Połącz konta
Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś
Chimaira
- Reputacja:
- 1014.07654
- Punkty:
- 3720
Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video
Menu
Chimaira
1287621078000
2010-10-21
71 - Z pamiętnika Kuriera cz.1
Uwaga! Będą spoilery, wulgaryzmy i inne takie. Ponieważ recenzja to za mało, od dziś skrobię sobie takie "live feed" z F:NV. Kto chce, niech czyta, ale na własną odpowiedzialność. ;)
20-10-2281
Przed kozetką ostatnie co pamiętam, to trzech trepów - dwóch to jakieś kapiszony z irokezami, zwykłe bandziory. Trzeci, ten który przestrzelił mi łeb... To już grubsza ryba. Miał taki śmieszny gajerek w szachownicę. Szczerze mówiąc, wyglądał troszkę jak typowa miastowa cipa. Niestety jego klamka była śmiertelnie poważna, gdy zrobiła mi ołowiane trzecie oko. Nawet nie zdążyłem rzucić jakimś cwanym tekstem - ostatnie co pamiętam to platynowy żeton w jego ręce a potem słodką, lepką ciemność.
Gdy się obudziłem, miałem nadzieję, że przywita mnie jakaś ponętna pielęgniarka. Niestety, zamiast jakichś cudownych cycuszków i powłóczystych spojrzeń, dostałem w pakiecie "Uratuj mnie od niechybnej śmierci" wąsatego i kulawego łysego doktorka. Troszkę z nim pogaworzyłem. Wspomniał że z grobu wykopał mnie jakiś robot i zaniósł do niego, do Goodsprings - tak się to pustynne zadupie nazywa. A potem zaczął te swoje śmieszne testy. Obmacałem sobie twarz i dość szybko przypomniałem sobie, jaka zakazana morda się na mnie gapi za każdym razem gdy spojrzę w lustro. Potem przyszedł czas na zadania sprawnościowe. W jakiejś zabawnej maszynie szybko określiłem co mi idzie dobrze, a co niekoniecznie. Silny może i nie jestem, ale po mamie odziedziczyłem inteligencję, a po tacie zręczność do łapania spadającej z półki butelczyny nieco napromieniowanej whisky. Potem doktorek zadawał mi idiotyczne pytania, na przykład z czym mi się kojarzy "kot". No jasne że z psem, co ja debil jestem? Na koniec zarzucił serią kleksów w których widziałem kleksy, ale żeby mu przykro nie było wcisnąłem kit że to niby brodacz, piesek albo Marilyn Monroe po frontalnej lobotomii. Przy wyjściu oddał mi moje fanty, które Victor, ten robot znalazł w grobie, dorzucając do tego nawet nie cerowany kombinezonik z Krypty i PIPBoya 3000. Mimochodem rzucił, żebym poszukał Sunny w Saloonie. Zanim wylazłem na zewnątrz, zastanowiłem się czy chciałbym być hardkorem. Jasne że tak, certyfikaty mam, nie? Nie jestem żadną cipką, mówię wam. Kurier to musi być twardy gość. Zwłaszcza jak dostał kulkę w łeb i nadal żyje.
Po opuszczeniu domu doktorka od razu uderzyło mnie gorące pustynne powietrze. Gdzieś wysoko, jakby wokół piekącego słońca krążyły sępy. Raz po raz chmury kurzu przetaczały się przez Goodsprings. Ruszyłem do knajpy, gdzie od razu zaczepiła mnie ta panienka, Sunny oraz jej psina Cheyenne. Niechętnie bo niechętnie, ale zgodziłem się na mały trening. Poszliśmy za saloon, gdzie dała mi nader kiepski karabin i kazała ustrzelić trzy butelki. Ziewnąłem, włożyłem jeden palec do nosa, drugi w tyłek i ustrzeliłem szkło jak trzeba. Potem ruszyliśmy zapolować na gekony. Pierwsze dwa padły, zanim zdążyły na nas chuchnąć. Sunny stwierdziła, że jeśli mam ochotę, oczyścimy dwa kolejne ujęcia wody z jaszczurek. Czemu by nie? Niestety, po drodze Cheyenne udała się do krainy wiecznych łowów. Sunny trochę pomarudziła, jak to baby, ale w końcu załatwiliśmy wszystkie gekony. Potem stwierdziła, że nauczy mnie radzić sobie na pustkowiach. Mam jej przynieść jakieś kwiatki i inne zielsko. Co mi tam, przyniosę. Może coś z tego będzie, nie?
Kwiatki znalazłem w okolicy budynku szkoły. Kręciły się tam jakieś przerośnięte modliszki, na szczęście szybko sobie z nimi poradziłem. Przy okazji zajrzałem do środka nieco nadszarpniętego przez pustynny wiatr budynku. Poza stertą klamotów zhackowałem terminal i bez problemu ogołociłem sejf. Trochę zachciało mi się pić, więc wróciłem do doktorka i siorbnąłem nieco wody z kranu. Z żarciem nie było tak źle - przekąsiłem iguaną-na-patyku i od razu poczułem się lepiej. A zielsko znalazłem na cmentarzu. Naszła mnie ochota na przekopanie paru grobów, ale ziemia była tak zbita że bez łopaty ani rusz...
Wróciłem do Sunny, która pokazała mi magię ogniska, gdzie mogę pichcić różne specjały. A jak znajdę stół warsztatowy to i skręcę jakieś klamoty w stylu bomb, czy amunicji, a nawet lepszych giwer. Nieźle.
Zajrzałem do Saloonu - Trudy, właścicielka właśnie wydzierała się na jakiegoś czarnucha. Podobno miejscowi ukrywają handlarza, którego czarnuch i kumple chcą dorwać. Tak oto stanąłem na rozstajach - pomóc mieszkańcom pozbyć się bandziorów, czy może przejąć miasto przy ich pomocy? Wybór był prosty, bo ja czarnuchów nie lubię. Pogadałem z Trudy. Jak tylko naprawiłem jej radio, nie dość że cisnęła nieco kapslami, od razu zrobiła się słodka jak poranny rzyg. Skoczyłem na starą stację benzynową i tam zamieniłem kilka słów z nieco nerwowym handlarzem. Jak mu było? Jak ten koleś z takiego starego zespołu... Dingo? Bingo?
A, Ringo! Facet nauczył mnie gierki karcianej - Karawany. Całkiem ciekawa sprawa, ale pierwszą partię niestety wdupiłem bo nie chciało mi się zaglądać w notatki które podrzucił. Zdecydowałem się za to zmontować obronę i zgnieść tych bandziorów, zanim oni zrobią to z Goodsprings. Sunny zgodziła się od razu, Trudy też jakoś bez problemu. Doktorek podrzucił kilka stimpaków. Gorzej niestety ze Łatwym Piotrusiem i Chetem. Jednemu muszę pokazać że wiem którą stronę dynamitu się podpala, drugi z kolei to twardy negocjator. Niby nie muszę ich namawiać na współpracę, ale co większe szanse to większe szanse... Przy okazji - dom Doktorka jest jednym z niewielu jakie można bez problemu ogołocić do cna. Nawet te inwalidzkie kule mu zajebałem, hehehe...
Wieczorem musiałem przemyśleć parę rzeczy. Niby miałem podane mniej więcej lokacje innych miasteczek - między innymi tego, do którego muszę się zgłosić że spieprzyłem sprawę z przesyłką. Postanowiłem jednak pozostać w Goodsprings, ale wybrałem się na małe polowanko - może jak załatwię kilka stworów z pustkowi to potem pokminię nad tym dynamitem i sposobami na przegadanie Cheta... Niestety, to chyba nie to co trzy lata temu, kiedy człowiek nieważne jak by nie był doświadczony, miał przed sobą niewielkie wyzwania. Dwa Radskorpiony sprawiły, że musiałem się - jak to się ładnie mawia - wycofać na z góry upatrzone pozycje. I to dalekie...
Środek nocy. Coś tam cyka w oddali. Palę znalezione u Doktorka fajki, po tym jak obsunąłem kolejną iguanę i deczko wody. Czas spać, cholera, bo już zmęczony jestem. Jutro zastanowię się jak przekonać tych dwóch uparciuchów, a potem czas rozprawić się z bandziorami.
20-10-2281
Przed kozetką ostatnie co pamiętam, to trzech trepów - dwóch to jakieś kapiszony z irokezami, zwykłe bandziory. Trzeci, ten który przestrzelił mi łeb... To już grubsza ryba. Miał taki śmieszny gajerek w szachownicę. Szczerze mówiąc, wyglądał troszkę jak typowa miastowa cipa. Niestety jego klamka była śmiertelnie poważna, gdy zrobiła mi ołowiane trzecie oko. Nawet nie zdążyłem rzucić jakimś cwanym tekstem - ostatnie co pamiętam to platynowy żeton w jego ręce a potem słodką, lepką ciemność.
Gdy się obudziłem, miałem nadzieję, że przywita mnie jakaś ponętna pielęgniarka. Niestety, zamiast jakichś cudownych cycuszków i powłóczystych spojrzeń, dostałem w pakiecie "Uratuj mnie od niechybnej śmierci" wąsatego i kulawego łysego doktorka. Troszkę z nim pogaworzyłem. Wspomniał że z grobu wykopał mnie jakiś robot i zaniósł do niego, do Goodsprings - tak się to pustynne zadupie nazywa. A potem zaczął te swoje śmieszne testy. Obmacałem sobie twarz i dość szybko przypomniałem sobie, jaka zakazana morda się na mnie gapi za każdym razem gdy spojrzę w lustro. Potem przyszedł czas na zadania sprawnościowe. W jakiejś zabawnej maszynie szybko określiłem co mi idzie dobrze, a co niekoniecznie. Silny może i nie jestem, ale po mamie odziedziczyłem inteligencję, a po tacie zręczność do łapania spadającej z półki butelczyny nieco napromieniowanej whisky. Potem doktorek zadawał mi idiotyczne pytania, na przykład z czym mi się kojarzy "kot". No jasne że z psem, co ja debil jestem? Na koniec zarzucił serią kleksów w których widziałem kleksy, ale żeby mu przykro nie było wcisnąłem kit że to niby brodacz, piesek albo Marilyn Monroe po frontalnej lobotomii. Przy wyjściu oddał mi moje fanty, które Victor, ten robot znalazł w grobie, dorzucając do tego nawet nie cerowany kombinezonik z Krypty i PIPBoya 3000. Mimochodem rzucił, żebym poszukał Sunny w Saloonie. Zanim wylazłem na zewnątrz, zastanowiłem się czy chciałbym być hardkorem. Jasne że tak, certyfikaty mam, nie? Nie jestem żadną cipką, mówię wam. Kurier to musi być twardy gość. Zwłaszcza jak dostał kulkę w łeb i nadal żyje.
Po opuszczeniu domu doktorka od razu uderzyło mnie gorące pustynne powietrze. Gdzieś wysoko, jakby wokół piekącego słońca krążyły sępy. Raz po raz chmury kurzu przetaczały się przez Goodsprings. Ruszyłem do knajpy, gdzie od razu zaczepiła mnie ta panienka, Sunny oraz jej psina Cheyenne. Niechętnie bo niechętnie, ale zgodziłem się na mały trening. Poszliśmy za saloon, gdzie dała mi nader kiepski karabin i kazała ustrzelić trzy butelki. Ziewnąłem, włożyłem jeden palec do nosa, drugi w tyłek i ustrzeliłem szkło jak trzeba. Potem ruszyliśmy zapolować na gekony. Pierwsze dwa padły, zanim zdążyły na nas chuchnąć. Sunny stwierdziła, że jeśli mam ochotę, oczyścimy dwa kolejne ujęcia wody z jaszczurek. Czemu by nie? Niestety, po drodze Cheyenne udała się do krainy wiecznych łowów. Sunny trochę pomarudziła, jak to baby, ale w końcu załatwiliśmy wszystkie gekony. Potem stwierdziła, że nauczy mnie radzić sobie na pustkowiach. Mam jej przynieść jakieś kwiatki i inne zielsko. Co mi tam, przyniosę. Może coś z tego będzie, nie?
Kwiatki znalazłem w okolicy budynku szkoły. Kręciły się tam jakieś przerośnięte modliszki, na szczęście szybko sobie z nimi poradziłem. Przy okazji zajrzałem do środka nieco nadszarpniętego przez pustynny wiatr budynku. Poza stertą klamotów zhackowałem terminal i bez problemu ogołociłem sejf. Trochę zachciało mi się pić, więc wróciłem do doktorka i siorbnąłem nieco wody z kranu. Z żarciem nie było tak źle - przekąsiłem iguaną-na-patyku i od razu poczułem się lepiej. A zielsko znalazłem na cmentarzu. Naszła mnie ochota na przekopanie paru grobów, ale ziemia była tak zbita że bez łopaty ani rusz...
Wróciłem do Sunny, która pokazała mi magię ogniska, gdzie mogę pichcić różne specjały. A jak znajdę stół warsztatowy to i skręcę jakieś klamoty w stylu bomb, czy amunicji, a nawet lepszych giwer. Nieźle.
Zajrzałem do Saloonu - Trudy, właścicielka właśnie wydzierała się na jakiegoś czarnucha. Podobno miejscowi ukrywają handlarza, którego czarnuch i kumple chcą dorwać. Tak oto stanąłem na rozstajach - pomóc mieszkańcom pozbyć się bandziorów, czy może przejąć miasto przy ich pomocy? Wybór był prosty, bo ja czarnuchów nie lubię. Pogadałem z Trudy. Jak tylko naprawiłem jej radio, nie dość że cisnęła nieco kapslami, od razu zrobiła się słodka jak poranny rzyg. Skoczyłem na starą stację benzynową i tam zamieniłem kilka słów z nieco nerwowym handlarzem. Jak mu było? Jak ten koleś z takiego starego zespołu... Dingo? Bingo?
A, Ringo! Facet nauczył mnie gierki karcianej - Karawany. Całkiem ciekawa sprawa, ale pierwszą partię niestety wdupiłem bo nie chciało mi się zaglądać w notatki które podrzucił. Zdecydowałem się za to zmontować obronę i zgnieść tych bandziorów, zanim oni zrobią to z Goodsprings. Sunny zgodziła się od razu, Trudy też jakoś bez problemu. Doktorek podrzucił kilka stimpaków. Gorzej niestety ze Łatwym Piotrusiem i Chetem. Jednemu muszę pokazać że wiem którą stronę dynamitu się podpala, drugi z kolei to twardy negocjator. Niby nie muszę ich namawiać na współpracę, ale co większe szanse to większe szanse... Przy okazji - dom Doktorka jest jednym z niewielu jakie można bez problemu ogołocić do cna. Nawet te inwalidzkie kule mu zajebałem, hehehe...
Wieczorem musiałem przemyśleć parę rzeczy. Niby miałem podane mniej więcej lokacje innych miasteczek - między innymi tego, do którego muszę się zgłosić że spieprzyłem sprawę z przesyłką. Postanowiłem jednak pozostać w Goodsprings, ale wybrałem się na małe polowanko - może jak załatwię kilka stworów z pustkowi to potem pokminię nad tym dynamitem i sposobami na przegadanie Cheta... Niestety, to chyba nie to co trzy lata temu, kiedy człowiek nieważne jak by nie był doświadczony, miał przed sobą niewielkie wyzwania. Dwa Radskorpiony sprawiły, że musiałem się - jak to się ładnie mawia - wycofać na z góry upatrzone pozycje. I to dalekie...
Środek nocy. Coś tam cyka w oddali. Palę znalezione u Doktorka fajki, po tym jak obsunąłem kolejną iguanę i deczko wody. Czas spać, cholera, bo już zmęczony jestem. Jutro zastanowię się jak przekonać tych dwóch uparciuchów, a potem czas rozprawić się z bandziorami.
Czytaj bloga!
Trupy w szafie
pierwszy wpis: 04.09.2007
[Obserwuj bloga]
Pupcia rupcia salcesonik helou belou w dupie słonik. :P
Najnowsze na Trupy w szafie:
- Tanki na Pegasusa ;)
- Dum dum DUMMMM!
- Chimek zawodzi spod wieka trumny
- Ostatni trup wypada z szafy
- Enigmatyczne PN i rozkminka
- Chimkowa postapokalipsa
- Konkurs PS3/X360! :P
- 74 - +1
- 73 - Ska-P
- 72 - 20 godzin później
- 71 - Z pamiętnika Kuriera cz.1
- 70 - czyli co mnie w grach bierze
- 69 - ZEA, Niemcy i poranna dawka histerycznego śmiechu
- 68 - Uwe, piszę do ciebie wiersz...
- 19 - czyli gruszki (nie będzie o alkoholu, uprzedzam)
- 67 - kwestie techniczne itp.
- 66 - Really Black Ops ;>
- 65 - Szokująca nieskończoność
- 18(13), czyli rzecz o Leadzie (na życzenie Hilario ale i każdemu ;))
- 13, czyli F.A.Q. dla każdego część piąta
Popularne na Trupy w szafie:
- 60 - Rail shooter, czyli miliardy much...
- 34 - Mity współczesne
- 31 - Oryginalne czy wtórne - in my mind's eye
- 30 - Internetowa frustracja
- 44 - Platformowa batalia
- 28 - Powiększyła mi się rodzina...
- 62 - Bow before Facebook!
- 3 - Krytyki część pierwsza, tyż ogólna
- 12, czyli o strukturze tekstu
- Konkurs PS3/X360! :P
- 42 - Level one
- Interludium czwarte, czyli promocja najlepszych
- Mój komentarz na temat wypadku w Smoleńsku
- 5 - Interludium, czyli logo bloga zrobione...
- Whahahahahahahahahahaahahahaha
- 33 - Wielkie żarcie #1
- 67 - kwestie techniczne itp.
- Chimek zawodzi spod wieka trumny
- Numer 15, czyli The Sims 3
- Numer 16, czyli NAPRAWDĘ mocny trup!
Najnowsze na Gaminatorze:
- Endless Space (alpha) - słów kilka o podboju galaktyki
- Eh. Szkoda słów.
- Kasa Chorych - Działa nawet w Majówkę
- Patelnią w zęby!
- Underworld Ewolucja czyli seksowna wampirzyca i morze krwi.
- Hello world - początki VideoRecenzji
- Hołdy Video dla tych , których się nie zastąpi .
- Kącik literacki: R. Kipling - Księga dżungli/Druga księga dżungli
- Śmierć pudełkom?
- BrickForce - cięszki niewypał
- Tanki na Pegasusa ;)
- Sentymentalnie przez gatunki gier- cz.1
- Niezdrowy hype wokół gier- cz.1
- Kanały polecane przeze mnie.
- Na co oczekujecie w roku 2012?
- Co prawda nie dostałem się do CD-A, ale.... cz 1.
- Dum dum DUMMMM!
- Czekając na Baldura
- Starocie... chcecie jeszcze?
- Gry 2012 na które z niecierpliwością czekam

Komentarzy