Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Boromi

Boromi

Reputacja:
1084.7957
Punkty:
2642

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Boromi 1286050457000 2010-10-02

Heavy Rain po mojemu


Ukończyłem produkcję Quantic Dream
. Z góry wiedząc, kto jest mistrzem marionetek i znając najczęściej stawiane grze zarzuty. Po części sam się pod nimi podpisuję, bo nie dostałem tak doszlifowanego produktu, jak wieszczyli różni mądrzy ludzie. Ba! W kilku momentach odczułem lekki zawód. Nie zmienia to jednak faktu, że „mój” Heavy Rain to rewelacyjne i jedyne w swym rodzaju doświadczenie.

Czemu tak jest? Spieszę z wyjaśnieniami. Skupię się przede wszystkim na fabule i na tym, za co jedni HR pokochali a inni – znienawidzili: na narracji. W zasadzie – jej odbiór można przewidzieć już po własnej reakcji na pierwszy epizod. Tak, tak – ten, w którym błąkamy się lunatykującym Ethanem po domu i świecimy do kamery pośladkami. Powolne budowanie klimatycznej opowieści, jaką jest ta produkcja, według niektórych nie pasuje do interaktywnej formy rozrywki. No bo: jak to? Przez całe życie siekaliśmy, rąbaliśmy i gwałciliśmy na potęgę Interaktywnego Czerepu, a tu… każą nam wstrząsnąć kartonik z soczkiem, siuśnąć do muszli i przyodziać ubranka? Meh. Cały sens tych bzdurek, które – czy to z nudów, czy z obowiązku wykonujemy, to najzwyczajniejsza w świecie „wczuwka”. Utożsamienie się z kierowanym bohaterem – oto, co motywowało mnie w ciągłym dociekaniu jego/jej myśli, czy bawieniu się w troskliwego tatuśka (jakby Bioshock 2 nie wystarczał).

Co do jednego w kwestii tych pierdółek przyznam malkontentom rację – przy opracowywaniu obsługi zarówno zwykłych kontrolek, jak i ruchów bohatera, Quantic Dream naprawdę mogło się zastanowić dwa razy. Rozwiązanie zaserwowane w produkcie finalnym faktycznie dość często rujnuje powagę sytuacji. Wystarczy, że podnosząc triggerami ręce w górę drgnie nam któryś z palców i – ‘sru!’ – here goes the climate. Postać zaczyna wykonywać gwałtowne i chaotyczne ruchy, przypominając podstarzałego playboya na parkiecie.

Podobnie jest niestety z animacją  przy poruszaniu się, która ma przecież niebagatelny wpływ na odbiór przedstawianej akcji. Wydaje mi się, że twórcy w obydwu tych kwestiach zwyczajnie przedobrzyli z zakusami na filmowość. Weźmy chociażby sprawę nieszczęsnej głowy protagonisty. W sytuacji, gdy poruszamy się po otwartych przestrzeniach, postać wygląda świetnie – zachowuje się naturalnie, na zakrętach wykonuje samodzielne ruchy „ponad program”. Cały efekt idzie jednak w drebiezgi, gdy dostaniemy się w objęcia jakiegoś ciasnego pomieszczenia. Niedoskonałość (delikatnie mówiąc) sterowania prowadzi do tego, że chaotyczność naszych komend jest dodatkowo potęgowana przez gesty postaci, która cały czas chce udawać prawdziwego aktora. Problem w tym, że jest to już wtedy aktorstwo pijanego.

No, ale dobra – załóżmy, że jesteście w stanie przeprosić się z tą gębą tamagotchi, którą sobie z wymienionych wcześniej przyczyn, Heavy Rain przyprawia. Jakie jeszcze łyżki dziegciu pozostają nieprzełknięte? Dla niektórych takową będą nieścisłości fabularne. Nawet taki nieprzytomny gość jak ja, zdołał wychwycić w ciągu gry parę z nich. Można więc powiedzieć, że w wersji pudełkowej są one dość uciążliwe. No, ale właśnie – medal się odwraca: a może twórcy celowo zostawili te brzydko wyglądające dziury w scenariuszu, by potem koncertowo i z przytupem załatać je z pomocą DLC? Złodziejstwo? Niedbalstwo? Konwencja? Kto wie…

edit: już wiemy że raczej niedbalstwo. Quantic Dream niestety porzuciło pomysł płatnych kronik.

Pomijając już sprawę płatnych kronik – te pojedyncze niedopowiedzenia nie są na tyle duże, by popsuć przyjemność z grania. To prawda, że Heavy Rain jest swego rodzaju kolosem na glinianych nogach. Ale nawet jeżeli stracił kończyny dolne (z czym utożsamiam głównie toporne sterowanie i koszmarnie nierówną animację), to i tak w dalszym ciągu jest dla mnie grą wielką. Opowieść o Zabójcy z Origami (nienawidzę polskiego przekładu) ma bowiem to ‘cuś’, co sprawiło, że przebrnąłem przez nią w 2 posiedzenia. Tym są – obok specyficznej narracji – także dialogi. Element, który w klasycznych point’n'clickach zwykł odrzucać mnie na kilometr, tutaj w krótkim czasie pozbawił wszelkich chęci do zakręcenia nosem choćby raz. Napisane są wzorowo, bez sztucznego patosu  i efekciarstwa (inna sprawa, to kwestia aktorskiej nadinterpretacji…). I choćby ten element pozwolił mi bez krzywienia się, pogodzić ze wspomnianymi niedogodnościami.

Nie chcę przekonywać o walorach Heavy Raina tych, którym gra się nie spodobała, daleko mi bowiem do postawy fanboja (przynajmniej w tej konkretnej sprawie ). Pisząc ten tekst, chciałem jedynie wypunktować główne elementy, które składają się na moją ocenę tego tytułu. Produkcja Quantic Dream szalenie mi się spodobała i – nawet, jeżeli ciężko traktować ją w kategoriach zwykłej gry – jest to dla mnie wyraźny krok w kierunku urozmaicenia branży growej. Mam nadzieję, że zdoła ona (branża) w przyszłości poszerzyć grono odbiorców, niekoniecznie z pomocą casualowych popierdółek. Amen.


Zapraszam do odwiedzenia Niezależnego Bloga Graczy, gdzie tekst się pierwotnie ukazał. Howgh!

0

Komentarzy

Czytaj bloga!

Kulturwa

Boromi autor: Boromi
pierwszy wpis: 01.12.2009
[Obserwuj bloga]

Co w trawie piszczy?

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka