    Uwielbiam T.Love, ale jeszcze nie miałem okazji być na koncercie. Po twoich wrażeniach - czas to przy najbliższej okazji nadrobić. 1324988471000 2011-12-27
  • Boromi
    Boromi Coroczne odwiedziny na koncercie juwenialiów, stały się dla mnie już wiosenną tradycją. ;) Chyba największy sentyment mam do ajrisz, kawałek z niesamowitym ładunkiem energii. Nie ma co - stary dobry t.love urzeka jakąś niepokorną warstwą muzyczną i rewelacyjnymi tekstami (to takie wiersze pijanego poety). :) 1324997038000 2011-12-27
  • Chidder
    Chidder Ja chętnie bym posłuchał już teraz nowego albumu. Chcę te ich nowe kawałki! :) 1325016259000 2011-12-27

Czytaj bloga!

Klasyki

Chidder autor: Chidder
pierwszy wpis: 24.12.2007
[Obserwuj bloga]

Ostatnimi czasy następuje prawdziwy wysyp filmów na podstawie gier komputerowych. W przygotowaniu mamy "Prince of Persia", krążą ploty o "Bioshocku" i "Lost Planet", niedawno kina atakowały rozmaite "Hitmany" czy "Alien versus Predator 2". Niestety, to co dobre na ekranie kompa w większości przypadków na nieco większym ekranie nie robi żadnego wrażenia. Jako że jestem kimś, kogo śmiało można określić kinomanem, postanowiłem połączyć moje dwie pasje i wyrazić opinie o niektórych tytułach. A że takich filmów widziałem sporo... Ostatnio jakoś kiepsko z tymi filmami (a boski Uwe leni się), więc na blogu znajdą się również relacje z koncertów, a także zapowiedzi co ciekawszych imprez. Wszak klasyki znajdują się nie tylko szklanym ekranie, prawda?

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka