Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Chidder

Chidder

Reputacja:
1089.0105
Punkty:
6815

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Chidder 1289927681000 2010-11-16

Closterkeller - Jesienna Abracadabra

Ech, Closterkeller. Siedem długich lat minęło, zanim zespół ten ponownie postanowił odwiedzić moje miasto. Od czasów ich ostatniej wizyty dużo się zmieniło: zmienił się nieco skład grupy, przybyło im trochę nagród, a i nawet dyskografia uległa powiększeniu. Na koncert w ramach Abracadabra Gothic Tour czekałem z niecierpliwością. Nie żebym był jakimś wielkim fanem tej formacji - po prostu Closterkeller to prawdziwa legenda polskiej sceny rockowej. Wstyd ominąć taką okazję.

Act I

Jeśli za bardzo nie wiecie za co tak szanuję ten zespół, to już wyjaśniam. Closterkeller jest zaliczany do prekursorów gotyckiego rocka w Polsce i stanowił inspirację dla takich grup jak m.in. Delight czy Artrosis. To taki polski Theatre of Tragedy z wokalistką równie charakterystyczną jak Liv Kristine. Z tym, że Anja Orthodox akurat jest jedyną osobą, która działa w zespole od początku jego istnienia (a więc od 1988 roku). Historia grupy, biorąc pod uwagę częstą rotację członków, jest dosyć skomplikowana i trzeba by było jej poświęcić chyba całą książkę: przez zespół przewinęło się np. pięciu gitarzystów, siedmiu basistów czy tyleż samo perkusistów. Nieźle co? Generalnie, oprócz Anji, jedyną stałą osobą w obsadzie jest klawiszowiec Michał Rollinger, będący członkiem formacji od 1990 roku.

Grupa wydała łącznie 8 albumów studyjnych, dwa albumy koncertowe (w tym akustyczny), dwa DVD, jedną składankę i dwa mini-albumy. Początkowe wydawnictwa zespołu zbierały rozmaite oceny, no ale pierwsi zawsze mają najtrudniej. Później grupa ugruntowała swoją pozycję takimi płytami jak "Violet" czy "Cyan" i zaczęła grać na największych scenach w Polsce. Po wydaniu znakomitego "Nero" w 2003, pojawiła się wieść, iż będzie to ostatni album w historii grupy i od tego momentu Closterkeller skupi się wyłącznie na graniu koncertów. Na szczęście Anja nie wytrwała w tym postanowieniu i w 2009 roku na świat przyszedł "Aurum" - chyba najcięższy album w dorobku zespołu.

"Aurum" jest przy okazji także pierwszym lp w nowym składzie - i jakże ciekawy line-up to jest. W 2006 roku do grupy powrócił Krzysztof Najman, który był basistą zespołu od 1992 do 1999 roku. Były mąż wokalistki, ojciec jej pierwszego dziecka, odszedł z grupy po rozwodzie. Scenę dzieli nie tylko ze swoją ex, ale również z jej obecnym mężem Mariuszem Kumalą, ojcem jej drugiego dziecka. Na szczęście wszyscy się widocznie świetnie dogadują, bowiem udało im się stworzyć nie tylko bardzo dobry album, ale również dać serię znakomitych występów, w tym dwukrotnie jako jedna z gwiazd Przystanku Woodstock.

Act II

Występ w Koszalinie odbył się w ramach ABRACADABRA Gothic Tour 2010 i, co osobiście bardzo mnie zaskoczyło, zespół nie wystąpił w Kreślarni tylko w dużo mniejszym Pubie Graal. Jak na taką gwiazdę, było to dosyć zaskakujące. Bilet kosztował 20 złotych (nie jest to kwota zbyt wygórowana) a sam koncert rozpoczął się w okolicach godziny 20:15. Na miejscu pojawiłem się jednak dużo wcześniej i od razu zaskoczony byłem ilością osób, które przyszły na koncert - takich tłumów w tym miejscu jeszcze nie widziałem. Jako że Closterkeller gra gotyckiego rocka, można było zauważyć osoby, jakby to powiedzieć, ubrane bardziej oryginalnie: no wiecie, flanelowe koszule, przesadne makijaże, pomalowane twarze, czarne, koronkowe suknie - te sprawy. Istny "Wywiad z wampirem". Po wybraniu odpowiedniego miejsca w przesadnie zaludnionej piwnicy, mogłem spokojnie czekać na rozpoczęcie występu. Każdy kto uważnie śledził informacje odnośnie tej trasy, raczej nie mógł być zaskoczony setlistą. Jako że mamy jesień, zespół wybrał te bardziej melancholijne i smutne kawałki, dorzucił kilka obowiązkowych hitów, no i oczywiście zagrał sporo utworów z ostatniej płyty. Zaczęło się klimatycznym "Kiedy latam", a po nim mocne uderzenie w postaci jednego z najlepszych kawałków w dorobku grupy: "Violette". Dalej mieliśmy m.in. "Fortepian", "Ogród Półcieni", "Między piekłem a niebem","Nocarz","Nie tylko gra", "Matka", "Królewna z czekolady", "Władza", "Dwa oblicza ewy", "W moim kraju" czy "Władza". Oczywiście nie w tej kolejności, no ale nie stałem tam z długopisem i nie zapisywałem.

Nie mogło zabraknąć kilku niespodzianek, tak więc usłyszeliśmy dwa nowe kawałki: "Quasi-logiczny" oraz "Król jest nagi", a także wysłuchaliśmy małego akustycznego mini-setu. W jego trakcie na scenie pojawił się specjalny gość - wokalistka z zaprzyjaźnionego zespołu, która zaśpiewała "Władzę". Mimo że wolałbym aby zaśpiewała go Anja, to jednak przyznać muszę że owa pani spisała się imponująco. Nawet sami członkowie zespołu byli pod wrażeniem. Sam Closterkeller był w znakomitej formie, choć nie da się ukryć, że czasami ciężko było im się pomieścić na malutkiej scenie. Janusz schowany był z perkusją tak, że pewnie część widzów w ogóle go nie widziała, Mariusz gnieździł się z lewej strony (jak Anja wychodziła, to później miała problemy z przeciśnięciem się na środek), Rollo z keyboardami z tyłu, a obok niego Najman. Ale to profesjonaliści, więc poradzili sobie śpiewająco. Szczególnie byłem pod wrażeniem gry Krzysztofa - to wspaniały muzyk i cieszę się, że znowu jest członkiem tej formacji. Jeszcze bardziej się cieszę, że świetnie dogaduje się na scenie z Mariuszem: szczególnie intrygująco wyglądała scena, gdy oboje (ciągle grając) zbliżyli się do siebie na odległość kilku centymetrów, patrząc sobie ciągle w oczy. Wyglądali jak dwa walczące koguty, jednak w końcu nie wytrzymali i zaczęli się śmiać. Rollo z tyłu robił śmieszne miny i wyglądał najmniej gotycko z całej grupy - lekko pucułowaty, normalnie ubrany; jakby żywcem wyrwany z jakiejś grupy disco-polo. No ale to ważne ogniwo i bez niego ten zespół nie byłby tym, czym jest teraz. To człowiek, który byłby bardzo trudny do zastąpienia.

Oczy całej widowni skupione jednak były przede wszystkim na Anji. Pani Orthodox pojawiła się ubrana niczym lalka: z malutkim kapelusikiem, krótkiej spódniczce i rajstopami w pionowe paski. Wyglądała naprawdę... no cóż, oryginalnie. Po jakimś czasie przebrała się w długą żałobną suknię, jednak pod koniec powróciła znowu do stroju z rozpoczęcia. Mimo iż pani Anna jest już artystką niemal legendarną, to ma ona spory dystans do siebie: ciągle żartowała, opowiadała anegdotki czy przekomarzała się z członkami zespołu. Publiczności szczególnie spodobał się monolog "z przymróżeniem" oka, podczas którego stwierdziła, że granie koncertów to biznes a jej zadaniem jest przede wszystkim wyglądać. Stojący za nią Michał palnął od razu, że w takim razie to oni (a więc faceci) zarabiają. Mina Anji była bezcenna. Podczas ostatnich kawałków wokalistka pojawiła się z gitarą basową i udawała że na niej gra: szalała po scenie, wskoczyła na kolumnę, grała solówki. Oczywiście instrument nie był podłączony, za co, jak powiedziała, powinniśmy być jej wdzięczni, ponieważ w ogóle nie potrafi na nim grać. Tak gadam o tym jaka ona wyluzowana, a nie wspomniałem nawet o jej formie wokalnej: a ta jest niesamowita. Głos Anji jest po prostu potężny i mimo że od koncertu minęły już dwa dni, to do tej pory dzwoni mi w uszach. Potrafi ona śpiewać mocno i agresywnie, jak również wysoko i delikatnie. Podczas wyciągania przez nią wyższych dźwięków, bałem się nawet, że mi bębenki w uszach popękają. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem.

Po zakończonym koncercie miałem okazję poznać panią Orthodox osobiście i spotkanie z nią było bardzo miłym przeżyciem. Mówiąc tak kolokwialnie, to równa z niej babka: nie stroni od fanów, ciągle żartuje i nie uważa siebie za jakąś tam wielką gwiazdę. Mimo nieco zaawansowanego wieku, ciągle wygląda rewelacyjnie (czyżby małżeństwo tak na nią podziałało?) i jest w znakomitej formie wokalnej. Co mnie jednak zdziwiło - Anja jest osobą bardzo niską, czego nie widać na koncertach w TV czy na teledyskach. Po zrobieniu sobie z nią "sweet fotki" i otrzymaniu autografu, wróciłem do domu wybitnie wręcz zadowolony. Jeśli nigdy nie widzieliście tego zespołu na żywo: zachęcam gorąco. To prawdziwa legenda polskiego grania; legenda, która ciągle zapewnia rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. Tylko nie stójcie zbyt blisko głośników, bowiem głosem Anji można by było kieliszki rozbijać.

Do posłuchania:
Closterkeller - Władza
Closterkeller - Violette
Closterkeller - Zegarmistrz światła
Closterkeller - Ogród półcieni
Closterkeller - Mogę tylko patrzeć

Zdjęcia z oficjalnej strony Pubu Graal na Facebooku:
http://www.facebook.com/pubgraal?ref=ts&#!/photo.php?fbid=161874710517134&set=a.161874103850528.24925.103084799729459
Anja
Closterkeller
Klimatycznie
Akustycznie z gościem
Właścicielka fantastycznego głosu
7

Komentarzy

Rozwiń
  • Chimaira
    Chimaira No ja do nich mam cholerny sentyment... Tzn. do Lacrimosy. Konkretnie do "Elodii", czyli o zgrozo roku 1999 z tego co widzę na wiki. Potem nie słyszałem ich nowszych rzeczy i jakoś mi się nie spieszy, zwłaszcza po tym jaki szok przeżyłem odsłuchując jakiś nowy kawałek Nightwish z tą nową pindą na wokalu.

    XIII to absolutny kult, zwłaszcza - dla mnie - plyta Werewolf. No a i kawałek "Elizabeth" zna chyba każdy związany z dawną falą CP i Trójki. Tak na dobrą sprawę, gdyby nie absolutny kvlt, czyli T. Beksiński, w życiu byśmy pewnie nie wiedzieli że zaraz za granicą robi się tak zajebistą muzykę.

    A Devil Doll kojarzysz? ;> Mr Doctor niekoniecznie ma wiele wspólnego z rockiem (chyba że jakaś totalna progresja i psychodelia), ale jako "po prostu muzyka" gorąco polecam, zwłaszcza "The girl who was... Death" 1289955524000 2010-11-17
  • Chimaira
    Chimaira "Do Elodii", czyli do każdej płyty przed i z "Elodią" włącznie. ;) 1289955648000 2010-11-17
  • Chidder
    Chidder Hehehe... "Werewolf" to u mnie bardzo często leci. Mnóstwo hiciorów udało im się tam zmieścić ;)
    Nightwisha to ja swego czasu widziałem na żywo z Tarją. Więcej człowiekowi nie trzeba ;D
    1289986616000 2010-11-17

Czytaj bloga!

Klasyki

Chidder autor: Chidder
pierwszy wpis: 24.12.2007
[Obserwuj bloga]

Ostatnimi czasy następuje prawdziwy wysyp filmów na podstawie gier komputerowych. W przygotowaniu mamy "Prince of Persia", krążą ploty o "Bioshocku" i "Lost Planet", niedawno kina atakowały rozmaite "Hitmany" czy "Alien versus Predator 2". Niestety, to co dobre na ekranie kompa w większości przypadków na nieco większym ekranie nie robi żadnego wrażenia. Jako że jestem kimś, kogo śmiało można określić kinomanem, postanowiłem połączyć moje dwie pasje i wyrazić opinie o niektórych tytułach. A że takich filmów widziałem sporo... Ostatnio jakoś kiepsko z tymi filmami (a boski Uwe leni się), więc na blogu znajdą się również relacje z koncertów, a także zapowiedzi co ciekawszych imprez. Wszak klasyki znajdują się nie tylko szklanym ekranie, prawda?

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka