Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Chidder

Chidder

Reputacja:
1089.0105
Punkty:
6815

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Chidder 1320150129000 2011-11-01

Punky Reggae Live a.d. 2011

W tym roku swoje urodziny obchodzi jeden z najciekawszych polskich zespołów niegdyś punkowych, obecnie bardziej rockowych, nie stroniących od rytmów s-ka czy reggae. Jest to zespół, który słuchają nawet ludzie generalnie takiej muzyki nie lubiący i który znany jest z tego, że organizuje jedną z najciekawszych tras koncertowych w Polsce. Punky Reggae Live - mówi wam to coś? Pewnie, że tak. Organizatorzy tej imprezy, Farben Lehre, właśnie obchodzą 25-lecie.

Pajujo

25 lat to już wiek budzący szacunek, tak więc świętowany jest z należytą pompą: Farben Lehre nawiedza największe miasta całej Polski razem z takimi zespołami jak m.in. Leniwiec, Gaga-Zielone Żabki, StarGuardMuffin czy też Enej. W Koszalinie za bilet w cenie 30 złotych, czekać nas miały występy czterech "supportów", ale z uwagi na nagłą chorobę wokalisty, swój koncert odwołać musiała grupa Sandaless. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem pełnowymiarowy set zagrała pierwsza ekipa tego wieczoru - Pajujo.

Pajujo to zespół młody, raczej mało znany szerszej publiczności. Mimo to pod sceną bawiło się naprawdę sporo osób (choć uczciwie trzeba przyznać, że ogólna frekwencja była "taka se"), co chyba o tej kapeli dobrze świadczy. Pajujo gra jakże popularną wśród młodych ludzi mieszankę ska i reggae, osobiście przypominając mi Akurat (zwłaszcza zabawą słowem). Spory skład grupy (była nawet sekcja dęta) ledwo mieścił na scenie koszalińskiej Kreślarni, ale chłopaki wciągnęli brzuchy i jakoś dali radę. Największe brawa należą się wokaliście/klawiszowcowi formacji, po którym widać było, że ta muzyka go cieszy i bawi - udało mu się przerzucić swój entuzjazm na sporą grupkę młodych ludzi, która bawiła się lepiej niż na niejednym bardziej znanym zespole. Pod koniec występu jego obowiązki wokalne przejęła śliczna dziewczyna. Zaskoczyła wszystkich ładną barwą głosu, umiejętnościami, a mnie osobiście, świetnym angielskim, pozbawionym "słowiańskich" naleciałości - nic dziwnego, że zgarnęła gromkie brawa. Sporą niespodzianką był także gościnny występ kolejnej gwiazdy Punky Reggae Live: Kamila Bednarka.

Po samym występie miałem okazję zamienić kilka słów z liderem Pajujo i okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Jeśli kogoś rajcują takie ska-kane klimaty, to może się tym zespołem zainteresować, wszak spora część publiki znakomicie się dzięki nim bawiła. Mnie osobiście pod względem muzycznym jeszcze nie przekonali, ale mają energię i chęci, więc są na najlepszej drodze aby to zmienić.

Kamil Bednarek i StarGuardMuffin

Po niezłym, aczkolwiek mało odkrywczym, występie Pajujo przyszedł czas na ulubieńca młodszej części widowni: Kamila Bednarka i StarGuardMuffin. Nie ukrywam, że o Bednarku wiem tylko tyle, że prawie wygrał (czy też wygrał... nie wiem) "Mam Talent", był na Jamajce i gra "rege". Jako że akurat tego gatunku muzycznego jakoś za bardzo nie lubię, to nie spodziewałem się nie-wiadomo-czego. Ot, byłem tylko i wyłącznie ciekawy, jak wypadnie w porównaniu do innych grup tego typu jakie widziałem, tj. Indios Bravos, Habakuk i Ares & The Tribe. Pod sceną, a jakże!, mnóstwo małolat - a ja z ekipą poszliśmy molestować wokalistę. Kamila złapaliśmy na kilka chwil przed występem; troszkę z nim pogadaliśmy (był tak wesoły, że podejrzewamy udział środków niedozwolonych), zebraliśmy autografy i... chyba sprawiliśmy, że się nieco spóźnił na występ, bowiem pierwszy kawałek zaczynał śpiewać biegnąc na scenę. No ale to tylko świadczy, że dla fanów zawsze ma czas.

Pod względem muzycznym zaskoczenia nie było: dostałem niemal 1,5h nudnego, mało odkrywczego reggae. Każdy kawałek brzmiał tak samo i ożywiłem się dopiero podczas ciekawego coveru Marka Grechuty. Jakoś te bardziej popularne grupy grające taką muzę do mnie nie trafiają, wszak z Indios Bravos miałem to samo - niby wszystko na swoim miejscu, a jednak czegoś brak. Brakuje im tego, co akurat mają Habakuk i Ares, a co trudno wyrazić słowami. Co mi się natomiast podobało? Zachowanie Bednarka, który okazał się fajnym showmanem. Energia go rozpierała i facet nie mógł ustać w miejscu; cały czas skakał i pod koniec występu był tak spocony, jakby ktoś wylał na niego wiadro wody. Pomiędzy poszczególnymi kawałkami gadał wszystko, co mu ślina na język przyniesie, czyli typowe "reggae'owe" farmazony o miłości i pokoju. Ja najbardziej zapamiętam zabawną akcję gdzieś ze środka występu, gdy rzucił w stronę publiczności "kto nie kuca ten z policji" i... cała sala od razu kucnęła. Prócz mnie i znajomych. Bardzo fajnie to wyglądało.

Podsumowując: koncert Bednarka był dla mnie występem tylko i wyłącznie do "odhaczenia". Specjalnie na ich koncert bym się nie wybrał (no chyba, że by mnie dziewczyna zmusiła...), no ale skoro byli w zestawie, to już postanowiłem ich posłuchać. Moim zdaniem jeszcze do czołówki takiego grania w Polsce (Paprika Korps!) sporo im brakuje ale dzięki charyzmatycznemu liderowi może im się to uda. Muszą jednak ciężko pracować i uporać się rzeszą nastolatek, które widziały "Mam Talent" więc wiedzą, co to rege... No i przydałoby się im zmienić nieco "imydż", wszak jedynie klawiszowiec wygląda profesjonalnie.







Farben Lehre

Po koncercie Bednarka odnalazła się moja ekipa i szybko zajęliśmy miejsce pod barierkami. Nie wszyscy byli trzeźwi (jedna z osób wypiła ponad 12 piw...) ale kto by się tym przejmował! Najważniejsze, że na scenie pojawić się miał zespół, na który przyszliśmy, a więc Farben Lehre. Wojda przez cały wieczór łaził sobie po klubie, chętnie rozdając autografy; widziałem go także rozmawiającego z członkami Raggafayi (Must Be the Music, anyone?), którzy również grali z Farbenami na tej trasie. Koncert głównej gwiazdy rozpoczął się w okolicach godziny 21 i, jasna cholera!, cóż to był za występ!

Jako że mieliśmy do czynienia z trasą urodzinową, to usłyszeliśmy tylko i wyłącznie największe hity formacji. Dominowały oczywiście dźwięki punkowe, ale nie zabrakło również ska-kanej "Pogodnej", "Nowych helikopterów" czy reggae'owego "Punky Reggae Live". Setlista leżała dokładnie naprzeciwko mnie i widać było, że zespół nie traktował jej zbyt poważnie: zmieniał kolejność utworów i dodawał kawałki, których pierwotnie miało nie być. A co było? W zasadzie wszystko co powinno, a więc "Terrorystan","Szwajcaria","Kolory", "Judasz", "Erato", "Corrida", "Sztylet", "Handel", "Ferajna", "Spodnie z GS-u","Matura", "Arabica", "Kwiaty" czy "Rozkołysanka". Nie mogło zabraknąć również mojego ulubionego utworu Farbenów, mianowicie "Nierealnych ognisk", dedykowanych zmarłym członkom zespołu Strajk. Rewelacyjne wykonanie, chociaż Wojda lekko był rozczarowany ilością zapalonych zapalniczek. Widać jednak było, że tego wieczoru bawił się wyśmienicie. Ten mały grubasek posiadał niespożyte zasoby energii - biegał, skakał, robił śmieszne miny, cały czas zachęcał do wspólnej zabawy.

Reszta zespołu również pokazała klasę: Adam Mikołajewski ładnie walił w bębny, Filip Grodzicki plumkał na basie centymetry od mojej twarzy, co chwila zachęcając do jeszcze bardziej szalonej zabawy, a Konrad Wojda... Konrad pokazał, że w razie nagłej choroby Wojtka, z powodzeniem mógłby go zastąpić na wokalu - jego wykonanie "Siły w nas" było bowiem rewelacyjne. Po skończeniu niemal dwugodzinnego setu i wyczerpaniu wszystkich bisów, Farbeni wrócili na scenę i zagrali dwie niespodzianki: pierwszą było "Should I Stay or Should I Go" The Clash, natomiast drugim... "Rape Me" Nirvany.







Po występie zebrałem autografy od wszystkich członków zespołu (z panem Filipem troszkę nawet pogadałem na scenie) i poszedłem do domu, wszak następnego ranka trzeba było wstać do roboty. Nieziemskie zakwasy miałem przez cztery dni, z drugiego piętra musiałem zjeżdżać windą, piszczało mi w uszach tak, że spać nie mogłem, ale warto było. Farben Lehre dał znakomity koncert, no ale z tego co słyszałem, jest to u nich norma. Jeśli nie widzieliście ich nigdy wcześniej - teraz jest najlepszy czas na to, aby nadrobić zaległości!

Zdjęcia:
Marek Łagocki
http://koszalininfo.pl/index.php/galerie2/category/18-kamil-bednarek-i-25-lecie-zespolu-farben-lehre-w-kreslarni?limitstart=0

Do posłuchania:
Farben Lehre - Judasz
Farben Lehre - Nierealne ogniska
Farben Lehre - Helikoptery

Do obejrzenia
Relacja z Koszalininfo.pl
2

Komentarzy

  • potter644
    potter644 Tekst świetny, wyśmienicie się czyta. Cieszę sie, że jeszcze ktoś udziela się w taki sposób na Gaminatorze.

    W tekście wspomniałeś o Ares & The Tribe. Jeżeli wokalnie lubisz wokalistę zespołu (dla niewiedzących, nazywa się Ares Chadzinikolau), to możesz natknąć się na niego w programie Voice of poland (czy jakoś tak) emitowany w TVP2. W sobotę będzie występował w odcinku na żywo. Jeżeli chcesz zobaczyć jego wykony w tym programie to wejdź w ten link http://www.tvp.pl/rozrywka/programy-muzy...

    A poza tym nie rozumiem fenomenu Bednarka i jego muzyki. Reagge "kiedyś" było niszą i słuchało go niewiele osób. Teraz wiele młodych szczyli zachłysneło siię marychą, muzyką reagge i myślą, że są zajebiści.
    1320169387000 2011-11-01
  • Chidder
    Chidder Heh, nawet nie wiedziałem, że jest w tym programie. Swego czasu dał naprawdę fajny występ. Widzę, że ostatnimi czasy głośno się robi o artystach, których widziałem i o których wcześniej pisałem. Na przykład w Must Be the Music rewelacyjnie sobie radziła Atmasfera, która tak bardzo mnie urzekła pół roku temu.

    Za dwa tygodnie w Koszalinie będzie casting do tego programu - tam to dopiero będzie się działo :D Wszak trochę fajnych kapel tutaj mamy ;) 1320172010000 2011-11-01

Czytaj bloga!

Klasyki

Chidder autor: Chidder
pierwszy wpis: 24.12.2007
[Obserwuj bloga]

Ostatnimi czasy następuje prawdziwy wysyp filmów na podstawie gier komputerowych. W przygotowaniu mamy "Prince of Persia", krążą ploty o "Bioshocku" i "Lost Planet", niedawno kina atakowały rozmaite "Hitmany" czy "Alien versus Predator 2". Niestety, to co dobre na ekranie kompa w większości przypadków na nieco większym ekranie nie robi żadnego wrażenia. Jako że jestem kimś, kogo śmiało można określić kinomanem, postanowiłem połączyć moje dwie pasje i wyrazić opinie o niektórych tytułach. A że takich filmów widziałem sporo... Ostatnio jakoś kiepsko z tymi filmami (a boski Uwe leni się), więc na blogu znajdą się również relacje z koncertów, a także zapowiedzi co ciekawszych imprez. Wszak klasyki znajdują się nie tylko szklanym ekranie, prawda?

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka